Showing posts with label ukradłem. Show all posts
Showing posts with label ukradłem. Show all posts

18.11.14

Jak się ruchać to bez gaci.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 10
Gatunek: Yaoi. 



               Naszło mnie tego dnia na zachowania rodem z typowych filmów amerykańskich. Czy normalny człowiek potrafiłby wtargnąć w środku rozprawy, meldując się prawdziwym imieniem i nazwiskiem, po czym nakazywać sędziemu, by pozwolił mu zeznawać już teraz, od razu, bo tak? Czy normalny człowiek wrzeszczałby, iż winna potencjalnie osoba jest niewinna? Czy tłumaczyłby wszystko z najmniejszymi szczegółami, aby dowieść jego czystości? Czy na zdanie "musimy odesłać cię w takim razie do domu rodzinnego" odpowiedziałby "przykro mi, ale dziś kończę osiemnaście lat"?
               Tego wieczora siedzieliśmy już razem w jadalni. Ja - ubrany jeszcze w garnitur, on - niegolący się około miesiąca. Czas zleciał szybciej, niż sobie to wymarzyłem. Jednakże scenariusz miał być inny, niż ktokolwiek by się spodziewał. 
— Gdzie twoje rzeczy? — zapytał Johnny, kompletnie nie ruszony faktem, iż tyle czasu spędził w areszcie. O niczym nie mówił, o nikim nie wspominał, nie pytał, co działo się podczas jego nieobecność. Ale kiedy tylko zauważył, że nigdzie nie ma należących do mnie przedmiotów, nie mógł powstrzymać się od zapytania o to. A ja jak gdyby nigdy nic podniosłem torbę bagażową i powiedziałem:
— Niedawno byłem u matki. Podarowała mi wystarczającą ilość pieniędzy. Generalnie nie chciałbym psuć twojej reputacji w oczach Sylvii. Dlatego... Wiesz, kupiłem telefon. Zostawię ci numer. Gdybyś czegoś potrzebował, zrobię wszystko, by spłacić dług wdzięczności.
               Po tych wypowiedzianych ostrym tonem słowach opuściłem mieszkanie, starając się zachować kamienną twarz. Łudziłem się nadzieją, że Johnny wybiegnie za mną, krzyknie, abym wrócił. Pragnąłem tego. Chciałem potwierdzenia jego uczuć bądź odrzucenia mnie. Nie byłem w stanie zwlekać ani sekundy dłużej. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak rygorystyczne rozwiązanie sprawy wybrałem, aczkolwiek... Jak się ruchać to bez gaci. 
— Max! — Usłyszałem nagle krzyk z domu. 
              Byłem już dobre kilkaset metrów dalej, ale mimo to... Czy moje... Czy moje sny naprawdę mogły się sprawdzić? Czy wieczne pasmo niepowodzeń, jakim obdarzyło mnie życie, postanowiło pokazać drugą stronę medalu? Czy chciało dać mi choć jeden powód do życia? Biegł w moją stronę, coraz szybciej, coraz szybciej i...





















— Skarpetki zostawiłeś — powiedział, wręczając mi je.
— Johnny — zacząłem niepewnie. Spuściłem wzrok, a moje oczy zaszkliły się łzami. — Możesz mnie pocałować na pożegnanie.
               Chciałem grzecznie o to zapytać, kulturalnie poprosić, jednak ton mojego głosu ukształtował tę wypowiedź jako zdanie twierdzące. Nie podnosiłem głowy do góry z obawy o jego wrogie spojrzenie.
— Co chcesz? — spytał, nie dowierzając.
— Wiesz, te wszystkie nasze... — jąkałem się. — Czy to cokolwiek znaczyło, Johnny?
— Cholera — syknął. — Nie chciałem, żeby to tak wyszło, ale... Masz mnie za geja, młody? O czym ty mówisz? Nie rozumiem.
— Nie rozumiesz?





                Musiałem. Musiałem sobie ulżyć. W jakikolwiek sposób. Musiałem. Czułem niewiarygodne oczyszczenie, kiedy pieścił wargami moje sutki. 
— Mocniej... — westchnąłem.
               Nadgryzł jeden z nich, na co zareagowałem cichym jękiem. Bez ogródek pozbawił mnie spodni. Nie rozpychał. Po prostu brutalnie wszedł do środka, pragnąc zaspokoić tylko i wyłącznie siebie. Krzyczałem wniebogłosy. Czułem, jak się dopełniamy. Mężczyzna wyciągnął ze spodni pasek i uderzał mnie nim siarczyście co kilka sekund. Wygiąłem się w łuk i oparłem biodra na łokciach. Oddychałem ciężko i ani mi do głowy przyszło, by choć trochę hamować swoje jęki. Chciałem, by wszyscy mnie słyszeli. Chciałem, by Johnny mnie słyszał. Pragnąłem, żeby zobaczył, jak kurwię się z Mattem. Tylko na tym mi zależało. Chciałem, by masturbował się na nasz widok i żałował, że tak skurwysyńsko mnie porzucił. Czym ja zawiniłem? Dlaczego chociaż raz los nie mógł podarować mi szczęścia? Czy ten pierdolony bóg w ogóle istniał? Zapewne dobrze się bawił. 



Dobrej nocy, Johnny.






K O N I E C
______________________________________________________

17.11.14

Tylko jeden uścisk dłoni.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 9
Gatunek: Yaoi.



               Czas płynął niewyobrażalnie szybko, podczas gdy ja przesiadywałem na kanapie całymi dniami i nocami. Stawiałem na stoliku do kawy laptopa Johnny'ego, kładłem się na brzuchu i grałem w Need for Speed'a. Nie wychylałem nosa z domu. Nie sprzątałem, nie gotowałem, bardzo mało jadłem. Wypalałem prawie dwie paczki papierosów dziennie, korzystając chamsko z zapasów, które pozostawił mi współlokator. Nawet o moją higienę osobistą było ciężko. Zdawało się, iż nie byłem w wannie już prawie miesiąc. Czekałem i czekałem, aż Johnny wróci, jednak ani razu nie rozległo się pukanie do drzwi. Do rozprawy sądowej zostało już kilka dni, a mężczyzna siedział w areszcie. Gazety i miejscowe media trąbiły o jego przypadku, podczas gdy ja miałem nieodpartą ochotę wyrzucić telewizor przez okno. 
               Kiedy gry komputerowe nieco mi się znudziły, postanowiłem wziąć się choć trochę w garść i uprzątnąć cały ten syf. Pozbierałem niedopałki z dywanu, pozamiatałem rozsypany tytoń. Pozbyłem się zapachu papierosów. W zasadzie cały boży dzień wyżywałem się na tym niewinnym mieszkaniu, szorując je wszelkimi środkami. Siebie też pozbyłem zarazków i brudów. Opłaciło się - już następnego dnia rozległo się głośne pukanie do drzwi.
— A jednak... to prawda! — wykrzyknęła kobieta, której akurat otworzyłem. Przekręciłem głowę w bok. — Ty musisz być tym bezbronnym chłopcem, co go John porwał!
— Nie — odpowiedziałem z uśmiechem. — Jestem przyjacielem Johnny'ego. Zadzwonił do mnie z paki prosząc o kontrolę nad mieszkaniem. O jakim bezbronnym chłopcu pani mówi?
               Kobieta przedstawiła się jako Sylvia. Była bardzo wysoką i przerażająco chudą osobą. Tego dnia miała na sobie obcisłą, blado-różową sukienkę, która podkreślała wystające żebra. Wyglądała na zabieganą, zdawało się, iż gdzieś się spieszy, jednak zaprzeczała, kiedy tylko o to pytałem. Sam przedstawiłem się jej jako Ralph, dwudziestojednolatek, który nie ma co ze sobą zrobić w życiu, dlatego oddaje przysługi swoim wiernym aż po grób przyjaciołom. Nie wnikała w szczegóły, a ja się tym nie martwiłem. 
— Jesteście razem? — zapytałem w którymś momencie. Sam nie wierzyłem własnym uszom, a tym bardziej ustom, które wypowiedziały te słowa. Wypłynęły ze mnie jak sperma Johnny'ego z mojego odbytu w moich najśmielszych marzeniach ukrywanych przed całym światem.
— M-można tak powiedzieć — odparła, odwracając się momentalnie w stronę okna, jakby nie chciała pokazywać swojej twarzy. Poprawiła okulary i nerwowo zaczęła szukać czegoś w torebce, podczas gdy ja siedziałem jak skamieniały i wpatrywałem się w jeden punkt, nie mogąc się nadziwić tej odpowiedzi.
— Naprawdę? — zapytałem. Moje słowa nadal lały się jak sperma. Nie panowałem nad nimi. 
— Już odpowiedziałam na to pytanie — warknęła cicho. Wolałem nie kontynuować tematu. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
               Sam byłem zdziwiony swoim stanem. Niby wywołała u mnie niemałe zaskoczenie stwierdzeniem, iż są razem, niby powinienem był być wściekły i przygnębiony jednocześnie, niby. A mimo to zlałem to ciepłym moczem. Heh... Zapewne chwilowo nie dopuszczałem do siebie tejże wiadomości, a moje serce tylko czekało na nadchodzący samotny wieczór, by rozerwać mnie na strzępy.
— Wiesz coś na temat tej sprawy, Ralph? — spytała nagle, nadal nie odwracając się twarzą do mnie.
— Johnny został oskarżony o coś, czego nie zrobił — odpowiedziałem niezwłocznie. — Wszystko wyjaśni się na sprawie i zostanie uniewinniony.
— Mówisz to z taką pewnością, jak gdybyś znał na wylot prawa sądowe — prychnęła.
— Wiem, że tak będzie. 
               Była wyraźnie zmartwiona tą sytuacją, jednak udawanie neutralnej w obliczu tak okropnych realiów szło jej nie gorzej niż mnie. Zwyczajnie siedzieliśmy sobie w salonie, piliśmy kawkę i żartowaliśmy na temat jej faceta, a mojego kochanka. No, dzień jak co dzień. 
                Kiedy tylko opuściła mieszkanie, odpaliłem Need for Speed, by za wszelką cenę nie pozwolić myślom na opętanie mojego umysłu. Gra może nie tyle mnie ogłupiała, ale wymagała tak wysokiej koncentracji, że mój męski mózg nie był w stanie skupić się na innych rzeczach. W takich momentach ubóstwiałem swój brak podzielności uwagi. 


"Johnny, gdzie jesteś"


               Ludzie mają często cholernie głupie symptomy przemęczenia bądź głodu. Większość społeczeństwa słyszy wtedy co jakiś czas wyrwane z kontekstu zdania w swojej głowie. Najczęściej nie mają one żadnego sensu. Tak przynajmniej dotychczas myślałem.


"Wrócę, nim się obejrzysz"


               Tej nocy nie mogłem zasnąć. Kurewskie zmęczenie i bezsenność w jednym. Czułem się niczym ostatni człowiek na ziemi, który nie ma co ze sobą zrobić. Może wyjść z domu i zatoczyć kilka kółek dookoła niego. Może okraść bank. Może zabrać ze starych opustoszałych sklepów najlepsze markowe ubrania i drogie papierosy. Jednak tylko po to, by wrócić późnym wieczorem do mieszkania i zrozumieć, że jego życie straciło sens. 
               Naprawdę. Nie miałem ochoty już nawet na seks. Na żadne obmacywanki czy namiętne pocałunki. Na żadne przytulaski ani wspólne upojne noce. Nawet na jedzenie wyśmienitej kolacji przy kominku, popijanie czerwonego wina czy kąpiel w jednej wannie. Wystarczyłby mi jeden uścisk dłoni. Pragnąłem tylko dotyku jego ręki na mojej. Jeden ułamek sekundy. Tylko jeden ułamek sekundy. Jeden jedyny ułamek sekundy w obliczu całego niekończącego się czasu. Czy prosiłem o zbyt wiele? Mogłem nawet potem umrzeć, zgodziłbym się na to. Zrobiłbym wszystko, nawet to, co niemożliwe. Wszystko, by tylko mieć możliwość poczucia jego ciepła. Jeden raz. Być może ostatni, ale nadal. Nigdy więcej o nic nie poproszę. Błagam. Błagam. Jeden. Jeden raz. Tylko raz, proszę...

16.11.14

Matt Vertigo.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 8
Gatunek: Yaoi. 



               I wyszedł. Opuścił mieszkanie, jak gdyby nigdy nic. Śniadanie zjadł bez słowa, chociaż odnosiłem silne wrażenie, że ma coś wręcz na końcu języka i jedynie to powstrzymuje. Miałem ochotę krzyczeć. 
               Całe południe spędziłem przed telewizorem, ubrany w szlafrok Johnny'ego, w dodatku jadłem lody łopatą. Przechodziłem zimową depresję. Ewentualnie byłem w ciąży. Jedyną czynnością, jakiej się podjąłem, było wykonanie telefonu do pana prawnika. Postanowiłem wysłuchać podświadomych przesłań sennych i zrezygnować z tej pracy. Wyjaśniłem całą tę sprawę dokładnie, aż nazbyt dokładnie, by w pełni rozumiał moje podejście. Powiedziałem mu o wszystkim, nie pomijając żadnego szczegółu. Uznałem, że tak będzie lepiej, że będzie mógł lepiej zrozumieć moje motywy. Czułem się jednak winny z dwóch powodów: rzucałem dobrą pracę po jednym dniu roboty, poza tym... obcemu człowiekowi mówiłem, jak bardzo kocham Johnny'ego, nie będąc w stanie powiedzieć o tym samej osobie, którą adorowałem. 
               Postanowiłem porozmawiać z Johnnym o wszystkim, kiedy wróci. Naprawdę bolała mnie ta sytuacja. Dobra, tak naprawdę chciałem w końcu się z nim przespać, czułem, że to odpowiednia osoba. Nie chciałem już dłużej tego odkładać. Dlatego cierpliwie siedziałem przed telewizorem, próbowałem się odstresować kolejną to porcją lodów, a w głowie układałem w zdania wszystko to, co pragnąłem powiedzieć po jego powrocie.




Ale on tego dnia nie wrócił.




               W zasadzie co kazało mi myśleć, że Johnny jest samotnym mężczyzną? Może robił sobie ze mnie żarty, traktował jako niezobowiązującego kochanka, cokolwiek. Nie zakładałem co prawda, że, kiedy powiem mu o swoich uczuciach, rzuci mi się na szyje i potwierdzi, iż je odwzajemnia, ale... nie mógłbym znieść myśli, że ma kogoś. Cholera. Johnny musiał być po prostu samotnym facetem. I tyle.
               Nie posiadałem telefonu komórkowego. Na lodówce stał telefon stacjonarny, postanowiłem go użyć, jednakże nie mogłem nigdzie znaleźć numeru do Johnny'ego ani do jego roboty. Kurwa mać. Przeważnie wracał koło jedenastej wieczorem, a była już druga. Nadal siedziałem przed telewizorem. Tym razem bez lodów, ale z podkrążonymi oczami. Skurwiel. Przecież mógł zadzwonić, powiadomić, cokolwiek. Dlaczego odstawiał taki cyrk? Czy to dlatego, że... Racja. To dlatego, że wcześniej zrobiłem dokładnie to samo. Ale wiedziałem, iż się zabiję, jeśli wróci z malinką na szyi. 
               W końcu wrócił. Miałem ochotę jebnąć mu w twarz. Lecz kiedy go zobaczyłem... Był totalnie wyczerpany. Była szósta rano, więc lada chwila musiał wracać do roboty. 
— Max, kurwa — zaczął zziajany. — Kim, do kurwy nędzy, może być Matt Vertigo?
               Zastygłem. Kompletnie nie wiedziałem, co powinienem odpowiedzieć. Ale... nie minęło kilka sekund, a do mieszkania wparowała policja. Zapytała, czy nazywam się Max Bailey, jednak zaprzeczyłem. Nie miałem żadnych dokumentów, na szczęście spieszyło im się i nie wypytywali mnie o moją tożsamość. Udało mi się jednak zapytać ich o powód pościgu. Szanowny pan prawnik, Matt Vertigo, pozwał Johnny'ego o porwanie niepełnoletniego chłopaka. 



_______________________________________________
Tak, wiem, bawię się w Boga w swoich opkach, a z Waszej perspektywy jestem Szatanem. ;o Ale czy opowiadania ciągle szczęśliwe nie byłyby nudne? ;o Jeśli tak bardzo chcecie te seksy, odsyłam do Wet and Moisture :"D A póki co tutaj... zaczynam swoją zabawę. 

Bij mnie, byle mocno.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 7
Gatunek: Yaoi. 



               Delikatnym ruchem dłoni odsłoniłem jego opadające na czoło kosmyki włosów. Spał tak spokojnie. Przez całą noc nie ruszył się ani razu, a jego oddech był miarowy, serce nie zmieniało pulsu. Przysunąłem się do niego na moment, uśmiechając się nerwowo. Zbliżyłem swoje wargi do jego, po czym gwałtownie położyłem głowę z powrotem na poduszce. 
— Zrezygnuj z dorywczej pracy, Max — szepnął nagle. Poderwałem się do pozycji siedzącej. Cholera, byłem przekonany, że śpi... 
               Podniósł się również. Wpatrywał się we mnie przez dłuższy moment zaspanymi oczyma, jakby dopiero co wracał do świata żywych. Położył mi dłoń na głowie i poczochrał moje włosy, Syknąłem z bólu. 
— Zrezygnuj, bo więcej nie pozwolę ci na takie zakazane pocałunki — mruknął. 
               Zbliżył swoją twarz do mojej. Odległość była niewyobrażalnie mała. Z jednej strony byłem tak zestresowany, że chciałem jak najszybciej się odsunąć, nie byłem w stanie nawet spojrzeć mu w oczy. Ale mimo to... pragnąłem, by zbliżył się jeszcze bardziej. Moje serce biło jak oszalałe. Jego puls zagłuszał wszystkie inne dźwięki dochodzące moich uszu. 
— Prześpij się ze mną. 
               Odnosiłem wrażenie, że moje oczy lada chwila napełnią się łzami i wypuszczą je wszystkie w mgnieniu oka. Mimo to moje powieki były tak suche jak nigdy. Suche i zmęczone, spoglądające w jego zamknięte oczy. Adrenalina była tak silna, iż czułem ucisk w całej klatce piersiowej. Pocałowałem go delikatnie w policzek, podczas gdy starał się delikatnie mnie objąć. Chyba się pospieszyłem.
— Zaczekaj z takimi propozycjami, Max — powiedział cicho.
               Sam nie wierzyłem w swoje słowa. Nie potrafiłem się wytłumaczyć, przeprosić, wyznać uczuć, a poprosiłem, by się ze mną przespał? To nawet wydźwiękiem nie przypominało prośby, bardziej... rozkaz. Moje uczucia zaczęły żyć własnym życiem z własną wolą, to było jak tsunami. Nie byłem w stanie tego kontrolować. 
— Kiedy ja chcę już teraz... — wyjąkałem, bez ogródek wpajając się w jego usta. — Tamtej nocy nic między mną a nim nie zaszło. Pozwoliłem mu jedynie na tę malinkę, bo wyobrażałem sobie, że to ty jesteś przy mnie.
— Max, jesteś nawalony? — spytał z lekkim przerażeniem w głosie. 
               Popchnąłem go na łóżko i już po chwili siedziałem okrakiem na jego nagim brzuchu, pochylając się i obsypując jego kark pocałunkami. Smakiem przypominał mi słono-ostry sos, który często podają do pizzy. A sosu zawsze było zbyt mało. Tak samo jak Johnny'ego. 
— Proszę, kochaj się ze mną — powtarzałem w kółko. W którymś momencie przestał już odmawiać, jedynie leżał w bezruchu z zamkniętymi oczyma, kiedy pieściłem językiem jego sutki. Jego puls przyspieszył, a oddech stał się niespokojny i niemiarowy. — Zrobię dla ciebie wszystko, Johnny... 
               Wyrzucałem z siebie wszystko, co chciałem mu powiedzieć. Czułem się, jakby opuszczały mnie wszelkie grzechy, kary, obowiązki. Byłem nowo narodzonym człowiekiem.
— Możesz mnie bić, byle mocno... — kontynuowałem, schodząc do coraz to niższych partii jego ciała. — Związać... Wchodzić we mnie brutalnie... Dam ci tyle siebie, ile tylko zapragniesz.
               Wziął głęboki oddech, kiedy przesunąłem językiem wzdłuż jego członka. Zsunął niżej swoje bokserki, by poszerzyć moje pole do manewru. Jednak wtedy...





— Wstawaj, młody. Głodny jestem.
 



               Przetarłem powieki. Gdzie się podziało moje piękne marzenie senne? Dlaczego utraciłem je w takim momencie? Cholera, ile bym dał, aby do niego wrócić... Czułem, że nigdy w życiu nie powiem Johnny'emu o swoich uczuciach. 
— Ej, nie zgadniesz, co mi się śniło! — powiedziałem z entuzjazmem.
— Seks ze mną — odparł bez namysłu. 
— ...lunatykowałem? — zapytałem z przerażeniem.
— ...kurwa, ty na serio śnisz o takich rzeczach? — zdziwił się. 
               Odpowiedziałem mu nerwowym uśmiechem. Udaliśmy się potem do kuchni. Z kubkiem kawy w dłoni uważnie obserwował moje ruchy, kiedy przygotowywałem mu śniadanie. 

15.11.14

Gdybym tylko był pewniejszy siebie.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 6
Gatunek: Yaoi.



               Starając się nie spoglądać w jego stronę, powoli opróżniałem talerz pełen smakołyków, utwierdzając się tylko w fakcie, że nie potrafię dobrze gotować. Jego żołądek był jednak tak przyzwyczajony do pochłaniania niezdrowego jedzenia o dziwnym smaku, że równie dobrze mógłbym podać mu nieugotowane gołąbki - nie zauważyłby.
— A, zapomniałem ci powiedzieć — zaczął nagle, znów zwracając moją uwagę na swoje bicepsy. — Spierdoliło nam się ogrzewanie na jakiś czas, nie wiem, ile to potrwa.
— Przeżyjemy — odburknąłem, znów odwracając wzrok.
— Na dworze jest -4, a w domu jest tylko jedna kołdra — kontynuował. Rzuciłem mu przerażone spojrzenie. — Dlatego opcji jest niewiele. Jeden z nas może się upić, żeby było ciepło, no i zostawić kołdrę temu drugiemu. Możemy nie robić problemów i spać pod jedną kołdrą. Chyba że w ogóle chcesz urozmaicić swoje życie, wtedy obydwaj możemy się napić i też spać pod jedną kołdrą.
— N-nie pierdol — wzdrygnąłem się. — Nie pij w moim towarzystwie, bo skończy się tak jak ostatnio. Kiedy jesteś nietrzeźwy, ty...
               Zakręciło mi się w głowie. Spoglądałem martwo w sufit, mrużąc lekko oczy. Leżałem bezwładnie na kanapie i zastanawiałem się, w którą stronę ten skurwiel rzucił moją koszulkę.
— Nie muszę być nietrzeźwy — odparł cicho, pieszcząc wargami moje sutki. Chciałem się wyrwać, jednak nie należało to do najłatwiejszych zadań. To było jak... odmawianie pójścia na papierosa. — Pamiętam wszystko z tamtego dnia.
              Dopiero po chwili zdołałem go odepchnąć. Nerwowo zacząłem szukać swojej koszulki. Kiedy znalazłem, w ekspresowym tempie ją założyłem i odsunąłem się nieco dalej od Johnny'ego.
— Więc co, chcesz ze mną spać? — zapytał z zawadiackim uśmieszkiem.
— Jak możesz chrzanić, że ogrzewanie nie działa, skoro siedzisz tu w samych bokserkach... — wyjąkałem, łapiąc się za głowę. 
— Ogrzewasz mnie swoją obecnością — odpowiedział. — Sprawiasz, że się roztapiam. Jestem cały mokry.
— ...że ja niby jestem nimfomanem, co? — spytałem, trzęsąc się z obrzydzenia. 
— Czego mi brakuje, Max? — spytał, patrząc mi w oczy. — Jeśli zdobywasz dorywczą pracę u prawnika, dlaczego zostajesz u niego na noc, skoro, gdy ratuję ci życie, unikasz najmniejszego kontaktu?
               Zamyśliłem się, korcąc samego siebie w myślach. Czy to naprawdę mogło tak wyglądać? Odczuwałem męczące mnie wyrzuty sumienia. Starałem się robić wszystko, co mogłem, a w rezultacie zaczynałem się coraz bardziej od niego oddalać. Dlatego...
               Nie odwracając wzroku od swoich kolan, wyciągnąłem rękę w jego kierunku, po chwili kładąc ją delikatnie na jego męskiej, dużej dłoni. Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby. 
— Nie musisz — powiedział nagle, wyjmując rękę spod mojej. — Nie musisz się zmuszać. Litość prowadzi donikąd.
              D-dlaczego... Dlaczego uznał to za litość? Po raz pierwszy udało mi się przełamać najgrubsze bariery i zrobić coś, co upewniłoby go w moich uczuciach. A on... uznał to za litość? Cholera, co miałem powiedzieć? Ten krok był dla mnie zbyt trudny, by od razu wykonać kolejny. Gdybym tylko był pewniejszy siebie, przytuliłbym się teraz do jego chłodnego karku. Gdybym tylko był pewniejszy siebie, złożyłbym głęboki pocałunek na jego ustach. Gdybym tylko był pewniejszy siebie, zdjąłbym z siebie ubrania i zrobił wszystko, co by mi kazał. Gdybym tylko był pewniejszy siebie... A on widział tylko mnie, popełniającego tak obrzydliwy czyn. Widział mnie, samego czującego obrzydzenie podczas dotykania jego dłoni. Dlaczego...
— Późno już — westchnął.
               Szedłem za nim w suchym milczeniu. Tej nocy spałem tuż obok niego, chociaż przepaść między nami głęboka była na kilkaset metrów. Leżałem twarzą do okna, które znajdowało się tuż przy łóżku. Pragnąłem co prawda choć na chwilę zobaczyć jego uśpioną twarz, ale za bardzo bałem się spotkania naszych spojrzeń. Spoglądałem więc przez okno, uspokajając się widokiem wzburzonych fal morskich. Wiatr uginał drzewa i przenosił wydmy, jednak zasiewał tym samym w moim sercu kojący spokój. Nie. Oszukiwałem się. W rzeczywistości to obecność Johnny'ego sprawiała, iż czułem się bezpiecznie. Wiedziałem, że będąc u jego boku nic złego mi nie grozi. Dlatego obróciłem się na drugi bok, spojrzałem na jego twarz i raz jeszcze położyłem swoją dłoń na jego, by móc w pełni poczuć go przy mnie. 

11.11.14

Malinka na twojej szyi.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 5
Gatunek: Yaoi. 



               Alkohol był, szajba odbiła, pamięć uciekła. Wino bowiem nie zadaje pytań, wino rozumie. Wiedziałem jednak, że tej nocy nie skosztowałem zakazanego owocu. Byłem tego pewien w stu procentach. 
               Czułem się jak uczeń, któremu dało się ostatnią szansę, a on zamiast podziękować - narozrabiał. Jak nałogowy palacz, który rzucił, jednak postanowił spalić raz okazjonalnie i go przyłapano. Cholera, wyrzuty sumienia sprawiały, że mnie rozrywało. Ohydne myśli zalewały mi głowę i pożerały dobre wspomnienia niczym obrzydliwy tasiemiec. Kurwa mać, jak mogłem to zrobić...
— Jak było? — zapytał mnie rano, kiedy przekraczałem progi mieszkania. Było już po dziewiątej.
— Nie powinieneś być już w pracy? — zdziwiłem się. 
— Czekałem na ciebie i na śniadanie — odparł, biorąc łyk kawy. — Ale ta malinka na twojej szyi jakoś teraz odebrała mi apetyt.
— C-co — wykrztusiłem.
— Max — zaczął, kładąc mi dłoń na głowie. — Nie rób z siebie taniej dziwki. Nie spodziewałem się, że tak wiele wyniosłeś z rodzinnego domu. Jednak nie wprowadzaj tutaj patologii, bo sobie tego nie życzę. 
               Johnny opuścił dom, a ja nie mogłem wykrztusić z siebie ani słowa. Mężczyzna czekał na mnie prawdopodobnie całą noc, w końcu brał teraz za mnie odpowiedzialność. A ja, jak gdyby nigdy nic, poszedłem do pracy i nie wróciłem. W zupełności wystarczało mi, kiedy mój nowy pracodawca dolewał mi następne to kolejki i szeptał do ucha czułe słówka. Za nic w świecie nie powiedziałbym Johnny'emu, że to właśnie jego widziałem wtedy oczyma wyobraźni. W dodatku on... prawdopodobnie sądził, iż sprzedałem swoje ciało, a cała ta gadka o dorywczym sprzątaniu to pic na wodę. W zasadzie nie dziwiłem mu się ani trochę - sam bym tak pomyślał. No ale, kurwa, nie miałem pomysłu, jak mogę mu to wyjaśnić. Bo co miałem powiedzieć? "Ej, stary, mógłbyś być trochę milszy, wtedy łatwiej byłoby cię uwieść i się z tobą przespać"? "Johnny, tak naprawdę myślałem o tobie, kiedy robił mi tę malinkę"? A może "Kiedy wypiłem pierwsze kilka kolejek, samotność zaczęła mi doskwierać, a to wszystko przez twoją znieczulicę"? Jebać to. Nazwał mnie tanią dziwką. Czułem się jak śmieć. 
               Zanim mężczyzna wrócił do domu, wszystko lśniło, jakby wyszorowane było domestosem i papierem ściernym. Obiad był gotowy, deser i wino również, kąpiel przygotowana, pranie zrobione, ubrania wyprasowane, podłogi i okna umyte... Czułem się winny w cholerę. Zamiast sprawdzić, czy wszystko aby na pewno jest w pełni wykonane, bezwładnie osunąłem się na kanapę, schowałem twarz w dłoniach i zacząłem płakać. Wiedziałem, że po takiej sytuacji Johnny już nigdy więcej nawet mnie nie dotknie. 
               Wrócił. Wrócił w samym apogeum mojego płaczu. Moje oczy były tak spuchnięte, że nie mogłem nawet udawać, że coś mi tam wpadło. Wstrzymałem oddech, uniemożliwiając sobie gwałtowne i głośne szlochanie. 
               Uważnie słuchałem tego, co robił. Wszedł do małego korytarzyka, zdjął buty i płaszcz. Zostawił walizkę w szafce. Wszedł do jadalni, ściągając marynarkę i krawat. Wtedy spuściłem nagle wzrok i przysłoniłem sobie jego postać włosami. Sądząc po układzie stóp, przed dłuższą chwilę jeszcze stał wpatrzony we mnie bądź jakiś przedmiot znajdujący się w pobliżu. Rzucił ubrania koło mnie. Nie zajrzał nawet, co na obiad, udał się prosto do łazienki. Słyszałem, jak zdejmuje ciuchy i powoli wchodzi do wanny. Cholera, gdybym tylko mógł być w środku. Nie musiałbym nawet go dotykać, wystarczyłby mi lichy widok jego ciała. Powoli oblizałem dwa palce i szybkim ruchem wsunąłem dłoń pod koszulkę i zacząłem delikatnie pieścić swój lewy sutek. Chciałem, by zrobił to jeszcze raz. Chociaż jeden raz. A sam już zmusiłbym go, by nie przestawał. Dałbym mu najlepszą noc świata. Jednak na chwilę obecną musiałem zadowolić się doprowadzaniem do normalnego stanu swojej spuchniętej twarzy. Nalałem sobie zimnej wody i ponownie zasiadłem na kanapie, cierpliwie czekając na rozwój wydarzeń.
— Jadłeś już? — zapytał po wyjściu z łazienki. 
               Pokręciłem głową przecząco, nie obracając się w jego kierunku. Wiedziałem, że mimo moich potencjalnych sprzeciwów i tak odgrzeje dwie porcje. Dostosował się i postanowił zjeść ze mną na stoliku do kawy. Rozwalił się na sofie tuż obok mnie, wręczając mi talerz pełen smakołyków. Wyciągnąłem ręce i wtedy...
— N-n-n-n-n-n-n-nie n-n-n-n-n-o co to ma być — wyjąkałem, obracając w dłoniach talerz o trzysta sześćdziesiąt stopni. — T-t-t-t-t-t-ty chyba se kurna...
— Max, kurwa! — wrzasnął. — Opanuj swoje te... ruchy? Dziwne ruchy...
               Odstawił nasze talerze na stolik i silnie złapał mnie za ramiona, lekko mną potrząsając, żebym wrócił do rzeczywistości. 
— Stary, ogarnij się — mówił. — Przecież nie mogłeś zajść w ciążę, to czemu się tak dziwnie zachowujesz?
— Kurwa, no — wyjąkałem z trudem.
               Co ten chuj sobie wyobrażał, paradując przy mnie w samych bokserkach? Swoją drogą nie wiedziałem, że ma tak nieźle umięśnioną klatę.  Mmm, co za ciasteczko, tylko by schru... No kurwa mać, co on sobie myślał?! A, no tak. Prawie zapomniałem, że on przecież nie wiedział, jaką obsesję miałem na jego punkcje.
— Masz jakąś obsesję na moim punkcie? — zapytał nagle. — Bo tak się lampisz na moją klatę, jakbyś chciał mnie zeżreć.
— Co? Jaką klatę? O czym ty mówisz? — motałem się na boki. — Mam ci wyjaśnić teorię kciuka?
— Co do chuja? — wnerwił się.
— Patrz tylko — nakazałem, wymachując mu przed nosem palcem dłoni. — Nawet, jeśli patrzysz na kciuka, to i tak widzisz przedmioty znajdujące się za nim.
— Próbujesz mi właśnie wmówisz, że gapiłeś się na cząsteczki powietrza, a moja klata tylko za nimi była? — zapytał ironicznie. 
— N-n-n-n-n-n... Tak — odparłem stanowczo. 
— Jesteś nimfomanem — westchnął, po czym wrócił do jedzenia obiadu. O stokroć wolałbym o tym nie pamiętać. 



___________________________________________________
Jakieś wskazówki, uwagi, whatever odnośnie do nowego działu? >:D

10.11.14

To, czego pragnę.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 4
Gatunek: Yaoi.



Dzisiaj cyganka wywróżyła mi, że:
- jestem osobą cichą i spokojną,
- będę miała dwójkę dzieci: dwóch synów i córkę,
- wybrałam dobrą drogę w życiu, ale będzie ona bardzo trudna, mimo to uda mi się ją przejść, 
- mam w domu rodzinnym osobę, z którą jestem w bardzo złych kontaktach, 
- a także taką, która jest pod stałą opieką medyczną, ale szybko nie umrze, 
- mam bardzo duże powodzenie u płci przeciwnej, jednak nie u tych osobników, u których bym chciała, 
- za 14 dni dostanę dwie dobre wiadomości, jedna będzie od pojedynczej osoby urzędowej, 
- koło mnie jest dwóch zainteresowanych facetów: jasny i ciemny, ale żaden z nich nie będzie moim mężem, 
- poprawią się moje finanse, 
- nie będę wyjątkowo bogata w przyszłości,
- teraz i w przyszłości będę obiektem zazdrości wielu ludzi, teraz najbliższych przyjaciół, a w przyszłości przede wszystkim kobiet, 
- pochodzę z dobrego domu.

No. A post dzisiaj krótki, bo kiepsko ze mną. Ale daję radę!
__________________________________

               Byłem w stanie znieść naprawdę wiele, ale... czemu to, cholera, tak bardzo bolało? Nie mogłem się ruszyć... Kurwa. Wytrzymam to. Jeszcze tylko trochę. Jeszcze trochę i będzie po wszystkim. Ghrrrrrrrrr, to boli, kurwa, boli jak skurwysyn, dlaczego ja...







               Dobra. Udało mi się spod niego wyleźć. Nie pamiętam, jak to się stało, ale zasnąłem na kanapie w jadalni, a ten cwel zasnął na mnie i dobre kilka godzin wbijał mi łokieć pod żebro. Cholera, coś mi się przestawiło. Ale ból przynajmniej powoli ustępował. 
               Był środek nocy, a Johnny leżał rozwalony na obskurnej, niewygodnej sofce. Prawdopodobnie nadal nietrzeźwy. Bałem się go dotknąć, więc czym prędzej czmychnąłem na górę, prosto do sypialni. Nie zastanawiałem się wtedy, czy to na pewno będzie w porządku, żebym spał w łóżku swojego wybawiciela i pracodawcy, podczas gdy tamten kima na kanapie. Zwyczajnie wczołgałem się na jego łóżko, owinąłem się kołdrą i zasnąłem, spoglądając przez okno w stronę morza. 
               Rano pojawił się problem. Kiedy się obudziłem, poczułem rękę w gaciach. I to nie była moja ręka. 
— Kuwaaaa! — wrzasnąłem jak poparzony, zrywając się na nogi.
— Zamknij pysk, jest dopiero szósta... — jęknął Johnny, przewracając się na drugi bok.
— Czemu mnie kurna molestujesz?! — warczałem.
— Nawet nie wiedziałem, że tu jesteś, imbecylu — syknął. — Wyobraź sobie, że nie spodziewałem się spotkać cię w swoim łóżku. 
               Westchnąłem ciężko i opuściłem pomieszczenie. Zszedłem po schodach na dół. Wstawiłem wodę na kawę, po czym udałem się do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Mimo że powinienem był już zacząć robić śniadanie... wróciłem na moment na górę. Sam nie wiem, dlaczego. Odemknąłem drzwi i skierowałem wzrok ku śpiącemu Johnny'emu.
               Hej, Johnny. W zasadzie ani trochę cię nie znam. Nie wiem, kim jesteś. Nie mam pojęcia, dlaczego ratujesz mi życie. Jesteś chamskim, aroganckim skurwielem, który okazuje mi swą bezinteresowność. Czasem odnoszę wrażenie, że może chcesz mnie w jakiś sposób wykorzystać, ale jak mogę mieć ci za złe w zaistniałej sytuacji? Nie wiem, kim jesteś, Johnny. Nie wiem również, jak mogę okazać ci swoją wdzięczność. Czuję wyrzuty sumienia, kiedy jestem dla ciebie niemiły, nawet, jeśli robię to tylko na zasadzie głupiego żartu. Johnny, kim jesteś? Ani trochę cię nie znam, ale wiem, iż zajdziesz daleko. Widzę, jak trudną drogę przebyłeś i jak trudna droga będzie cię jeszcze prowadzić. Czy mogę ci jakoś pomóc? Przecież nie musisz robić wszystkiego samodzielnie. Dlaczego jesteś tak nieufny, że boisz się podarować komukolwiek klucz do swojego świata? Obawiasz się, iż anonimowy zazdrośnik pokrzyżuje twoje plany i zniszczy to, co dotychczas osiągnąłeś, każąc ci zaczynać od zera? Poznaj mnie, Johnny. Ani trochę mnie nie znasz. Zaufaj mi, jestem po twojej stronie. Chcę odwdzięczyć się za twoją pomoc. Zrobię wszystko. Kurwa, Johnny. Prześpij się ze mną. Już dłużej tego nie wytrzymam. 
— To dziwne obserwowanie mnie dostarcza ci jakiejś frajdy? — zapytał nagle, wyrywając mnie z sentymentalnych rozmyślań. Uśmiechnąłem się szeroko.
— Wyglądasz jak niedźwiedź, kiedy śpisz — odparłem.
— Masz dziwne fetysze — stęknął, po czym obrócił się na drugi bok.
— Za pół godziny musisz wstawać — powiedziałem.
— Ehe — jęknął półprzytomny.
               Tego dnia dostał obfite śniadanie. Gofry z bitą śmietaną, a na tym świeże jagody i sorbet malinowy. Gorąca gorzka kawa z mlekiem i sałatka z kiwi. Musiałem wprowadzić mu inny styl życia, był przepracowany, dlatego potrzebował dużej ilości witamin i energii. 
— W zasadzie to kiedy przeszedłeś na "ty", jeśli o mnie chodzi? — zapytał podczas konsumowania posiłku.
— Tak mi wygodniej — odpowiedziałem. — Przeszkadza ci to?
— Rób co chcesz — odparł cicho. 
— Znalazłem robotę dorywczą — powiedziałem z szerokim uśmiechem. — Jakiś czas temu wywieszałem ogłoszenia i cudem nagle ktoś zadzwonił.
— Co to za praca? — spytał, biorąc łyk kawy. Wyglądał na zaciekawionego.
— Sprzątam — rzuciłem krótko. — W domu jakiegoś prawnika, z tego, co zrozumiałem. To tylko kilka godzin dziennie, w dodatku wieczorem. Nie będę zaniedbywał pracy u ciebie. Płaci wyjątkowo dużo, dlatego nie będę musiał się czuć jak pasożyt w twoim domu. Opłacę jedną trzecią czynszu. 
— Dla mnie spoko — powiedział bez entuzjazmu. — Kiedy zaczynasz?
— Już od dziś — odparłem.
               Spojrzał na mnie z lekkim zażenowaniem. Zapytany dlaczego, nie chciał odpowiedzieć. Czyżby coś ukrywał? Cóż. Tak czy inaczej cieszyłem się na samą myśl o nowej robocie. Poza tym miałem niecne zamiary. W końcu nadarzyła się okazja do wspólnego napicia się jakiegoś lepszego trunku. A to wiązało się z tym, że... No właśnie. Nietrzeźwy Johnny był człowiekiem, którego łatwo mogłem zmanipulować do tego, czego obecnie pragnąłem. Dlatego z niecierpliwością oczekiwałem, aż obydwoje wrócimy z pracy. 

8.11.14

Czego ode mnie chcesz?

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 3
Gatunek: Yaoi. 



               Zacząłem mieć obsesyjne skłonności do analizowania sytuacji. Ludzie niechętnie patrzą na osoby z patologicznych domów, a co dopiero, żeby brać je pod własne skrzydła? Ciekaw byłem, czy Johnny sam miał nieciekawą sytuację w dzieciństwie, czy po prostu pod grubą, niezniszczalną maską aroganta posiadał jakiś kawał mięcha niebędący kamieniem. Jak zwykle zamiast okazywać dozgonną wdzięczność, wszędzie doszukiwałem się spisków. 
               Ten okropny wieczór nadal trwał. Biłem się z myślami, usiłując pozbyć się tego przeklętego piętna, jakim prawie że obdarowała mnie matka. Nie mogłem jakoś cieszyć się dobrocią Johnny'ego. Siedzieliśmy w jadalni, przy małym stoliku do kawy. Po turecku zasiadałem na kanapie, on natomiast - naprzeciw mnie, na szerokim skórzanym fotelu. Rozkładał jakieś papiery i dogłębnie analizował ich treść. Wręczył mi książkę i kazał czytać, bym był w stanie wyrosnąć na ludzi. W końcu nigdy w życiu nie chodziłem do szkoły. 
               Umiałem dobrze czytać i pisać, a książka była całkiem wciągająca. Mimo to nie mogłem oderwać wzroku od mężczyzny. Coś mnie zastanawiało. Gdyby nie sytuacja, jaka miała dziś miejsce w moim starym domu, teraz być może wolałbym tam wrócić. Ja zwyczajnie... nie byłem na tyle naiwny, by wierzyć w aż taką bezinteresowność. 
— Co jest? — spytał nagle. Znów zamyśliłem się do tego stopnia, że nie zauważyłem, kiedy odwzajemnił moje spojrzenie. 
— Nie wiem — odparłem po chwili namysłu, nerwowo rozglądając się wokół. 
— Terapeuci mówią, że aby odnaleźć wewnętrzny spokój i harmonię, należy dokończyć sprawy niedokończone — powiedział nagle, nieco oświecając mój umysł. — Dlatego dokończymy tamte dwie butelki wina i będzie lepiej. 
               Wskazał palcem w kierunku barku. Podniosłem się i poszedłem po kieliszki oraz dwie otwarte butelki. Kto by pomyślał, że biznesmen będzie niepełnoletniego rozpijał... Chwila moment, czy on miał w tym jakieś ukryte...?!
— Co jest nie tak z twoją matką, Max? — zapytał nagle. Położył stopy na stole, ani trochę nie zważając na papiery i wziął łyk półsłodkiego wina. Spuściłem wzrok. Po chwili duszkiem pozbyłem się zawartości kieliszka i dolałem sobie jeszcze kolejkę. Nie lubiłem rozmawiać na takie tematy. 
— Może z pańskiej perspektywy to wygląda jednoznacznie, ale w rzeczywistości to ja zacząłem rozpętywać piekło w tamtym domu — westchnąłem. 
— Nie wiem, co masz na myśli, ale dla mnie żaden powód nie uzasadni tego, czego prawie byłem świadkiem — syknął, również dolewając sobie wina. 
— Kiedy byłem zupełnie małym dzieckiem, mój mózg z niewiadomych przyczyn uznał matkę za wroga — kontynuowałem. — Przez to coraz bardziej się na niej mściłem, nie mając do tego w rzeczywistości powodów. Ojciec wtedy z nami nie mieszkał, więc nikt nie sprawował nade mną stanowczej opieki. Matka co jakiś czas przyprowadzała do mieszkania jakiegoś mężczyznę. Nie widziałem w tym akurat nic złego i nadal nie dostrzegam. Jest dorosłą osobą, rozwiedzioną, dlatego ma do tego prawo. Problem jednak leżał w czymś innym, bo...
               Zapadła niezręczna cisza. Głośno przełknąłem alkohol. Ciężko było mi wydusić z siebie prawdę. Johnny czekał cierpliwie, jednak jego wzrok ani trochę mnie nie uspokajał. 
— Bo? — ponaglił mnie.
— Bo wszyscy ci mężczyźni byli bardziej zainteresowani mną — wycedziłem jednym tchem. 
               Zważywszy na płeć i wiek Johnny'ego, wolałbym zostawić to dla siebie. Jednak nie miałem serca czegokolwiek ukrywać przed osobą, która mnie uratowała. Przed człowiekiem, dzięki któremu mogłem rozpocząć nowe, normalne życie. Powinienem był w zasadzie dziękować mu na kolanach, całować po stopach i robić wszystko, co tylko by mi przykazał. Ale...
— A ty nimi? — spytał nagle. 
— Co ja nimi? — zadałem pytanie, nie do końca rozumiejąc, o co mnie pyta.
— A ty byłeś nimi zainteresowany?
               Początkowo myślałem, że Johnny ma po prostu słaby łeb. Jednak kiedy zobaczyłem dwie niemalże puste butelki, złapałem się za głowę. Chciałem schować się w łazience, póki nie zaśnie, ale brałem już tego dnia prysznic, dlatego nie miałem żadnej wymówki. Kurwa mać. Nie miałem zielonego pojęcia, do jakich rzeczy jest zdolny ten człowiek. W dodatku był pijany i miał przed sobą niewinnego, bezbronnego siedemnastolatka, który właśnie opowiadał mu o tym, jak bardzo lecą na niego starsi faceci. BAGNO. 
— Nie wiem, co się dzieje w tym momencie w twojej głowie, bo minę masz, jakbyś się zesrał — zaczął nagle. — Nie możesz po prostu odpowiedzieć na pytanie?
— Mogę, ja...


Kurwa, czy ja byłem zainteresowany facetami? 


               Dziwnym trafem musiałem zastanowić się nad tym dłuższą chwilę. Być może dlatego, iż byłem pijany. Tak, miałem ogromną nadzieję, że właśnie to było tego powodem. 
— Nie wiem, nic nie wiem, nie wiem, co mnie intre... int... in... intretresuje — wyjąkałem. Głowa opadała mi na lewe ramię i miałem nieodpartą ochotę zamknąć oczy i zasnąć. 
— Żaden problem, wszystko można sprawdzić, nic co obce nie jest nam ludzkie — powiedział.
               Nim się obejrzałem, Johnny siedział już tuż obok mnie. Gwałtownie złapał mnie za ramię i pociągnął w swoim kierunku. Po chwili odległość między naszymi twarzami stała się tak mała, iż naprawdę dziwiłem się, że nasze wargi jeszcze się o siebie nie otarły. Wytrzeszczyłem oczy ze zdziwienia. Co on... 
— Jeśli twoje serce bije teraz gwałtowniej... — zaczął.
— Jestem pijany — odparłem bez namysłu. 
               Mężczyzna zmrużył oczy, jak gdyby nie zrozumiał wypowiedzianej przeze mnie sentencji. Jednym szybkim ruchem wsunął dłoń pod moją koszulkę i delikatnie położył ją na mojej klatce piersiowej.
— S-spieprzaj... — syknąłem, próbując się wyrwać. Miał rację, moje serce biło teraz gwałtowniej. Odnosiłem wrażenie, że zaraz zacznie się do mnie dobierać. Tej samej nocy, w której niemalże zostałem sprzedany. Dlaczego on... 
— Nie ruszam się — powiedział nagle. — Naprawdę tak bardzo chcesz być dotykany, że motasz się wszystkimi siłami na boki? 
               Przegryzłem wargę. Co się, do cholery, działo? Chyba nigdy wcześniej nie byłem pijany, skoro akurat takie objawy miałem. Pieprzony kretyn nadal nie miał zamiaru zabierać ręki z mojej nagiej skóry. O co mogło mu chodzić? 
— Puść — szepnąłem cicho. 
— Znasz już odpowiedź na moje pytanie? 
               Zdrętwiałem. Czy on naprawdę robił to wszystko tylko po to, by uświadomić mi moją orientację? Jak bardzo musiał być pijany? Kurwa, sytuacja bez wyjścia... 
— Taka odpowiedź przychodzi z czasem — odparłem, próbując wybrnąć. 
— A teraz? — zapytał, po czym delikatnie musnął moje usta swoimi. Tak delikatnie, że mogłem pomylić to z powiewem chłodnego wiatru. Zesztywniałem cały. Nie byłem w stanie wykonać najmniejszego ruchu. A on spoglądał na mnie bez jakichkolwiek ogródek. Czemu...

6.11.14

Spadliśmy sobie nawzajem z nieba.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 2
Gatunek: Yaoi. 



LISU JEST CHORY
I LEŻY W ŁÓŻECZKU
CZARNE MA RĘCE,
NOGI I SZYJĘ
majaczę

_________________________________________________

              Byłem zmuszony wrócić do domu z pustymi rękoma. Obawiałem się reakcji rodziców oraz rodzeństwa, dlatego postanowiłem całą noc włóczyć się po mieście. W kieszeni miałem marne grosze, a niezaspokojony głód już teraz dawał o sobie znać. Zastanawiałem się, jak ma się aktualnie moja rodzina. 
               Z pewnego rodzaju utęsknieniem spoglądałem w kierunku ludzi pracujących właśnie podczas nocnej zmiany. Utęsknieniem, zazdrością. Nie byłem co prawda materialistą, aczkolwiek zdawałem sobie sprawę z niezbędności pieniądza w obecnych czasach. 
               Siedziałem na niewysokim murku, tuż przed jednym z barów. Spoglądałem w bok, uśmiechając się szeroko do przechodzących obok mnie pijanych ludzi. Wtem spostrzegłem, iż jeden z nich zbliża się w moim kierunku. 
— Jak ci na imię, dobry chłopcze? — zapytał mnie, ledwo trzymając równowagę.
— Jestem... Parker — odpowiedziałem niezwłocznie.
— To nazwisko, a ja pytam o imię, nie rozumiesz? — wycedził z ironią, jednak dalej się uśmiechał.
— ...Marker Parker — wydukałem. 
               Mężczyzna przedstawił mi się jako Jordan McGregor. Spodobało mu się moje imię, kit, że fikcyjne, dlatego postanowił poczęstować mnie papierosem. Nie miałem nic przeciwko. Zdarzało mi się sporadycznie, że ktoś dzielił się ze mną fajkami, nigdy nie odmawiałem. Moi rodzice w wychowywaniu mnie pominęli etap "nie bierz od obcych, tam mogą być narkotyki". Spaliłem z nim papierosa. Gadał totalnie od rzeczy, ale przynajmniej pozbawił mnie nudy. Streścił mi połowę swojego życia, po czym zerwałem się na równe nogi, podziękowałem za rozmowę i pospieszyłem do nowej pracy. 
               Byłem pod drzwiami tuż przed siódmą. Zapukałem i natychmiast mi otworzono. Johnny był już na nogach. Otworzył mi drzwi w szlafroku. Pił akurat śniadaniową kawę. 
— Co to za amerykańskie obyczaje — prychnąłem. — Powinien pan coś zjeść.
               Mężczyzna przyglądał mi się z niemałym zaskoczeniem, kiedy z prędkością światła upichciłem mu jajka z bekonem i tosty z serem. Zajął miejsce w jadalni, spojrzał niemrawo, po czym zaczął konsumować. Na koniec pogratulował. Naprawdę chciałem zyskać jego zaufanie.
— Jeśli pan pozwoli... mam pewną propozycję, ale proszę nie bać się odmawiać — zacząłem. Rzucił mi zaciekawione spojrzenie. — Czy widzi się panu taki układ? Mógłbym pracować u pana nadal, jednak bez wypłacanych zarobków. Dodatkowo dorabiałbym w innej pracy, by móc dołożyć się do czynszu.
— Chcesz się wprowadzić? — zapytał wprost.
— N-no... — wyjąkałem. — Ze względu na moją sytuację... 
— Źle to obliczyłeś, wyjdziesz na minus — odparł, biorąc łyk kawy.
— To nieistotne, po prostu chcę się stamtąd wyrwać — powiedziałem szybko.
               Ku mojemu zaskoczeniu faktycznie wziął moją propozycję na poważnie. W sumie był biznesmenem, bardzo zapracowanym biznesmenem, który potrafił nie jeść żadnego ciepłego posiłku w ciągu dnia. Ponadto czasem wracał tak późno, iż nie był w stanie posprzątać mieszkania. Można było w zasadzie powiedzieć, że spadliśmy sobie nawzajem z nieba. Powiedział mi, że musi to jeszcze przemyśleć. Potaknąłem i zacząłem modlić się, by ten plan wypalił. 
               Johnny wyszedł z domu jakoś po ósmej. Do moich zadań należało wyniesienie śmieci, posprzątanie domu i przygotowanie obiadu. Co więcej - pozwolił mi również najeść się do syta. Drugą parę kluczy do mieszkania miał zamiar dopiero wyrobić, dlatego musiałem zaczekać, aż wróci z pracy. 
               Cholera, ten facet musiał być naprawdę zabiegany. Co z tego, że na pierwszy rzut oka izba wyglądała na czystą i schludną. W lodówce znalazłem wiele przeterminowanych produktów, w tym większość była spleśniała i zepsuta. W szafkach to samo. Naczynia były co prawda czyste, jednak pokrywał je kurz, co oznaczało, że nikt nie korzystał z nich od dobrych kilku... miesięcy? Wymyłem całą zastawę, wyrzuciłem zepsute jedzenie, po czym udałem się do łazienki. O dziwo była utrzymana w całkiem niezłym stanie. Wystarczyło umyć podłogę i umywalkę, nad którą najwyraźniej się golił. Sypialnia była przerażająca. Początkowo myślałem, że wystarczy pościelić łóżko, jednak kiedy otworzyłem garderobę...
— Kurwa mać — syknąłem sam do siebie.
               Na najniższej półce leżały zwinięte wyprane ubrania, których najwyraźniej Johnny'emu nie chciało się prasować. Wytargałem z szafy znajdującej się na korytarzu deskę do prasowania i żelazko, po czym pozbyłem się wszelkich wgnieceń na koszulach, spodniach czy też innych częściach garderoby. Poukładałem świeże ubrania na półkach. Pozostałe wrzuciłem do pralki. Odkurzyłem dywan w sypialni, w innych pomieszczeniach pozamiatałem i poumywałem podłogi. Za pieniądze, które mi zostawił, kupiłem produkty potrzebne do zrobienia obiadu. 
              Kiedy już upichciłem dwudaniowy obiad, postanowiłem położyć się spać. Zrobiłem już wszystko, co tylko mogłem, a byłem niewyspany po nocnej tułaczce przez miasto. Najpierw wziąłem szybką kąpiel, a potem, korzystając z dużej ilości wolnego czasu, położyłem się na kanapie. 
               Kiedy Johnny wrócił, był wyjątkowo zszokowany zaprowadzonym przeze mnie porządkiem. Obiad uznał za wyborny, poczęstował mnie nawet whiskey. Piłem ten trunek pierwszy raz w życiu i wyjątkowo mi zasmakował. Zaproponował również odwiezienie mnie do domu. Podjął ostateczną decyzję, postanowił bowiem pozwolić na moją przeprowadzkę już następnego dnia. Jednak zdecydowanie największy szok przeżył, kiedy zobaczył dom, w którym wówczas mieszkałem.
               Odwiózł mnie do mieszkania. Prowadziłem go dość skomplikowanymi uliczkami, ale w końcu się udało. Zatrzymaliśmy się gdzieś na uboczu. Kiedy zapytał, gdzie dokładnie mieszkam, wskazałem mu wysoką, bogatą kamienicę z dużym garażem i sporym tarasem. Szczęka opadła mu do samej ziemi.
— Co, kurwa? — zapytał. — Skoro twoi starsi są tacy dziani, dlaczego tak dramatycznie poszukujesz pracy?
— Każą mi — odpowiedziałem. — Póki jestem pod ich skrzydłami, muszę ich słuchać. Dlatego tak bardzo chcę się wyprowadzić. Nawet, jeśli na tym stracę.
               Johnny postanowił wejść ze mną do środka. Czułem, że być może pozwoli mi już tego dnia się do niego wprowadzić. Weszliśmy po schodach na piętro. Wyjąłem z kieszeni klucze i otworzyłem drzwi. Mężczyzna dość niepewnie rozglądał się po bogato urządzonym wnętrzu. 
— Wiedziałam, że wrócisz z pustymi rękoma — Usłyszałem nagle głos matki. Siedziała przy oknie i poprawiała akurat makijaż. Nie zauważyła Johnny'ego. — To dlatego nie wróciłeś na noc, co?
— Znalazłem jeszcze jedna pracę — pochwaliłem się. — Mam coś, co może wystarczyć na...
— Wystarczyć? — zaśmiała się. — Co to za egoistyczne podejście? Myślisz, że kim ty jesteś? Jesteś zbyt młody, by zarobić taką sumę, aby z czystym sumieniem powiedzieć, że wystarczy. Na szczęście przewidziałam tę opcję i sama również znalazłam ci pewną robotę. Czeka na ciebie w pokoju.
               Johnny zdejmował akurat buty, dlatego nie udał się za mną. Powoli położyłem dłoń na klamce. Coś mnie od tego odciągało i z jakiejś przyczyny cieszyłem się, że nowy pracodawca jest tutaj ze mną, Otworzyłem drzwi, które już po chwili się za mną zamknęły. 
               Wolałbym nie opisywać szczegółów tego zajścia. Na szczęście do niczego nie doszło, jednak cała ta sytuacja pozostawiła piętno na mojej psychice. Czy moja rodzina naprawdę była zdolna do czegoś takiego? Po drugiej stronie drzwi spotkałem mężczyznę, który zapłacił, by móc mnie...
— Jeffrey? — zdziwił się Johnny, który właśnie wszedł do pomieszczenia. Leżałem w bezruchu na łóżku, pozbawiony już kilku części garderoby. Oprawca zerwał się na równe nogi. — A więc na takie rzeczy przeznaczasz pieniądze, które ci wypłacam?
               Johnny miał naprawdę wielu ludzi pod sobą. Tego dnia dziękowałem Bogu, a jeszcze bardziej Johnny'emu za ratunek. Położyłem się przed nim na ziemi, jednak kazał mi wstać. Uśmiechnął się do mnie i poprosił, żebym zaczął się pakować. Sam postanowił porozmawiać z moją matką. Moja trauma nie pozwalała mi myśleć logicznie. Johnny zabrał mnie stamtąd raz na zawsze. Kiedy dowiedział się, że pracuję dorywczo w klubie nocnym jako kelner, również nakazał mi rzucić tę robotę. Obiecał znaleźć mi coś innego. 

Zatrudnić złodzieja.

Dział: Jak ukradłem człowieka.
Numer rozdziału: 1
Gatunek: Yaoi



Miałam dzisiaj tak podły humor, jakby ktoś normalnie wziął i zajebał mi całe szczęście. Serio, myślałam, że jeśli wezmę rozbieg, to rozpierdolę się na ścianie. I nagle... szczęście w nieszczęściu! Położyłam się spać jakoś po południu, bo miałam totalnie dość tego dnia. I wtedy... POMYSŁ NA NOWY DZIAŁ, DZIĘKUJĘ CI HIDE-SAMA. Opis gatunku uzupełnię potem, teraz mi się nie chce i mam dzisiaj historię muzyki, a G umiem. LEL
_________________________________________

               Kolejna noc siejąca adrenalinę w moim sercu. Wiedziałem, że kiedyś w końcu wpadnę i nie będzie dla mnie ratunku. Życie było w cholerę ciężkie, jednak starałem się iść do przodu. Było zbyt wielu ludzi życzących mi śmierci, to dlatego postanowiłem utrzymać się przy życiu jak najdłużej.
               Kolejna noc, kolejny dom. Tradycyjna metoda - starym wytrychem usiłowałem otworzyć dość skomplikowany system. Świeciłem latarką na zamek od nowych, drogich drzwi, gdyż w tej okolicy nie było latarni. Niewielki, ale wyraźnie bogaty domek należący do zamożnego biznesmena znajdował się na przedmieściach, tuż przy plaży. Wymarzona lokalizacja. Dostałem cynk, że mieszkanie nie posiada systemu antywłamaniowego, dlatego nie stresowałem się aż tak bardzo. Światła w całym budynku były zgaszone, a ja słynąłem ze swojego cichego podpierniczania cennych rzeczy. Dwie minuty, dwanaście sekund. Byłem wewnątrz. 
               Zamiast oszczędzać czas, powoli rozglądałem się wokół. Światło księżyca wpadało przez okno i oświetlało większą część kuchni. Słowa nie były w stanie wyrazić mojej zazdrości. Mieszkanie urządzone było klasycznie i zapewne utrzymanie czystości nie było trudne, aczkolwiek... było tak przytulne, że atmosfera pełna rodzinnego ciepła wręcz przytłaczała już podczas pierwszego spotkania z tymże miejscem. 
               Rozejrzałem się. Nie byłem do końca pewien, co powinienem ze sobą zabrać. Mój wzrok zatrzymał się na ciemnym kącie jadalni, który prawdopodobnie skrywał...
— Kurwa! — Niespodziewanie usłyszałem wrzask, a już po chwili wylądowałem na ziemi. Jakiś koleś wyjebał ze schodów wprost na moje plecy. Zdjął z mojej twarzy kominiarkę i przyjrzał się mi dokładnie. — Co do...? Dzieciaku, nisko upadłeś.
— Jak upadłem, to wstanę — odparłem bez namysłu.
— A co, jeśli nie będziesz mógł się podnieść? — spytał ironicznie.
— To sobie poleżę. 
               Mężczyzna zapalił światło, po czym, powstrzymując jakiekolwiek moje ruchy, wyjął z kieszeni telefon w celu poinformowania policji. Pierwszy raz zdarzyła mi się taka wpadka. "Wymyśl coś, kurwa mać" - powtarzałem sobie w myślach. 
— Maestro, błagam o litość — wyjąkałem. — Zrobię wszystko. Mogę sprzątać panu codziennie chatę, gotować, robić pranie, wynosić śmieci. I to wszystko za najniższą cenę. 
— Bo co? — spytał z sarkazmem. — Niby czemu miałbym cię słuchać?
— Nie wiem, cholera... — westchnąłem. — Ciężko jest znaleźć pracę, będąc niepełnoletnim. A ja nie mam się z czego utrzymać. Dlatego kradnę. Mam już co prawda jedną pracę dorywczą, ale wystarcza ledwo co na jedzenie dla rodziny.
               Rzucił mi nieco zaskoczone spojrzenie. Nie wiedziałem jeszcze, co ma w planach, lecz bałem się niesamowicie. 
— Mam zaufać przestępcy? — spytał. — Zostawię ci klucz do mieszkania, a ty, podczas mojej nieobecności, zwiniesz wszystko i pójdziesz w długą?
— Wiem! — wykrzyknąłem triumfalnie. — Zostawię panu jakąś cenną rzecz, bez której się nie obejdę. Tylko co to może być?
— Telefon — zaproponował.
— Nie posiadam — odparłem niezwłocznie. Wyglądał na zszokowanego, podczas gdy dla mnie była to rzecz najzwyklejsza w świecie. 
— Tablet — próbował dalej. Spojrzałem na niego jak na idiotę. — Laptop, MP4, cokolwiek? Na czym opiera się twój majątek? To chyba nie był pierwszy dom, który usiłowałeś okraść. Co z poprzednimi łupami?
— Sprzedałem — odpowiedziałem szorstko. — Mam na utrzymaniu rodziców i dwójkę młodszego rodzeństwa. 
— Dlaczego twoi rodzice nie pracują? — spytał. 
— Nie chcą — powiedziałem. — Zobowiązałem się nieść na swoich plecach należące do nich krzyże, na tym chyba polegają rodzinne relacje, jak przypuszczam. Oni wydali mnie na świat, a ja teraz spłacam dług, coś tam.
— Wyprowadź się — rzucił krótko.
— Za co? — spytałem z ironią. 
               Koniec końców udało mi się przekonać go do własnych racji. Podejrzewałem, że zwyczajnie zlitował się nad moim losem. Miałem jednak gdzieś jego powody, Cieszyłem się tą decyzją. Nie musiałem się obawiać o policję, w dodatku zarobki z obydwu prac łącznie wyglądały całkiem ciekawie. 
               Mężczyzna przedstawił mi się jako Johnny Jackson. Koleś miał marne dwadzieścia siedem lat i wyglądał jak klon Teru Mikami'ego. Poza tym wydawał się być egoistycznym, zakochanym w sobie narcyzem, do którego kobiety ustawiają się kolejkami, a on olewa je na rzecz drogiego whiskey. Nie wiedziałem tylko, co zmotywowało go do tak dziękczynnego czynu wobec mnie. Czy ja - Max Bailey, siedemnastolatek o mysich włosach, szarych oczach i jasnej, zmęczonej cerze, w dodatku złodziej z patologicznej rodziny - w jakiś sposób zyskałem u niego zaufanie? Kurna, wiedziałem, że mam jakiś ukryty dar. A może się na mnie napalał? Może to pedofil ukrywający się pod maską idealnego pana biznesmena? Tak czy inaczej nie miałem dużego wyboru. Miałem zamiar już tego samego ranka złożyć mu wizytę i doprowadzić chałupę do błysku.