Dział: Tego się, kurwa, nie da skończyć.
Numer rozdziału: 16
Gatunek: Yaoi.
Wybaczcie mi opóźnienia, ale co chwilę mam jakieś awarie neta... Post napisany kilka dni temu, a wrzucam go dopiero teraz, kicha...
____________________________________
Wszystko swoim tempem szło do przodu. Uczyłem się powstrzymywać swoje
żądze i stopniowo coraz lepiej poznawałem Alana. Pokazywał mi, jak grać w nogę,
czasem stawiał mnie na bramce i obijał piłką, twierdził, że nie powinienem być
taki "ciotowaty". Dziwiłem się, jak mogłem sypiać z kolesiem, o
którym nie wiedziałem praktycznie niczego. Teraz pojawiały nam się coraz to
kolejne tematy do rozmów, dzięki czemu nie musiałem zaspakajać się ostrymi
stosunkami z nim. Zaczęliśmy to budować na solidnym fundamencie przyjaźni.
Okazało się, iż propozycja Alana wyszła nam obydwóm na dobre.
Minęły już dwa tygodnie, odkąd wywiesiłem białą flagę i zgodziłem się na jego
warunki. Na chwilę obecną siedzieliśmy u pana Alexa i pomagaliśmy mu w pracach
domowych. Alan kosił akurat trawnik, a ja i pan Carter odpoczywaliśmy w środku
w towarzystwie miliona wiatraków, które nadal nie były w stanie wystarczająco
ochłodzić pomieszczenia.
— Ta klątwa nie działa — zacząłem nagle. — Nie
ma nad nami żadnego fatum, nic nie utrudnia nam życia, jest spokojnie. Nikt nie
przeszkadza i nie wtrąca się w nasze sprawy.
— A Reira? — zapytał mnie. — Nie osądzam jej o
nic, ale wiem, jaka była sytuacja z Rinnem i Ray'em.
— Nie, wszystko jest w należytym porządku —
odparłem spokojnie, biorąc łyk zimnego whiskey.
— Może w jakiś sposób zniweczyliście tę klątwę?
— pytał dalej.
— Nie patrzyłem na to w ten sposób, ale... —
zawahałem się. — Czy wystarczającą klątwą nie będzie fakt, że po naszym
pokoleniu ród Bennettów i Carterów wymrze? Jestem jedynakiem. Reira z kolei
przejmie nazwisko po mężu. Nie ma innych męskich potomków, chyba że nasi
rodzice zdecydują się na kolejne dzieci, co prawdopodobnie nie dojdzie już do
skutku.
W zasadzie taka była prawda. Może właśnie w taki sposób oprawca to sobie
zaplanował. Może właśnie taka była ta cała klątwa. Mieliśmy wyginąć. W sumie
jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - cieszyłem się
faktem, że nie musimy brać udziału w sytuacjach, jakie miały miejsce w
starszych pokoleniach naszych rodzin. Odetchnąłem z ulgą.
Nadszedł wieczór, kiedy opuszczaliśmy dom pana Alexa. Postanowił wesprzeć
nas garścią monet za pomoc, choć ja sam nie do końca miałem ochotę to przyjąć.
Alan szturchnął mnie łokciem, dlatego automatycznie wziąłem od niego pieniądze
i podziękowałem. Powiedział potem, że z jego dziadkiem należy postępować
otwarcie i szczerze. Odpowiadać na pytania, nie szukać głębszego dna w jego
wypowiedziach, być otwartym i bezpośrednim, aż w końcu - brać, jeśli daje. Po
zakończonej pracy udaliśmy się do najbliższego sklepu, kupiliśmy sześciopak
piwa, coby się nie uchlać, po czym skierowaliśmy się ku parkowi. Wyłożyliśmy się
na trawie i otworzyliśmy po puszce.
— Za przyjaźń — powiedziałem nieco bezczelnie i
stuknąłem swoją puszką o jego. — Ale powiem ci, że miałeś rację, jest spoko.
— Z czym miałem rację poza tym, że zawsze ją
mam? — spytał nieco zażenowanym tonem, choć nie wiedziałem, dlaczego.
Prawdopodobnie gorzki smak piwa tak na niego podziałał.
— Przyjaźń była dobrym wyborem — odparłem.
— Na stałe? — zapytał znowu.
— Niekoniecznie — odpowiedziałem bez zbędnych
ogródek. Sam się zdziwiłem, że jestem z nim tak szczery. Ale właśnie dlatego
cała ta przyjaźń wyszła nam na dobre. To znacznie ułatwiło nam kontakt między
sobą. — Nie wiem, jaką decyzję podejmiemy później, ale sam chyba widzisz, że
dzięki temu nasze relacje są o niebo lepsze.
— Chyba nie proponowałbym tego, gdybym nie
wiedział, że tak się stanie — wycedził przez zęby, biorąc po chwili wielki łyk
piwa.
— ...nieważne — syknąłem, również delektując się
gorzkim smakiem.
— Ale gdybym teraz rzucił się na ciebie z
łapami, wkurwiłbyś się, nie? — zapytał, wprowadzając mnie w totalne osłupienie.
— Złamałbyś obietnicę, nie? Przyjaźń bez
korzyści, tak to miało działać przez miesiąc — wybrnąłem.
— Zależy, co rozumiesz przez korzyści —
powiedział stanowczo. — Bo jeśli, dajmy na to, zrobiłbym tak...?
Spokojnie, nic specjalnego. Po prostu złapał mnie za rękę, która leżała
dość blisko niego. Na tyle blisko, że żaden potencjalny przechodzień nie mógłby
dostrzec tego czynu. I co? Fakt, uśmiechnąłem się. Dwa tygodnie to może i
krótki okres czasu, ale zmienił moje podejście do tej sprawy.
"Przyjaźń" to wcale nie takie małe słowo, jak mogłoby się niektórym
wydawać. Może i w czasach obecnych zostało zniweczone i niektórzy są skłonni
wycierać nim podłogi. Nie należeliśmy do tej części. Dlatego... Właśnie
dlatego...
— Miałbym się wkurwić? Czemu? — spytałem,
ściskając jego dłoń. — Jesteś moim chłopakiem, nie ma w tym nic
nadzwyczajnego.
Chociaż ten uścisk dłoni był dla mnie naprawdę
nadzwyczajny.
Oszukiwanie samego siebie rzadko wychodzi nam na dobre. Mówiąc całkowicie
szczerze oszukałem pana Alexa. Ja po prostu dobrze wiedziałem, w czym tkwi
klątwa wisząca nad naszymi rodzinami.
— Kocham cię, Alan — powiedziałem, przeczesując
palcami jego włosy. Zachichotałem cicho. — Czy to już podchodzi pod te całe
korzyści? Bo nie mam ochoty przestawać...
Szczerość, pozbywanie się własnych zahamowań, przekraczanie granic. Ale
szczególnie ta szczerość. To ona była kluczem do drzwi, przez które nasi
ojcowie i dziadkowie nie mogli przejść. Ile lat potrzeba było na znalezienie
tego klucza? Wiele. Jednak skończyło się o wiele, wiele lepiej, niż ktokolwiek
mógłby przypuszczać.
K O N I E C
___________________________________________________________
Zszokowani,
że Maniakalny skończył się happy endem? >:D Co do kolejnego sezonu będę z
Wami szczera - NIE WIEM. Serio, nie wiem. Wygląda na to, że historia się
zakończyła, chociaż na upartego można pisać o dalszych losach Alana i Gabriela.
Ale czy warto? Myślę, że zakończenie było dobre, nawet bardzo dobre, idealne
jak na zwieńczenie serii z wieloma wątkami dramatycznymi. Taki jest
przynajmniej moje zdanie. Mogę Wam w sumie strzelić jakieś OVA, jeżeli chcecie,
nie wiem, wyżyć się, czy tam poznać bliżej historię jakiegoś bohatera, o którym
chcielibyście się dowiedzieć czegoś więcej.
Standardowo
podziękowania dla czytelników, którzy przez cały ten czas byli ze mną. Mam
nadzieję, że nie stwierdzicie, że Snays nie ma już sensu, skoro Maniakalny się
skończył (a dostawałam tego typu komentarzy od ciula po zakończeniu każdego z
sezonów). Mówiąc szczerze, od czasów Alexa i Martina pisało mi się coraz
gorzej, bo to właśnie tamtych dwóch najbardziej przypadło mi do gustu. Oni,
Elise, Jude i Rita. Kolejni bohaterowie nie chcieli się aż tak z Lisem
zżyć.
Make
your eyes dry!
