Showing posts with label kpop. Show all posts
Showing posts with label kpop. Show all posts

18.12.17

INFORMACJA

Ze względu na ostatnie wydarzenia serie "Rozterki miłosne Taemina" oraz "Jonghyun x Taemin" zostają wstrzymane na czas nieokreślony. 

5.8.17

Jabłka

Dział: Rozterki miłosne Taemina
Numer rozdziału: 12
Gatunek:  Yaoi



- Te usta nie mają prawa cię całować - wybełkotałem, kiedy Jonghyun chciał pocałować mnie na powitanie.
         Musnął delikatnie mój policzek i z uśmiechem przeczesał włosy. Światło parkowej latarni rozświetlało ścieżkę, na której staliśmy. Drżałem ze strachu, zmęczenia i upojenia alkoholowego.
- Powiedziałem rodzicom, że nocuję kolegę, bo nie chce wracać pijany po imprezie do domu. Nie mają nic przeciwko. Śpią już, przedstawisz się rano - powiedział. - Nic nie mów, wsiadaj.
          Otworzył mi drzwi od samochodu, ale jak szybko wsiadłem, tak szybko wysiadłem i rzuciłem się w krzaki. Na szczęście nie trwało to długo. Zająłem miejsce na siedzeniu pasażera i zapiąłem pasy.
- Czujesz się lepiej? - zapytał.
       Wydawał się być dziwnie oficjalny, a jednak była w tym wszystkim nutka romantyzmu.
- Szczerze? Nie. Ani trochę. Chyba już mi się nigdy nie poprawi. Jestem śmieciem i chcę umrzeć - wyjąkałem.
- Nie umieraj - odpowiedział. - Chcę jeszcze z tobą pospać.
          Jechaliśmy w milczeniu. Nadal chciało mi się wymiotować, dlatego wolałem się nie odzywać. Jonghyun prowadził bardzo ostrożnie. Spoglądałem na niego ukradkiem, żałując, że się urodziłem. Było mi zimno, niedobrze i słabo. Dlaczego to zrobiłem? Pozwoliłem rozebrać się Kai'owi, a nigdy wcześniej nie dałem tego zrobić mojemu chłopakowi. Mojemu kochanemu chłopakowi. Boże, jaki on był kochany. Kochany Jonghyun. Nie zasłużył na coś takiego. 
         Kiedy dotarliśmy na miejsce, znowu się rozryczałem. A potem się porzygałem i ryczałem dalej. Jonghyun złapał mnie za rękę i po cichu zaprowadził na górę. Przygotował mi kąpiel, dał ręcznik i szczoteczkę do zębów. Ja zaś stałem przed lustrem.
- Wyglądam jak siedem nieszczęść - wybełkotałem.
- Wyglądasz pięknie - odparł i uśmiechnął się. - A teraz się pięknie umyj.
          Zmyłem z siebie wszystko prócz wyrzutów sumienia. Oczy miałem podkrążone, cerę suchą, a wargi sine. Wyglądałem jak chore dziecko. Po narkotykach. Założyłem koszulkę Jonghyuna i udałem się do jego pokoju. Czekał na mnie w łóżku. W pomieszczeniu roznosił się zapach jabłek.
- Tona jabłek nie wystarczy - jęknąłem, włażąc pod kołdrę.
- Daj mi jeszcze ten jeden wieczór pożyć w nieświadomości - odparł cicho, przytulając mnie do siebie. - Rano skoczę na korepetycje, a potem przyjdę po ciebie i zjemy sobie śniadanie na mieście. Wtedy pogadamy.
- Dziękuję, że po mnie przyjechałeś, kochanie - mówiłem. - Dziękuję. Skrzywdzili mnie. I ja skrzywdziłem. Przepraszam.
          Położył mi dłoń na policzku i pocałował głęboko. To było takie lekkie i subtelne. I ulotne. Bałem się, że to nasz ostatni pocałunek. Ręka Jonghyuna wędrowała po moich plecach, ogrzewając mnie i dając poczucie bezpieczeństwa. Powoli wsunęła się pod moje bokserki i zaczęła badać teren między moimi pośladkami.
- Tak, zrób to - szepnąłem, zamykając oczy.
          Pocierał delikatnie moją skórę. Po chwili poczułem, jak jeden z jego palców wolno dostaje się do środka.
- Mmm... tak - jęknąłem cicho.
         Poruszał nim delikatnie. Wygiąłem się w łuk, samemu nachodząc na jego palec.
- Jednak nie zrobiłeś niczego głupiego. Przynajmniej aż tak głupiego - powiedział. - Nadal jesteś ciasny jak byłeś.
- Możemy to zaraz zmienić - odparłem bez namysłu.
- Nie jestem pewien, czy to dobry moment - odpowiedział. - Nadal nie wiem, o czym mi opowiesz rano. Czy to ma być zadośćuczynienie?
- Nic z tych rzeczy - wyjąkałem. - Mam ochotę...
- Gdyby nie fakt, że rodzice są w domu, zastanawiałbym się - westchnął. - Ale kusisz niewyobrażalnie...
          Powoli dołączył drugi palec. Jęknąłem przeraźliwie. Było mi przyjemnie i nie chciałem na tym poprzestawać.
- Może jednak zastanowisz się jeszcze chwilę? - zaproponowałem. - Będę cicho.
- Inaczej wyobrażałem sobie nasz pierwszy raz - powiedział. - Krzyczący z podniecenia Taemin, mokry od potu i całkowicie mi poddany...
- Możemy zamienić krzyk na niemy jęk i dorzucić do tego "niewinny i bezbronny, pozwalający ci na wszystko bez wyjątków" - dodałem.
- Po tym, co powiedziałeś, chyba nie ma odwrotu...
         Wpił się w moją szyję, obsypując ją namiętnymi pocałunkami. Moje ręce zaczęły bawić się w najlepsze pod jego bokserkami. Wyglądało na to, że gra wstępna była zbyt nudna. Rozebraliśmy się w okamgnieniu i rozłożyłem przed nim uda.
- Nagi Taemin... - wyjąkał, oblizując usta.
- Bierz mnie, Jonghyun.
          Pocałował mnie głęboko, a następnie podniósł mnie lekko do góry i zaczął. Zagryzłem szczękę na nadgarstku.
- Boli? - spytał, ledwo łapiąc oddech.
- Pragnę... tego... bólu - wyzipiałem.
         Przyspieszył nieco. Wywróciłem oczami, usiłując za wszelką cenę powstrzymać jęki i westchnienia. Ból był do zniesienia. Gorzej z wręcz chorą satysfakcją i przyjemnością.
- Dobrze - powtarzałem. - Dobrze. Dobrze. Cudownie. 
         Poruszał delikatnie biodrami, balansując w przód i w tył. 
- Kocham cię, Jonghyun.
         Poczułem, jak ciepła ciecz rozpływa się w moim wnętrzu. Jonghyun przykrył mnie kołdrą i położył się na moim ramieniu, ledwo łapiąc oddech.
- Możesz być z siebie dumny - szepnąłem. - To było niesamowite. 
          Zasnął jak dziecko. Pogłaskałem go delikatnie po głowie, próbując zapomnieć o tym, co stało się wcześniej.

4.8.17

Tam gdzie zawsze

Dział: Rozterki miłosne Taemina
Numer rozdziału: 11
Gatunek: Yaoi



         Fakt, że chodziłem z Jonghyunem, nie docierał do mnie przez długi okres. Tym bardziej, iż chłopak nie miał dla mnie czasu, co było spowodowane jego problemami z matmą, z której testy pisał chyba codziennie. Nie wystawiał więc nosa zza drzwi. Pisał jedynie, żeby zapytać co u mnie lub wyrazić konsternację swoim zmęczeniem i moją przyjaźnią z Kai'em.
          Nadal nie potrafił znieść mojego przyjaciela. Wciąż powtarzał o wielkim zaufaniu, jakim mnie darzy, lecz mimo to wciąż wzrastał w nim lęk przez porzuceniem. Zapewniałem go, że nie ma powodu do obaw, ale nadal nie miał ochoty darzyć go sympatią. I działało to w dwie strony.
- Może skoczymy w końcu do Namsan Tower, skoro niedługo wyjeżdżam na wakacje? - spytał pewnego razu Kai.
- Mam chłopaka, Kai. Jakkolwiek by to w moich ustach nie brzmiało - wycedziłem przez zęby.
- Właśnie widzę... Codziennie gdzieś cię zabieram, a on co w tym czasie robi? - zapytał z ironią. - To twoja sprawa, Tae, szanuję to. Ale dziwię się, że ci to odpowiada.
- Uczy się do poprawek - odpowiedziałem. - Przecież ci mówiłem, Kai.
- Uczy się dwadzieścia cztery godziny na dobę? Wątpię. Gdyby chciał, wyszedłby. A nie robi tego - syknął. - A wcześniej zapraszał cię w ogóle na randki?
- W sumie... zawsze siedzimy u niego - wyjąkałem.
- No tak... - westchnął. - W takim razie ja o ciebie zadbam, skoro na niego liczyć nie można.
         Kai zbyt surowo go oceniał. Jonghyun miał pełne ręce roboty i doskonale to rozumiałem. Równie dobrze mógłbym zarzucić Kai'owi zniknięcie na kilka lat i niedawanie znaków życia. 
          Odmawiałem za każdym razem, gdy proponował pójście na Namsan Tower. Zaoferowałem mu milion innych opcji, chociażby ryż w lokalnej knajpie, który nie był drogi, a smakował wyśmienicie. Równie dobrze mogliśmy posiedzieć w parku i pogadać. Ale Kai się uparł jak cholera. I mimo moich wielokrotnych odmów, i tak skończyliśmy w Namsan Tower, gdzie z kompletną rezygnacją wlewałem w siebie litry alkoholu. Nie mogłem przyjąć do siebie porażki w postaci pójścia z Kai'em w takie miejsce. Zastanawiałem się, w jaki sposób Jonghyun mnie zabije. Wolałem nie myśleć nawet, w jaki sposób mu to powiem.
- Rzadko się tak upijam - wyjąkałem niezrozumiale, kiedy Kai skinął do kelnera o dolewkę.
- Korzystaj z młodości, Taemin - odparł z uśmiechem, rozpinając górny guzik koszuli. Na jego twarzy pojawił się delikatny pijacki rumieniec. - Drugiej nie dostaniesz.
          Czułem się jak gdybym dryfował, mimo że cały czas byłem świadomy, a moje myśli wydawały się być aż nazbyt racjonalne. O nietrzeźwym stanie informowała mnie tylko niepojęta, nieopanowana tęsknota za Jonghyunem. Najchętniej wskoczyłbym do jego łóżka i pozwolił mu przejąć kontrolę nad dalszym rozwojem wydarzeń. 
          Rozglądałem się wokół, ale wszyscy byli zbyt zajęci sobą, by zwrócić uwagę na pijanych nastolatków. Tylko Kai spoglądał na mnie z dziwnymi iskierkami w oczach.
- Taemin, wiesz, że się przyjaźnimy - powiedział nagle. Potaknąłem. - Nie chcę, żeby to zabrzmiało dziwnie i nie chcę ci proponować czegoś, co jest nie na miejscu, ale jest coś, co chciałbym ci pokazać. Ta wiedza mogłaby przydać ci się w twoim związku z Jonghyunem. Mógłbyś go w prosty sposób uszczęśliwić.
- W takim razie nie ma powodu, żeby nie skorzystać z twojej propozycji - odparłem bez namysłu.
- Chodź.
         Rzucił na stół gotówkę, nie chcąc ode mnie nawet grosza i położył dłoń na ramieniu, prowadząc w kierunku toalety. Zamknęliśmy się w pomieszczeniu.
- Chcę ci to pokazać sam, a potem możesz to powtórzyć, w porządku? - spytał.
- Jasne - wybełkotałem, nie mogąc utrzymać równowagi.
- Zdejmij spodnie - nakazał.
- Chwila, Kai, co ty chcesz mi zrobić? - zapytałem ze śmiechem.
- Bez przesady, Taemin. Dobrze wiesz, że są pewne rzeczy, których nie zrobię - powiedział z uśmiechem. - Dalej, ściągaj.
         Postąpiłem wedle jego wskazówek. Rozpiąłem rozporek i zsunąłem spodnie razem z bokserkami. Oparłem się plecami o zimną ścianę.
- Teraz wyobraź sobie, że jestem Jonghyunem - dodał.
          Zamknąłem oczy. Poczułem, jak jego usta błądzą w okolicach mojego krocza. Oddychałem ciężko. Nie sądziłem, że to może być aż tak przyjemne. Kiedy zaczął wsuwać sobie mojego członka do ust i delikatnie go oblizywać, moje ciało wygięło się w łuk, a spomiędzy moich warg wydobył się przeraźliwie namiętny jęk. Wyobrażałem sobie, jak Jonghyun pieści moje okolice intymne. I wtedy...
- Boże, połknąłeś to? - zdziwiłem się.
- Nieważne. Teraz ty.
          Uklęknąłem przed nim, kiedy ściągał spodnie. Jego członek stał na baczność. Próbowałem powtórzyć ruchy Kai'a. Zastanawiałem się, czy ruchy moich warg zaspokoją Jonghyuna. Pragnąłem się z nim spotkać jak najszybciej.
          Z rozmyśleń wyrwał mnie jęk przyjaciela. Chciałem już skończyć, odsunąć się, ale wplótł palce w moje włosy i szarpnął mnie mocno tak, że jego członek znalazł się tak głęboko w moim gardle, iż doznałem odruchu wymiotnego. Nie miałem wyjścia. Przełknąłem. I ani trochę mi nie smakowało. Podniosłem się do pozycji stojącej, chcąc założyć spodnie.
- Nie zapinaj... - wyjąkał nagle. - Może...
         Wtulił się w mój kark i zaczął całować delikatnie moje ucho. Jego dłonie mocno ściskały moje pośladki. Czułem, jak jego penis powoli się podnosi i wsuwa się między moje uda.
- N-nie - wyjąkałem resztką sił. - Czemu to robisz, Kai...?
         Oparł swoje czoło o moje i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Bo nigdy w życiu nie widziałem tak ślicznej istoty jak ty, Taemin.
         Moje serce zabiło szybciej.
- Szaleję, kiedy cię widzę. Już sam nie wiem, co mam robić. W dodatku widzę, jak on cię traktuje. Dałbym ci więcej, niż sam mam, Taemin. Oddałbym ci się w pełni. Wystarczy, że powiesz słowo. 
            Zbliżył się do mnie, ale odwróciłem głowę, kiedy chciał mnie pocałować. Nadal byłem cholernie podniecony i miałem dziwne myśli w głowie, ale coś kazało mi przestać. Odepchnąłem go delikatnie i szybko założyłem spodnie.
- Wybacz - wyjąkałem, nie patrząc mu w oczy.
          Uciekłem z Namsan Tower najszybciej, jak tylko mogłem. Kiedy tylko wydostałem się na zewnątrz, wyjąłem telefon i wybrałem numer Jonghyuna. Był zdziwiony moim stanem. Nie byłem osobą, która dzwoni do przyjaciół po pijaku i płacze w słuchawkę, ale tym razem musiałem. Musiałem z nim porozmawiać.
- Jonghyun, przepraszam, masz teraz dużo na głowie - motałem się.
- Wiesz, że możesz do mnie dzwonić o każdej porze, kochanie - powiedział ciepło.
- Nie wybaczysz mi.
          Po drugiej stronie słuchawki odpowiedziała mi cisza.
- Przepraszam cię, Jonghyun. Zrobię wszystko, żebyś mi wybaczył. Proszę, spotkaj się ze mną zaraz.
- Tam gdzie zawsze?
- Tam gdzie zawsze.
         On już wiedział.

21.5.17

Lubię, kiedy mnie dotykasz

Dział: Rozterki miłosne Taemina
Numer rozdziału: 5
Gatunek: Yaoi 


          Zupełnie straciłem kontrolę. Ale pozwoliłem sobie na to. Dał mi przecież do zrozumienia, że chce litości. Więc dałem mu ją, zupełnie nie zwracając uwagi na konsekwencje, jakie poniosę. Jedna noc. Nic złego się nie stanie. 
          Mrok w pokoju rozświetlał blask pachnących jabłkami świec. Za oknem panowała błoga cisza. Byłem zrelaksowany jak nigdy. Oderwany od tętniącego życiem wiecznie spieszącego się Seulu.
          Dłoń Jonghyuna delikatnie masowała moje odkryte biodro, wcześniej - niby przypadkowo - osunęła mi koszulkę do góry. Brunet był tak blisko mnie, że mogłem dokładnie skupić się na każdym jego najmniejszym mięśniu, który ocierał się o mój tors. Każdy milimetr mojej skóry, jaki bezpośrednio zetknął się z nagim ciałem Jonghyuna, doznawał gorącego dreszczu. Tylko jedna noc.
          Jego ręka błądziła po moim boku, tu wchodząc głębiej pod koszulkę, tu znów niepozornie wkradając się pod gumkę bokserek. Otulił mnie swoimi szerokimi ramionami, gdzie ja - wątły i chudy - czułem się otoczony ciepłem z każdej strony.
          Całowałem go zaborczo oddając to, co on dawał mnie. Moje ciało wygięło się w łuk, kiedy poczułem, jak paznokcie Jonghyuna wbijają się w mój prawy pośladek. Oderwałem się wówczas od jego ust i westchnąłem cicho, próbując złapać oddech. Chwilę później przylgnąłem znów do jego miękkich warg. Palce bruneta z ciekawością badały nowe tereny, jednak gdy jeden z nich wsunął się zbyt głęboko, ze strachu ugryzłem boleśnie usta Jonghyuna i już po chwili poczułem smak krwi.
- Boli - jęknął, nie zabierając palca z mojego wnętrza.
- Przepraszam - odpowiedziałem zdławionym półgłosem.
           Pocałowałem go delikatnie, uśmierzając ból jego ran. Założyłem nogę na jego biodro, dając mu większe pole do manewru. Po chwili wyraźnie odczułem, jak bada każdy mój najmniejszy kawałek. Pomieszczenie wypełniło się jękami.
- Cudownie - wyjąkałem cicho.
          Przyspieszył, ale nadal każdy jego ruch był nadzwyczaj subtelny i ostrożny. Jego usta przeniosły się na moją szyję i zaczęły obsypywać ją namiętnymi pocałunkami. Odniosłem wrażenie, że mam ochotę się z nim kochać. Ale to było za wiele. To miała być jedna nic nieznacząca noc, którą ranek wymaże z naszych pamięci.
- Lubię cię dotykać, Taemin - szepnął nagle, doprowadzając moje ciało do szału. - I nawet gdybym nie mógł tego zrobić już nigdy, nie chciałbym, żebyś pozwolił na to komukolwiek innemu. Powiedz mi… lubisz, kiedy cię dotykam?
           W odpowiedzi na jego pytanie jedynie jęknąłem przeciągle, nie mogąc opanować reakcji swojego ciała, kiedy dotykał linii dzielącej moje pośladki.
- Powiedz - nalegał.
- Tak - odparłem cicho.
- Powiedz ładnie - nakazał.
- Lubię, kiedy mnie dotykasz - powiedziałem nagle, choć wcale tego nie chciałem. A zaraz po tym wylał się ze mnie potok kolejnych niechcianych słów. - Nie chcę, żebyś przestawał. Chciałbym, żebyś dotykał mnie już zawsze.
          Jonghyun mruknął cicho i delikatnie musnął moje usta.
- Kochany - szepnął.
           Byłem jednak zbyt wyczerpany, by kontynuować. Odwróciłem się do niego plecami, a on wtulił się we mnie i złapał mnie za rękę. Sen szybko zmorzył nasze powieki.
          Ale gdy obudziłem się rano…


          Większego kaca moralnego nie miałem ani po przyłapaniu rodziców w łóżku, ani po przypadkowym zajrzeniu w dekolt starej nauczycielce od matmy. Przebudziłem się i chwilę mi zajęło zrozumienie wszystkiego, co miało miejsce tej nocy. Brunet nadal spał wtulony w moje ciało. Kiedy zaś przypomniałem sobie słowa, które wypowiedziałem i miejsca, w jakich Jonghyun mnie dotykał… Nie. Przesadziłem. Cholernie przesadziłem. Kurwa, miałem ochotę się zabić.
          Co mi przyszło do tego durnego łba? Ostatnie tygodnie spędzałem na byciu na pełnym wkurwie, bo podrywa mnie jakiś niewyżyty seksualnie dinozaur, a teraz pozwalam mu sobie grzebać w tyłku? Bo pobiegał sobie wokół boiska tylko po to, żeby się ze mną zaprzyjaźnić, a ja, ucieszony, że chodzi tylko o przyjaźń, prawie się z nim przespałem? Tak być nie będzie.
          Po cichu wylazłem z wyra i szybko czmychnąłem na dół, żeby przebrać się w swoje ubrania i wyjść. Kiedy jednak zszedłem na parter, zorientowałem się, że moje ciuchy zniknęły. Nie było ich. Znalazłem tylko puste butelki po wodzie, karton po pizzy, plecak, starą kobietę podlewającą kwiaty… Ożeż kurwa.
- Kijaszek! - wykrzyknęła na mój widok. - No w rudych włoskach to cię jeszcze nie widziałam.
          Nie miałem zielonego pojęcia, o czym do mnie pierdoli. Nadal byłem zaspany i nie do końca kontaktowałem.
- Przepraszam, bo tu leżały moje rzeczy… - wyjąkałem.
- Ach tak! Wrzuciłam do pralki z całą resztą, nie wiedziałam, że to twoje - odparła ze śmiechem.
          Zaczęła nagle opowiadać mi historię swojego życia i skończyło się na tym, że z herbatką usiedliśmy w salonie, a rozbudzony Jonghyun zszedł do nas na dół. Z wielkim bólem, ale o własnych siłach. I nigdy wcześniej nie patrzył na mnie tak dziwnym wzrokiem.
- Babciu, tościka? - zaproponował.
           Na moją niekorzyść babcia bardzo się spieszyła i wyszła przed śniadaniem. Nie wiedziałem, co robić.
- A ty masz ochotę na tosta? - spytał. - Chociaż pewnie bez ryżu się nie najesz?
- Ja w sumie też bym już poszedł - odpowiedziałem, triumfalnie podnosząc się z kanapy i ruszając w kierunku drzwi.
- Bez ubrań jesteś trochę uziemiony - odparł.
          Spuściłem głowę. To była sytuacja bez wyjścia.
- Chodź, pomóż mi przy śniadaniu - powiedział nagle.
          Z braku laku dołączyłem do niego w kuchni. Moja rola polegała na staniu nad ryżem i patrzeniu w niego, podczas gdy Jonghyun kroił warzywa.
- Babcia pomyliła cię z Key - poinformował.
- Nazywa go Kijaszkiem? - zdziwiłem się i uniosłem brwi.
- Kijaszkiem, Badylem, Kibumem Bum Bumem, a raz nazwała go Kim Dzong Un, ale wtedy się obraził i musiała mu piec ciastka - mówił. - Jak Key strzeli focha, to nie jest dobrze.
          Stałem nad garnkiem i rozmyślałem. Zapanowała niezręczna cisza. Myślałem, że wybuchnę.
- Czekam, aż mi to wypomnisz - odparłem w końcu.
- Co ci wypomnę? - zapytał.
- Ostatnią noc - odpowiedziałem, żałując po chwili, że poruszyłem temat.
- Ostatnią noc… - westchnął. Spojrzałem na niego ale nadal kroił warzywa. - Nie zrobię tego. Widzę, że jesteś skołowany. Ja zresztą trochę też. Ale nie mam sobie ani tobie za złe, że wyszło jak wyszło. Zjedzmy razem śniadanie, dobra?
          Zaskakujące sytuacje nawarstwiały się. Jonghyun był jakiś dziwny, ale ja też nie rozumiałem, co się dzieje. Czułem tylko niepokój i chęć spędzenia całego dnia samotnie w swoim pokoju. Ubrania jednak schły bardzo wolno i zdawało się, że do domu wrócę dopiero wieczorem.
          Po śniadaniu obejrzeliśmy film i atmosfera nieco się rozluźniła. Gadaliśmy o głupotach i na jakiś czas zapomniałem o tym, co mnie dręczyło.
          Kiedy jednak nadszedł moment, w którym miałem wracać do siebie, stało się coś dziwnego.
- Nawet nie wiem, jak mam się z tobą pożegnać - wyjąkałem, spuszczając ze wstydu głowę.
          Jonghyun roześmiał się radośnie.
- Zrób tak, żebyś nie przesadził, ale żebyś też nie żałował - zaproponował.
- To może ty to zrób - wycedziłem przez zęby.
- Dobra, tylko powiedz mi co - odpowiedział.
          Spojrzałem na niego jak spod byka.
- Nienawidzę cię, Jonghyun.
          Błysk w jego oczach tak mnie omamił, że znów oderwałem od niego wzrok i skupiłem się na czymś innym.
- Ja ciebie też, Taemin.
          Zbliżył się i przytulił mnie mocno. Nie miałem pojęcia, jak długo staliśmy tak w bezruchu, ale…


Moje potrzeby zaczynały mnie niepokoić.


W jego ramionach było mi naprawdę dobrze.






Pozwól mi się sobą zająć

Dział: Rozterki miłosne Taemina
Numer rozdziału: 4
Gatunek: Yaoi



          Nigdy wcześniej nie miałem tak cholernych wyrzutów sumienia. Nigdy nie czułem się tak źle przez co, co zrobiłem. Nigdy tak mocno nie żałowałem swoich czynów. Naprawdę zrobiłbym wszystko, żeby cofnąć czas. Niestety było to niemożliwe. Pozostawało mi zachować skruchę i spróbować odkupić swoje grzechy.
          Zarzuciłem sobie na ramię rękę Jonghyuna i małymi kroczkami doprowadziłem do głównej drogi. Był skrajnie wyczerpany, zziajany i odwodniony, a jego czoło pokrywały krople potu. Cały był mokry i nie miał nawet siły mówić, dlatego nie zmuszałem go do tego. Zadzwoniłem po taksówkę i zawiozłem do domu.
          Kiedy dotarliśmy na miejsce, moim oczom ukazał się niewielki skromny domek jednorodzinny położony na przedmieściach. Przed drzwiami wejściowymi znajdowała się drewniana altanka, której ścianki pokryte były bluszczem, z sufitu zwisały za lampy w zachodnim stylu. Musiałem jednak oderwać od nich wzrok, gdyż trzeba było wyciągnąć bruneta z samochodu, a wredny wąsaty taksówkarz nie miał najmniejszej ochoty mi pomóc. Ledwie udało mi się wyjąć Jonghyuna z auta, a już runął na ziemię, rozpłaszczając swój ryj na krawężniku. Nieudolnie podniosłem go i zaniosłem na ganek, gdzie resztką sił usadowiłem go na drewnianej starej ławce.
- Co mam powiedzieć twoim rodzicom? - spytałem cicho. Brunet otworzył zamknięte dotychczas oczy i rzucił mi zmęczone spojrzenie.
- Nie ma ich... - wyzipnął. - A klucze tu...
          Powolnym ruchem dłoni sięgnął do kieszeni i podał mi znalezisko. Chwilę walczyłem z zamkiem. Otworzywszy drzwi odetchnąłem z ulgą i podniosłem znów Jonghyuna, by po chwili położyć go na salonowej kanapie. Następnie oznajmiłem, że trochę się porządzę i nalałem mu wody. Zrobiłem także zimny okład i położyłem go na jego czole, po czym zająłem miejsce obok niego.
- Kiedy wracają twoi rodzice? - zapytałem.
- Po weekendzie - odparł cicho.
          Przegryzłem wargę. Był dopiero piątek, a Jonghyun nie był w stanie chodzić o własnych nogach.
- Zadzwonię do Key - powiedział nagle.
          Ulżyło mi. Wiedziałem, że mogę teraz wrócić do domu i zapomnieć o wszystkim. Chociaż... nie, to nie wchodziło w grę. Wyrzuty sumienia zabiłyby mnie w przeciągu kilku godzin.
- Pozwól mi się sobą zająć - wyjąkałem ze wstydem.
          Zsunął zimny ręcznik z oczu i spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Nie powiedział jednak ani słowa, co potraktowałem jako aprobatę.
- Mógłbyś zasłonić okna? - spytał. - Mam dosyć słońca. Muszę się przespać.
          Postąpiłem wedle jego życzenia. Kiedy dolewałem mu do kubka wody, powiedział jeszcze:
- Wybacz mi mój zapach, ale muszę się na chwilę położyć zanim się umyję.
          Widok umierającego Jonghyuna sprawiał, że cierpiałem tak bardzo jak on. Tym bardziej, iż była to wyłącznie moja wina.
- Śpij. Przygotuję ci zimną kąpiel.
          Znalazłem łazienkę i napuściłem wody do wanny. Spuściłem żaluzje i zapaliłem małą lampkę nad lustrem. Byłem cholernie zdołowany tym, co się stało. Zostawiłem odkręcony kurek i postanowiłem przejść się po mieszkaniu z braku rzeczy do roboty.
          Na piętrze, tuż obok łazienki, znajdował się pokój Jonghyuna. Wszedłem niczym do siebie i rozejrzałem się wokół. Mimo porozrzucanych ubrań było tam całkiem czysto jak na pokój chłopaka w wieku licealnym. Na ścianie tuż nad  wielkim łóżkiem widniała masa zdjęć - w większości były na nich głupie miny Key, pies Jonghyuna i krajobrazy. Pomieszczenie było dość małe. Wyro zajmowało większą jego część, a przy nim znajdowało się wielkie okno z jeszcze większym parapetem przykrytym kocem i poduszkami. W rogu stała mała drewniana komoda ze świeczkami, a białe ściany pokryte były plakatami i ozdobami. Całkiem miło.
          Wróciłem do łazienki i poczekałem aż wanna napełni się wodą. Kiedy wszystko było gotowe, zszedłem na dół i obudziłem bruneta, pytając, czy wszystko w porządku. Pozwolił mi wnieść się na górę. Wtedy jednak pojawił się problem. Nie mogłem go przecież rozebrać i wsadzić do wanny.
- Tu się kończy moja praca - odparłem z konsternacją. - Poradzisz sobie, nie?
- Zrobię, co w mojej mocy - odpowiedział, śmiejąc się nerwowo.
           Po jego słowach opuściłem łazienkę, pozostawiając Jonghyuna na pastwę losu i jego obolałych bezwładnych kończyn. Zostałem jednak pod drzwiami na wypadek, gdyby co siê stało. I słusznie. Po chwili rozległ się huk nie z tej ziemi. Zapukałem delikatnie do drzwi pytając, czy żyje.
- Możesz wejść.
          Ostrożnie nacisnąłem klamkę i wszedłem z powrotem do środka. Jonghyun siedział w wannie i tamował krwotok z nosa. Tylko tego brakowało. Powiedział jednak, że nie boli i zaraz przejdzie.
Osunąłem się na podłogę tuż przy wannie i usiadłem na zimnej posadzce. Ukryłem twarz w dłoniach.
- Przepraszam - wyjąkałem cicho.
- W porządku - odparł ze śmiechem. - Dziękuję, że mi pomagasz. Gdyby nie ty, nigdy bym się nie dowiedział o swojej ponadprzeciętnej kondycji.
          Czułem, jak do oczu napływają mi łzy, lecz w ostatniej chwili zdołałem powstrzymać płacz.
Siedzielimy w ciszy może nawet godzinę. Po tym czasie Jonghyun uznał, że jest mu już trochę lepiej i da radę sam się ubrać. Przyniosłem mu więc bokserki z pokoju i zostawiłem go samego w łazience.           Kiedy dał znać, wróciłem tam i zabrałem go do pokoju, gdzie wygodnie ułożył się na swoim łóżku.
- Śpisz u mnie dzisiaj, Taemin? - spytał zmęczonym głosem.
- Obiecałem - odparłem cicho.
- Nie mam piżamy, ale możesz wziąć co z dolnej szuflady. Nowa szczoteczka do zębów jest w szafce za lustrem, a ręczniki są na dole w dużej szafie w korytarzu - powiedział.
- Dzięki.
          Także wziąłem kąpiel i założyłem jego koszulkę i bieliznę, z czym czułem się bardzo dziwnie. Potem zabrałem z kuchni butelkę wody, zadzwoniłem do mamy, żeby powiedzieć, że zostaję u kumpla i udałem się na górę. Postawiłem napój koło łóżka.
- Będę spać w salonie, dobra?
- Czasem babcia przychodzi rano podlewaæ kwiaty, kiedy rodziców nie ma. Możesz spać ze mną tutaj. Nie martw się, Key też tak zawsze robi.
          Nie miałem wyjścia.
          Jonghyun poprosił mnie jeszcze o zapalenie wieczek na komodzie, bo lubił przy nich spać.
- Jabłka - odparłem sam do siebie, kiedy do moich nozdrzy dostał się delikatny zapach świeżych soczystych owoców. - Musiałbym dać ci ich z tonę w ramach przeprosin.
          Zgasiłem światło i położyłem się od strony okna tyłem do Jonghyuna.
- Nigdy u nikogo nie nocowałem - powiedziałem.
- Poważnie? - zdziwił się.
- Serio - odparłem. - Powiedz... jaki jest Key?
- Bardzo fajny - odpowiedział cicho.
- No to wszystko jasne... - westchnąłem.
- Ciężko w skrócie opisać kogo, kogo zna się tyle czasu - mówił. - Zawsze mi pomaga, wspiera mnie, ale też potrafi kopnąć w tyłek, kiedy pozwalam sobie na zbyt wiele. To najlepszy przyjaciel pod słońcem. Żałuję, że nie trafilimy do jednej klasy. Czemu pytasz?
- Sam nie wiem - wyjąkałem. Naprawdę nie wiedziałem, dlaczego zadałem takie pytanie. Chyba wyłącznie dla podtrzymania rozmowy.
- Czy ja też mogę cię o co zapytać?
- Jasne.
          Słodki zapach owoców powoli mnie usypiał. Jedynie głos Jonghyuna pozwalał mi nadal trzymać się na nogach.
- Tamtego dnia na dachu... naprawdę było ci to obojętne?
          Otworzyłem oczy. Moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz i na moment przestałem czuć się bezpiecznie.
- Naprawdę.
- I nadal jest?
- Nadal jest.
- Więc skoro cię to nie obchodzi... Dlaczego po prostu nie zrobisz tego dla mnie?
- Bo to nieuczciwe.
- Ale ja się na to godzę.
- Chcesz, żebym cię oszukiwał?
- Chcę, żebyś spróbował i sam się przekonał, co się stanie nawet, jeśli jesteś pewien, że nic się nie zmieni.
- Czemu?
- A czemu nie?
          Nastała chwila ciszy. Byłem rozdarty. Nie miałem pojęcia, co mam robić.
- To jak? - zapytał.
          Nie myśląc zbyt długo odwróciłem się do niego i przysunąłem bliżej.
- Działaj - szepnąłem.
          Położył dłoń na moim policzku i delikatnie pogłaskał. Wplótł palce w moje gęste włosy, po czym zbliżył się, objął mnie i lekko i subtelnie musnął moje usta. Zamknąłem oczy próbując nie zwracać na to uwagi. Wsunął język między moje wargi i zaczął całować mnie namiętnie. Odwzajemniłem pocałunek. Nie miałem pojęcia, ile to trwało. Zasypiałem, nadal mając w głowie jego słowa: "Chcę, żebyś dał sobie czas i przemyślał, czy naprawdę nie chcesz się ze mną zaprzyjaźnić".

19.5.17

Jedno życzenie

Dział: Rozterki miłosne Taemina
Numer rozdziału: 3
Gatunek: Yaoi



              Obserwowałem go bacznie z ukrycia. Kiedyś, kiedy jeszcze bolał mnie fakt bycia znienawidzonym przez społeczeństwo, zastanawiałem się często czym jest "to coś", co przyciąga ludzi i sprawia, że jest się lubianym. Na długi czas porzuciłem podobne rozmyślania, a odpowiedź przyszła na długo po tym, gdy przestało mnie to interesować. 
               W dobie zepsutego społeczeństwa i upadku wartości byłem pewien, że chodzi o pieniądze. Że posiadanie ich przeobraża się w szacunek, którym cię darzą, jeśli je posiadasz. A jednak... myliłem się.
             Obserwowałem jak Key przemierza z prędkością światła park w swoich miętowych bucikach razem z pieskiem Coco. W oddali dostrzegłem płaczące dziecko i on również je zauważył. Zatrzymał się przy nim, pochylił i zaczął z nim rozmawiać. Nie słyszałem, co mówił, lecz po chwili... Dobra, zaczął odpierdalać coś naprawdę dziwnego, wyglądało to jak udawanie robota, ale wychodziło mu tak dobrze, że zastanowiłem się poważnie, czy on aby na pewno jest człowiekiem. W sumie cały był sztuczny w ogromie tych swoich wszystkich świecidełek i z toną makijażu. 
               Tak czy siak w głębi duszy zwróciłem mu honor. Sprawił, że dzieciak przestał płakać, podczas gdy nikt inny nie zainterweniował. Gdybym był pewniejszy siebie, podszedłbym do niego i wyraził aprobatę dla jego czynów. Uśmiechnąłem się pod nosem, a Key pobiegł dalej, zostawiając bawiące się szczęśliwe dziecko.
- Czemu się uśmiechasz na jego widok? Nie. Czemu nie uśmiechasz się tak na mój widok? - Usłyszałem nagle. - Czyżbyś go pożądał?
               Zacząłem zastanawiać się, czy ten dupek Jonghyun nie zamontował mi czasem chipa z gpsem.
- Podbiegł do płaczącego dziecka i pocieszył je, udając robota - odparłem, starając się hamować swoją agresję. Po co on tu znowu przylazł?
- Ale co, myślisz, że ja bym tak nie umiał? - zdziwił się. - W sumie nie umiem udawać robota, ale umiem udawać... gęś. O, zobacz, tam płacze jakaś dziewczynka. Pokażę ci, jak to się robi. Ale wtedy też się uśmiechniesz na mój widok, dobra?
               Nim zdążyłem przyswoić to, co do mnie powiedział, a tym bardziej zareagować, Jonghyun był już obok dziecka, a moich uszu dobiegały dziwne dźwięki. Po krótkiej chwili chłopak wrócił, otrzymując ode mnie jedynie skrzywiony uśmiech pełen zażenowania, gdyż dzieciak zaczął płakać jeszcze głośniej, po czym uciekł.
- Zapomnijmy o tym - odparł. - Taemin.
- Co? - spytałem szorstko.
- Chodź ze mną na randkę.
              Stanął przede mną, uniemożliwiając mi postawienie choćby kroku, po czym spojrzał na mnie wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu.
- Wiem, że to, co powiem, to nie będzie nic odkrywczego, ale jesteś pojebany - powiedziałem, próbując go ominąć. Przesunął się i znów zagrodził mi cielskiem drogę.
- Mówię poważnie - kontynuował. - Jeśli chcesz, zabiorę cię nawet na Namsan Tower. Zjemy ryż. Pójdziemy do kina na dobry horror. Będę ci gotował i podawał ciepłe mleko, kiedy nie będziesz mógł zasnąć. 
- Pieprzony zboczeniec - wycedziłem przez zęby. Nie miałem pojęcia, skąd tak dużo o mnie wie.
- Od tamtego incydentu na dachu śni mi się to co noc - mówił dalej, a ja poczułem, jak moja twarz robi się czerwona.
- Naprawdę? - spytałem sarkastycznie. - Naprawdę tęsknisz do czegoś, do czego zmusiłeś mnie oszustwem? Naprawdę uznałeś za przyjemne coś, co zrobiłem z obrzydzeniem i wstrętem?
- Przyjemne? - spytał z uśmiechem. - Przyjemne, rozkoszne, sprawiające, że się rozpływam... Mógłbym to robić bez przerwy.
- Kretyn - syknąłem i, korzystając z chwili jego nieuwagi, wyminąłem go i poszedłem dalej.
             On udał się oczywiście za mną. Nie dotrzymywał mi co prawda kroku, ale czułem jego obecność gdzieś za sobą. Starałem się mimo wszystko skupić swoją uwagę na otaczających mnie bujnych koronach drzew, pięknej pogodzie i ciszy, jaką o tej porze można było znaleźć tylko w parku. 
- Tak się nie da - szepnąłem sam do siebie, po czym odwróciłem się.
                  Jonghyun faktycznie tam był. Zatrzymał się i spojrzał na mnie pytająco.
- Mam dla ciebie wyzwanie - powiedziałem nagle. - Jeśli to zrobisz... spełnię jedno twoje życzenie.
              Wiedziałem, że zgodzi się wziąć w tym udział i tym samym pozbędę się go na cały dzień. A naprawdę nie pamiętałem, kiedy ostatnio spędziłem bez niego cały dzień. Uwolnienie się od towarzystwa tego typa graniczyło z cudem.
- Tam jest boisko do koszykówki - odparłem, wskazując palcem w dal. - Jesteś w stanie okrążyć je pięć tysięcy razy bez przerwy?
             Znałem dobrze to miejsce. Czasem spotykałem tu Minho, który tu biegał. Nawet przy jego kondycji nigdy nie zdołał przekroczyć tysiąca okrążeń ze względu na wielkość tego boiska. Ponadto nikt zdrowy na umyśle nie próbował wysiłku fizycznego w taką pogodę. Ale Jonghyun nie był zdrowy na umyśle.
                 Ku mojemu zdziwieniu wyciągnął z tylnej kieszeni kawałek podartej kartki i poprosił mnie o długopis. Przez chwilę bazgrał coś ze skupioną miną. Potem wręczył mi papierek i kazał podpisać.
- Więc boisz się, że cię oszukam? - spytałem. - Bez obaw.
                 Wykonałem parafkę i oddałem mu umowę. Skinął głową na znak aprobaty.
- Mam nadzieję, że zostaniesz tu, żeby być świadkiem cudu.
                 Uznałem, iż faktycznie bezpieczniej będzie sprawdzić, co uda mu się zrobić. Smak jego porażki czułem już na języku. W ciszy udaliśmy się w stronę boiska. Zająłem miejsce w cieniu na ławce i rozłożyłem się wygodnie.
                 Liczyłem okrążenia Jonghyuna i zastanawiałem się, co go to tego wszystkiego motywuje, czego on chce i na co liczy. Po chwili rozmyślań zaniechałem jednak myślenia o tym, uznając to za nieistotne. 
               Kiedy brunet dobił do tysiąca, nieco mnie to zaniepokoiło, lecz doskonale wiedziałem, że lada chwila padnie na ziemię, a kiedy pójdę do domu, nie będzie w stanie mnie nawet gonić. Problem pojawił się w momencie, gdy Jonghyun kończył dwutysięczne i nadal wyglądał na zmotywowanego i wierzącego w swoje zwycięstwo.
                 Zupełnie zapomniałem, że ten kretyn nie należy do gatunku ludzkiego, co może oznaczać, że ma nadludzkie zdolności. Dotychczas sądziłem, iż charakteryzuje go wyłącznie nieludzka głupota.
                 Z daleka widziałem, jak drżą mu łydki i traci kontrolę nad kończynami. Byłem pewien, że zaraz upadnie. Dobijał do trzeciego tysiąca, co oznaczało, iż przed sobą ma jeszcze prawie połowę dystansu. Nie miał szans. Był odwodniony i wyczerpany, a promienie słońca raziły go w oczy. 
                 Jakimś cudem temu kretynowi udało się zrobić cztery kafle. Biegał teraz co prawda żółwim tempem i zdawało się, że zaraz wyzionie ducha, ale nie poddawał się. Sytuacja robiła się coraz bardziej niepokojąca. Zaczynałem się modlić, żeby Jonghyun umarł, a jednak...

A jednak. Przegrałem. 

Przegrałem w najgorszy z możliwych sposobów.

              Kiedy wykonał pięć tysięcy okrążeń, resztką sił przybiegł do mnie, przewrócił się na ziemię, a jego głowa spoczęła na moich kolanach. Chyba faktycznie umierał. Zadrżałem. Bałem się tego, o co mnie poprosi. Gwałt? Tortury? Bycie niewolnikiem na cały dzień? Na całe życie? 
- Taemin... - wyjąkał cicho. - Chcę, żebyś...

2.4.17

Truskawki rodem z horroru

Dział: Rozterki miłosne Taemina  
Numer rozdziału: 2
Gatunek: Yaoi




              To był jeden z tych dni, kiedy Minho przemierzał szkolny korytarz z prędkością światła. Przerażenie malowało się na jego twarzy, a wrzask przywoływał mi wspomnienia z okresu, kiedy to moja matka przechodziła menopauzę. Wyglądało na to, że rówieśnicy znów straszą go truskawkami. Powoli i od niechcenia wgramoliłem się do sali lekcyjnej i zająłem miejsce. Okna zasłonięte były żaluzjami, przez które ledwie wdawały się promienie słoneczne. Kto wpadł na to, żeby tak gorące popołudnie spędzać na zajęciach i w stanie totalnego letniego zmęczenia godzinami słuchać wywodów o kulturze w społeczeństwie, której w rzeczywistości nie ma? Doskonałym przykładem tego wybrakowania w relacjach międzyludzkich był Jonghyun przysiadający się do mnie bez pytania.
- Jestem cały mokry i nie wiem, czy to wina pogody, czy twojego widoku - zaczął, zalotnie trzepocząc rzęsami.
              Rozłożył się wygodnie na krześle i spojrzał na mnie, powstrzymując się od szerokiego uśmiechu. Byłem pewien, że znowu ma w głowie myśli tak brudne jak on sam.
- Większość ludzi w takim stanie idzie się umyć, zamiast chwalić się tym znajomym - odparłem, żeby go zbyć. - Nie, większość ludzi w takim stanie w pierwszej kolejności idzie się leczyć.
                   Niespodziewanie przysunął się do mnie i pochylił nad moim uchem, nadgryzając delikatnie jego płatek. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, odepchnąć go czy rzucić krzesłem, szepnął:
- Czy da się wyleczyć z miłości?
                    Tego było już za wiele. Co rano radośnie klepał mnie w tyłek na powitanie, obmacywał na przerwach, jawnie podrywał, a teraz jeszcze to. Co gorsza nigdy nie wiedziałem, jak powinienem na to reagować. Rozumiałem, że ma takie poczucie humoru, że tego typu żarty między kumplami są ostatnimi czasy modne, ale... 
- Jonghyun, powiedz... Czy jest coś, co mógłbym zrobić, żebyś się ode mnie odwalił? - spytałem, patrząc na niego wściekle. - Nie ma przecież rzeczy niemożliwych.
              Zastanawiałem się, czego on w sumie ode mnie chce. Wszystko zaczęło się od sceny w szkolnej toalecie, kiedy to zaczął biadolić coś o ciecholewkach, czego nadal mi nie wyjaśnił. Od tamtego czasu nie mogłem się od niego odgonić. JA, chłopak mało popularny, wręcz nielubiany i ON - cieszący się sławą zdobytą dzięki silnej przyjaźni z Keyem, którego kochał cały świat. 
- Może znalazłoby się coś... - zaczął niepewnie, chwytając się za podbródek i przyjmując postawę myśliciela. - Myślę, że jest jedna rzecz...
- Cudownie, więc warunki są takie: ja to robię, a ty nigdy więcej ze mną nie rozmawiasz, nie łazisz za mną, nie przeszkadzasz mi i tak dalej - powiedziałem na jednym wdechu.
               Jonghyun potaknął, choć jego mina nie sprawiała wrażenia szczęśliwej. Przegryzł wargę i utkwił wzrok w blacie ławki i zastygł w bezruchu. Rozproszył się dopiero wtedy, kiedy do sali wszedł nauczyciel.
               Przez całą godzinę brunet przeżywał wewnętrzną walkę, a przynajmniej tak wyglądał. Nawet zrobiło mi się przykro, ale nie z powodu błędnie podjętej decyzji, tylko przez fakt, że wybrał sobie na przyjaciela nieodpowiednią osobę. Może lubił popadać w skrajności i zapragnął wdać się w łaski najpopularniejszego ucznia w szkole i tego najbardziej znienawidzonego?
- Miłość jest jak kwiat, który rozkwita nawet w trudnych warunkach - mówił nauczyciel. - Kusi zapachem, ale też kłuje kolcami niczym róża i... najlepiej wie o tym chyba ten pan.
               Trzasnął lekko książką śpiącego na ławce Jonghyuna, wywołując tym samym śmiech w klasie.
- Doskonale o tym wiem, profesorze - powiedział nagle. - Kolce miłości bywają okrutne i mogą sprawić, że serce zacznie krwawić.
               Zadałem sobie wówczas pytanie, czy go pojebało. Ale odpowiedź poznałem już dawno temu.
- Wbijają się głęboko, choćbyś starał się ze wszystkich sił - gadał dalej. - I ranią, tak mocno ranią...
               Znajomi śmiali się do rozpuku, a nauczyciel machnął ręką i wrócił do biurka. Jonghyun rzucił mi spojrzenie tak obolałe, że przez chwilę miałem nawet ochotę zmienić zdanie. Na szczęście szybko się otrząsnąłem.
               Po zajęciach brunet skinął do mnie, żebym podążał za nim. Tak też zrobiłem. Przebierałem szybko nogami, myśląc tylko o tym, że lada moment pozbędę się tego wrzoda na tyłku. Przemierzaliśmy pełne ludzi korytarze, mijaliśmy setki sal, pokonywaliśmy schody do nieba, aż w końcu znaleźliśmy się na dachu szkoły. Poza nami nie było tam żywej duszy.
- Więc skoro taka jest twoja decyzja... - zaczął powoli i zbliżył się do mnie. - Jeśli mamy więcej nie wymienić spojrzeń, chcę móc cię teraz pocałować.
- Pojebało cię! - wrzasnąłem przerażony. - Jesteś jakimś zboczeńcem czy co?!
- Chcesz mieć mnie z głowy czy nie? - spytał.
               Depresja malowała się na jego twarzy. Byłem wściekły. Cholernie wściekły. Mogłem popełnić samobójstwo przez typa, który mnie molestuje albo pocałować go i zejść na zawał. Trudny wybór.
- Naprawdę nie możesz wybrać innego sposobu? - wycedziłem przez zęby. - N-nigdy się nie całowałem, wolałbym zachować to dla kogoś innego.
- Pomyślmy, możesz też się ze mną przespać albo stać się moim niewolnikiem na jeden dzień, paradować w stroju pokojówki albo zrobić mi...
- Dobra - przerwałem mu. - Jeśli po tym znikniesz, chyba mogę udać, że nic się nie stało. Zrób to, byle szybko.
               Uśmiechnął się lekko kącikiem ust i zbliżył się. Uniósł mój podbródek i delikatnie pogłaskał po policzku. Otarł się swoim nosem o mój, po czym musnął moje usta, a potem namiętnie wpił się w nie. Tańczył językiem wokół mojego. Starałem się naśladować jego ruchy, a mimo to nie potrafiłem za nim nadążyć. Badał obce tereny poznając moje podniebienie, zęby i najdalsze przez nikogo dotąd nie poznane zakamarki. Nadgryzł boleśnie moją dolną wargę, przez co jęknąłem cicho. Dopiero wtedy zmrużyłem oczy i dałem się ponieść. Ale on nagle skończył i odsunął się. Wytarłem usta dłonią i wbiłem wzrok w ziemię.
- Chyba nie było tak źle, co? - spytał, głaszcząc mnie po głowie.
- Idę stąd - odparłem. - Więcej się nie spotkamy.
- Wiem, gdzie mieszkasz - powiedział nagle. Moje serce zabiło szybciej.
- No i? - spytałem. - Umowa to umowa.
- Ale ja niczego nie podpisywałem.
              Postanowiłem popełnić samobójstwo i liczyć na to, że nie spotkam tego gnoja w piekle. 

22.3.17

Ciecholewki

Dział: Rozterki miłosne Taemina
Numer rozdziału: 1 
Gatunek: Yaoi


Tę serię dedykuję Sandrze, która niecierpliwie czeka na kontynuację JongTae. Mam tu coś, co kiedyś rzuciłam w formie żartu, ale przerodziło się w pomysł na długą serię. Stay tuned!




               Życie w zabieganym Seulu nie służyło tak zamkniętemu na świat człowiekowi jak ja. Marzył mi się spokój San Francisco czy Los Angeles lat pięćdziesiątych, gdzie w ulicznych kawiarenkach pobrzmiewał west coast, a na płytach widniały czarno-białe wizerunki atrakcyjnych kobiet lub palm kokosowych. Spieszyliśmy się - żeby zdążyć na autobus, żeby skończyć szkołę średnią, żeby zjeść lunch w krótkiej przerwie między zajęciami. Nie było czasu, by żyć. A na końcu tej drogi czekała tylko trumna.
               Moja nieśmiałość sprawiała, że byłem wobec tego systemu bierny. Nie miałem w sobie krzty buntownika pragnącego wolności. Dostosowywałem się co tego, co mi narzucano. Uczyłem się gramatyki, bo taki był wymóg. Kazano mi być uczciwym, więc mówiłem prawdę. Żyłem w nietolerancyjnym społeczeństwie, dlatego przyzwyczaiłem się do bycia wyśmiewanym ze względu na swoje rude włosy.
              W rzeczywistości doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, iż to nie ich kolor był przyczyną moich relacji z rówieśnikami. Key Kibum z równoległej klasy notorycznie zmieniał swój wizerunek na coraz to bardziej szokujący, eksperymentował z ubiorem i makijażem, wzorował się na twórcach glam rocka z ubiegłej dekady, a jego fryzury wywoływały oburzenie wśród nauczycieli, a mimo to nikt nigdy nie powiedział złego słowa na jego temat. Nie rozumiałem, co jest ze mną nie tak, lecz przywykłem do takiego traktowania i starałem się je znosić.
              W zasadzie nie robiono mi niczego złego. Nikt nie topił mi głowy w sedesie ani nie czaił się na mnie z bandą zbirów po zajęciach. Jedynie patrzono na mnie z wyższością, a jedyną osobą w szkole, która ze mną rozmawiała, był przewodniczący mojej klasy - Onew. Onew do wszystkich pałał nieskończoną miłością, choć w jego hierarchii nie było nikogo ani niczego, co mogłoby konkurować z świeżo upieczonymi udkami kurczaka.
              Kolejny deszczowy poranek spędzałem siedząc sam przy ścianie i bojąc się spojrzeć w stronę okna z obawy, że niepotrzebnie przyciągnę czyjąś uwagę. Tego dnia czułem się obserwowany, choć tłumaczyłem to sobie bezpodstawną chwilową paranoją. Notorycznie zasłaniałem usta dłonią, chyba cierpiałem na nerwicę natręctw. Ręce drżały mi niczym przed wielkim testem sprawdzającym umiejętności, na który nie byłem przygotowany. Ale zajęcia były luźne, profesor nie zwracał nawet uwagi na Minho rozdrabniającego cyrklem obcych wyciągniętych chwilę wcześniej z nosa. Intuicja jednak podpowiadała mi, iż dzieje się w moim otoczeniu coś niedobrego, a ona rzadko się myliła.
              W krótkiej przerwie schowałem się w toalecie, by uniknąć niepotrzebnych spotkań z uczniami z innych klas. Zamknąłem się w kabinie i z podwiniętymi pod siebie nogami usiadłem na zamkniętym sedesie, trzęsąc się z przerażenia. Bacznie obserwowałem buty osób, które wchodziły i wychodziły z łazienki. Po mojej prawej stronie z ubikacji korzystał właściciel niebieskich trampek, po lewej zaś - miętowych vansów. Nie ulegało wątpliwości, że był to Key. Rozmawiał z kimś przez telefon, rzucał mięsem i klął jak szewc. Na szczęście mnie nie zauważył. Wyszedł zaraz po dzwonku. Miałem zamiar pójść w jego ślady, co skutecznie uniemożliwiał mi drugi chłopak, który nadal zajmował kabinę obok. Z jakiegoś powodu bardzo nie chciałem, żeby mnie zobaczył i postanowiłem wyjść po nim. Nie mogłem jednak spóźnić się na zajęcia, bo przyciągnąłbym uwagę całej klasy. Przełknąłem głośno ślinę i cicho otworzyłem drzwi. Pech chciał, że zrobił to w tym samym momencie.
               Stałem przez chwilę nieruchomo niczym sparaliżowany, a on przyglądał mi się z ciekawością. Jak można mieć taki tupet, żeby bez ogródek wpatrywać się w obcego człowieka na wylot? Fakt faktem od lat siedzieliśmy w ławkach obok siebie, ale nigdy nie zamieniłem z nim słowa, a jego skrajnie beztroska postawa i skłonności do manipulacji skutecznie mnie od niego odpychały. Był znany ze swoich chorych gierek i wiecznego imprezowania. Kiedy patrzył na mnie w ten sposób, wiedziałem już, że nie obejdzie się bez bezczelnego komentarza. A jednak zaskoczył mnie i nie powiedział ani słowa. Na jego ustach pojawił się jednak zawadiacki uśmieszek. Zdołałem się wtedy opanować i podszedłem do umywalki. I wtedy nagle...
- Taemin! - wykrzyknął triumfalnie i zamaszystym ruchem dłoni... klepnął mnie w tyłek! - Czemu nie rozmawiasz z ludźmi? Ukrywasz coś?
             On... klepnął mnie w tyłek!
- Zastanawiam się, co to takiego - kontynuował, poprawiając włosy w lustrze. Nawet nie pokusił się o umycie rąk po skorzystaniu z toalety. - Nielegalne porno? Plantacja marihuany? A może...
               Zbliżył się do mnie i pochylił, po czym szepnął do ucha:
- Ciecholewki?
- ...ciecholewki? - spytałem cicho.
               Czym, do jasnej ciasnej, były ciecholewki?
- Pewnie zastanawiasz się, czym są, do jasnej ciasnej, ciecholewki - mówił dalej. - Niemniej jednak zaskakuje mnie twoja niewiedza. Chcesz poznać ten sekret i dowiedzieć się, czym są ciecholewki?
- ...nie - odparłem bez namysłu.
- Gdzie się podziały twoje maniery? - zapytał z oburzeniem. - Powinieneś skakać z radości, że chcę podzielić się z tobą tą tajemnicą.
- Powinniśmy wracać już do sali - powiedziałem, uświadamiając sobie, że muszę uciekać.
- Jak sobie chcesz - odpowiedział, popychając mnie w kierunku drzwi. On chyba nie miał żadnych oporów przed przekraczaniem barier intymnych innych ludzi. - Ale nie uciekniesz przed tym. Ta wiedza cię zabije. Wdepnąłeś w niezłe gówno, Taemin. 
               Może faktycznie źle zrobiłem, że nie wziąłem tego na poważnie. Niepotrzebnie postanowiłem to bagatelizować i w rezultacie szansa na pozbycie pasożyta uciekła. A on niczym tasiemiec uzbrojony wgryzł się we mnie i stał się nieodłączną częścią każdego mojego poranka w szkole, kiedy to klepał mnie w tyłek na powitanie i znajdował wszędzie, choćbym ukrył się w pomieszczeniu gospodarczym, do którego klucze miał tylko straszny woźny. Oddałbym wszystko, żeby pozbyć się tego chłopaka. Zacząłem rozważać nawet zmianę szkoły i ucieczkę do Rosji, ale włamał się na mój komputer i anulował zamówione bilety, przy okazji podglądając przez kamerkę jak się przebieram. Powiedział, że znajdzie mnie nawet na dnie kanionu Kolorado. Boże, wiem, nigdy się nie modliłem i nie byłem tak dobrym człowiekiem, jakim być powinienem, ale proszę, wysłuchaj mnie ten jeden raz. Proszę, zabij Jonghyuna.

29.12.16

| Niezależna decyzja | - Vol. 12

Dział: Jonghyun x Taemin
Numer rozdziału: 12
Gatunek: Yaoi



                      Obudziwszy się następnego ranka moim oczom ukazał się niespodziewany widok. Na skraju łóżka siedział Key i rzucał mi zaniepokojone spojrzenie. W oczach miał troskę. Spuścił wzrok. Wyglądało na to, że nie powie mi, z jakim problemem do mnie przyszedł. Postanowiłem więc przejąć inicjatywę i przerwać tę niezręczną ciszę.
— A gdzie śniadanko do łóżka? — zapytałem, figlarnie trzepocząc rzęsami.
                     Nie odpowiedział. Milczał, wpatrując się w okno. Dopadła mnie chandra, kiedy tak siedział w bezruchu i nie reagował na moje pytanie. Powtórzyłem je więc.
— A gdzie śniadanko do łóżka?
— Rozmawiałem z Minho — odpowiedział w końcu, zniżając głos do aktorskiego diapazonu, zupełnie jak gdyby powstrzymywał nagły wybuch płaczu.
— I powiedział ci coś ciekawego? — zadałem kolejne pytanie. Naprawdę nie miałem pojęcia, o co mu chodzi.
— Powiedział — wycedził przez zęby.
                   Spojrzałem na niego z ciekawością, ale nie fatygował się, żeby mi odpowiedzieć. Robiłem się coraz bardziej nerwowy. Przeszło mi przez myśl, iż Minho mógł mu powiedzieć o kilka słów za wiele, lecz tego rodzaju zdrada nie była w jego stylu. Mimo to zacząłem się wahać.
— Czego się dowiedziałeś?
                   Podniósł się nagle do pozycji stojącej i opuścił pokój, nie zamykając za sobą drzwi. Wprawiło mnie to w zakłopotanie i postanowiłem czym prędzej porozmawiać z Minho o zaistniałej sytuacji. 
                    Ufałem co prawda przyjacielowi, ale tamtego wieczora wspólnie ustaliliśmy, że sam wszystko załatwię i porozmawiam z Key i Taeminem. Wyglądało jednak na to, że Minho mnie wyprzedził i zdążył już przekazać Key decyzję, jaką podjąłem. A raczej... jaką on podjął za mnie. 
— Widziałeś te ślady na twarzy Taemina? — spytał mnie poprzedniego dnia. — Uwierzysz, że sam je sobie zrobił?
— Samookalecza się? — zdziwiłem się. 
— Chyba nie do końca świadomie — odpowiedział. — Znasz kogoś wrażliwszego niż on? Dobrze, że na twoją zdradę zareagował tak, a nie inaczej. 
— Miał te ślady jeszcze zanim między mną a Key do czegokolwiek doszło — dodałem. Doskonale pamiętałem te rany i rozcięcia na jego policzkach. 
— Może miał sobie za złe, że zmienia się pod ciebie — odparł. — Najlepiej będzie jak go przeprosisz i zapytasz, czego od ciebie oczekuje. Wtedy się uspokoi. A Key powiedz, że to koniec. To tylko przelotny romans, dobrze wiesz. I weź też pod uwagę, że Key tak łatwo się nie podda. Będzie walczył, ale musisz to zignorować. 
                     Zastanawiałem się, czy priorytetem Minho jest dobro przyjaciół, czy zespołu i wspólnej kariery. Nigdy wcześniej nie posądziłbym go o coś tak nieludzkiego, ale zdecydowanie narzucał mi postępowanie, które on sam uznał za odpowiednie, nie pytając mnie nawet o zdanie. I, jak się przed chwilą okazało, asekuracyjnie porozmawiał z Key, ażebym nie wpadł na pomysł zostania z nim zamiast z Taeminem. A ja nie miałem nawet czasu na to, by dobrze się zastanowić. 
                    Wylazłem z pokoju w samych bokserkach i rozejrzałem się po kuchni. Na moje, zdaje się, nieszczęście, moim oczom ukazał się rudowłosy. Siedział wówczas przy stole i jadł tosty. Shinee już od dawna nie spożywało wspólnie posiłków, co nie do końca mi się podobało. Pragnąłem wrócić do tamtych tradycji robienia wszystkiego razem. Wszystko posypało się wtedy, kiedy na Onew spadła masa obowiązków lidera i zaczęliśmy widywać go naprawdę sporadycznie, mimo że mieszkaliśmy w jednym domu. 
                    Taemin spojrzał na mnie i posłał mi nieśmiały, acz promienny uśmiech. Koniec fochów i wahań nastrojów? Przegryzłem wargę. Nie mogąc się powstrzymać uśmiechnąłem się także i zaraz po tym zająłem miejsce obok niego. Spuścił wzrok, a jego policzki okrył subtelny rumieniec. 
— Taemin — wyjąkałem. Postawiono mnie w takiej sytuacji, że nie miałem wyjścia i musiałem postępować zgodnie z wskazówkami, jakich udzielił mi Minho. — Chcę cię przeprosić. Wiem, że nie wystarczyłaby nawet tona jabłek, żeby pokazać ci, jak bardzo jest mi przykro, ale wierz mi na słowo. Jestem idiotą i może to głupie, ale chcę cię prosić o drugą szansę. 
                  Podniósł wzrok. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, a jego czekoladowe oczy zaszkliły się od łez. Milczał. 
— Tym razem na twoich warunkach — kontynuowałem. — Chcę takiego Taemina, jaki jest, nie takiego, jaki ubzdurał mi się w głowie. Takiego, co tańczy i raz na jakiś czas rzuci mi tak podniecające spojrzenie, że automatycznie mam powstanie w spodniach. Nie takiego, który spełnia moje chore erotyczne zachcianki. Bądź sobą, takiego cię polubiłem. 
                  Położył dłoń na mojej jako znak aprobaty. Wyglądał tak, jak gdyby nie dowierzał temu, co właśnie się stało. Jakby moje słowa brzmiały niczym totalna fikcja i graniczyły z cudem. Naprawdę miał mnie za takiego śmiecia, że nie wyobrażał sobie, bym kiedykolwiek go przeprosił? 
                  Siedzieliśmy w milczeniu i patrzyliśmy sobie w oczy. Nie mogłem zdobyć się na więcej, Taeminowi w zupełności wystarczały subtelne gesty i zdawać się mogło, że jest aseksualny, ale homo-romantyczny. On chyba nawet nie lubił się całować. Pomyślałem wówczas, iż jest to najgorszy moment na wejście Key. Była bowiem dziewiąta, a Key o dziewiątej często przyłaził do kuchni, żeby zrobić sobie kawę. W zasadzie pił ją prawie o każdej porze dnia. 
                  Naprawdę łudziłem się nadzieją, iż nie przyjdzie, ale przylazł. A ja nie czułem się dobrze w towarzystwie ich obu. Przyczołgał się razem z Minho. Nagle pożałowałem swoich dziwnych chęci powrotu do tradycji. Taemin szybko zabrał swoją dłoń z mojej, gdyż nie lubił tego typu publicznych gestów. Odgarnął grzywkę z czoła i uśmiechnął się słodko. Ja zaś starałem się udawać, iż Key nie przyciąga mojego wzroku swoimi granatowymi włosami, dresami, w których jego tyłek wyglądał nawet lepiej niż bez nich i idealnymi proporcjami twarzy. Ponadto Key zdecydowanie byłby w stanie zaspakajać moje fantazje erotyczne, gdyż jego fantazje erotyczne były takie same jak moje. Dlaczego Minho kazał mi wybrać Taemina? Czemu nie zapytał mnie o zdanie? Pewnie dobrze wiedział, że zacznę się wahać już wtedy, kiedy tylko Key pokaże mi się na oczy. Przypomniałem sobie wówczas te wszystkie chwile, gdy wraz z granatowowłosym pozowaliśmy do zdjęć, dając do zrozumienia fanom, iż coś nas łączy. Bo łączyło. I w momencie, gdy zostałem zmuszony do podjęcia takiej, a nie innej decyzji, zrozumiałem, że to Key był osobą, którą pragnąłem wybrać. 






                   



24.12.16

2min: Malinowy sorbet

Dział: One shot
Numer rozdziału: -
Gatunek: Yaoi



Nadszedł czas na post świąteczny. O taki, a nie inny pairing poprosiła mnie Maknae, życzenie spełniam, żeby chociaż w święta (których de facto nie obchodzę) poczuć się dobrym człowiekiem. Mokrego jajka!

_______________________________________________________


               Malinowy sorbet roztapiał się wskutek promieni upalnego słońca tak jak rozpływał się wówczas Taemin pogrążony w błogich rozmyślaniach. Bezwładnie spoczywał na leżaku i mrużył piekące od światła powieki. Zewsząd otulało go ciepło, przysypiał w nim niczym w dziecinnej kolebce pozwalającej mu na wieczną beztroską sielankę. Zdawało się, że osiągnął już wszystko, spełnił swoje najskrytsze marzenia i nie pozostało mu nic, o co mógłby walczyć lub starać się zdobyć. Taemin jednak tylko stwarzał pozory, gdyż do szczęścia nadal czegoś mu brakowało. W jego sercu widniała pustka nie do zapełnienia i rudowłosy zdawał sobie sprawę z jej istnienia, lecz nie miał pomysłu na załatanie dziury. A ja owszem.







                     Nie miałem ochoty wchodzić z butami w jego życie i deptać wszystkiego, na co przez całe życie sobie zapracował. Coś w głębi duszy podpowiadało mi jednak, że rozumiem problemu Taemina. Wyglądał jak samotny wilk w samym sercu stada, żył w watasze, lecz do niej nie należał. Łączyły go z nią pewne więzy, ale od dawien dawna zatarte. Potrzebował kogoś bliskiego, a ja z pocałowaniem ręki gotów byłem ofiarować siebie. 
                        Postanowiłem wyjść z ukrycia. Wziąłem głęboki oddech i postawiłem pierwszy krok w jego stronę, wiedząc, że później będzie już łatwo. Zająłem miejsce na leżaku obok niego i uśmiechnąłem się szeroko, kiedy promienie delikatnie pogłaskały moją twarz. 
— Ciepło — szepnąłem, zamykając oczy i delektując się gorącem.
— Minho — jęknął Taemin, przeciągając ostatnią samogłoskę. — Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy ostatnio?
— Tak — odpowiedziałem konkretnie. — O tym, czy łatwiej żyć bez czekolady, czy bez lodów. I doszliśmy do konkluzji, że życie bez czekoladowych lodów byłoby strasznie puste.
— Minho — powtórzył, przedłużając to jeszcze bardziej niż poprzednio. — Nie o tym mówię. Mówię o tym dziwnym kamieniu.
— Na pewno ze mną o tym rozmawiałeś? — spytałem ze śmiechem. 
— Nigdy mnie nie słuchasz — wycedził przez zęby, ale po chwili roześmiał się. Nie miał w stylu gniewać się na przyjaciół. — Czuję kamień na swoim sercu. Ale wiesz, taki dosłowny, jakby naprawdę tam był. Myślałem, że to wyrzuty sumienia, ale nie robię niczego złego ani na przekór sobie. Nie mogę się z tym uporać. Jestem przez to mniej szczęśliwy, niż byłbym, gdyby go nie było. 
— Brakuje ci czegoś? — zadałem pytanie. Otworzyłem oczy i rzuciłem mu spojrzenie. On jednak nadal leżał ze zmrużonymi powiekami. 
— Może — odparł cicho. — A może sam siebie okłamuję. 
                    Widok leżącego niewinnie Taemina w ciasnych jeansowych spodenkach i przykrótkiej koszulce przerósł mnie i nie pozwolił dłużej kontrolować moich czynów. Zbliżyłem się do niego i powoli pochyliłem nad jego nieskazitelną jasną twarzą.
— Minho! — Usłyszałem nagle za sobą. 
                     Poderwałem się gwałtownie do pozycji stojącej. Rudowłosy nadal spokojnie leżał, zupełnie niezaskoczony głośnym wrzaskiem Jonghyuna, który wydzierał się w zasadzie zawsze, kiedy tylko czegoś nie przeżuwał. Często zastanawiałem się, jak zareagowałyby jego fanki uważające go za przystojnego i kulturalnego dżentelmena, gdyby zobaczyły jak wciąga ośmiornicę niczym dzika świnia i wszystko wychodzi mu nosem. 
— Minho! — darł się wniebogłosy. — Chodź, zagramy w kosza!
                    Westchnąłem głęboko i zostawiłem Taemina samego z jego przemyśleniami. Udałem się prosto za Jonghyunem, który akurat zdjął koszulkę i rzucił ją gdzieś za siebie, po czym niespodziewanie cisnął we mnie piłką.
— Refleks! — krzyknął triumfalnie. 
                    Biegaliśmy po małym boisku skąpani w słońcu i własnym pocie. Dołączył do nas Onew, na czym skorzystałem, gdyż nie musiałem być już w pełni skoncentrowany na ruchach i odgłosach godowych Jonga. Nareszcie mogłem pozwolić sobie raz na jakiś czas na krótkie spojrzenie na Taemina. Zdawał się nas obserwować. Czyżby odwzajemniał to, co do niego czułem? Łudziłem się nadzieją, że mam rację. 
— Gdzie Key? — spytał Jonghyun zaraz po tym, kiedy pojawił się Onew.
— Myślisz, ze wyjdzie w taką pogodę? — zapytał z ironią. — Leży u siebie, zakopany w wentylatorach i z trzema warstwami kremu na całym ciele. Powiedział, że ma zmarszczkofobię. 
— Poważna sprawa — odpowiedział Jong. 
                    Po kilku kwartach postanowiliśmy zrobić przerwę, żeby się napić. Udaliśmy się więc do stolika, przy którym siedział Taemin, gdyż w jego pobliżu znajdowała się przenośna lodówka z wodą. Wzięliśmy po butelce i przysiedliśmy się do rudowłosego. Miałem zamiar zająć miejsce najbliżej niego, ale Jonghyun był szybszy. Oblał go wodą, na co tamten podskoczył ze strachu. Dopiero wtedy zauważyłem, jak na siebie patrzą. Nigdy wcześniej nie było to dla mnie takie oczywiste. 
— Noski! — krzyczał Jong, ocierając się o nos Taemina swoim, na co tamten reagował jak najszczęśliwsze dziecko na świecie. 
                    Spuściłem wzrok i wziąłem łyk wody. Spojrzałem ku boisku, kiedy Jonghyun łaskotał mojego wybranka. Nie chciałem na to patrzeć ani o tym wiedzieć. Tym razem wolałem niewiedzę i nieświadomość od bolesnej prawdy. Mogłem łudzić się nadzieją, że tylko się wygłupiali, tylko po co? Nie byłem już w stanie oszukiwać samego siebie. Doskonale znałem genezę problemu Taemina. On najzwyczajniej w świecie nie był pewien uczuć Jonga, który wystarczająco często robił sobie z nas jaja. Ponadto wszyscy traktowaliśmy Taemina jak naszą osobistą maskotkę. Mimo to oddałbym wszystko, żeby należał tylko do mnie. Nie mogłem nawet walczyć. Byłem kompletnie zrezygnowany. Nie chciałem do niczego zmuszać Taemina, tym bardziej, że w grę wchodził mój przyjaciel, Jong. Nienawidziłem tego uczucia. Nienawidziłem uczucia, jakim obdarzyłem Taemina. Pragnąłem, by umarło i nie pozostawiło po sobie żadnego śladu. Bałem się kolejnej dawki cierpienia, jaką miałem na siebie przyjąć. Spoglądałem na malinowy sorbet, który roztapiał się wskutek promieni upalnego słońca tak jak rozpływał się wówczas Taemin pogrążony w głębokich uczuciach, jakimi darzył kogoś, kim nie byłem ja.

23.12.16

| Jednoczesność | - Vol. 11

Dział: Jonghyun x Taemin
Numer rozdziału: 11
Gatunek: Yaoi



               Obudziwszy się z samego rana wtulony w ramiona Key'a, pogrążyłem się w rozpaczy. Mój stan był jednak dla mnie niezrozumiały. Przez zmrużone zaspane powieki spoglądałem na śpiącego kochanka, który znów czynił mi w spodniach powstanie, a mimo to czułem się źle. Zupełnie jak gdybym stracił szacunek do siebie samego. Lecz czy było coś złego w poszukiwaniach? W końcu Taemin nie dał mi jednoznacznej odpowiedzi, ba, z dnia na dzień był w stosunku do mnie coraz bardziej oschły i bezczelny, a jednocześnie Key zdawał się mnie podrywać jakby czegoś ode mnie oczekiwał. Głupio byłoby nie brać tego pod uwagę. A może chodziło o seks? Sypianie z dwójką przyjaciół jednocześnie mogło być niemoralne nawet mimo czasów, w jakich żyliśmy. Chwila, z dwójką przyjaciół jednocześnie?
                    Przed oczyma zaczęły przelatywać mi obrazy, jakie się twórcom filmów pornograficznych nie śniły. Ja w łóżku z Taeminem i Key'em jednocześnie. Cholera, nigdy w życiu nie wpadłem na coś tak genialnego i tym samym niemożliwego. Jaki cud musiałby się stać, żeby doszło do czegoś takiego?
                    Powoli wygramoliłem się z łóżka, starając się nie budzić Key'a. Gumka, która poprzedniego wieczora związywała jego włosy na czubku głowy, zapodziała się gdzieś i teraz jego cienkie kosmyki bezwładnie opadały na twarz, zakrywając wszystko prócz lewego policzka. Założyłem bokserki i zgarnąłem całą resztę swoich ubrań, by pozbyć się dowodów zbrodni, po czym czmychnąłem do swojego pokoju. Dochodziła siódma. Rzuciłem ciuchy na dno szafy z zamiarem późniejszego wyprania i udałem się do kuchni. Wstawiłem wodę na kawę, choć nie miałem na nią ochoty. Byłem tego ranka wyspany i zdrowy jak cholera. Być może zawdzięczałem ten stan Key'owi, który przed snem zrobił mi jeszcze masaż. Był dobry, dbał o mnie i odnosił się z szacunkiem. Z kolei Taemina przestałem rozumieć i kompletnie nie wiedziałem, o co mu chodzi. Nie rozmawialiśmy ze sobą, nawet nie chciał ostatnimi czasy na mnie patrzeć. Szala przesuwała się w stronę Key'a. Ale mimo to nadal łapałem się na brudnych myślach związanych z rudowłosym. Jednak coś takiego w sobie miał. Coś, co nie pozwalało mi spać. Key sprawiał, że czułem się bezpiecznie i doskonale wiedziałem, czego mogę się spodziewać, ale to Taemin wprowadzał do mojego życia najskrajniejsze emocje spowodowane nieprzewidywalnymi poczynaniami. Należało się zastanowić, czy dojrzałem do spokojnego związku pełnego kompromisów, czy nadal byłem rozwydrzonym niewyżytym dzieciakiem szukającym wrażeń. Nie wiedziałem, kim jestem, jednak oczywistym było dla mnie to, w jaki sposób odpowiedzieliby moi najbliżsi. A znali mnie całkiem dobrze. 
                         Kiedy woda się zagotowała, pojawił się kolejny dylemat. Pomyślałem wówczas, że powinienem przygotować kawę również dla... No właśnie, kogo? Gdybym przywitał gorącym napojem z samego rana Taemina, nie byłoby to zdrowe, skoro całą noc spędziłem w objęciach Key'a. Z kolei przyniesienie kubka kawy temu drugiemu mogłoby sprawić, że rudowłosy odkryłby mój potajemny związek. A na to nie mogłem pozwolić. Taemin nie mógł się dowiedzieć. Zalałem więc dwie kawy gorącą wodą i mlekiem. Kiedy sypałem do drugiej cukier, ze swoich pokoi wyłonili się Key i Taemin. Jednocześnie. Miałem chyba pecha do słowa "jednocześnie". Kiedy obróciłem się w ich stronę, ujrzałem zmieszanie na twarzy Key'a i lekki uśmiech wyłaniający się spod rudych kosmyków włosów Taemina. Czyżby mu przeszło? Miałem ochotę rzucić się na niego z łapami, ale powstrzymałem się, nie chcąc robić takich rzeczy na oczach Key'a. Wziąłem dwie kawy i z uśmiechem poszedłem do pokoju Minho. 
                    Akurat wstał i powiedział, że mam zaczekać, bo się ubiera, ale nic sobie z tego nie robiłem. Wszedłem do środka i postawiłem dwa kubki na biurku, po czym rozsiadłem się na stojącym przy nim krześle i zacząłem bezczelnie gapić się na Minho. Stał przed szafą w samych bokserkach i pukał się po głowie,
— Gdyby niezdecydowanie było chorobą — mówił — twój stan wykraczałby poza możliwości leczenia.
— Czemu ty zawsze rano jesteś w takim humorze? — dziwiłem się. — Nie zazdroszczę twojej przyszłej żonie.
— Nie wyspałem się. Pech chciał, że mój pokój znajduje się między twoim a Key'a — odparł, grzebiąc między wieszakami. — Key zawsze siedzi cicho, a ty słuchasz głośno muzyki do trzeciej lub czwartej. Specjalnie wytłumiłem jedną ścianę. Nie po to, żebyś zmienił swoje miejsce spania i karmił mnie przez kilka godzin godowymi odgłosami twoimi i Key'a. 
— Zawsze mówisz, że każdy ma prawo do robienia co chce, a reszta ma to tolerować — wkurzyłem się. — Nawet staraliśmy się być cicho. Serio. 
— Jonghyun, co ty masz zamiar zrobić z Taeminem? — zapytał nagle.
— No nie wiem... — wyjąkałem. — Zależy, co mi zaoferuje. Może sadomaso. Zauważyłem, że naprawdę lubię sadomaso, kiedy...
— Jong — przerwał mi. — Nie o to zapytałem. 
— Czas pokaże — westchnąłem, biorąc łyk kawy. 
                    Po tej rozmowie czułem się pod presją społeczną, która wymagała ode mnie szybkiego wyboru. A ja nie chciałem jeszcze wybierać. Możliwe nawet, że w ogóle nie chciałem wybierać. Bo po co? Tak było mi dobrze. A w życiu trzeba było myśleć o swojej dupie. 
                    W mediach nadal było głośno o moim ostatnim występku. Jednak wyszło na moje, fanki gorliwie błagały o więcej zdjęć i popyt na SHINee wzrósł. Śmiałem się z osób, które we mnie nie wierzyły. Od samego początku wiedziałem, że tak to się właśnie skończy. Byłem wręcz z siebie dumny, bo udało mi się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. 
                    Tego samego dnia, kiedy późnym popołudniem siedziałem w swoim pokoju i sprawdzałem, co nowego wydała CL, ktoś zapukał do drzwi. Ujrzałem po chwili bardzo zdegustowanego Minho. Wyglądał tak, jakby znalazł w łazience moje niewyprane gacie i przyszedł wyrazić swoją frustrację. 
— Znalazłem w łazience twoje niewyprane gacie — powiedział. — Przyszedłem wyrazić swoją frustrację. 
                    Po chwili jednak dodał, że chodzi mu o coś jeszcze i, że może nie powinien ze mną o tym rozmawiać, ale jednak jest to jeden z tych momentów, kiedy ma prawo. 
— Rozmawiałem z Taeminem — zaczął. — Był w stanie nie do opisania.
— Nie dziwię się, jest zakochany — odpowiedziałem, uśmiechając się pod nosem. Gadał do mnie, a ja wpatrywałem się w ekran laptopa, którego miałem na kolanach.
— Chyba tak, ale to, do jakiego stanu do doprowadziłeś, jest przerażające — westchnął.
— Mówisz tak, jakby przyszedł do ciebie w mokrych gaciach i wypiekiem na twarzy — odparłem.
— Przyszedł z płaczem, uspokajałem go bite dwie godziny, a i tak wszystko poszło na marne, bo znowu się rozryczał — mówił. 
— Co? — zdziwiłem się. Dopiero wtedy odwróciłem wzrok od laptopa i spojrzałem na siedzącego na łóżku Minho.
— Stary, on wie o tobie i Key'u — szepnął z grymasem na twarzy. — On nawet wiedział, zanim to się zaczęło. 
— Bez przesady, skąd miałby wiedzieć? — spytałem.
— Wiedział, że Key coś do ciebie ma — odpowiedział. — Dlatego się tak zachowywał. Key mu chyba dokuczał i kazał mu się od ciebie odpieprzyć. Wiesz, jaki jest Key, jak się na coś uprze. Ale Taemin jednak postanowił spróbować, ale przez to, co nagadał mu Key, nie potrafił ci zaufać z obawy o zdradę. I nie wiedział, czy będzie w stanie ci dogodzić, bo zna twoją niewyżyta naturę i zna swoją cichą i nieśmiałą naturę. Więc zaczął się zmuszać i...
— O tak, tamta noc była zajebista — wtrąciłem się.
— Nie kończ — przerwał mi. — I dzisiaj przyszedł do mnie z płaczem i wygadywał tak okropne rzeczy, że nawet nie wiedziałem, jak mu odpowiedzieć. Mówił, że rano było tak fajnie, bo się do niego uśmiechnąłeś na powitanie i nie robiłeś żadnych zboczonych rzeczy. A potem się dowiedział o twojej ostatniej nocy z Key'em. I wiesz, co było najgorsze? Jak mnie zapytał, co ma teraz odpowiedzieć, jeśli go podczas wywiadu zapytają, jak mu się z tobą układa, skoro ostatnim razem na scenie wyglądaliście na takich szczęśliwych. 
— To dziwna sytuacja — powiedziałem z zamyśleniem. — Nawet trochę sobie o tym myślałem, ale doszedłem do wniosku, że przecież wszyscy jesteśmy singlami.
— Jong, czy ty głupi jesteś? — spytał, podnosząc głos. — Czy ty zmysły postradałeś? 
                    Spojrzałem na niego i zmarszczyłem czoło. Nie było sensu dalej mówić, bo mieliśmy zupełnie inny pogląd na tę sprawę.
— To co mam zrobić? — zapytałem oschle.
— Teraz już i tak nie wyjdziesz z bagna — odparł. — Możemy jedynie pomyśleć, jak tu cię wyciągnąć tak, żebyś miał na sobie jak najmniej gówna.
— Wchodzę w to, Minho. 



17.12.16

| Trzy strony | - Vol. 10

Dział: Jonghyun x Taemin
Numer rozdziału: 10
Gatunek: Yaoi




                Tamtego dnia nie zdołałem wyciągnąć odpowiedzi z Taemina, jednak powoli docierało do mnie to, co wcześniej zasugerował Minho. Minho zawsze jako pierwszy zaczynał się domyślać, czytał z nas niczym z otwartych ksiąg, doradzał nam i wspierał. Był zdecydowanie najbardziej empatycznym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Ale tym razem mnie zaskoczył.
- Proszę cię, nie mieszaj mnie w to - powiedział, kiedy zapytałem, co o tym wszystkim myśli. - Musiałbym być po czyjejś stronie, a to by oznaczało, że byłbym przeciw jednemu z moich przyjaciół.
- To ja i Taemin jesteśmy po dwóch różnych stronach? - zdziwiłem się.
- Są trzy strony tak de facto - odparł.
                 Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, co ma na myśli. I nie chciał nic mi na ten temat powiedzieć, choć wyraźnie źle się z tym czuł. Doszedłem do wniosku, że milczenie uznał za najbezpieczniejsze wyjście dla nas wszystkich. Westchnąłem głęboko.
- A mogę cię chociaż poprosić o radę? - spytałem. - Co mam robić, Minho? Wszystko nagle stało się takie trudne. Fani zazdroszczą nam pieniędzy, bo stać nas na wszystko, a przecież też jesteśmy ludźmi i też mamy problemy. Jestem w takich tarapatach, że mam ochotę gdzieś się zaszyć i nie wychodzić. I nawet nie wiem, czym są te kłopoty. Po prostu czuję, że jestem w bagnie.
               Minho odwrócił się do mnie i spojrzał z troską w oczach. Zbliżył się, położył dłoń na moim ramieniu i szepnął mi do ucha:
- Poczekaj trochę z głębszymi relacjami, sam zobaczysz, o co chodzi.
               Szczękę zbierałem z ziemi przez cały wieczór. Nie chuja nie rozumiałem przesłania słów Minho, to wszystko wyglądało na jakąś chorą patologię. Ufałem jednak przyjacielowi i postanowiłem zastosować się do jego rady. Siedziałem sam w kuchni i kontemplowałem swoje życie nad kubkiem zielonej herbaty, która wcale nie pomagała mi znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Minho siedział u siebie, Onew załatwiał jakieś sprawy na mieście i nie było go od samego rana, Key'a nie widziałem od zeszłego dnia, zaś Taemin... właśnie przekroczył progi kuchni. Uśmiechnąłem się kącikiem ust, jednak w środku poczułem coś dziwnego. Przypomniały mi się słowa Minho, ale właśnie odechciało mi się słuchać jego rad. Rudowłosy krzątał się przy blacie w milczeniu. Podniosłem się z krzesła i podszedłem bliżej, po chwili obejmując chłopaka w pasie i wtulając twarz w jego kark.
- Kochany - powiedziałem cicho.
- Zostaw - burknął.
- Czemu taki jesteś? - spytałem głosem małego dziecka. - Jonghyun też potrzebuje czułości.
               Nie odpowiedział na to. Zostawił kubek z torebką herbaty i wrócił do swojego pokoju. Zaczynałem się gubić w rozumowaniu Taemina. Nie mogłem tego tak zostawić. Poszedłem za nim i wszedłem do pomieszczenia bez pukania. Wyraźnie uznał to za spory nietakt. Usiadłem na łóżku i zacząłem gadać.
- Taemin, powiedz mi, co robię nie tak - mówiłem. - Bo ja naprawdę nie wiem. A jak mamy budować silną relację, kiedy ja nie wiem, co ty masz w bani? A co, jak wpadnę w depresję? Nie możemy do tego dopuścić. Porozmawiajmy, proszę. Na pewno uda nam się dojść do jakiegoś kompromisu.
- Nie mam teraz ochoty z tobą rozmawiać - odparł, nawet na mnie nie patrząc. Zrezygnowany opuściłem jego pokój.
               Znów ogarniało mnie to cholerne uczucie, miałem ochotę dotykać i całować Taemina, wpłatać palce w jego gęste włosy, trzymać go za rękę, rozbierać, spać obok niego. To wszystko gromadziło się w mojej głowie i nie pozwalało myśleć o niczym innym. W wielu kwestiach byłem stuprocentowym mężczyzną. Przypomniałem sobie wówczas, że jest jeszcze ktoś, kogo mógłbym sobie bez zobowiązań podotykać, skoro Taemin i tak jest wkurwiony i moje istnienie gówno go obchodzi. Zapukałem cicho do drzwi, po czym bezgłośnie wślizgnąłem się do środka. 
               Key leżał na łóżku i czytał książkę. Był w swoich za dużych dresowych spodniach i miał kucyka na czubku głowy, co oznaczało, że to jeden z tych jego leniwych dni, kiedy nie ma ochoty na nic, szczególnie na patrzenie na rozkapryszonych członków zespołu. W gruncie rzeczy to on był najbardziej rozkapryszony, ale nigdy w życiu by tego nie przyznał. Usiadłem koło niego, a on rzucił mi pytające spojrzenie.
- Przyszedłem sobie z tobą poleżeć - oznajmiłem.
               W reakcji na moje słowa Key zrobił minę z cyklu "twarz myślą niezmącona", ale po chwili przyjął to do wiadomości i przesunął się, żeby zrobić mi miejsce. Położyłem się obok niego, a moja głowa spoczęła na jego ramieniu. Przez chwilę czytałem sobie z nim książkę, ale szybko mnie to znudziło.
- Jakiś spięty jestem - odparłem.
- Czuję - powiedział. 
- Jesteś w stanie mi jakoś w tym pomóc? - spytałem z nadzieją w głosie.
- Chętnie - odpowiedział. - Na szczęście nie wiem jak, więc poczytam sobie dalej.
- Key - jęknąłem przeraźliwie.
           Spojrzałem na niego i delikatnie wsunąłem dłoń pod jego koszulkę. Uśmiechnął się lekko i odłożył książkę na bok. Cel został osiągnięty.
- Co robisz? - wymamrotał.
              Ale nie odpowiedziałem, gdyż moje usta były już zajęte błądzeniem po karku Key'a, zaś ręka wędrowała po jego boku, subtelnie ukrywając się pod bokserkami. Ścisnąłem mocno jego pośladek. Key położył dłoń na moim policzku, odrywając mnie od swojej szyi, po czym skierował mnie ku sobie i niespodziewanie złożył pocałunek na moich ustach. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. 
- Key, chciałem tylko... - wyjąkałem.
               Chciałem tylko go podotykać, a nie zdradzać z nim Taemina. Poczułem nagłe wyrzuty sumienia, jednak jego pocałunek sprawił, że miałem ochotę na więcej. Wbrew temu, co podpowiadał mi rozsądek, odwzajemniłem pocałunek, czyniąc tym samym z Key'a swojego kochanka. Gdyby fani się dowiedzieli...
               Tymczasem wpijałem się w jego usta niczym spragniony wampir. Biło od niego tak niewyobrażalne ciepło, którego nie mogłem oczekiwać przy Taeminie. Żałowałem, że nie można połączyć ich dwóch. Byłem zmuszony szukać szczęścia u dwóch, bo wszystko, czego pragnąłem, było rozdzielone między tę dwójkę. Key zdjął ze mnie koszulkę i rzucił ją gdzieś w dal. Zasiadł mi okrakiem na kolanach i uśmiechnął się. Przeniosłem usta z powrotem na jego kark. Pomrukiwał cicho z przyjemności. Jego uda były spięte, a ciało wyginało się w łuk. Moje dłonie mocno zaciskały się na jego pośladkach, badając coraz dalsze i bardziej nieznane tereny. Już po chwili moje palce delikatnie przesuwały się po linii dzielącej jego pośladki, a Key głośno wzdychał z przyjemności.
- Jong - mówił stłumionym głosem, śmiejąc się przy tym. - Boże, jakie to zboczone.
             Key wbrew pozorom i wbrew temu, co mówiły media, był grzecznym i ułożonym chłopcem. Zdarzało mu się gwiazdorzyć, ale jego usposobienie dalekie było od egoizmu i dziwnej wyniosłości.
- Nie przestawaj - szepnął, po czym zamknął oczy i zaczął unosić się lekko, samodzielnie pocierając się o moje palce. Zdjął na moment ręce z moich ramion, by zsunąć z siebie dolne części garderoby.
- Już taki podniecony? - spytałem ze śmiechem na widok jego uniesionej męskości.
- Jong, nawet sobie nie wyobrażasz, jak mi teraz dobrze - mówił wolno i z długimi pauzami między słowami. - Cudownie. Żałuję, że nie robiliśmy tego wcześniej.
              Uśmiechnąłem się szeroko, kiedy to powiedział. Było z nim zupełnie inaczej niż z Taeminem.
- Nn... - jęknął cicho. - Zajmij się mną jeszcze tutaj.
               Powoli podciągnął koszulkę, którą zaraz po tym z niego zdjąłem. Jego sutki były twarde podobnie jak męskość. Fakt, że doprowadziłem go do takiego stanu, sprawiał, że czułem się z siebie dumny. Położyłem dłonie na jego torsie, po czym zacząłem delikatnie szczypać brodawki, podczas gdy on ostrożnie wsuwał w siebie dwa palce, oddychając przy tym ciężko i mówiąc, jak bardzo mu się to podoba.
- Szkoda już czasu - powiedział w końcu i rozpiął zamek moich spodni.
               Moja i jego męskość otarły się o siebie. Key westchnął głośno i uśmiechnął się szeroko. Pochylił się nad moim kroczem i przygotował mnie. Kiedy mój członek podniósł się do pozycji stojącej, Key przysunął się bliżej i powoli opadł na niego, delikatnie poruszając biodrami. Jego jęki były coraz głośniejsze. Oparłem głowę na poduszce i zmrużyłem oczy. Było mi dobrze. Położyłem dłoń na męskości Key'a, pomagając mu dojść. Miałem nadzieję, że Taemin się nie dowie.