18.6.18

A gdybym tak oszalał na twoim punkcie?

Dział: Carter w maniakalnych poszukiwaniach Bennetta
Numer rozdziału: 3
Gatunek: Yaoi



                Wszystko można było Carterowi zarzucić, naprawdę wszystko; to, że był śmierdzącym leniem, nie opanował nawet podstawowych zasad kultury osobistej, że nie wiedział, czego chce od życia, niczym kot nie trafiał do kuwety... Ale takiej propozycji z jego strony się nie spodziewałem. A gdybym chociaż był w stanie założyć, iż zada mi pytanie tak dziwnej natury, natychmiast zerwałbym kontakt i uciekł na drugi koniec świata. Lecz na to było już za późno. Pytanie padło z jego ust i gdybym tylko potrafił umierać na zawołanie, nawet bym się nie zastanawiał. 
— Musisz mi pomóc — zaczął niewinnie. Kto by przypuszczał, że może mieć na myśli rzecz tak niehumanitarną i nieludzką.
               Opisał dokładnie cały swój tok myślenia oraz sytuację, podczas której wpadł mu do głowy ten złowieszczy plan, podczas gdy ja słuchałem go z rozdziawionym pyskiem, nie mając zielonego pojęcia, jak powinienem zareagować. A on mówił o tym tak, jak gdyby decyzja została już podjęta.
— Oscar... — zacząłem w końcu, gdy odzyskałem głos. — Ja wiem, że jesteśmy przyjaciółmi...
— Najlepszymi przyjaciółmi — przerwał mi.
— Najlepszymi przyjaciółmi... — poprawiłem się.
— Na śmierć i życie — dodał.
— Na śmierć i... Kurwa, pojebało cię?! — wrzasnąłem nagle. — No popierdoliło cię normalnie! Jak w ogóle możesz prosić mnie o coś takiego?!
— A czego ty tutaj, przepraszam bardzo, nie rozumiesz? — Zdziwił się. — To wyjątkowo oczywiste, że to ty musisz mi w tym pomóc.
— Oscar, sam fakt, że ma ci w tym pomagać ktoś, kto nie jest kolesiem, którego szukasz, jest, kurwa, dziwny! I dlaczego ja, weź zwerbuj jakąś laskę, nigdy nie masz z tym żadnych problemów... — Wkurzałem się. — Co to jest za propozycja?! Przyłazisz mi do chaty i mówisz, że mam się rozebrać, bo musisz nabyć trochę doświadczenia z kolesiami, no ja pierdolę, czy ty nie słyszysz, jak absurdalnie to brzmi?! Gdybym chociaż był gejem. Musiałbym być gejem. Gejem który jest w tobie zakochany. I ty też musiałbyś być gejem zakochanym we mnie. W przeciwnym razie to w ogóle nie ma sensu, przecież...
— A gdybym tak oszalał na twoim punkcie?
               Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem i dostrzegłem iskierki tańczące w jego oczach. Zupełnie jak gdyby chciał mnie przejrzeć na wylot. Chwila, czy on próbował mnie poderwać?
— Ja już znam te twoje tanie sztuczki, Carter — odparłem tonem pełnym satysfakcji. — Pogadasz te swoje głupoty rodem z francuskich komedii romantycznych i pomyślisz, że to wystarczy, że zerżniesz mnie, a rano po wszystkim podam ci śniadanko do łóżka. Dobre sobie.
               Oscar znał mnie jednak całe życie i doskonale znał moje słabe punkty. Chociażby to, w jaki sposób i w jak dużym stopniu działała na mnie poezja erotyczna.
 —  Przesunę opuszką palca po twojej spragnionej skórze... — wyszeptał, pochylając się nad moim uchem. — Uniesiemy się do nieba i opadniemy razem w zachwycie. Będę błądził wzrokiem po twoim ciele. Będziesz drapał, wciągał mnie głębiej, pragnął, krzyczał, a ja ulegnę tej szalonej fali. Spełnię te pragnienia najskrytsze, nieokiełznane, senne fantazje zapisane w kropli potu na drżącym, rozpalonym ciele, ustami obudzę wszystkie dreszcze. Umrzemy w uścisku ciał. 
— Ale chyba jestem motylem z innej łąki, zapisanym w płatkach przeznaczenia dla innej, dzikszej od ciebie róży — wyjąkałem, powoli tracąc kontrolę nad sytuacją. Poczułem, jak Oscar oplata dłońmi moje biodra.
— Kiedyś zwiążę twoje dłonie tasiemką i nasycę się dotykaniem do woli — mówił, wsuwając ręce pod moją koszulkę. — I nie odbierzesz moim palcom pieszczot. Nie przyciągniesz mnie zbyt szybko do siebie przerywając opuszkom radość. Otworzysz się przede mną subtelnie jak kwiat zroszony niebem. To będzie słodkie zniewolenie.
               Przymknąłem powieki, kiedy przesuwał językiem po płatku mojego ucha. Przegryzłem wargę. Przylgnął swoją twarzą do mojej i zaczął wpatrywać się w moje oczy. Jego dłonie niespodziewanie powędrowały na moje pośladki. Wydałem z siebie cichy jęk, a policzki oblały mi się rumieńcem. Nasze usta były coraz bliżej i bliżej, gdy nagle...
— Siema, Valentine, co tam? — Usłyszałem, a zaraz po tym moich uszu dobiegł trzask zamykających się drzwi kawiarni. — Znowu czytasz to swoje yaoi? Ile jeszcze będziesz mi wmawiać, że jesteś aseksualny, zanim się przyznasz do pedalstwa?
— Z naszej dwójki to ty postanowiłeś zostać gejem — wymamrotałem, odkładając mangę na bok. — Co chcesz?
— Ciasto bym zjadł. Co macie dzisiaj dobrego? — spytał, włażąc za ladę.
— Specjał na dziś to ciasto z truskawkami pod kruszonką. Dobre na potencję — powiedziałem, nakładając mu kawałek na talerzyk.
— Nie narzekam... — odpowiedział, rzucając mi dziwne spojrzenie.
— Ej. Oscar, a w sumie.... — wyjąkałem.
— No? — wymamrotał z ciastem w paszczy.
— A jakbym faktycznie był gejem, to byś mnie pieprzył? — spytałem spokojnie.
               Ku mojemu zaskoczeniu na twarzy Cartera nie wymalowało się zdziwienie. Zmierzył mnie wzrokiem, przeżuł do końca jedzenie, odstawił na moment na ladę, po czym obszedł mnie kilka razy, dokładnie mi się przyglądając.
— Biodra chyba dwa na dziesięć, włosy w porządku, twarz słabo, ale po ciemku nie widać. Nie ma konkretów, dopóki się przede mną nie rozbierzesz — odpowiedział.
— A chcesz, żebym to zrobił? — zapytałem, zalotnie trzepocząc rzęsami.
— Zawsze dziwnie się zachowujesz jak czytasz to swoje yaoi — wycedził przez zęby.
— Mam to traktować jako wyzwanie czy nie? — Drążyłem temat.
               Spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym "zaraz ci wybiję głupoty z głowy, pedale". Podszedł do mnie na wyjątkowo niekomfortową odległość, nasze nosy prawie się zetknęły. Nagle poczułem jego dłoń gwałtownie i mocno chwytającą mnie za krocze. Odskoczyłem, ale nie puścił mnie. Gapił się na mnie i zdawać się mogło, że czeka na mój ruch. Zrobiło się gorąco jak w piekle. Spuściłem wzrok, gdyż nie mogłem uwierzyć, iż naprawdę mnie tam złapał. Ale przekonałem się o tym na własne oczy. Znów nawiązałem kontakt wzrokowy.
— Co ja mam teraz zrobić? — zapytałem.
— Nie wiem, to ty czytasz yaoi — odpowiedział.
               Babcia zawsze mawiała, że wroga czasem dobrze zaatakować jego własną bronią. Cóż mogłem począć? Też go złapałem. 
— Dziwna sytuacja — podsumował, kiedy tak w ciszy trzymaliśmy się wzajemnie za jaja.
— Teraz twoja kolej — powiedziałem.
               Szlag mnie trafił, kiedy zobaczyłem, że Carter drugą dłonią sięga po łyżeczkę i kontynuuje wpierdalanie ciasta. Chciałem go puścić i wyrzucić za drzwi, a on nagle spytał:
— Ty, a ty wiesz, jak się robi loda?
— Skąd mam wiedzieć, ty to powinieneś wiedzieć, cały czas sypiasz z jakimiś babami — powiedziałem ze zdenerwowaniem.
— Nie o to mi chodzi — mówił dalej. — Wiem jak to jest, kiedy ktoś mi robi loda. Ja się zastanawiam, jak się robi loda komuś.
— A na chuj ci to? — spytałem z niedowierzaniem.
— No bo jak mam być z kolesiem, to wiesz... Czekaj.
               Puścił mnie, szybkim krokiem udał się do drzwi wejściowych, zamknął je na klucz i obrócił kartkę na napis "zamknięte" po czym wrócił do mnie, złapał za ramię i zaciągnął na zaplecze.
— Mogę spróbować? — zapytał ze śmiertelnie poważną miną.
— Co spróbować? — zadałem pytanie, marszcząc czoło.
— Zrobić ci loda — odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
— Pojebało cię? — spytałem.
— No weź, będzie fajnie, zobaczysz.
               Nim się zorientowałem, gacie miałem na wysokości kolan, a ten idiota pytał mnie, czy mam mikroskop, bo on to tutaj nic nie widzi. Już chciałem się odszczeknąć, gdy nagle bez ostrzeżenia wziął całego do ust. Oblała mnie fala gorąca.
— Oscar... — wymamrotałem, szarpiąc go za włosy. — Co ty robisz...
               Uniósł wzrok i spojrzał na mnie, nie poprzestając. Jego dłonie przeniosły się z moich ud na pośladki i zacisnęły się na nich mocno. Kolana zaczęły mi drżeć jak cholera.
— Mm, nie bój się — wyjąkał, odsuwając się na krótki moment tylko po to, by kontynuować ze zdwojoną siłą.
                Nie minęło wiele czasu, a biała ciecz rozlała się po podłodze. Nie wiedziałem, co robię. W akcie desperacji rzuciłem się na kolana, objąłem rękoma Oscara i wpiłem się głęboko w jego usta. Odwzajemnił pocałunek, lecz po chwili położył dłonie na moich ramionach i odepchnął mnie delikatnie.
— Valentine? — Uniósł brwi. — Co ty robisz?
               Spojrzałem na niego, po czym rozejrzałem się wokół i znów popatrzyłem mu w oczy.
— Nie wiem.