Showing posts with label manifesto. Show all posts
Showing posts with label manifesto. Show all posts

16.7.14

V

Dział: Manifesto
Numer rozdziału: 5
Gatunek: Thriller



               Był to nowy, sprzeczny z rzeczywistością wymiar - wymiar pełen ciągłych bitw ulicznych, przestępstw, ucieczek i gonitw - zwany inaczej walką o przetrwanie. Ta dzielnica odstraszała wszystkich mieszkańców miasta wonią krwi, rozkładających się ciał przesiąkniętych wilgocią oraz zapachem ciężkich chemikaliów. Tutaj nie było społeczeństwa - byli tylko wygnańcy, którzy nie liczyli godzin, tylko każdego ranka budzili się z ulgą, że ciemną nocą nikt nie pozbawił ich życia. 
               Mówią, że z Manifesto nie da się wrócić. Podobno wciąga w swoją otchłań nie dając najmniejszej szansy na odwrót. Coś na rodzaj... uzależnienia. Mimo ciągłego wycia syren policyjnych, zakładania kolejnych kamer w sklepach, to właśnie tę dzielnicę nazywają Dzielnicą Wolności. 
               Chris niepewnie rozglądał się po twarzach nowo poznanych towarzyszów. Każda z nich wydawała się wygłaszać zupełnie różne poglądy, jednak cele życiowe się na siebie nakładały. Wzrok chłopca zatrzymał się na Timmy. Przez dłuższą chwilę przyglądał się jej z lekkim zaciekawieniem - nie wyglądała na przestraszoną, przeciwnie - wydawać by się mogło, że ryzykowne misje w Manifesto przynosiły jej jakiś rodzaj chorej satysfakcji. Mimo, że przynależał już do grupy, niespodziewanie poczuł nieodpartą chęć zniweczenia ich planów w najmniej oczekiwanym momencie. Nie posiadał jednak żadnej wiedzy na temat ich umiejętności strategicznych. Znał jednak cały plan działania, jaki omówili jeszcze w siedzibie. "A co, jeśli to była pułapka?" - naszła go nagle myśl. "Racja... zapewne próbują mnie sprawdzić. W innym przypadku nie zabieraliby mnie ze sobą na misję. Ewentualnie... mają zamiar mnie zabić". Chris zagryzł wargę. Spojrzał na Sherla i Raya, którzy zajmowali miejsca przy tylnych drzwiach vana. Zawahał się, czy powinien aż tak ryzykować, ale, mimo wszystko, ta sprawa nie wyglądała dobrze. 
- Chłopaki, mamy kłopoty - odparła nagle Mira, skręcając vanem w boczną uliczkę. Mimo zapowiadającego się niebezpieczeństwa, w jej głosie nie dało się wyczuć ni krzty naruszonego spokoju. - Ktoś nas wyprzedził. 
- To Yardies, te skurwysyny! - wybuchnął niespodziewanie Sherly. - Te obleśne ćmy, które zawsze trzepoczą przed nami tymi swoimi pokrytymi ohydnym pyłem skrzydłami! Depczę takich kapciem, skurwysynów, wrzucam do kibla i spuszczam z wodą, te... te pieprzone...
               Yardies był gangiem konkurującym z grupą Sherla, Salvatrą. Powstała w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku i miała na swoim koncie wiele rzeczy, które pośród mieszkańców Manifesto wzbudzały ogromny respekt. Prowadzili ciągłe walki z wszystkimi gangami i słynęli z brutalności pozbawionej strategii - działali bez wcześniejszej analizy sytuacji. Mimo to wygrywali większość bójek dzięki swojej ponadprzeciętnej sile. 
- Yardies, gnoje! - krzyknął wniebogłosy Sherly, otwierając tylne drzwi vana kopniakiem. - Wyślę was dzisiaj do piekła, skurwiele!
- Ray, wycofujemy się - skinęła głową Mira. - Mają przewagę.
- Daj spokój, jesteśmy w stanie wykonać tą misję - wyszczerzyła się w promiennym uśmiechu Timmy. - Daj mi chwilę. 
               Blondynka rozłożyła na brudnej podłodze plan, który wcześniej wręczył jej Peter, po czym zaczęła się uważnie przyglądać miniaturowej mapce tej dzielnicy. 
- Dzięki Yardies nie ponieśliśmy żadnych obrażeń przed główną walką - zaczęła. - Rozłożyli obydwa oddziały policji, więc kupili nam trochę czasu, co oznacza, że do akcji mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu, by ustalić strategię i pozbyć się Yardies. Ray, zawróć Sherla. Zrobimy to. 
- Mam wiadomość od Petera, plan B jest gotowy - odparła Mira. - Prawdopodobnie uda się przejąć ciężarówkę bez bezpośredniego starcia z Yardies. Musimy się jednak podzielić na dwa oddziały. Jeden z nich zostanie tutaj, drugi uda się milę na wschód, by odbić towar przed końcem trasy. 
- Jakie zadanie dostanie drugi oddział? - zapytał milczący dotąd Ray.
- Zatrzymać Yardies, póki oddział pierwszy nie wykona misji.
               Chris drgnął. Odnosił dziwne wrażenie, że jego śmierć faktycznie zbliża się wielkimi krokami. Przełknął ślinę. 
- W oddziale pierwszym zostanę ja jako kierowca i Ray, który rozwali drzwi ciężarówki. Razem załadujemy towar - oznajmiła. - Timmy, Chris, zostajecie tutaj razem z Sherlem. Peter dołączy do was w ciągu kilkunastu minut.
- Wybacz, ale... - zaczął niepewnie Chris, zwracając przy tym na siebie uwagę całej organizacji. - Wśród nas jest tylko jedna osoba, która siłą jest w stanie dorównać przeciętnemu członkowi Yardies. Oni za to posiadają siedmiu członków. Czy mamy jakiekolwiek szanse?
- Nie pierdol! - krzyknął Sherly przez zaciśnięte wargi. - To będzie niczym zawiązywanie sznurówek. 

3.1.14

IV

Dział: Manifesto
Numer rozdziału: 4
Gatunek: Thriller



     Sherly sięgnął do kieszeni po drugiego papierosa. Nienawidził tego nałogu tak samo, jak nienawidził siebie. W szybie starej kanciapy ujrzał cień swojego odbicia. Twarz dziewiętnastolatka walczącego z życiem. Jego ręce zdobiło kilka blizn, które sam sobie zadał. Ludzie uważali go za dziwadło, jednocześnie strach nie pozwalał zbliżyć się do niego ani na krok. Wypuścił z ust smugę tańczącego dymu.
- Wyglądasz na obojętnego. - zwrócił się ponownie do Chrisa, nie odwracając ku niemu twarzy. - Jesteś gotowy podjąć takie wyzwanie?
        Chris spojrzał niepewnie na Mirę jakby oczekiwał, że przetłumaczy mu zawiłe metafory Sherly'ego, tamta jednak nie odwracała wzroku od bandażowanej rany.
- Słyszałeś, jak nazywają tę dzielnicę miasta? - zapytał, gasząc papierosa na jednej ze swoich blizn, nie zmieniając wyrazu twarzy. - MANIFESTO. Zapamiętaj ją dobrze.
- Na co mam być gotowy? - spytał Chris. Czuł, jak atmosfera w pomieszczeniu drastycznie się zmienia.
- Czujesz to niebezpieczeństwo, które wisi nad nami jak dusząca mgła? - zadał pytanie z zawadiackim uśmiechem. - Codziennie budzisz się oblany lodowatym potem, twój oddech jest niespokojny i nierytmiczny. Czujesz się napiętnowany, cokolwiek miałoby to znaczyć. Rozglądasz się wokół sprawdzając, czy wszyscy aby na pewno żyją. Zduszasz w sobie krzyk z obawy, że nie zdołasz go przerwać, a ten rozsadzi ci czaszkę. Mimo wszystko... Ten ból jest dobry. Przynajmniej czuję, że płynie we mnie życie. Jeszcze.
        Mira gwałtownie odwróciła się z stronę Sherly'ego. Uśmiechnęła się lekko kącikiem ust, jednak nie wyglądała na zadowoloną.
- Sherly. On drży. - odparła, sugerując, że nie dokonał najlepszego wyboru.
- Nie martw się o to. - rzucił chamsko i wyciągnął dłoń do Chrisa. - A więc? Co teraz zrobisz? Dołącz do nas. Inaczej będziemy musieli cię zabić.
- Przerwijcie tą kurewską rozmowę, która do niczego nie prowadzi. - rzekł, wychodzący z jednego z pokoi brunet w okularach. Zaraz za nim wyszła też Timmy.  - Skoro tu jest, nie ma wyjścia. Naprawdę sądzisz, że wybierze śmierć? Zresztą nieważne. Mamy zlecenie.
        Sherly odsunął się od kanapy i nabrał poważnego spojrzenia. Chris w dalszym ciągu czuł się niepewnie, jednak zaczynał już łapać, co się gotuje.
- Mamy pół godziny na dotarcie do Wall Street. - oznajmił, rozkładając przed nimi rozrysowaną miniaturową mapkę tego miejsca. - Przyjrzyjcie się tej dzielnicy, dawno w niej nie gościliśmy.
- To najlepiej strzeżony obszar w mieście. - powiedział, pochylający się nad planem Chris, wywołując tym samym uśmiech aprobaty u Sherla.
- Wedle danych od sił wyższych oddziały policji mogą znajdywać się jedynie za rogiem kończącym aleję Wall i w samym jej centrum zaraz za Akademią Nauk Ścisłych. - kontynuował. - Ryzyko jest zbyt duże, dlatego na tę misję pójdziemy wszyscy. Łącznie z nowym.
- Nie przeszedł jeszcze żadnych szkoleń, Peter... - zawahała się Mira. - Damy radę bez niego.
- Pójdzie z nami. - odparł stanowczo. - Najpierw zajmiemy się oddziałami policji. Timmy, kryjesz ten znajdujący się w centrum. Gdyby faktycznie tam byli, użyj bomb dymnych lub czegoś w tym rodzaju. Wiesz co robić.
        Blondynka skinęła głową na znak aprobaty. Uśmiechnęła się.
- Drugą ewentualną lokalizację będziesz krył ty, nowy. - zwrócił się do Chrisa. - Dam ci znać, kiedy powinieneś ich użyć.
        Rzucił mu kilka małych przedmiotów przypominających kauczuki. Chris przyglądał się im uważnie.
- Mira, prowadzisz samochód. Zadbaj o to, byście wyrobili się w czasie. Jeżeli obstawicie, że wam się nie uda, nie ładujcie więcej. - oznajmił stanowczym tonem. - Żeby nie skończyło się tak, jak ostatnio. Sherly i Ray zajmą miejsca w tyle auta, by w odpowiednim momencie wyskoczyć i załadować towar.
- Towar musi być ciężki, skoro wybrałeś do tego akurat nas. - powiedział dotąd mało odzywający się Ray.
- Nie. Piórko. Po prostu najpierw będziecie musieli rozwalić ściany metalowego auta. - rzucił krótko. - Będą tamtędy transportować niecałe pół miliona zielonych z jednej siedziby banku do drugiej. Mamy za zadanie im przeszkodzić. Jeśli chodzi o mnie, będę was obserwował z góry. Mianowicie dachu wieży St. Lewisa. Gdyby coś nie wyszło, będę na bieżąco powiadamiał was o planie B.
        Sherly skinął głową. Bez słowa opuścili kwaterę i władowali się do starego vana.


~~*~~



II

Dział: Manifesto
Numer rozdziału: 2
Gatunek: Thriller




        Przemykający na rowerze chłodny wieczór wjechał w tunel jego prywatnej samotności. I co? Nic się nie stało. Do samotności też można przywyknąć i witać ją jak starego przyjaciela.
        Chris oparł się o drzewo i osunął na ziemię. Dotknął dłońmi świeżo rozmarzniętej ziemi, po czym zanurzył palce do połowy w jej chłodzie. Rozluźnił każdy mięsień napięty jakby czyjąś obecnością. Dłuższy moment siedział bez ruchu, chwytając szepty uciekającej przed świtem nocy. Trawa była mokra od rosy. Ktoś zbliżał się do niego powolnymi krokami. Uniósł lekko głowę.
- Jeszcze tu jesteś? - zapytał niskim, głębokim tonem głosu. Nawet bez stroju barmana budził wrażenie pedała. Imię może tyle zmienić...
- Czekam na odpowiedź. - rzucił arogancko.
        Sherly przekręcił głowę lekko w bok niczym zdziwiony pies.
- Nie masz dokąd wracać, tak? - westchnął. - Mija się to z naszym zwyczajem, jednak pozwolę ci wejść do siedziby. Odnoszę wrażenie, że będą z ciebie ludzie.
        "Siedziby?" - pomyślał Chris. Prosząc o pracę nie domyśliłby się, że tak małe organizacje posiadają swoje sadyby. Mimo to bez słowa podążył za nim.
        Powoli się rozjaśniało. Promienie gdzieniegdzie przebijały się przez ciemne, ciężkie chmury sprawiając, że wszystko jeszcze bardziej pogrążało się w monotonii i psychodelicznej melancholii. Klimat był zupełnie inny niż zwykle o tej porze.
        Przekroczywszy progi sadyby ujrzeli kompletny chaos - w przedsionku znajdowała się szeroka, stara kanapa pokryta licznymi łatami, lik puszek po piwie walających się obok niej, mały odbiornik telewizyjny na powyginanym od przeciekającej wody stoliku. Chris niepewnie badał wzrokiem każdy element siedziby.
- Ostatnimi czasy późno wracasz. Miałeś nocną zmianę razem z Timmy, podczas gdy ona wróciła godzinę temu, co ty... - zająknęła się.
        Mira była drobną brunetką średniego wzrostu. Prócz ogromnych oczu wzrok przyciągała delikatna tasiemka lekko zawiązana na jej szyi. Wpatrywała się zaskoczona w Chrisa, jakby oczekując natychmiastowych wyjaśnień, skąd się tu wziął. Jednak z drugiej strony jej wzrok nie był ani zdenerwowany, ani wścibski.
- Chciał się zaciągnąć do Eldorado. - zaczął Sherly, ściągając z siebie przydługi płaszcz w kolorze khaki, jednocześnie zapalając papierosa. - Nie miał gdzie się zatrzymać, na pierwszy rzut oka wygląda, że się nadaje.
- Jesteś pewny? - zapytała niepewnie, nie spuszczając wzroku z Chrisa. Podeszła i wyciągnęła do niego dłoń, darząc go w tym samym czasie szerokim uśmiechem. Nie odwzajemnił go.
- Będziesz miał u mnie swego rodzaju dług. - odparł Sherly, kierując się tym razem do chłopca. - Nie ufam łatwo ludziom, to zwykłe zrządzenie losu, że tak szybko udało ci się tu dostać. W zasadzie mógłbyś nigdy nie dowiedzieć się o istnieniu tej organizacji.
- Organizacji? - zapytał z zaskoczeniem.
        Sherly uśmiechnął się.
- Niepewność wciąż podmywa fundamenty podjętych decyzji. - usłyszeli cichy głos dochodzący z ciemnego zaułka pomieszczenia. Postać również wyciągnęła dłoń do Chrisa. - Mam na imię Ray, witamy w skromnych progach. I nie waż się czuć tu dobrze.
        Zmierzył Chrisa od stóp do głów, po czym kontynuował.
- Ufam ci, Sherly, jednak nie bezgranicznie. Będziesz w pełni odpowiedzialny za to, co się stanie. Bądź gotów podjąć konsekwencje. Nie mam zamiaru dawać ci ultimatum. Przyprowadzenie tu kogoś z zewnątrz może być bardziej niebezpieczne niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.
- Traktujesz mnie jak dziecko. - odparł agresywnie.
- Jesteś zbyt spontaniczny i podejmujesz nieprzemyślane decyzje. - odpowiedział Ray. - Ostatnio powątpiewam w twój zmysł strategiczny, przez ciebie co chwilę wracamy na drogę prowadzącą do autodestrukcji.
- Ray. Spójrz na tego chłopaka.
        Szatyn zawahał się, jednak pewność siebie kazała mu wykonać polecenie. Obrócił lekko głowę. Jego wzrok zatrzymał się na chustce oplatającej przedramię Chrisa. Osunęła się dość nisko, odsłaniając tym samym specyficzne znamię należące do jednej z wyjątkowo ważnych federacji.


~~*~~



III

Dział: Manifesto
Numer rozdziału: 3
Gatunek: Thriller



        Ray skrzywił się lekko, i zrobił krok do tyłu, ponownie mierząc Chrisa uważnym spojrzeniem. Nadal wyczuwało się od niego chłód, ale widać było, że nie zamierza zgłaszać dalszych pretensji odnośnie nowego członka organizacji.
- Ale ja po tobie sprzątać nie będę.- stwierdził jeszcze, odwrócił się do Sherla – I nie będę robił za niańkę, sam się w to baw, skoro już tak entuzjastycznie go zaprosiłeś.
Sherly obrzucił go uroczym, niewinnym spojrzeniem.
- Już mnie nie lubisz, Ray?
Chłopak spojrzał na niego, a jego oczy nie wyrażały nic oprócz pogardy i znużenia. Wskazał go palcem Chrisowi.
- Uważaj, ma pedalskie zapędy.
Chris poczuł satysfakcję. Czyli wyciągnął dobre wnioski z obserwacji Sherla.  Jak miło.
Dziewczyna spojrzała na jego ramię bez jakiegokolwiek zainteresowania. Z większą uwagą przyglądała się jego prawej nodze. Nogawka na łydce miała dużą, ciemną plamę. Mira uklękła przy chłopaku, czym wprowadziła go w duże zdziwienie, i nacisnęła jego nogę w miejscu plamy. Chris skrzywił się i stęknął z bólu.
                Dziewczyna stała się kompletnie inną osobą. Zaczęła się rządzić.
- Sherly, posadź go na kanapie, Ray przynieś moją apteczkę. A ty, nowy, masz się nie ruszać i nie gadać. Strasznie mnie to irytuje.
                To była odpowiedź na protesty Chrisa. Chłopak już po chwili spełnił prośbę, przy drobnej pomocy z zewnątrz. Z małego pokoju obok wyszła dziewczyna z baru, Timmy. Wyglądała na trochę zaspaną, podeszła do kanapy na której został posadzony Chris, usiadła na jej oparciu, patrzyła chwilę na jeszcze broniącego się chłopaka i zdzieliła go pięścią w twarz. To skutecznie go uciszyło.
                Sherly mrugnął do dziewczyny, wydmuchując dym z papierosa na krwawiącego Chrisa.
- Dziękujemy Timmy, na ciebie zawsze można liczyć.
                Timmy pokręciła nosem i pokazała mu język.
- Polubiłabym cię, gdyby nie to, że palisz damskie papierosy, cioto.
                Sherly spojrzał na papierosa którego trzymał w ręce. Patrzył tak na niego przez dłuższą chwilę. Timmy wyszczerzyła się gamą białych zębów i zamaszystym krokiem z powrotem weszła do małego pokoju.
- Bardzo dobrze, nie chcemy cię tutaj. – Ray obojętnym ruchem podał Mirze apteczkę i zatrzasnął drzwi pokoju Timmy, których dziewczyna nie zamknęła za sobą wcześniej. Spojrzał na Mirę.
- Coś jeszcze, mamusiu?
Mira spojrzała na niego, a jej twarz przybrała ciemno czerwoną barwę. Sherly podszedł do niej, objął i ucałował w policzek.
- Wiesz, że wszyscy cię kochamy.
Mira spojrzała na niego spod przymrużonych powiek i powolnym ruchem zdjęła jego rękę ze swojego ramienia.
- Odejdź i nie przeszkadzaj.
Sherly uniósł dłonie na znak poddania się jej woli, i razem ze swoim bezczelnym uśmieszkiem odsunął się kilka kroków od kanapy. Mira chwyciła apteczkę i przyklękła przy nodze Chrisa.



~~*~~





I

Dział: Manifesto
Numer rozdziału: 1
Gatunek: Thriller




                Bar Eldorado od zawsze przyciągał studentów z całego miasta. Przyciągał także wszystkich tych którzy szukali sporadycznej pracy, nie zawsze zresztą legalnej.
                Kiedy młody chłopak przekroczył próg baru, skrzywił się z mimowolnym niesmakiem. I po co ci ludzie tu siedzą, marnują tu sobie życie, ale w sumie może i nawet lepiej że tutaj, a nie się włóczą po mieście, plączą pod nogami, zawracają głowę... Zaraz, po co on tu przyszedł...?
                A tak, racja. Ruszył do lady baru. Ludzie kręcili się, podchodząc do niego, zamawiając piwo i odchodząc z pełnymi kuflami do stolików zajętych przez ich roześmianych przyjaciół.
                Chłopak przysiadł na wysokim stołku przy ladzie. Za nią kręciła się dwójka barmanów, ubranych w białe koszule, czarne kamizelki, czarne spodnie, z czarnymi muszkami. Dziewczyna, jak głupia biegająca tam i z powrotem całkowicie wyręczając kolegę, który praktycznie cały czas stał oparty o ścianę, czytając książkę, w ewentualności robiąc sobie przerwę na podrywanie co ładniejszych panienek przybijających do lady.
                Barmanka zagadnęła do chłopaka, równocześnie jedną ręką nalewając piwo, a drugą wydając resztę.
- Co podać?
                Chłopak spojrzał na nią kompletnie obojętnym wzrokiem. W międzyczasie udało jej się jeszcze pięć razy zmienić miejsce i zrobić piętnaście różnych rzeczy.
- Właściwie to szukam kogoś.
- Kogo? Znam tu wszystkich.
- Powiedziano mi, że mam szukać jakiejś Sherly.
                Dziewczyna prychnęła śmiechem. Przechodząc obok kolegi barmana szturchnęła go w ramię, bez jakiejkolwiek dziewczęcej delikatności. Spojrzał na nią spod uniesionych brwi, z szyderczym uśmieszkiem.
- Czego, smarkulo?
- Klient, panienko.
- Mów co chcesz, ja przynajmniej mam te narządy które powinienem mieć.
- Twoja matka musiała cię naprawdę nienawidzić skoro dała ci damskie imię.
- Twoja dała ci męskie.
                Dziewczyna wyszczerzyła się do niego.
- Przegrałeś. Moje imię wybrałam sobie sama.
Pokazała mu język i odwróciła się, kompletnie go ignorując i rzucając się w wir pracowniczych obowiązków. Sherly przez chwilę jeszcze podążał za nią wzrokiem, z ironicznym uśmieszkiem.
- Przemądrzały smark.
Z trzaskiem zamknął książkę i włożył ją we wnękę pod ladą. Jego ruchy były powolne, wypełnione lenistwem. Chwycił jakąś szklankę, zdjął z ramienia białą szmatkę i oparł się o blat tuż obok szukającego go chłopaka, polerując naczynie.
- A więc… pewnie szukasz pracy?
                Chłopak obrzucił go niechętnym spojrzeniem. Nadal nie mógł zrozumieć, w czym mógł mu pomóc jakiś byle pedał w stroju pingwina. No bo kim mógł być facet z damskim imieniem…?
- Powiedziano mi, że ktoś zdoła dać mi tu jakąś pracę. Nie żebym czegoś szczególnego oczekiwał…
                Sherly uśmiechnął się pod nosem i odłożył szklankę na blat. Spojrzał na chłopaka z rozbawieniem, niedbałym ruchem zarzucając sobie szmatkę na ramię . Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej kartkę i długopis. Podał ją chłopakowi.
- Napisz mi tu jak mam cię przedstawiać, gdzie będę mógł cię ewentualnie znaleźć i numer telefonu pod którym cię znajdę.
                Chłopak spojrzał na niego spode łba i przyciągnął do siebie kartkę. Sherly dyplomatycznie odwrócił  się do godnej uwagi dziewczyny, która akurat podeszła do lady. Mimo wszystko jednak przyglądał mu się z zaciekawieniem. Nie udało mu się opanować śmiechu, kiedy chłopak po dłuższej chwili nadal nie postawił na kartce ani jednej litery.
 - Nie wiesz, jak masz na imię?
- Na pewno nie tak idiotycznie jak ty.
                Sherly roześmiał się, już nawet nie udając, że się powstrzymuje.
- Będą z ciebie ludzie, chłopie. - wyszczerzył zęby - Daj jakikolwiek pseudonim. Nikt nie da pracy bezimiennym świrom z ulicy.
                Po chwili sam chwycił długopis i napisał na kartce ‘Hrabia’. Przyjrzał się literom i uśmiechnął się do siebie. Spojrzał na nowo mianowanego Hrabi.
- Jestem w połowie Hrabi Draculi. Super gościu.
Hrabia patrzył na Sherla oszołomiony, wielkimi oczami. Sherly ponownie podsunął mu kartkę.
- Numer telefonu.
                Po chwili wahania Hrabia nakreślił na kartce dziewięć cyfr. Odłożył długopis na bok. Spojrzał na Sherla, nadal oszołomiony. Ten zagarnął kartkę i włożył ją do kieszeni na piersi.
- I zadzwonisz jak będziesz coś dla mnie miał do roboty?
                Sherly wyjął książkę spod lady.
- Jasne. Załatwianie taniej siły roboczej to zarobek też dla mnie.
                Oparł się o ścianę i otworzył książkę. Hrabia nadal na niego patrzył. W końcu jakby się otrząsnął. Odsunął się od lady.
- Nazywam się Chris Thorn. Chociaż pewnie i tak zapomnisz, bo co by cię to miało obchodzić.
                Odszedł od lady i wyszedł z baru, odprowadzany przenikliwym, zaintrygowanym spojrzeniem Sherlocka Vinca. 



~~*~~



2.1.14

Thriller

1.
MANIFESTO

Autor: Saga Noir & Shiro Lisu Seiji
Oryginał/Fanfick
Status: CHWILOWO PORZUCONE




Rozdziały:

I
IV
V


___________________________________________




2.
PROTOGENOI

Autor: Saga Noir
Oryginał/Fanfick
Status: CHWILOWO PORZUCONE




Rozdziały:

Chaos i Tartar
Nyks
Eros


__________________________________________________________

3.
SPIRAES

Gatunek: Dramat, horror.
Status: CHWILOWO PORZUCONE
Opis: Opowieść o pianistce, która kryje w sobie niewyobrażalnie silnego potwora - Spiraes. Potwora, który może zarówno ją zniszczyć, jak również podtrzymywać przy życiu. 
Fanfick/Oryginał




Rodziały:

Przebudzenie
Otwórz klatkę potwora.
Sztuka nie potrzebuje żadnych pierdolonych emocji.
Jestem w piekle.


________________________________________


4.
CZARNE OWCE

Autor: Saga Noir
Oryginał/Fanfick
Status: CHWILOWO PORZUCONE
Opis: Firma „Primavera” zajmuje się wykonywaniem zleceń - od tych najbardziej banalnych, jak organizowanie przyjęć czy odnajdywanie zagubionych zwierząt, do tych najbardziej ekstremalnych, powiązanych z mafią czy operacjami wojskowymi. Firma zatrudnia uzdolnione osoby, które nie chcą dać się zaszufladkować, pragną przyczynić się społeczeństwu wykorzystując swoje talenty.  




Rozdziały:

Prolog
"Primavera", praca weryfikatora i ruda do towarzystwa.
Cheza z domu dziecka.


________________________________________________________________




5.
SUSANA

Autor: Nazzuna
Gatunek: dramat, thriller, okruchy życia.
Status: TRWA
Opis: Kiedy nienawiść przyćmiewa miłość, nie ma nadziei na odzew szczęścia. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Susan na czas to dostrzegła. Potem pozostały jej tylko trwożne wspomnienia błędów, jakie za życia popełniała.
Fanfick/Oryginał





Rozdziały:

Espoir
Con amore.


__________________________________________________________________


6.
LEUCOCYTE

Gatunek: dramat, thriller.
Status: TRWA


__________________________________________________________________


7.
ONE SHOT




Rozdziały:

O jedną chwilę mniej
Posrana filozofia.
Mistyczna nimfa.
Oddajcie mi marzenia
Brak zimna