Showing posts with label stay. Show all posts
Showing posts with label stay. Show all posts

3.7.15

Epilog

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 19
Gatunek: Yaoi.



               Uczniowie przeważnie nie cieszą się zakończeniem świąt, bo jest to równoznaczne z powrotem do szkoły i pustą lodówką na stancji. Ja jednak wręcz srałem ze szczęścia, że Noda w końcu wraca. Zastał mnie w łóżku z papierosem, a obok mnie stała skruszona mentalnie i dosłownie tuja, ani trochę nie zawstydzona swoją nagością i brakiem futra. Hikari rzucił torby na bok, jeszcze się nie rozebrał, a już poszedł, zabrał mi papierosa i dał w twarz. 
— Co ty za depresje odpierdalasz? — krzyknął na mnie. — Tuję mógłbyś sprzątnąć, a leżysz w wyrze. Człowieku, jest wieczór. Zapomniałeś, że przyjeżdżam? W takim stanie chciałeś mnie przyjąć? Co tu robią papierosy?
— Zapomniałem, że przyjeżdżasz — wymamrotałem.
               Noda obrócił się na pięcie i spojrzał na mnie zupełnie zszokowany. Nie wiedziałem, co ma zamiar zrobić, ale rozebrał się do naga, a mi rozpiął spodnie. 
— Nie stoi ci, co się dzieje — powiedział cicho sam do siebie. — Sven tu był. Spałeś z nim.
— Sven tu był. Nie spałem z nim — odpowiedziałem. 
— Nadal ci się podoba? — pytał. 
— Nie, kurwa — zdenerwowałem się w końcu. 
               Popchnąłem Hikariego na łóżko, sam również szybko się rozebrałem i przylgnąłem do niego całym ciałem, całując namiętnie.
— Dobra, cofam, jednak ci stoi — powiedział. 
               Pieściłem jego kark ustami, jednocześnie gwałtownie w niego wchodząc, a on pojękiwał z rozkoszy i bólu, jakim go obdarowywałem. Kilka dni w celibacie sprawiło, że byłem naprawdę głodny. Kiedy skończyliśmy, Hikari położył głowę na mojej klatce piersiowej i kazał powiedzieć o wszystkim, co działo się u mnie przez święta.
— Nic takiego, poza tym właśnie, że Koutaro i Sven postanowili tu przyjechać — zacząłem.
— Bardzo źle. Imamura pewnie znowu nagabywał Svena do podrywania cię — syknął.
— Nie, Sven nie odezwał się ani słowem, nawet na mnie nie spojrzał — kontynuowałem. — Za to od Imamury dowiedziałem się, że to Hirose doprowadził swoją firmę do autodestrukcji i kazał mi unikać plotek na ten temat, bo nie chciał przyznać się do porażki. To on manipulował Svenem.
— CO — zaśmiał się Hikari. — To się kupy dupy nie trzyma!
— Mam to gdzieś w sumie — odparłem. — Przeprosiłem Koutaro za sytuację z jego synem i za mój brak szacunku, powiedziałem, że nie chcę znać szczegółów upadku firmy, bo i tak nie mam zamiaru u nich pracować, po czym wyprosiłem ich z mieszkania.
— I chcesz spędzić całe życie w nieświadomości? — spytał.
— Tak — odpowiedziałem bez wahania. 
               Noda był zaskoczony moim podejściem, ale poparł mnie w tym i stwierdził, że sam nie byłby w stanie tak postąpić, bo zżarłaby go ciekawość. Wyciągnął mnie z łóżka i doprowadził do normalnego stanu. Wyszliśmy na spacer. 
— Rei, boję się — powiedział nagle. Nigdy wcześniej nie słyszałem od niego czegoś tak dziwnego.
— Czego się boisz? Przecież tu jestem — odparłem cicho.
— Mówiłem ci jakiś czas temu. Cisza przed burzą — mówił. — Zawsze jak czytam swoje porno-gejo-książki, to pojawiają się tam małe kłopoty, potem większe, jeszcze większe, punkt kulminacyjny! I wtedy albo główny bohater sobie z tym poradzi, albo nie. A u nas? U nas jest totalnie spokojnie i boję się, że jak coś przypierdoli, to przypierdoli tak ostro, że się nie podniesiemy. 
— Nie — powiedziałem stanowczo. 
— Jak to nie? — spytał głosem małego dziecka.
— Nie, bo zmienię nasze przeznaczenie. W naszym przypadku będzie nieco inaczej — odparłem. 
— Nadal nie rozumiem — wycedził przez zęby.
— Pozostaniemy silni, Hikari. 




K O N I E C
___________________________________________________________________

Więc, jako że to epilog, to może być tak krótki jak prolog. A tak całkiem serio to po prostu nie umiem pisać długich postów, jak już każdy zauważył. Pisało mi się momentami ciężko, bo od początku był tutaj zamysł, że Hikari i Rei nie będą mieć życiowych problemów tak jak to miało miejsce w Maniakalnym i wszystkim innym (sry, nigdy nie pamiętam tytułów działów, imion bohaterów, nawet fabuły; jak już skończę coś pisać to nie pamiętam, o czym to było, totalnie). Generalnie głowę mam pustą, puściejszą niż zwykle, także na Snays nic się nie pojawi, póki nie wpadnę na pomysł na kolejnego tasiemca. Ale oczywiście możecie mi pomóc TUTAJ. Tsuki zostawiła tam też prośby o jakiś fanfik z Arielki albo Królowej Śniegu czy coś takiego i to też mam na uwadze, ale nie przepadam za pisaniem fanfików, więc liczę na Waszą kreatywność B|

Jak zostać kleptomanem

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 18
Gatunek: Yaoi. 



TUTAJ możecie zobaczyć najnowszą ocenę Snays, serdecznie dziękuję sherLock za poświęcony czas i pracę nad Maniakalnym
___________________________________________________________

— Nie wiem, jak to robisz, tyle życiowych niepowodzeń, a ty nadal na nogach — wymamrotał pijany w trzy dupy Hikari. 
               Wszyscy porozjeżdżali się już do domów na święta, a my nadal zalegaliśmy w Kioto, nie mogąc się rozstać. Piliśmy w naszej ulubionej knajpie, z której Noda kleptoman poza podstawkami na piwo zdążył już zabrać również kufle, menu i tablicę z promocjami stojącą przed. Mój chłopak, czy raczej babochłop, był już w takim stanie, że zupełnie nie zważał na to, co mówił. Chociaż... czy on kiedykolwiek to robił? 
— Postanowiłem pozostać silny — odpowiedziałem. Wypowiadając te słowa i zdając sobie sprawę ze stylu i składni uznałem, iż jestem równie pijany, co on. 
— Ogólnie wydaje mi się, że jesteśmy w trakcie ciszy przed burzą — powiedział niewyraźnie. — Jest zbyt spokojnie, zaraz coś pierdolnie.
— Co ma pierdolnąć niby? — spytałem, kończąc piwo.
— No nie wiem, jakaś kobieta wedrze się między nas, zrobi ci dziecko, mnie wyśle do psychiatryka... — westchnął, łapiąc się za głowę.
— Hikari, czy ty znowu czytasz te swoje porno-gejo-książki? — zapytałem z zażenowaniem.
— No. 
                Ubraliśmy się ciepło, owinąłem Hikariego swoim szalem, bo jak zwykle zbyt cienko się ubierał, po czym opuściliśmy knajpę. Znaczy... sam opuściłem, a Noda gdzieś zniknął. Stałem przed budynkiem i czekałem na niego, bacznie obserwując wielki świecący napis Wesołych świąt! wiszący nad wejściem. Zastanawiałem się, czy przyjdzie mu do głowy szybko to odkręcić i podpierdolić, ale nim doszedłem do wniosku, że faktycznie może na to wpaść, zauważyłem Hikariego popierdalającego z pięćdziesięciokilogramową, ubraną w ozdoby choinkowe, TUJĄ pod pachą. 
               Nie pytając o nic, nie reagując zupełnie, bo nawet nie potrafiłem wyrazić tego, co wówczas czułem, udaliśmy się na przystanek tramwajowy tak szybko, jak było to możliwe. Nie miałem zielonego pojęcia, w jaki sposób Noda podpierdolił świąteczną tuję, skoro stała tuż przy barze, ale zrobił to. Pojazd akurat przyjechał, więc szybko wkitraliśmy się do środka. Szukałem wolnego miejsca, gdy nagle zauważyłem Hikariego z pełnym makijażem twarzy, tują pod ręką, w towarzystwie jakichś chłopaków w naszym wieku.
— Hej chłopcy — powiedział. — Chcecie zobaczyć moją tuję? 
               Poza tą sytuacją całe święta wyglądały mizernie i monotonnie. Koniec końców nie pojechałem, ani nie zadzwoniłem do rodziców, bo było mi wyjątkowo głupio. Noda trochę się zdenerwował, ale szybko mu przeszło. Do końca grudnia siedziałem zupełnie sam w swoim mieszkaniu, a mieniąca się kolorami tuja jedynie przypominała mi o tym, jak długo muszę jeszcze czekać na powrót Hikariego. 
— Niech ktoś mnie, kurwa, odwiedzi — powiedziałem raz sam do siebie, myśląc, gdzie są teraz Ami i Akira. 
               Dziwiłem się, że nie zadzwoniły. Akira mieszkała na miejscu, a w stylu Ami były ucieczki z domu i nocowanie u kumpla. I wywołałem kupę z dupy - w mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Wtedy uzmysłowiłem sobie, że mam totalnie pustą lodówkę, ale koniec końców wziąłem się w garść i otworzyłem drzwi. Pomyślałem wtedy, iż jednak goście są zbędni, ale było już za późno i musiałem wpuścić ich do środka. 
               Koutaro i Sven wybrali sobie chyba najgorszy możliwy termin na przyjście. Naprawdę wolałbym, żeby Hikari był tu ze mną. On też zapewne wolałby pilnować mnie przy moim byłym facecie. Cóż.
— Przemyślałeś moją propozycję, Rei? — spytał Imamura.
— Nie wiem, co mam wam powiedzieć — syknąłem z totalną rezygnacją. — Nie chcę u ciebie pracować, ale obawiam się, że postanowicie mnie w takiej sytuacji zniszczyć. Mnie, moje życie w Kioto i mojąjego chłodziewczynę. 
               Koutaro z lekkim zdziwieniem spojrzał na Svena, lecz Sven wpatrywał się martwo w blat stojącego między nami stołu. 
— Przychodzę tu z propozycją, dzięki której będziesz mógł pracować nadal w swoim fachu, generalnie nie biegam za modelami, tylko na odwrót, więc trochę szacunku — powiedział szorstko.
— Nie po tym, jak zniszczyłeś firmę pana Hirose — odparłem. 
— Człowieku, czy ty w ogóle jesteś chociaż trochę na bieżąco z tym, co się dzieje na świecie?! — wrzasnął. 
— Pan Hirose powiedział, że dla własnego zdrowia psychicznego nie powinienem czytać o tym w necie ani pytać o to ludzi — mówiłem ze stoickim spokojem.
— No tak, skoro jesteś naiwnym cielęciem to nie wiesz, że Hirose sam zniszczył firmę i nagabywał Svena do okłamywania cię — gderał kompletnie wkurwiony. — Nie umiał się przyznać do błędu, potem całe to gówno wyszło, bo media zaczęły grzebać w sprawie, a Rei posłuchał swojego pana niczym głupia owca i nadal twierdzi, że to Imamura zjebał. Gdybym mieszał sprawy prywatne z zawodowymi, mógłbym cię dodatkowo opierdolić za stan, w jakim zostawiłeś Shinji'ego, ale ten fakt już pominę. Wożę tyłek za modelem, który zranił mojego syna, a ten mi jeszcze będzie wciskał jakieś kity, Sven, rozmawiaj z nim, bo mam dość. 
               Niczego nie rozumiałem z tego, co powiedział Koutaro. Facet chodził wte i wewte po kuchni, nie mogąc uspokoić nerwów. Sven milczał, a ja biłem się z myślami. O cholerę im chodziło? Co to miało znaczyć? Co ukrywał pan Hirose i dlaczego tak to rozegrał? Czy Koutaro faktycznie nigdy nie był czarnym charakterem i życzył mi dobrze? Zastanawiałem się, co by było, gdyby Imamura mówił prawdę. Jak źle musiał się czuć przez cały ostatni czas. Głupia plotka zniszczyła jego reputację, musiał biegać za modelem, który namieszał mu w życiu prywatnym, a w dodatku teraz traktuje go jak śmiecia z takim podejściem, jakby i tak zawsze miał rację. Tak bardzo chciałem być obiektywny, że popadłem ze skrajności w skrajność. Nie miałem pojęcia, co oni odjebali, ale naprawdę nie miałem ochoty być w to wszystko zamieszany.

27.6.15

Było tak fajniej jakoś.

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 17
Gatunek: Yaoi. 



moja ostatnia nieobecność spowodowana czymś, o czym nie chcę mówić, ale jednak spowodowana, więc nie było to widzimisię 
____________________________________

               Pod świecącymi brudnym pomarańczowym światłem latarniami dostrzegłem pierwszy śnieg tego roku. Westchnąłem głęboko. Zima kojarzyła mi się jedynie z samotnie spędzanymi świętami. Hirose zawsze nalegał, żebym brał udział w tym pięknym święcie wraz z jego rodziną, w końcu traktował mnie jak własnego syna, ale zawsze odmawiałem. I tym razem nie łudziłem się, iż coś się zmieni. Jednak za bardzo gryzłoby mnie sumienie, więc postanowiłem chociaż spytać.
— Hikari, jedziesz do rodziców w święta?
               Noda leżał nago w moim łóżku i w sumie nie miałem pojęcia, co robił. Wiedziałem, że nie śpi, więc opcja była jedna: chciał mnie uwieść. Choć z drugiej strony był na tyle dziwnym człowiekiem, że mógł sobie po prostu postanowić poleżeć nago w moim łóżku tuż po rozpoczęciu kalendarzowej zimy. 
— No — odparł. — I chciałbym, żebyś ich poznał, ale nie mam zamiaru cię do siebie zapraszać.
— A-a... Spoko — wyjąkałem z lekką irytacją. Pieprzony plankton.
— I co się wkurzasz? — spytał. — Dopóki jesteśmy razem, dopóty chcę twojego szczęścia. Nie mówię, że jak mnie rzucisz, to cię zniszczę, bo wtedy to cię będę torturował poprzez okładanie twoich genitaliów rozżarzonym węglem. Ale póki co naprawdę chcę, żebyś wznowił kontakt ze starymi. Rozumiem, byłeś rebelem, nawiałeś z domu cztery lata temu. Ale to nadal twoi starzy, jedź do nich chociaż na jeden dzień, wyślij mi zdjęcia, w zamian dostaniesz mój adres i będzie idealnie. Chociaż w naszym przypadku raczej "ideanalnie". 
— Generalnie nie mam jakichś większych problemów, jeśli chodzi o moich rodziców — odpowiedziałem, kiedy Noda przewrócił się na plecy i odpalił papierosa. Cholera, robiliśmy to tyle razy, a ja nadal nie potrafiłem tak po prostu patrzeć na jego ciało bez podniecania się jak debil. — Ale nie wiem, co im powiem. 
— Jak to nie wiesz? — spytał, po czym zaczął imitować mój głos. — "Cześć mamo, cześć tato. Więc ja tak sobie nawiałem cztery lata temu i przez ten czas zarobiłem od chuja hajsu, byłem gejowską gwiazdą porno. Ale teraz już nią nie jestem i nawet nie wiem dlaczego. Ale mam wspaniałego chłopaka, który kazał mi was przeprosić, wygląda jak dziewczyna, nosi długie włosy i nawet się maluje, ale mówi, że nie jest transwestytą, chociaż często zastanawia się jak to by było być w ciąży. To co, przyjmiecie mnie z powrotem?".
— Hikari, masz nasrane w bani? — spytałem, patrząc na niego ze zdziwieniem.
— Nie no, tak serio to lepiej tak nie mów — odpowiedział.
— Nie o to chodzi, czemu zastanawiasz się, jak to jest być w ciąży? — zapytałem. 
               Noda położył dłonie na swoim brzuchu i roześmiał się głośno, ale nie udzielił mi odpowiedzi. Wyjąłem mu z ręki papierosa i położyłem na szafce nocnej, po czym pocałowałem go głęboko. Od razu się domyślił, na co mam ochotę. Rozebrałem się szybko, rzuciłem ubrania gdzieś obok i wróciłem do łóżka. 
— Naprawdę powinieneś to przemyśleć — powiedział, kiedy całowałem i gryzłem jego kark. 
— Więc jedź tam ze mną — odpowiedziałem, przenosząc się na jego sutki. Najpierw zacząłem pieścić je delikatnie palcami, na co pojękiwał cicho, później składałem namiętne pocałunki i podgryzałem je lekko. 
— Nie zniosą tylu informacji naraz. Przecież nawet jeszcze nie wiedzą, że jesteś gejem — mówił powoli, przerywając mowę rozkosznymi jękami. 
— Brzmi jak wymyślane na siłę alibi — wycedziłem przez zęby. Zajmowałem się akurat pieszczeniem jego krocza. Robiłem Hikariemu loda podczas gdy on próbował przekonać mnie do spotkania z rodzicami. 
— To nie wiem, zadzwoń do nich, powiedz, co myślisz, a jeśli zgodzą się na twój przyjazd, to zaproponuj im, że przyjedziesz ze swoim babochłopem — zaproponował. 
— Widzisz, raz ci zrobić dobrze i od razu wiesz, jak rozwiązać problem — zachichotałem. 
               Uniosłem delikatnie jego biodra i położyłem jego kolana na swoich ramionach. Tego dnia jakoś nie mogłem się nim nasycić. Wszedłem w niego powoli i zacząłem stopniowo przyspieszać, dostając się coraz głębiej. Noda miał zamknięte oczy. Leżał, zaciskał pięści na pościeli, śmiał się i jednocześnie głośno jęczał. 
— Rei, jak dobrze dzisiaj... 
                 Widocznie też zauważył, iż tego dnia było między nami jeszcze lepiej niż zwykle. Wchodziłem coraz głębiej, dokładnie analizując każdy kawałek jego ciała. Mimo że robiliśmy to tak często, Hikari nadal był tak cholernie ciasny. Wbrew pozorom mi się to podobało. Było o wiele przyjemniej niż jakby miał stajnię, do której każdy koń się zmieści. Doszedłem w nim, a on uśmiechnął się szeroko. Po zakończeniu położyłem się na nim i wtuliłem twarz w jego kark. Przytulił mnie mocno.
— Reeeeeei, dziękuję dziękuję dziękuję — chichotał. — Nie wiem, czy użyłeś jakiegoś afrodyzjaka, ale dzisiaj było tak fajniej jakoś.
— Wiem, zauważyłem to zanim o tym powiedziałeś — odparłem. — Ale niczego nie użyłem, to chyba tak po prostu. 
— Kocham cię, Rei — powiedział cicho, ale jednak usłyszałem. — Czasem próbuję sobie wyobrazić, w jaki sposób kiedyś się rozejdziemy, jeśli się rozejdziemy, ale zaczyna mnie wszystko boleć, czasem nawet moje oczy zaczynają łzawić, chociaż wiem, że to tylko wyobrażenie, tylko wyobrażenie, ale mam bujną wyobraźnię i zaczynam to wszystko widzieć i wtedy...
— Hikari — przerwałem mu.
— No co? — spytał.
— Zamknij się — syknąłem.
— Ale czemu? — zapytał.
— Bo jesteś głupi — odparłem. — Przestań się zastanawiać nad takimi rzeczami, na cholerę analizujesz sytuacje, do których nie dojdzie, skoro wiesz jak się przy tym czujesz. Nie zerwiemy ze sobą. Musiałoby się zdarzyć coś naprawdę chujowego, nie wiem, gdybyś przykładowo mnie zdradził, to bym się wkurwił, ale pewnie nawet coś takiego bym ci wybaczył. 
— Zdradę? — zadał pytanie. — Wybaczył zdradę? I ja niby jestem głupi?
— Nie byłbym w stanie znieść tego, że jesteśmy osobno — odpowiedziałem. — Może byśmy zerwali, nie odzywali się do siebie sto lat, ale nadszedłby moment, w którym spotkalibyśmy się przypadkowo sam na sam i wtedy nie powstrzymałbym się i rzuciłbym się na ciebie, rozebrał cię i nadrobił zaległości. 
— Nie zdradzę cię, Rei — powiedział. — Ale jeśli już o tym mowa to...
— To co? — zapytałem.
— W sumie nie wiem co — odparł.
— Noda, kurwa... Nie chcę ci dawać w ryj, ale jeśli mi teraz nie powiesz, co jest nie tak, to to zrobię — wkurzałem się.
— Bo ufam ci bezgranicznie generalnie — zaczął. — Ale opowiadałeś mi swoją przeszłość ze szczegółami. I po prostu czasem boję się, że Sven cię zmanipuluje, że sam nie będziesz wiedział, co robisz.
— Nie ma mowy — powiedziałem stanowczo. — Nie ma mowy, Hikari. Słyszysz? NIE MA MOWY. I nie myśl więcej o tym skurwielu. Czaisz? Ten człowiek jest chory psychicznie i nie będziemy go mieszać w nasze życie prywatne. Noda. Nie czuję nic do Svena. Nic poza tym, że życzę mu śmierci. Nie zdradzę cię i chcę być z tobą najdłużej, jak to możliwe. Póki co... zróbmy to jeszcze raz.

17.6.15

Zakłady i postanowienia.

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 16
Gatunek: Yaoi. 



Na podstawie uwag Mesu związanych z rzekomym podobieństwem moim i Nody Hikari, moi znajomi dochodzą do wniosku, że jestem ukrytym transwestytą.
PS Sprawa z Watconem się komplikuje, nie wiadomo, czy się pojawimy (no kto by się spodziewał... xd).
PS 2 Jako że mam już pomysł na Stay Strong od początku do końca, czeka na Was zakładka "Wasze"^.
__________________________________________________


               Hikari leżał w łóżku. Miał przymknięte oczy i rozchylone wargi. Mimo panującego wówczas ciepła i duchoty owijał się kołdrą, z czego wywnioskowałem, że nadal wstydzi się nagości. Złapałem za róg pościeli i zacząłem powoli ją z niego zsuwać, ale szarpnął w którymś momencie i znowu się zakrył. Zaczynałem się zastanawiać, co powinienem zrobić z drzwiami, które wywaliłem, jednak Noda za bardzo mnie dekoncentrował. Czy ktokolwiek myślałby o problemach technicznych, mając przed sobą tak delikatnego i pociągającego chłopaka? Skurwysyński charakter i bezbronność w łóżku, trafił idealnie w mój fetysz. 
               Nie pytałem go o zgodę, bo znałem odpowiedź. Podobnie jak ja nie mógł się nasycić. Byłem tak bardzo zszokowany, że podoba mi się kobieta, Hikari Noda, ale orientacja nie pozwalała mi czuć pociągu fizycznego. Teraz, gdy okazało się, iż jest mężczyzną, wszystkie hormony zaczęły szaleć. 
               Pochyliłem się nad nim. Odruchowo rozsunął kolana dając mi pole do manewru. Pocałowałem go namiętnie, jednocześnie pieszcząc jego członka dłonią. Jeszcze raz uniosłem jego biodra do góry i jeszcze raz wszedłem w niego brutalnie, tak bardzo chcąc go poczuć. Wygiął się w łuk i krzyknął moje imię. Z jego oczu toczyły się strugi łez, ale błagał o więcej. Czegoś takiego nie czułem ani ze Svenem, ani z Taichim, ani nawet z Shinjim. To było coś unikalnego. Chyba znalazłem to, czego szukałem. 
               Powiedzieliśmy Akirze i Ami, że cała ta sytuacja była fałszywym alarmem. Hikari zwyczajnie gorzej się poczuła i od rana wymiotowała, więc postanowiła wziąć sobie dzień wolnego, ale wszystko szybko wróciło do normy. Taką wersję im przedstawiliśmy. Brnęliśmy coraz głębiej w kłamstwa, ale co mogliśmy zrobić? 
— Rei — powiedział do mnie cicho Noda, kiedy staliśmy na korytarzu podczas przerwy. — Mam dla ciebie challenge. 
— Jaki znowu challenge... — westchnąłem, obawiając się jego pomysłów.
— Wytrzymasz godzinę lekcyjną z moją ręką w spodniach? — spytał z chichotem.
— Wytrzymam, jeśli ty wytrzymasz z moją — odparłem. 
               A więc założyliśmy się i już po chwili siedzieliśmy w ostatniej ławce cali zestresowani, że ktoś zobaczy, jak nawzajem się masturbujemy. Kiedy tylko poczułem dotyk Hikariego, moje spodnie natychmiast stały się napięte. On zareagował podobnie. Staraliśmy się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego, by nie wybuchnąć nagle niepohamowanym śmiechem. Moje spojrzenie spotkało za to spojrzenie Ami. Świetnie się bawiła obserwując nasze ekscesy. Poczułem się lekko zawstydzony, aczkolwiek jak wstydliwie musiał się poczuć Noda walcząc na spojrzenia z nauczycielką?
                Zakład poszedł jak z płatka, pomijając kilka kwestii. Gdyby nie fakt, że poproszono mnie do tablicy i musiałem wstać, podczas gdy Hikari poszedł ze mną mówiąc, że o coś się założyliśmy, wszystko byłoby okej. Pani profesor z zażenowania nie powiedziała ani słowa, ale trzęsła się z wściekłości, gdy staliśmy tak przed całą klasą, trzymając dłonie w spodniach drugiej osoby. 
— Nie po to zostałem przewodniczącą... — spuentował Hikari po zakończeniu lekcji. 
                Wieczorem udaliśmy się do naszej ulubionej knajpy w Kioto. Znajdowała się bardzo daleko, ale to właśnie tam wypiliśmy swoje pierwsze wspólne piwo, dlatego postanowiliśmy się tam przejechać. Noda spijał się w trzy dupy, ale z doświadczenia wiedziałem, że dla mnie to dobrze. Dużo rozmawialiśmy na temat przeszłości. Hikari oczerniał mnie za ucieczkę od rodziców. 
— Nigdy bym cię nie poznał, gdybym tak nie postąpił...
— Gdybyś tak nie postąpił, pewnie nawet nie byłbyś gejem.
                Dziwiłem się, że potępia coś takiego. Sam nie miał najlepszych relacji w rodzinie, choć wiązać się to mogło z tym, iż posiadał zupełnie inne poglądy niż ja. U mnie priorytetem w domu było ciepło, u niego - dystans. 
— Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę ci powiedzieć — odparłem. — Ten cały Koutaro Imamura... Kiedy byłeś u mnie z dziewczynami, otworzyłeś drzwi pewnemu facetowi, to był właśnie Sven. Sven chce do mnie wrócić, a Koutaro chce mnie w swojej firmie. Nie mam pojęcia, jakie mają plany co do Taichi'ego, ale... obawiam się, że zniszczą nam życie w Kioto, jeżeli odmówię.
— No i co z tego — syknął. — Nie zgadzaj się na siłę, najwyżej zniszczą nam życie w Kioto, wtedy wyjedziemy gdzie indziej i co.
— To takie normalne? Czy nie wybrałeś tej szkoły w jakimś celu? — spytałem.
— Ani trochę. 
               Wyjątkowo mnie to ucieszyło. Hikari był cynikiem, a mimo to poprawiał mi nastrój jak nikt inny. Poza tym im więcej piłem, tym bardziej wracała mi ochota na coś głębszego z nim. Czy tę potrzebę dało się raz a dobrze zaspokoić?
               Noda postanowił zostać kleptomanem. Powiedział, że z każdą wizytą w tym pubie będzie kradł coraz to większą rzecz. Dlatego zapierdolił podstawkę pod piwo i, cały szczęśliwy i pijany, opuścił klub ze mną pod rękę. Jednak fakt, że przypominał dziewczynę, pomagał niewyobrażalnie w miejskim życiu pary gejów.

15.6.15

"Czy ty właśnie ze mną zerwałeś?"

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 15
Gatunek: Yaoi. 


 
               Był późny poniedziałkowy wieczór. Wlepiałem martwo wzrok w pociągowe okno nie zwracając uwagi na przesuwające się za nim obrazy. Oddychałem ciężko i usiłowałem uspokoić bicie swojego serca. Momentami odnosiłem wrażenie, że łzy napływają mi do oczu. Wszystko to wynikało ze złych przeczuć, pieprzonych złych przeczuć. Jedynym lekarstwem na nie było sprawdzenie tego, co się dzieje. Jednak przede mną był jeszcze kawał drogi.
               Ami nie pochwalała mojego wyłudzania informacji, z kolei ja nie mogłem mówić prosto z mostu, do czego są mi potrzebne. Ale zdawała się być kolosalnie zaskoczona, kiedy oparłem jej głowę na ramieniu i powiedziałem szeptem:
— Zrobię wszystko, wszystko, czego zapragniesz, ale błagam, daj mi jej adres, bo czuję, że dzieje się coś złego.
               Czerwonowłosa spojrzała wtedy na mnie z lekkim przerażeniem i wyszła z sali lekcyjnej. Na kolejnych zajęciach się nie pojawiła, jednak wysłała mi sms'a z adresem Nody Hikari. Dopisała, że dostałem kredyt zaufania i ma nadzieję, iż tego nie zmarnuję. Uśmiechnąłem się lekko do ekranu telefonu i w myślach odpowiedziałem "wszystkim się zajmę". 
                Początkowo chciałem poinformować Nodę, że go odwiedzę, aczkolwiek potem przyszła mi do głowy pewna myśl. Blondyn raczej nie ucieszyłby się, nie został w domu i nie upiekłby blachy pysznego ciasta na tę okazję. Raczej spierdoliłby, gdzie pieprz rośnie. Z drugiej strony terapii szokowej też nie popierałem. Tak czy siak fakt, iż nie przyszedł tego dnia do szkoły, wystarczył mi w zupełności. Gdybym to zostawił, zapewne już niedługo ja i moja obecna klasa usłyszelibyśmy, że Noda Hikari się przeniosła. 
               Mieszkał tuż przy stacji, więc nie miałem większych problemów z odnalezieniem kamienicy i mieszkania. Asekuracyjnie zapytałem pewnego przechodnia, by potwierdził moje przypuszczenia co do lokalizacji. Pamiętałem też, że Noda mieszka ze swoją znajomą. Dlatego nie zdziwiłem się ani trochę, kiedy drzwi otworzyła mi wysoka, wychudzona brunetka. 
— Cześć, jestem chłopakiem Hika...
               Nie zdążyłem nawet dokończyć zdania, a dziewczyna szarpnęła mnie za ramię tak, że wpadłem do środka i wylądowałem na ziemi. Stała nade mną w milczeniu i patrzyła wściekłym wzrokiem. Zagryzła wargę i dopiero po chwili się odezwała.
— To ty jej to zrobiłeś? — spytała cicho. Otworzyłem szeroko oczy i podniosłem się z podłogi.
— Co to ma oznaczać? — zapytałem, mimowolnie się wkurzając. — Chcesz mi powiedzieć, że ktoś zrobił jej krzywdę?
— Od soboty nie wystawiła nosa z pokoju — prychnęła. Przełknąłem ślinę. 
— Porozmawiam z nią — odparłem.
— Głupi — zaśmiała się nagle. — Myślisz, że ci otworzy? 
               Zapytałem, które drzwi prowadzą do pokoju Nody. Wskazała mi jedne z nich i spojrzała powątpiewająco. Stanąłem blisko nich i starałem się nasłuchiwać tego, co dzieje się w środku. Zapukałem raz, dwa, osiem, jednak nie było żadnej odpowiedzi.
— Jak daleko od drzwi stoi łóżko? — spytałem, obracając się twarzą do współlokatorki Hikariego. 
— Drzwi są całkiem po prawej, łóżko stoi po lewej — odpowiedziała.
               Nie zadając więcej pytań i nie mówiąc niczego niepotrzebnego, skosiłem drzwi nogą tak, że już po chwili, ku zdziwieniu kobiety, leżały na ziemi, otwierając mi drogę do pokoju. Skinąłem do niej ręką, by poszła do siebie. Z przerażeniem w oczach potaknęła ręką i szybko zamknęła się w swojej izbie. Wszedłem do środka.
                Pokój miał ściany w kolorze kawy. Wielkie łóżko zajmowało większą jego część, a w wolnym miejscu stało wąskie biurko, wysoka półka zapełniona książkami i komoda. Naprzeciw drzwi wejściowych znajdowały się drugie drzwi, które prowadziły na balkon. Wszędzie roznosił się zapach wiśni. Spojrzałem w lewo. Ujrzałem kilka, jeśli nie kilkanaście warstw kołder, pościeli, poduszek i wszystkiego, co mogło znaleźć się w łóżku. Spomiędzy nich wystawała... gira. Gira Hikariego. Westchnąłem z zażenowaniem. Chyba naprawdę dobrze go znałem. Zrzuciłem wszystko na ziemię i usiadłem obok niego, szarpiąc za ramię, by się obudził. 
— Co jest, kurwa... — stęknął, podnosząc się do pozycji siedzącej. 
               Jego twarz naprawdę rzadko okazywała emocje. W tej chwili odnosiłem wrażenie, że wylewają się z niego wszystkie uczucia, które hamował przez całe życie. Malowało się tam bowiem zaskoczenie, które przeradzało się w przerażenie, a to z kolei zmieniało się w ból i rozpacz, mimo że widziałem tam nutkę radości, która jednak przyćmiona była negatywami. Gapił się na mnie i nie wiedział, co powiedzieć. Dziwiło mnie to? Ani trochę.
— Podobno od trzech dni nie wychodzisz z pokoju — odparłem. Widziałem go po raz pierwszy, odkąd poznałem jego sekret. I wydawał mi się być cholernie...
— No — powiedział cicho. 
— Czemu? Coś się stało? — zapytałem. Zaczynałem czuć w swoim ciele coś dziwnego, co narastało z każdą sekundą.
— Nie wiem, po co o to pytasz. Chcesz mnie zniszczyć czy co? — spytał, patrząc tym razem z totalnym zrezygnowaniem i niechęcią.
— Jak to po co? Jak to zniszczyć? Myślałem, że jesteśmy razem — rzuciłem krótko. 
               Hikari spojrzał na mnie z lekkim zaciekawieniem, jednak po chwili uniósł ironicznie jedną brew i patrzył na mnie po chwili niczym na debila, na tępą amebę, plankton, cokolwiek. 
— Gówno prawda — syknął, wstając z łóżka i wyciągając z szafki nocnej paczkę fajek. Stał przede mną w krótkich bokserkach i cienkiej, prześwitującej, luźnej koszulce. Odnosiłem wrażenie, że popada w anoreksję. 
— Hikari... czy ty właśnie ze mną zerwałeś? — spytałem cicho.
— Rei, ty głupi jesteś jakiś czy co... — wycedził przez zęby z wyraźnym zażenowaniem. 
— Kurwa mać... — syknąłem, chowając twarz w dłoniach. — Noda... Mi pewne rzeczy... naprawdę nie robią różnicy... Więc, kurwa, no ja pierdolę. 
               Dopiero po dłuższej chwili na niego spojrzałem, a wtedy zauważyłem, że od jakiegoś czasu gapi się na mnie tak zszokowany, jakby znalazł u siebie pizdę. 
— Jak to nie robi ci różnicy...? — spytał cicho.
— No dobra, w zasadzie robi — powiedziałem kompletnie szorstkim, oficjalnym tonem. — Przepraszam, że od samego początku naszej znajomości cię okłamuję, Noda, ale szczerze mówiąc jestem gejem. 
— Ja pierdolę — rzekł ironicznie. — I ja ci mam w to uwierzyć? 
— W Tokio były kiedyś dwie firmy prowadzące magazyny gejowskie, kojarzysz taką historię? — zapytałem. 
— Nie mam pojęcia, do czego dążysz. Nie widziałem ich nigdy na oczy, wiem jedynie tyle, że jedna upadła jakiś czas temu — powiedział.
— Dokładnie — mówiłem dalej. — Taichi Kamon jako model, Sven Iwasaki jako menadżer, Koutaro jako właściciel.
— To, że znasz ich nazwiska nie udowadnia mi niczego — odparł. 
— Nie do tego zmierzam. Zgadnij, kto był modelem konkurującej firmy — nakazałem, mówiąc to z lekkim uśmiechem. Oczy Hikariego wyglądały jak trusie pięciozłotówki. — Nadal nie wiem, dlaczego firma upadła i nie chcę się jeszcze tego dowiadywać. Tak czy siak postanowiłem znaleźć dziewczynę w Kioto, by w razie wygrzebania mojej przeszłości mieć jakieś alibi. Ale kto by się spodziewał, że okażesz się transwestytą... 
— Nie jestem transwestytą — syknął. — Kiedyś po prostu spotkałem się z kolesiem, który był hetero i musiałem udawać laskę. Tego samego dnia zobaczył mnie dyrektor szkoły, a chciałem składać tam papiery, nie zdążyłem się przebrać i... no. 
— Żartujesz... — zaśmiałem się cicho. — Chyba trafiliśmy na siebie idealnie. Hikari... Rozbierz się.
— Rei, wyjebałeś drzwi. Kumpela może nas zobaczyć — odparł z zażenowaniem.
— Gówno mnie to obchodzi. 
               Nadal towarzyszył mu jakiś rodzaj poczucia wstydu. Koszulkę ściągnął już w miarę pewnie siebie, ale z bokserkami miał problem. Dlatego wstałem, podszedłem do niego i pocałowałem głęboko, by mógł się nieco rozluźnić. Pierwszy raz poczułem coś takiego podczas pocałunku. Dopiero wtedy uwierzyłem, że Hikari faktycznie zaczął mi ufać. Uklęknąłem przed nim i powoli zsunąłem dolną część jego garderoby. Zacisnął pięści, jakby czegoś się obawiał. Wziąłem jego członka do ust i zacząłem naprzemiennie lizać go i ssać. Noda pojękiwał cicho. Wplótł palce lewej dłoni w moje włosy i popchnął moją głowę bliżej siebie. 
— Rei, już prawie... — stęknął cicho, na co odsunąłem głowę. 
                Usiedliśmy na łóżku naprzeciw siebie tak, że nasze członki ocierały się o siebie. Złapałem je i zacząłem pocierać, jednocześnie masturbując nas obydwoje. Hikari oplótł mój kark rękoma i zamknął oczy. Zagryzał nerwowo wargę i oddychał ciężko. Widziałem, iż nadal się wstydzi. 
— Hikari, robiłeś to z kimś poza mną? — spytałem. 
— Nie — odpowiedział, co w jakiś sposób mnie ucieszyło. Niestety nie mogłem powiedzieć mu tego samego. 
                Przewróciłem go na plecy. Patrzył na mnie z podnieceniem. Całowałem jego sutki, pieściłem językiem skórę jego torsu, gryzłem jego wystające obojczyki. Poddał mi się całkowicie. Założyłem sobie jego kolana na ramiona i zacząłem wchodzić nieco brutalnie. Hikari krzyczał, a ja powinienem był przestać i się uspokoić. Jednak odkąd dowiedziałem się o jego płci, pragnąłem go coraz bardziej z sekundy na sekundę. Nie byłem w stanie dłużej czekać. 

11.6.15

Dosłownie chuj strzela!

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 14
Gatunek: Yaoi. 



Czasem mam ochotę zajebać Mesu za jej przypuszczenia (czytać niżej w poście).
OFFTOP:
Mam ochotę opowiedzieć o sytuacji, która wywołała u mnie dzisiaj płacz ze śmiechu. Otóż, kiedy powiedziałam swoim dwóm znajomym, które nie są już dziewicami, że wedle moich poglądów pierwszy raz powinien być zajebisty i powinno się go mieć z osobą, którą się kocha (proszę się nie sugerować tutaj moimi postami XD), usłyszałam słowa:
"Lisu, bo my stwierdziłyśmy, że skoro masz takie dziwne poglądy, to podejrzewamy, że w dzieciństwie ktoś cię zgwałcił".
#XXIwiek #gdziejazyje #kurestwowszedzie
Z ich strony nie był to żart. 
_____________________________________________________

               Kilka kolejnych tygodni było dla mnie totalną udręką. Stresowała mnie wizja spotkania z Koutaro, bo nadal nie miałem pomysłu, jak załatwić tę sprawę. Nie chciałem wracać do tego interesu, byłem uparty i pragnąłem spokojnie żyć w Kioto, to był priorytet. Z kolei byłem prawie pewien, iż spróbują mnie zniszczyć, jeżeli odmówię. Napisałem więc maila do pana Hirose z prośbą o pomoc. Tamten powiedział, że muszę mu zaufać i za wszelką cenę nie zgadzać się na propozycje Koutaro. Jednak nie udzielił mi żadnej rady. Nie było żadnej innej osoby, która mogłaby mi pomóc. Nie chciałem też martwić Egamiego, który nadal leżał w szpitalu przez problemy sercowe. 
               W tym samym czasie udało mi się oficjalnie związać z Nodą, co choć trochę wynagrodziło mi stres i smutek. Jednocześnie musiałem dać Akirze do zrozumienia, że nie powinniśmy się angażować w coś więcej niż przyjaźń. Mimo tak bliskiej relacji Hikari nadal pozostawała dość tajemnicza, choć wiedziałem o niej nieco więcej niż dziewczyny. 
               Pewnego wieczora siedziała u mnie z zamiarem zostania na noc. Było ciepło i duszno, a my leżeliśmy wręcz w samej bieliźnie na łóżku i piliśmy wodę z lodem i cytryną. Nie mieliśmy ochoty na alkohol, nie mieliśmy ochoty na nic. Na dworze było ciemno, światło było zgaszone. Oświetlał nas jedynie nikły blask latarni wpadający przez okno. 
— Hikari — powiedziałem cicho. — Wiem, że jesteś płaska, ale mimo tego możesz pozwolić mi się dotknąć. 
— Nie jestem płaska — odparła. — Płaskie jest twoje krocze. 
— Ami mówiła, że się wypychasz — odpowiedziałem. — Naprawdę nie robi mi to różnicy.
— Po co ci moje cycki, skoro nie ma za co złapać? — zapytała szorstko.
— Sprawdź, to się przekonasz — zachichotałem. 
               Warczała jak wkurzony pies, kiedy siadałem okrakiem na jej biodrach i usiłowałem podnieść jej koszulkę. Protestowała i stanowczo odmawiała, ale używałem dobrych argumentów i majaczyłem o tym tak długo, aż w końcu wściekła się tak bardzo, że mi pozwoliła. Ami miała rację, Noda nieźle się wypychała. Nie grzeszyła zbyt dużym biustem, ale jakoś specjalnie mi na tym nie zależało. Całowałem jej nagie ciało, dostarczając jej masy przyjemności. Tańczyłem językiem wokół jej sztywnych z podniecenia sutków, podczas gdy ona jęczała cicho z rozkoszy. Zapytałem, czy było warto, jednak nie odpowiedziała. Zaproponowałem wspólną kąpiel uzasadniając to tym, że zawsze chciałem zrobić to w wannie. Zaśmiała się z zażenowaniem, a ja uznałem to za wystarczający znak aprobaty. Przygotowałem więc kąpiel pełną piany, niestety nie miałem płatków róż, ale może i lepiej, gdyż uniknąłem dzięki temu jej sarkastycznych docinków na temat mojej rzekomej romantyczności. 
               Rozebrałem się i wszedłem do środka, po czym w najmniej spodziewanym momencie Noda wskoczyła od wody, robiąc w łazience niezły sajgon, ale nie przejęła się tym ani trochę. Uznałem, że to słodkie. Naprawdę mało kto byłby w stanie z nią wytrzymać. 
               Uśmiechnęła się lekko kącikiem ust i już wiedziałem, czego chce. Obróciła się plecami do mnie, a ja objąłem ją w pasie i zacząłem powoli w nią wchodzić, jednocześnie pieszcząc jej sutki palcami. Wtuliłem twarz w jej pachnące wiśniami włosy i odetchnąłem ciężko. Było mi naprawdę przyjemnie. Kiedy skończyliśmy, doszliśmy do wniosku, że żadne z nas nie zaspokoiło się wystarczająco. Noda obróciła się przodem do mnie, uklękła w wannie na kolanach i zaczęła namiętnie mnie całować. Po chwili przeniosła się na mój tors próbując tego, co sam po raz pierwszy wypróbowałem na niej. I wyjątkowo dobrze jej to wychodziło. Niespodziewanie zanurzyła głowę pod wodą i zaczęła gwałtownie obcałowywać moje krocze. Wzięła całość do ust, a wytrysk nastąpił niespodziewanie szybko. Nie mogłem złapać oddechu, a ona przeniosła się znów na moje usta, nie pozwalając mi nabrać powietrza. Nie były to już tak delikatne i subtelne pocałunki jak kiedyś. Wpijała się we mnie namiętnie, jak gdybyśmy mieli się nigdy więcej nie spotkać. Oparła dłonie na brzegach wanny tuż za mną i gryzła moje wargi prawie do krwi. Podobało mi się to. Była coraz bardziej agresywna, tak agresywna, że nagle...
               W najmniej oczekiwanym momencie Hikari pośliznęła się. Ześliznęła się z kolan i wylądowała centralnie na mnie. Zalegała tak przez chwilę w zupełnym milczeniu. Początkowo chciałem wybuchnąć śmiechem, jednak pewna rzecz mnie od tego odwiodła. Usłyszałem jej przyspieszony oddech. Ten moment zmienił wszystko. W jednej chwili prysnęła na mnie wodą tak, że zaczęły piec mnie oczy i nerwowo zacząłem po omacku szukać ręcznika. Wyszła z wanny i opuściła łazienkę. Nim zdążyłem doprowadzić oczy do normalnego stanu, moich uszu dobiegło głośne trzaśnięcie drzwi. Zakręciło mi się w głowie i nie mogłem pojąć tego, co się właśnie stało. Przez kilka minut gapiłem się martwo w jeden punkt analizując sytuację. Wspólna kąpiel, seks, pocałunki, poślizg. Wspólna kąpiel. Seks. Pocałunki. Poślizg. Ostatni raz. Wspólna kąpiel, seks, pocałunki, poślizg. Nadal nie mogłem sobie tego uświadomić. Więc to był jej sekret? Ukrywała wszystko tak dobrze i tego dnia była za mało ostrożna. Bowiem kiedy wylądowała na mnie po poślizgu, poczułem coś na swoim udzie. Nie mogłem uwierzyć. Noda Hikari była z krwi i kości mężczyzną.

10.6.15

Lubisz w tyłek?

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 13
Gatunek: Yaoi. 



               Noda była niczym prześcieradło. Całą noc spała pode mną, a kiedy się obudziłem, już jej nie było. Miałem nadzieję, że nie doznała żadnego kaca moralnego, gdy zorientowała się, iż spała w moim mieszkaniu. W mojej głowie kłębiły się dziwne myśli. Zastanawiałem się, o co dokładniej chodziło Hikari. Nie chciała się ze mną wiązać ani spotykać, a kiedy już doszło do takiej sytuacji, to mimo swojego stanu odmówiła nawet gdy chciałem jedynie ją dotknąć. Przyjaźniłem się na szczęście ze specem od tego rodzaju sytuacji, więc powolnym, ospałym ruchem dłoni sięgnąłem po telefon i napisałem wiadomość do Ami. 

"Jeśli upiłabyś faceta i chciała się z nim przespać, a on nagle by odmówił, to dlaczego by to zrobił?"

              Naprawdę szukałem odpowiedzi przez dłuższy czas. Przychodziło mi do głowy tylko to, że mogło być coś nie tak z moim wyglądem. Nawet, jeżeli Noda kierowała charakterem w poszukiwaniu drugiej połówki, brzydkie opakowanie mogło ją odstraszać.


"Nie odmówiłby."


              Uznałem, że pozostaje mi tylko powierzenie jej pewnego sekretu. Byłem przekonany, iż udzieli mi rady, która zmieni moje życie, więc nie wahałem się.



"Podoba mi się Noda od jakiegoś czasu, ale dotychczas mnie odrzucała. Dzisiejszej nocy udało mi się coś zdziałać, ale nagle się wycofała."
  
     
               Odpowiedź przyszła o wiele szybciej, niż się spodziewałem. Minęło raptem kilka minut. Ami po prostu miała tak wielkie doświadczenie w takich sprawach, że automatycznie mogła poradzić mi, co zrobić, bez zbędnego analizowania i zastanawiania się nad problemem.


"Dziewictwo u kobiety polega na czymś innym niż u faceta. Pewnie za mało cię zna i, nawet jeśli jest napalona, to nie zgodzi się tak szybko. Zapytaj ją, czy lubi w dupę, mogę się założyć, że na coś takiego Ci pozwoli."
"Ale ona nie pozwala mi się nawet dotknąć, mówi, że ma jakieś kompleksy."
"Taa, wypycha sobie cycki. Także jak wolisz większe, to nie masz na co liczyć. #deska"

               Zmarszczyłem czoło i zaśmiałem się z lekkim zażenowaniem. Tak czy inaczej Ami mogła mieć rację, choć byłem wyjątkowo zszokowany faktem, że akurat ona powiedziała coś takiego na temat dziewictwa kobiety. Cały weekend pisaliśmy do siebie, ustalając strategię, czyli plan mojego działania. Kazała mi nie pisać i nie dzwonić do Nody w sobotę i niedzielę, by pozwolić jej przemyśleć to, co się stało. Tak jak przypuszczaliśmy, kiedy tylko zaczął się nowy tydzień, blondynka nadal ignorowała nas wszystkich. Ami trzymała buzię na kłódkę i udawała, że nie wie, co między nami zaszło. Czasem podśmiewała się patrząc, jak zachowuję się niczym typowy dzieciak, próbując ją poderwać. 
               Pewnego dnia przyszedł mi do głowy misterny plan. Wymyśliłem go totalnie spontanicznie. Siedziałem spokojnie na lekcji, kiedy Noda poprosiła nauczyciela o pozwolenie na wyjście do toalety. Jako że belfrowie w nowej szkole bardzo mnie lubili, nie protestowali, gdy poprosiłem o to samo raptem kilka sekund po jej wyjściu. Opuściłem salę lekcyjną i pobiegłem za nią, łapiąc ją za ramię. Zauważyłem, że od tamtej nocy patrzy na mnie w nieco inny sposób. Może sobie wmawiałem, ale wydawała się być nieco rozmarzona, chociaż sam prawdopodobnie wyglądałem tak samo. 
— Co? — zapytała szorstko, a jej policzki oblały się dziewiczym rumieńcem.
— Noda — zacząłem, choć nie miałem pojęcia, jak powinienem ubrać to w słowa. — Noda, lubisz w tyłek? 
               Słowa nie byłyby w stanie opisać szoku, jaki po chwili wymalował się na jej twarzy. Jednak patrząc na wydarzenia z ostatniego weekendu wiedziałem, że muszę być szczery. I wiedziałem, iż żadne z nas zdecydowanie nie przewidziało takiego przebiegu zdarzeń, jaki miał miejsce moment później. 
               Weszliśmy do najbliższej toalety męskiej. Mimo swojej wrodzonej ignorancji, Noda wydawała się być nieco zestresowana. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem głęboko. Wyglądała tak nieśmiało. Rozpięła rozporek swoich spodni, po czym obróciła się tyłem. Miała na sobie stringi, które po chwili zsunęła. I wtedy zauważyłem, że nie chce mi stanąć. Ale skoro już się zgodziła, to musiałem to wykorzystać. Kazała mi się spieszyć, podczas gdy ja załamywałem się nad swoim penisem. Cholera, ciało chyba jednak miało znaczenie. Przypomniałem sobie wtedy sparing z Taichim. Tamtego dnia udało mi się wywołać u siebie podniecenie, dlatego wierzyłem, że i tym razem mi się uda. Skupiłem się z całej siły i... 
              Krzyknęła. Wszedłem chyba zbyt gwałtownie i nie ostrzegłem jej, iż zaczynam. Przypomniałem sobie jak podczas jednego ze stosunków ze Svenem zapragnąłem kiedyś sprawdzić się na tym miejscu. Było całkiem nieźle. Noda oddychała ciężko i w którymś momencie zaczęła się krztusić. Postanowiłem dać temu spokój i zakończyć w połowie. To jednak nie było odpowiednie miejsce, by pieprzyć się na całego. 
— Wystarczy — powiedziałem cicho.
               Po chwili ocierałem jej łzy i delikatnie całowałem, by mogła wrócić do normalnego stanu. Kiedy się uspokoiła, wróciliśmy na lekcje. Ami wybuchnęła głośnym śmiechem widząc Nodę, która siada na miejscu obok niej, skręca się z bólu, po czym pyta nauczyciela, czy resztę lekcji może spędzić na stojąco. 
 
 
 
 
 

9.6.15

Pocałunek geja i lesbijki.

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 12
Gatunek: Yaoi. 



Mesu, co miało oznaczać stwierdzenie, że jest jakiś taki dziwny związek między mną a Nodą? ;o btw., chyba coraz gorzej piszę patrząc na to, ilu czytelników ubywa D: *progress, pls*
___________________________________________

               Nieświadomej całej sytuacji Akirze udało się wyciągnąć mnie na spotkanie sam na sam. Podejrzewałem... Nie, byłem pewien, że poczuła niewyobrażalną satysfakcję z potencjalnego wyciągnięcia mnie na randkę. Na szczęście tylko ona w ten sposób myślała. Szczerze powiedziawszy nie potrafiłem z czystym sumieniem dawać koszów, nie miałem pojęcia, jak ubrać w słowa to, co chcę przekazać i bałem się zepsucia relacji zaistniałej między mną a tą osobą. Tłumaczyłem sobie to wszystko faktem, iż Akira jest przecież inteligentną dziewczyną i może jednak niczego nie chce od chłopaka, którego ledwo co zna, a moje przypuszczenia odnośnie do jej zauroczenia moją osobą są mylne. I mimo tego, że naprawdę łudziłem się nadzieją, iż niczego z jej strony nie ma, wylałem na siebie tonę perfum i ubrałem się dość elegancko, kiedy wychodziłem z nią na obiad. 
               Na dworze było wyjątkowo słonecznie. Kioto kąpało się w promieniach, ludzie wychodzili z domów, by zaznać ostatnich wiązek wrześniowego blasku. Byłem gotowy do wyjścia, zakładałem akurat buty, by opuścić mieszkanie, kiedy nagle niespodziewanie zadzwonił mój telefon. Na ekranie wyświetlił się numer, którego nie miałem w książce kontaktów.
— Tak?
— Poświęcisz mi chwilę na spotkanie?
— Hmm... A z kim rozmawiam?
— Tu Sven. 
               Na te słowa szczęka opadła mi do samej ziemi. Poczułem najpierw ogarniającą całe me ciało wściekłość, która jednak po chwili przekształciła się w strach rodzący milion obaw dotyczących jego zamiarów. Skoro jeden człowiek był w stanie zniszczyć tak wielką firmę, mógł równie dobrze znaleźć mnie i zdewastować życie, które ułożyłem sobie w nowym mieście. Moje wspomnienia związane z Tokio odchodziły już powoli w niepamięć, gdy nagle ten skurwysyn pokrzyżował moje plany, wprowadzając do mojego serca przerażenie i stres. 
               Wyszedłem z mieszkania. Miałem nadmiar czasu, więc poszedłem na miejsce pieszo, by dodatkowo ochłonąć i przemyśleć tę sprawę. Pogoda i wizja smacznego obiadu z Akirą, a także zniewalający zapach moich perfum, przestały sprawiać mi przyjemność, gdyż otoczyła mnie aura napięcia. Jeden głupi telefon wywołał tak ogromne zamieszanie. Podobało mi się w Kioto. Nie chciałem stamtąd wyjeżdżać. 
               Zastanawiałem się, dlaczego Sven w ogóle zaproponował mi spotkanie. Musiał dodatkowo znaleźć w jakiś sposób mój nowy numer telefonu, a przecież nawet Hirose go nie miał. Wkurzyłem się jak jasna cholera. Naprawdę pragnąłem zacząć wieść w Kioto spokojne życie, z dala od paparazzich i ludzi, którzy niszczyli doszczętnie moją pracę. Wyjątkowo się cieszyłem, iż mogę zacząć żyć na czystą kartę, nawet jeśli wiązało się to z licznymi kłamstwami wobec znajomych. Chciałem zacząć od nowa. A Sven skutecznie mi tę sprawę utrudniał. 
— Zamyślony... — Usłyszałem nagle, a ów głos wyrwał mnie z rozważań. — Więc ty też jesteś jedną z tych osób, które są zestresowane spotkaniem i przychodzą o wiele wcześniej?
— Hmm... Można tak powiedzieć — odparłem. 
               Moje nadzieje rozwiały się w jednym momencie. Akira ubrana była w krótką, zwiewną sukienkę w kolorze fiołków, a jej włosy upięte były w ciasnego, wysokiego koka. I niby miałem sądzić, że to nie jest randka? Poczułem, iż jestem nieuczciwy wobec Nody. Gdyby mnie teraz zobaczyła, zapewne uznałaby mnie za typowego lovelasa i moje szanse u niej totalnie poszłyby się jebać. Dlatego automatycznie zacząłem nastawiać się na poważniejszą rozmowę z Akirą. Jednak kiedy pomyślałem o tym, że muszę porozmawiać z nią na temat Nody, przyszła mi do głowy pewna myśl.
— Noda ukrywa podobno jakiś straszny sekret — powiedziałem. — Nieco się martwię, domyślasz się, co to może być?
— Sekret? — zdziwiła się. — Hikari jest dość tajemniczą osobą, przyjaźnimy się z nią długi czas i prawie nic o niej nie wiemy. Ami swego czasu potrafiła dosadnie wypytywać ją o życie towarzyskie i intymne, ale tamta zupełnie niezrażona zmieniała temat. Nie mam zielonego pojęcia, co mogłaby ukrywać. Ale im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. 
— Racja... — westchnąłem. — Ale jednak wolałbym wiedzieć. 
               Na obiad zjedliśmy rybę w dość drogiej knajpie. Wypiliśmy też trochę sake, ale z umiarem. Znałem swoje granice i wiedziałem, że mogę zacząć paplać głupoty. Zamiast pogadać z Akirą o moich zamiarach co do Nody, beztrosko postawiłem jej obiad, a potem jeszcze bardziej beztrosko pozwoliłem jej złapać się pod rękę, kiedy opuściliśmy kawiarnię. Spojrzała na mnie z uśmiechem i chciała coś powiedzieć, jednak (na szczęście) ktoś nam przerwał.
— Te, kochasie! — wrzasnęła na pół dzielnicy.
               Ujrzeliśmy wtedy grupę kolorowych ludzi z irokezami na głowach. Wśród nich stała wyjątkowo wyzywająco ubrana dziewczyna o czerwonych włosach, która machała do nas ręką i krzyczała jakieś głupoty. Kiedy zorientowała się, iż nic z tego nie rozumiemy, podbiegła do nas, zostawiając grupę punków na pastwę losu.
— Nie wiedziałam, że się spotykacie — zaśmiała się. Postanowiłem skorzystać z sytuacji.
— Mam do ciebie pytanie, skoro już przypadkowo się spotkaliśmy, Ami — zacząłem. — Słyszałaś, że Noda ukrywa straszny sekret?
— Ta — odpowiedziała bez wahania. — Wiem, że woli laski, ale w sumie jakoś za bardzo tego nie okazuje.
               W tym momencie szczęka opadła mi do samej ziemi. Akira miała bardzo podobną minę. To była ostatnia rzecz, której się po Nodzie spodziewałem. Ale... czemu mimo to zamiast odpuścić i spróbować związać się z Akirą, co miałem na wyciągnięcie ręki, postanowiłem zrobić wszystko, by Noda zmieniła orientację?
               Sytuacja skończyła się tak, że tworząca milion spisków na sekundę Ami postanowiła ściągnąć Nodę do mieszkania i obserwować jej poczynania, by sprawdzić, czy to wszystko jest prawdą. Zrobiło się dziwnie, ale miało to swoje plusy - przynajmniej romantyczna atmosfera została przez czerwonowłosą rozwalona jak szyszki po lesie. To był jeden z momentów, w których określałem ją jako przydatną. 
               Noda dziwnym trafem nie była zaskoczona nagłym zaproszeniem. Nadchodził wieczór, a mimo to postanowiła przyjechać do Kioto. Siedzieliśmy na tyłkach i ustalaliśmy strategię, dopóki nie usłyszeliśmy dzwonka do drzwi. Niebawem stanęła w nich Noda Hikari z siatką pełną puszek piwa w ręce. 
               Przyglądaliśmy się jej cały wieczór, ale nie zrobiła nic, co mogłoby wskazywać na to, iż interesują ją dziewczyny. Wyglądała raczej na aseksualną, nie zwracała uwagi totalnie na nikogo. Ale nawet ja już się do tego przyzwyczajałem. 
               Siedzieliśmy i piliśmy, rozmawialiśmy o głupotach, kiedy nagle dzwonek do drzwi ponownie się odezwał. Momentalnie zamilknęliśmy i spojrzeliśmy na siebie z lekkim przerażeniem na twarzach, które mówiło "kto to może być?". Jedynie Noda nie wydała się być ani trochę zestresowana. Wstała i otworzyła. 
— Jakiś przystojny pan do ciebie — odparła, wprowadzając do środka... Svena. 
               Po raz pierwszy miałem ochotę naprawdę rozkurwić Nodę. Powiedziałem jej, że nie powinna otwierać obcym. Ale było już po fakcie. Wyszedłem z nim na balkon i zamknąłem drzwi, by mieć pewność, iż wścibska Ami nie podsłuchuje naszej rozmowy. 
— Czego, kurwa, chcesz — wycedziłem przez zęby.
— Jeśli masz zamiar mnie zwyzywać za upadek waszej firmy, zrób to — odparł ze spokojem. — Ale miej na uwadze, że to było jedynie zlecenie. Nie robiłem tego z własnej woli. Taka moja praca. 
— Kiepskie alibi... Z Taichim też jesteś ze względu na robotę, co? — zapytałem z ironią. 
— Taichi to dzieciak — syknął. — Sypiałem z nim dla zabawy. I szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że podczas wykonywania zlecenia, innymi słowy niszczenia twojego dorobku, nagle uświadomię sobie coś takiego.
— Że niby co takiego? — spytałem szorstko.
— Że się zakochałem — odpowiedział. 
               Zacząłem wręcz tarzać się ze śmiechu po kafelkach, kiedy usłyszałem te słowa. Sven nie był zmieszany, patrzył na mnie z grobową miną, jakby oczekiwał, że do niego wrócę. Powiedział, iż Koutaro wysłał go do mnie, żebym zastanowił się nad podjęciem pracy modela w ich firmie. Podobało mi się spokojne życie i nawet do głowy mi nie przyszło, by się na coś takiego zgodzić, ale... obawiałem się, że znowu postanowią mnie zniszczyć. Mnie, moje życie w Kioto, moich przyjaciół, Nodę. Nie tego chciałem. Myślałem, iż po kolejnym upadku mogę się już nie podnieść. Asekuracyjnie zaproponowałem, by Koutaro spotkał się ze mną osobiście, na czym zyskałem sporo czasu. Ten facet był tak zabiegany, że nie byłby w stanie umówić się ze mną w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Postępując w ten sposób także zabezpieczyłem swoją przyszłość. W takim stanie rzeczy nie wiedzieli, czy odmówię, więc póki co mogłem czuć się bezpiecznie. 
— Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy — powiedział na pożegnanie.
               Popchnął mnie na barierkę i pocałował głęboko, co niesamowicie mnie wkurwiło. Znów poczułem jego smak, którego usiłowałem pozbyć się przez ostatnich kilka tygodni. Cholerny Sven... Odepchnąłem go z całej siły i wytarłem usta dając mu jednocześnie do zrozumienia, iż związkiem z nim akurat nie jestem i nie będę zainteresowany. Stracił swoją pierwszą i ostatnią szansę.
                Po kilku tygodniach mieszkania w Kioto pożałowałem nieco swojej ucieczki z domu. Wiodłem normalne życie normalnego licealisty, co było najwspanialszą rzeczą na świecie. Niby wyniosłem bagaż doświadczeń, aczkolwiek gdybym miał wpływ na swoją przeszłość, poszedłbym zupełnie inną drogą. 
— Mamy mały problem, słońce — poinformowała mnie Ami, kiedy wywaliłem Svena z mieszkania i wróciłem do nich. — Spójrz tylko.
               Wskazała palcem na Nodę, która leżała pod kanapą, zawalona likiem pustych puszek po alkoholu. Uśmiechnąłem się kącikiem ust, bo widok ten wyjątkowo mnie rozbawił. Hamowałem nagły wybuch śmiechu. 
— Ostatni pociąg ma za kilka minut, nie ma opcji, że zdążymy — mówiła czerwonowłosa. — Proponuję, żeby została u ciebie na noc, jutro sobota, więc to żaden problem. Nie chcę jej targać do siebie, bo jeszcze gdzieś się zrzyga po drodze. 
               Akira spojrzała z lekkim poirytowaniem, ale troska o przyjaciółkę wygrała i po chwili przytaknęła na pomysł Ami. Nie miałem nic przeciwko. Postanowiłem skorzystać z okazji. 
              Piliśmy jeszcze przez godzinę czy dwie, doprowadzając się do wyjątkowo złego stanu. Akira miała najmocniejszą głowę z nas wszystkich. Zjadła coś, użyła perfum i, zupełnie normalnie się zachowując, postanowiła wrócić do domu. Ami skurwiła się jak jasna cholera. Podobnie do mnie. 
               Kiedy opuściły mieszkanie początkowo nie do końca wiedziałem, co zrobić. Noda leżała nadal na dywanie, alkohol wyzwalał we mnie niewyobrażalną pewność siebie. Usiadłem koło niej, a wtedy ona nagle podniosła się do pozycji siedzącej. Nie czekając na specjalne zaproszenie, przytuliłem się do niej.
— Przepraszam, Noda — wyjąkałem.
— Za co niby? — spytała sucho. 
— Jestem nieuczciwy — powiedziałem cicho. — Umówiłem się z Akirą na obiad, a ona chyba uznała to za randkę. 
— I co z tego? — zapytała.
— Bo wiesz, że to ty mi się podobasz — odparłem. Na trzeźwo nigdy nie byłbym tak bezpośredni. — Mogę mieć do ciebie prośbę?
— Mhm — wymamrotała. 
— Mimo twojego sekretu... Pozwolisz mi raz się pocałować? — zadałem pytanie bez większych ogródek. 
                Fakt faktem była pijana w trzy dupy, jednak nie sądziłem, że tak to się potoczy. Spojrzała na mnie i zmrużyła oczy. Przysunąłem się, a ona nie dyskutowała. Wsunąłem delikatnie język między jej wargi. Całowała tak subtelnie i łagodnie, że miałem ochotę rozpłynąć się w jej ustach. Smakowała jak świeże, spowite w słońcu dojrzałe truskawki. Taktownie, wręcz z klasą obracała swój język wokół mojego, dostarczając mi masę przyjemności i rozkoszy. A był to tylko jeden marny pocałunek. Niebiański pocałunek geja i lesbijki. 
— Noda — wyjąkałem cicho, kiedy przerwaliśmy. — Znam twój sekret.
               Nie sądziłem, że zareaguje tak intensywnie. Podniosła się nagle do pozycji siedzącej i upadła na kanapę, która stała obok, Alkohol jednak jej nie służył. Zasłoniła usta dłonią i wpatrywała się we mnie wielkimi oczami.
— Skąd... — wymamrotała. Pierwszy raz widziałem emocje na jej twarzy. 
— Ami mi powiedziała — rzekłem. Wtedy nagle jej twarz wypogodniała i Noda nieco się uspokoiła.
— Co Ami ci powiedziała? — spytała.
— Że wolisz dziewczyny — odpowiedziałem.
— A wolę? 
               W jakiś sposób poprawiło mi to humor. Jednak miałem szanse. Po alkoholu zaczęły przychodzić dziwne myśli. Zastanawiałem się, czy nie zaczynam zakochiwać się w Nodzie. Jednak nie czułem do niej żadnego pociągu fizycznego, bo przecież była kobietą. Ale "przyjaźń" również nie była odpowiednim słowem. Uznałem więc, że niezależnie od ciała, zakochałem się w jej charakterze. 
— Spróbujmy — powiedziałem, całując ją lekko i kończąc pocałunek delikatnym ugryzieniem. — Nie martw się na zapas o ten swój sekret, pomyślimy o tym później.
— Nie wiesz, co mówisz — odparła, odwzajemniając całusa. — Rozkochasz mnie w sobie, moja tajemnica wyjdzie na jaw, wszystko skończy się w jednej chwili i obydwoje będziemy czuć się chujowo. 
— Więc jednak widzisz opcję zakochania się we mnie? — zapytałem z uśmiechem. 
                Tej nocy nie musiałem spać na ziemi. Przyszło mi jednak do głowy, że jeżeli nadal chcę ukrywać swoją orientację, muszę być jak każdy facet. Muszę być napaleńcem. Jednak ona z dziwnych powodów nie chciała być nigdzie dotykana. Mówiła o jakichś kompleksach, ale nie dociekałem, co konkretnie ma na myśli. 

7.6.15

Typowa blondynka z Kioto.

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 11
Gatunek: Yaoi. 



Pytanie! Interesowałby Was jakiś nowy dział, ale dla odmiany romans? Nie mam tu na myśli hentai'a, czysty romans bez większych wątków erotycznych. Ale to akurat świeża myśl, która niekoniecznie będzie zrealizowana w najbliższym czasie. So?
_______________________________________________________________________

               Jak przystało na różniące się totalnie wszystkim cnotki, ich miejsca zamieszkania również były odmienne. Akira mieszkała z rodzicami dwie dzielnice od budynku szkoły i każdego ranka wstawała ponad godzinę wcześniej, by zdążyć na czas. Ami natomiast grzała tyłek w pobliskim internacie, który charakteryzował się ścisłymi regułami i konkretnie wytyczonymi granicami, jednak czerwonowłosa była zbyt sprytna, by dać się złapać na ich łamaniu. Noda, nazywana przeze mnie typową blondynką z Kioto, w rzeczywistości ani nie pochodziła z Kioto, ani w nim nie mieszkała. Urodziła się w małej wsi dwie godziny drogi stąd, a gnieździła się w małym mieście pod, gdyż wynajmowała tam mieszkanie ze znajomą. Każdego ranka wsiadała w pociąg do Kioto i podobnie każdego wieczora wracała nim do siebie. Dojazd był kiepski, ekspres miał wyznaczone jedynie trzy godziny, o których wyjeżdżał z Kioto w tamtym kierunku. 
— Zawsze masz taki dystans do ludzi? — prychnąłem dość chamsko, kiedy udzielała wymijających odpowiedzi na moje pytania. Odprowadzałem ją akurat na peron. Był późny wieczór.
— Jeśli ci to przeszkadza, trzeba było odprowadzić Ami, jestem pewna, że nie narzekałbyś na dystans — odpowiedziała szorstko. 
               Zauważyłem, że ta grupka posiadała jednak jedną cechę wspólną. Ciężko było się do nich zbliżyć. Wydawały się ostrożne i uważnie dobierały słowa, jak gdyby każda z nich ukrywała jakiś straszny sekret. Akira była miła, jednak na tyle przezorna i asertywna, by znać swoje granice. Ami mogła odtajniać przede mną wszystkie zakątki swojego ciała, ale wiedziałem, iż są rzeczy, o których nawet podczas okropnych tortur mi nie powie. W przypadku Nody... zdawało się, że całe swoje życie owiała tajemnicą. 
— Noda, gdybym zapytał, czy chcesz się ze mną spotykać, co byś zrobiła? — spytałem nagle.
— Łudziłabym się nadzieją, że cię życie nie rozczaruje — odparła. 
               Szczerze powiedziawszy nie wiedziałbym, jak odbić ten zarzut, na szczęście rozmowę przerwał dźwięk przychodzącego sms'a. Westchnąłem głęboko widząc wiadomość.
— Ami pyta, co jeszcze może zrobić, żeby wyglądać bardziej metalowo — powiedziałem z rezygnacją.
— Niech się zatrudni na złomowisku, to metalowe — odpowiedziała z udawanym entuzjazmem. — Niech tnie, podziwia, przenosi metal, niech tam zamieszka i śpi na metalu. Metal to nie wygoda. Metal to wojna. 
               I mogła mi cisnąć po ambicjach dzień w dzień, ale coś sprawiało, że naprawdę chciałem z nią przebywać. Po raz kolejny śmiałem się z tego, co mówi, podczas gdy sama zapewne była zażenowana moją reakcją. Być może faktycznie chciała mnie obrazić i się mnie pozbyć, a co robiłem? 
               Do samego peronu szliśmy w milczeniu, odpisywałem Ami i wolałem nie odzywać się do Nody, bo wyraźnie sprawiała wrażenie niezadowolonej faktem, że ją odprowadzam. Nie łudziłem się nadzieją, iż Hikari przejmie inicjatywę i sama się do mnie odezwie, a jednak... A jednak to zrobiła. 
— Dwie opcje. Albo jesteś playboy'em, który chce w sobie rozkochać pół szkoły, albo jesteś wybredny i nie łapiesz się pierwszej lepszej dziewczyny. Ale w końcu nie wszystko gówno, to co śmierdzi.
— Sprawiłem aż tak złe pierwsze wrażenie? — spytałem.
— Nie wiem, najpierw wyrabiam opinię, potem argumenty, także no — powiedziała ospale. — Ale opinia i tak od czegoś jest zależna. 
— Więc z czego to wynikało? — spytałem.
— Społeczeństwo ma w ciul dużo kategorii, na które dzieli ludzi, jakieś bezsensowne gówna i te sprawy — rzuciła. — W moich oczach człowiek może być interesujący lub nie. Ami do ciebie podeszła, przyszedłeś, usiadłeś, zrobiłeś to, co zrobiłby każdy inny.
— Gdybym sobie poszedł, to bym cię zainteresował? — zapytałem z ciekawością.
— Zero kreatywności i wyobraźni — syknęła. — Wystarczyło jej dowalić, kiedy pytała cię o rozmiar penisa, zamiast nieśmiało prosić, żeby przestała.
— Zazdrość?
— Chyba naprawdę lubisz być rozczarowywany przez życie. 
               Do przyjazdu pociągu zostało jeszcze kilka minut, a my dotarliśmy już na peron. Odetchnąłem głęboko. Nigdy nie wiedziałem, kiedy żartuje, a kiedy faktycznie chce mi pojechać ostro po bandzie.
— Dlaczego nie chcesz spróbować? — zapytałem w końcu. Wolałem dowiedzieć się wszystkiego teraz, skoro już zacząłem ten temat. Wracanie do niego następnego dnia nie za bardzo mi się widziało po tym, co usłyszałem. 
— Czego? — spytała.
— Dać mi szansy — odparłem sucho.
— Nie znamy się — wycedziła przez zęby. Fakt faktem mieliśmy za sobą ledwo dwa tygodnie znajomości.
— A jeśli się poznamy i uznasz, że nasze cechy charakteru będą miały szanse się zgrać, to co mi wtedy odpowiesz? — zadałem pytanie.
— Że możesz się pierdolić — powiedziała prosto z mostu. 
— Więc co jest nie tak? — wkurzyłem się.
— Rei, nie możesz po prostu odpuścić... — westchnęła z zażenowaniem.
— Nie zmusisz mnie — syknąłem.
— Po pierwsze, małe szanse, że będziemy do siebie pasować — zaczęła. — Po drugie... jeśli już, sam zobaczysz, jaki mam powód. 
               Bez słowa pożegnania weszła do pociągu, kiedy tylko podjechał na peron. Przegryzłem wargę i obróciłem się na pięcie, by wrócić do siebie. Zdenerwowała mnie. Lubiłem tajemniczych ludzi, jednak w jej przypadku zupełnie nie wiedziałem, na czym stoję. Nie powiedziała w końcu, że odrzuci mnie ze względu na swoje uczucia do mnie, a raczej ich brak, dlatego nie dopowiadałem sobie nic na ten temat. Rzekła jedynie, iż ma "pewne powody" do tego typu działań, a mnie wyrażenie "pewne powody" ani trochę nie interesowało. Miała mi czysto i klarownie przedstawić sytuację. Czułem, że z mojej perspektywy będzie to wyglądać kompletnie inaczej. Mimo wszystko... postanowiłem próbować dalej. 

6.6.15

Jak poznałem cnotki.

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 10
Gatunek: Yaoi.



               Czułem się jakbym był lustrem, w które ktoś uderzył raz i lekko je poobijał, ale na tyle delikatnie, że dało się jeszcze w nim przejrzeć i zobaczyć mniej więcej klarowne i jasne odbicie. Kolejnym razem jednak zostałem uderzony mocniej, więc skruszyłem się i większa część mnie wylądowała na podłodze, po czym została bezkarnie zmieciona. Po sytuacji z Shinjim wisiałem na ścianie jako jeden malutki kawałeczek, kawałeczek wielkości czwartej części dłoni dorosłego człowieka. Wiedziałem, że następnego ciosu nie przeżyję, ba, nie byłem pewien, czy wytrzymam i sam z tej wysokości nie upadnę. 
               Jednego byłem pewien - gdybym tego wieczora położył się do łóżka i postanowił się z tym przespać, prawdopodobnie już bym z niego nie wstał. Dlatego przepłakałem całą noc na siedząco, szukając w internecie interesujących mnie ofert. Postanowiłem wyjechać do Kioto i zostać tam tak długo, jak byłoby to możliwe. Zamówiłem więc bilet na samolot z samego rana, wysłałem maila panu Hirose, iż opuszczam wynajęte przez niego mieszkanie i zmieniam numer telefonu, więc będzie mógł od teraz kontaktować się ze mną jedynie drogą internetową, ponadto wysłałem potrzebne papiery do tamtejszej szkoły, by po tygodniu przybywania w nowym mieście móc rozpocząć edukację. Obawiałem się, iż po takiej przerwie w uczęszczaniu do szkoły publicznej mogę tego nie znieść. 
               Hirose odpisał mi wręcz momentalnie. Okazało się, że również tam ma dostępne mieszkanie, dlatego nie musiałem się tym martwić. Podał mi adres, dlatego szybko się spakowałem i wysłałem bagaże w tamto miejsce, by nie targać ze sobą zbyt ciężkich toreb. Na lotnisko udałem się z torbą swobodnie przewieszoną na ramieniu, w której znajdował się laptop, kilka książek, pieniądze i jedzenie. Kiedy zająłem miejsce w samolocie, postanowiłem się przespać. W Kioto miałem wylądować niedzielnego ranka, około dziewiątej dwadzieścia. 
               W moim śnie demony wsadzały dziwne żelastwa Svenowi do gardła i wysysały z niego całą krew, jaką posiadał. Na końcu wypadały mu oczy i był tak nieżywy, że nawet chujem ruszyć nie mógł. A zwykle robił mu się z niego helikopter. Ten sen usatysfakcjonował mnie o wiele bardziej niż cokolwiek, co mi się w tym życiu udało. Obudziłem się z naprawdę dziwnie dobrym humorem. Zdążyłem jeszcze sprawdzić skrzynkę pocztową i zobaczyłem, że dyrekcja tutejszej szkoły wysłała mi wiadomość zwrotną. Prosili, bym przyniósł oryginalne papiery osobiście. Wziąłem więc taksówkę i udałem się prosto na miejsce. Dojazd tam zajął kilka minut, a samo załatwienie sprawy - dosłownie kilka sekund. Jak wszedłem, tak wyszedłem. Jednak nie to było w tym wszystkim najbardziej interesujące. Ledwo opuściłem budynek, a napadła na mnie grupka dziewczyn. W zasadzie... Nie, nie do końca tak było.
— Siemaneczko — powiedziała jedna z nich, podchodząc do mnie. Wyciągnęła rękę i zaczęła wypytywać, kim jestem i co tutaj robię. Wyraźnie czegoś ode mnie chciała. I właśnie w taki sposób poznałem trzy kobiety, z którymi tydzień później miałem zacząć chodzić do jednej klasy. 
               Dziewczyną, która podeszła do mnie jako pierwsza, była Nakagawa Ami. Kiedy ją poznałem, odnalazłem w sobie cechę zwaną wyrozumiałościo-cierpliwością. Do tej osoby zdecydowanie trzeba było przywyknąć, a ja jakoś od początku byłem w stanie ją znosić. Była głośna, wścibska, jej chamstwo nie znało granic. Z pełną powagą mówiła o swojej chęci zabijania i otwarcie życzyła śmierci innym. Była typową buntowniczką, która chciała zniszczyć cały świat totalnie nie licząc się z tym, iż sama do niego należy. Szybko nauczyłem się ignorować jej podrywy i dziwne flirty, choć zdarzało się i tak, że próbowała wręcz zaciągnąć mnie do łóżka. 
               Druga z nich była idealnym przeciwieństwem pierwszej. Nazywała się Kawasawa Akira i była jedną z prymusek. Była świetna w sprawach organizacyjnych, posiadała cechy przywódcze. Jedynym, co łączyło ją z Ami, była dziwna chęć poderwania mnie. Gdyby tylko wiedziały o mojej orientacji... Mimo wszystko Akira była naprawdę pozytywną osobą. Świeciła przykładem i inteligencją, podczas gdy Ami świeciła jedynie tyłkiem. Tak czy inaczej wyjątkowo polubiłem obydwie. 
              Najdziwniejszy przypadek jednak stanowiła ostatnia dziewczyna z tej paczki. Tego dnia Akira podbiegła do mnie zaraz po tym, kiedy wyhaczyła mnie Ami, natomiast trzecia z nich nawet mnie nie zauważyła. Nazywała się Hikari Noda, a jej długie, opadające na twarz blond kosmyki prawdopodobnie przysłaniały jej cały świat. Zdawało się, iż żyła we własnej rzeczywistości, a mimo to wielu ludzi niezachwianie twierdziło, że przecież stąpa twardo po ziemi. Była równie specyficzna, co tamte dwie, jednak nie miała żadnych cech wspólnych z Ami i Akirą. Zupełnie mnie ignorowała i rzucała we wszystkich sarkastycznymi żartami, które, niestety, naprawdę jej wychodziły. Zdawała się być wyjątkowo ambitna, jednak nie wykorzystywała swojego potencjału. Mimo swojego zamknięcia na ludzi, była uwielbiana przez swoje charakterystyczne poczucie humoru. Ale wszystko to miała totalnie głęboko w dupie. 
               Obserwując te osoby przyszła mi do głowy pewna dziwna myśl. Nadal obawiałem się, że ktoś mnie pozna, dlatego zawczasu chciałem zaprzeczyć plotkom na swój temat. W tym celu postanowiłem... znaleźć dziewczynę. Pragnąłem związać się z jedną kobietą na dłuższy czas, by nikt potem nie mógł udowodnić mi, iż rzekomo mogę być gejem. Pewnej rzeczy szczerze powiedziawszy nie potrafiłem logicznie wyjaśnić. Jako że pierwszy tydzień w Kioto spędziłem z świętą trójcą cnót (choć o Ami chyba nie mogłem w ten sposób mówić), wybór musiał paść na jedną z nich. Ale skoro dwie już się na mnie czaiły, dlaczego tak bardzo chciałem umawiać się akurat z tą ostatnią?
— Przydałby mi się taki wbudowany gps wyszukujący najlepszych facetów znajdujących się w promieniu kilometra od miejsca, w którym akurat się znajduję — gderała Ami, paląc trzy papierosy naraz. Rozglądała się nerwowo wokół w poszukiwaniu jakiejś ofiary, mimo że kilka minut wcześniej próbowała mnie poderwać. 
— Platforma teleportacyjna byłaby bardziej pożądana — wtrąciła się Akira. — Bardziej przydatna, w dodatku stworzona dla wszystkich ludzi, a nie dla... takich jak ty.
— Ludzie są idiotami — syknęła. — Trzeba dbać o dobra materialne i zaspakajać swoje żądze. 
— Zachowujesz się jak zwierzę, Ami... — westchnęła Akira. — A wam czego brakuje?
— Niecierpliwie czekam, aż ludzkość wkroczy do układu słonecznego — odparła Noda, na co cała nasza trójka wytrzeszczyła oczy i nie dowierzała temu, co słyszy. 
               Blondynka z Kioto była niezwykłością w moich oczach. Mimo tego, jakie głupoty czasem mówiła, polubiłem ją niesamowicie. Pomyślałem wtedy, że nie chciałbym jej zranić. Jeśli udałoby mi się nawiązać z nią głębszą relację, zdecydowanie źle by się poczuła, kiedy dowiedziałaby się o mojej orientacji. Dlatego postanowiłem o tym nie mówić. Nikomu. Łudziłem się, iż może przeciągnie mnie to na biseksualizm i wszelkie problemy znikną w czeluściach moich zatartych wspomnień. 
               Cały pierwszy tydzień spotykałem się z cnotkami. Pierwszego dnia pomogły mi się rozpakować w nowym mieszkaniu. Puszczałem milion ściem na temat swoich rodziców. Mówiłem o Hirose jako o swoim ojcu, unikałem tematów matki, kłamałem o swojej przeszłości. Ale co innego mogłem zrobić? Właśnie. Dlatego mniej piłem na spotkaniach z nimi, by przypadkowo nie powiedzieć za dużo. Tydzień ten upłynął wyjątkowo szybko. Ledwo je poznałem, a już siedziałem z nimi w jednej klasie ciesząc się, że nie jestem jedyną nową osobą w tej szkole. Poza mną były aż cztery nowe, dlatego nie przykuwałem za bardzo uwagi i nie martwiłem się o to, iż ktoś zacznie grzebać w moich danych. Hirose jako szef upadłej firmy zadbał o to, aby większość artykułów i zdjęć została usunięta z internetu. 
— Noda, byłaś przewodniczącą w zeszłym roku, może chcesz nadal pełnić tę funkcję? — pytała nauczycielka, nie mogąc ogarnąć spraw organizacyjnych. — Albo mianować kogoś na to stanowisko?
— Jestem decydującą i to ja decyduję, co jest najlepsze — odpowiedziała bez uczuć. — A najlepsze jest to, żeby Noda Hikari pozostała na stanowisku przewodniczącej klasy. 
— Władza miesza ci we łbie i przez to nie zadajesz się z większością klasy — wrzasnął ktoś na końcu. — Dobrze wiemy, że uważasz nas za podludzi!
— Lubię moich kumpli z Kioto — odparła. — Lubiłam ich, kiedy byłam mała, lubiłam ich, kiedy poszłam do szkoły średniej, lubiłam ich, kiedy zostałam przewodniczącą, lubię ich podczas przewodniczącej i lubię ich po przewodniczącej. Poza tym nadaję się idealnie na to stanowisko. Ludzie mi ufają. Przychodzą do mnie i mówią "nie zawiedź mnie znowu". 
— Obawiam się, że jeśli zrobimy głosowanie po raz kolejny, ponownie wygra Noda — westchnęła nauczycielka. 
— Nie jest najważniejszą sprawą bycie przewodniczącą klasy czy też pierwszą damą jak w moim przypadku — mówiła dalej Noda. — Rok temu występowałam przeciw pokojowi, dobrobytowi i urzędującej administracji, a dyrektor patrzy na mnie w sposób, w jaki tylko matka patrzy na dziecko, dlatego nie widzę sensu ponownych wyborów. 
               W klasie zapanował chaos, ludzie domagali się przeprowadzenia ponownego głosowania, toteż koniec końców do niego doszło. Noda wyglądała, jakby wszystko to miała totalnie gdzieś. Uczniowie zasiadający na końcu cieszyli się i śmiali, że rzekomo w końcu ktoś ogarnięty będzie panował nad tym wszystkim. Śmiali się do czasu. 
— A więc, po przeliczeniu głosów wygląda na to, iż... — zawahała się nauczycielka — przewodniczącą ponownie zostaje Noda Hikari.

Nie wywołuj kupy z dupy!

Dział: Stay strong.
Numer rozdziału: 9
Gatunek: Yaoi.



               Pozostałem silny. Postanowiłem, że obecna sytuacja nie złamie mnie psychicznie. Nie żałowałem niczego, co w tym życiu zrobiłem. Przekonałem pana Hirose, że myli się mówiąc, iż straciliśmy wszystko, co posiadaliśmy. Nie było w tym ani grosza prawdy. Wynieśliśmy z tego tak wiele, że staliśmy się mentalnie najbogatszymi ludźmi na świecie. Ta zawiść, która odebrała nam dobra materialne... Wiedzieliśmy, kim za wszelką cenę nie możemy się stać. To nieludzkie. To, kurwa, nieludzkie.
               Cały dzień łaziłem wte i wewte z workami na śmieci. Pan Hirose powiedział, że nie muszę zmieniać wizerunku, bo ludzie niezajmujący się tym biznesem nie są i nie będą w tę aferę zamieszani. I kazał nie sprawdzać, co stało się tej nocy. Jako że prowadził mnie przez najważniejszą część mojego życia i zawsze ufałem mu bardziej niż sobie, posłuchałem go. Kusiło? Kusiło. Ale miałem kodeks moralny.
               Czułem jednak, że ta sytuacja diametralnie mnie zmieni. Lub już częściowo zmieniła. Rei Iseki był cholerykiem, rozbrykanym i rozpieszczonym wrzaskotem. Rei Seiki nauczył się dojrzałości, cierpliwości i spokoju. Iseki teraz krzyczałby i rzucał kamieniami w budynek ich firmy. Seiki postanowił zmieszać ich z gównem, kiedy sami przylecą do niego na kolanach.
               Jedna jedyna rzecz sprzeczała się z tą niby nabytą dojrzałością. Ta sytuacja podświadomie tak mnie zmiażdżyła, że miałem nieodpartą ochotę się z kimś przespać. Kimkolwiek, byle nie Svenem ani Taichim, ani żadnym modelem czy aktorem. Pragnąłem przespać się z jakimś ślicznym kolesiem paradującym w sweterku ulicami rozweselonego Tokio. I wywołałem kupę z dupy.
                 Kto uwierzyłby, że wyrżnąłem się na ulicy na jakiegoś dwudziestolatka, by dosłownie po kilku minutach pieprzyć się z nim na całego w swoim mieszkaniu? Nie uwierzyłbym. A jednak dokładnie tak było. Był na tyle towarzyski, by pomóc mi wstać i automatycznie pocałować mnie w policzek mówiąc, iż jestem zbyt słodki, żeby mógł się od czegoś takiego powstrzymać. Nie znał mnie, nie kojarzył mojej twarzy. Pytałem go o największe afery tego tygodnia i wymienił dwie związane z sytuacją polityczną i jedną ze znaną piosenkarką. Hirose miał rację.
               Chłopak nazywał się Shinji i zdawał się być najwspanialszym chłopcem pod słońcem. Stawiał mi obiady, gotował mi obiady, wyglądał na zakochanego we mnie po uszy, zabierał mnie na spontaniczne randki, robił takie rzeczy, że każdy by się w nim zakochał. Ale ja nie mogłem. Nie mogłem po sytuacji ze Svenem. Shinji podobał mi się jak jasna cholera i był niebiańskim kochankiem, o jakim mogłem pomarzyć. W gruncie rzeczy nie chciałem tego kończyć. Do czasu.
— Rei, kochanie, pójdź ze mną, proszę, do ojca — powiedział pewnego dnia. — Muszę mu zanieść jakieś papiery, a potem pójdziemy do kina albo na łyżwy.
               Shinji był kochany. Gryzł mnie w ucho i próbował życzliwie przekonać, bym udał się z nim na miejsce. Nie miałem serca odmówić. Prowadził mnie całą drogę za rękę. Twierdził, iż ojciec nie ma nic przeciwko, by spotykał się z chłopakiem. NO CÓŻ, JAK MÓGŁBY MIEĆ COŚ PRZECIWKO, SKORO BYŁ DYREKTOREM NAJBARDZIEJ ZNANEJ OBECNIE FIRMY ZWIĄZANEJ Z MAGAZYNAMI GEJOWSKIMI TENSHI NO YOTTE FURE, KTÓRA TYDZIEŃ WCZEŚNIEJ WYJEBAŁA YOI KARADĘ Z MAMORU HIROSE I REI'EM ISEKI NA CZELE? Osrałem się, kiedy wyszło na jaw, że Shinji jest synem tego skurwiela, Koutaro Imamury. Walczyłem na spojrzenia z tym facetem, jednocześnie jęcząc do zdezorientowanego Shinji'ego, dlaczego nie podał mi nazwiska.
— Kurwa mać — zacząłem. — Kolejny Imamura mnie wyruchał.
— Pieprzyłeś się z moim ojcem?! — wrzasnął z przerażeniem.
— Nie w tym sensie! — krzyknąłem.
— Oczom nie wierzę — powiedział Koutaro, uśmiechając się zawadiacko.
               A więc tego popołudnia przed wspaniałą firmą Tenshi no Yotte Ture stał sobie mały Shinji Imamura ze swoją wyruchaną przez cały świat żoną - Rei'em Iseki i ze swoim tatusiem, Koutaro Imamurą. Ta rodzinka była zbyt mała, aby wystarczająco dobrze się bawić, dlatego po krótkiej chwili z firmy wyłonił się także wujaszek Taichi Kamon ze swoim leśnym jebakiem - Svenem Iwasakim. Chciałem coś powiedzieć. Coś bardzo złego. Ale wtedy uświadomiłem sobie, że Rei Iseki nie istnieje. Jestem Rei Seiki i niestety nie należę do osób, którymi jakiś drugorzędny Kamon czy ktokolwiek inny może pomiatać. Kamon i Sven dołączyli do nas i chcieli się przywitać, lecz zanim zdążyli to zrobić...
— Rei, dołącz do mnie — powiedział Koutaro, wyciągając do mnie dłoń. — Zrobię z ciebie większą gwiazdę niż zrobił Hirose. Zapewnię ci świetlaną przyszłość. Proszę.
— Warunek — odparłem szorstko. — Moje buty będą czyszczone jęzorem Taichi'ego Kamona, a wszelkie sprzęty znajdujące się w toalecie językiem Svena Iwasaki.
— Stoi — odparł niezwłocznie. Sven starał się zachować spokój, a Kamon zaczął szaleć, jednak nie słuchałem tego, co mówił.
— Przykro mi, Shinji — powiedziałem. — Jesteś najsłodszym chłopakiem, jakiego kiedykolwiek poznałem. Ale spotykanie się z kolejnym facetem, który ma powiązania z tą chorą firmą pełną niemoralnie działających ludzi nie jest dla mnie. Nie wytrzymam tego. Będę grubo żałował, że nie spróbowałem tego przełamać, bo jesteś naprawdę kochany i ciężko jest mi cię zostawić, chociaż spotykamy się naprawdę krótko. Przepraszam, Shinji.
               Pocałowałem go delikatnie i spróbowałem zapamiętać jego smak. Być może jednak trochę go kochałem. Tydzień wcześniej nie płakałem po upadku firmy. Ale tej nocy naprawdę wylałem morze łez. Przepraszam, Shinji.