Showing posts with label kuwety. Show all posts
Showing posts with label kuwety. Show all posts

29.1.15

Ogier w łóżku.

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety. 
Numer rozdziału: 8
Gatunek: Yaoi.



               Miał całkiem mięciutką skórę jak na kota. Głaskałem Katta po głowie, a on leżał na moich kolanach i pomrukiwał cicho. Było całkiem przyjemnie, chociaż odnosiłem wrażenie, że jest na mnie zły, gdyż odmówiłem, kiedy złożył mi dość niemoralną propozycję. Stwierdziłem, iż lepiej będzie trochę odczekać. Gdy mu to powiedziałem, zrobił wyjątkowo zawstydzoną minę, dlatego i mnie zrobiło się głupio. Nie chciałem go bowiem ranić.
                Nada zdążył zadzwonić już raz. Odebrałem i powiedziałem, że wszystko w porządku. Nie zdziwił mnie fakt, iż zapytał, czy coś między nami zaszło. I wnioskowałem, że nie chodziło mu tylko o potencjalnie stojące prześcieradło w ich wspólnym łóżku. Hej, właśnie...
— Katt? — upewniłem się, czy nie zasnął.
— Co chcesz — syknął. A przekonany byłem, że jest mu smutno, cholera. 
— Czemu śpisz z Nadą w jednym łóżku? — zapytałem. 
— Bo więcej nie mamy — prychnął. 
— Sypiacie ze sobą? — pytałem dalej. 
— Co to za różnica — wyjąkałem. — Czy ty, czy on...
               Przegiął, jebany myszołap. Przegiął - i on, i Nada. Wkurwiło mnie takie podejście do sytuacji, dlatego jednym szarpnięciem obróciłem Katta tak, że leżał na plecach i nie mógł się zbytnio ruszyć. Zdarłem wręcz z niego ubrania i rzuciłem gdziekolwiek, dokładnie to samo robiąc ze swoimi. 




***




               W sumie podejrzewałem, że uda mi się go sprowokować, jednak nie sądziłem, iż zacznie się zachowywać tak brutalnie, że grą wstępną będzie równie ostry i zaborczy seks. Z przerażeniem patrzyłem, jak rozdziera moje ubrania i ich skrawki rzuca gdzieś za siebie. Czułem, że mam syndrom sztokholmski. Nie tak wyobrażałem sobie swój pierwszy stosunek. Poza tym... czy Matyas naprawdę sądził, że mógłbym to zrobić z Nadą? Cóż... 
               Myślałem, że sprawdzi najpierw, gdzie mam czuły punkt, że obada moje ciało, pocałuje, cokolwiek. A ten od razu musiał zacząć od dupy strony. Ledwo pozbył się łachmanów, już złapał silnie moje kolana i szybkim ruchem zarzucił je sobie na ramiona, by po chwili brutalnie wejść we mnie bez uprzedniego rozepchania. 
— Agr... — jęknąłem głośno, a moje oczy zaszkliły się łzami. 
               Ból był nie do opisania. Tak czy inaczej byłem w szoku, że mimo mojej ciasnoty Matyasowi idzie całkiem nieźle. Oddychałem ciężko. Kręciło mi się w głowie, miałem mroczki przed oczami, nie mogłem momentami złapać oddechu. Mężczyzna przyspieszał swoje ruchy. Przez zmrużone powieki obserwowałem jego dobrze umięśniony tors, po którym spływały coraz to kolejne krople potu. Oblizałem usta i rozchyliłem szerzej nogi, by powiększyć jego pole do manewru. Czułem w sobie jego nasienie, jednak nie przestawał. Rzucił mnie na łóżko i ułożył na boku. Uniósł jedną z nóg do góry i znów zaczął brutalnie wchodzić, tym razem w innej pozycji. Ta była o wiele bardziej bolesna. Schowałem twarz w poduszce i pozwoliłem sobie wydać kilka, czy też kilkanaście błogich jęków. Może i inaczej wyobrażałem sobie nasz pierwszy raz, ale... naprawdę nie wiedziałbym, co tracę. Tymczasem Matyas odkrywał moje najgłębsze zakamarki. Tak głębokie, że nie wiedziałem nawet, iż ktokolwiek kiedykolwiek ich dotknie. A dotykał ich w wyjątkowo namiętny sposób. Czułem jak jego członek pociera moją skórę wewnątrz. Spinałem i rozluźniałem mięśnie, by sprawić mu jeszcze więcej satysfakcji. Kiedy dochodził po raz kolejny, pochylił się nade mną i pocałował tak chaotycznie i tak zaborczo, że czułem jak po moim podbródku toczy się struga jego śliny. I z niewiadomych mi powodów wydało mi się to tak przyjemne, że moja dłoń szybko powędrowała między moje uda i zaczęła namiętnie masować członka. Matyas zauważywszy moje poczynania zrobił to samo - położył dłoń na moim penisie i chwycił go gwałtownie, by po chwili zacząć stopniowo coraz szybciej robić mi dobrze. Nie całował mnie już, ale nadal wchodził we mnie coraz brutalniej. Otworzyłem szerzej oczy, by nie stracić ani chwili. 


— Wiesz, Matyas — powiedziałem cicho tuż po zakończeniu stosunku. — To był mój pierwszy... Albo raczej pierwsze osiem...
— A Nada? — zapytał ironicznie.
— Sprowokowałem cię — zachichotałem.
— Gnoju... — wysapał, jednak był zbyt zmęczony, by zrobić cokolwiek.
               Na telefonie Matyasa wyświetlało się kilkanaście nieodebranych połączeń od Nady. Matyas spał, więc postanowiłem się obsłużyć. Miałem trochę problemów ze zrozumieniem, w jaki sposób obsługuje się telefon komórkowy, ale w końcu się udało. "Nie mogę teraz gadać, ale powiem ci, że Matyas jest całkiem niezły w łóżku. Wiesz, taki zaborczy i brutalny, rawr. Jak widać cicha woda brzegi rwie". A tymczasem chwilę później...
— Katt, ty cioto! — wrzasnął nagle, prawie zrzucając mnie z łóżka. — Czemu wysłałeś to do...
— Co, do Nady wysłałem — odparłem cicho. — Chyba.
— Nie, kurwa — wściekł się. — Wysłałeś do wszystkich z mojej listy kontaktów!
      
No cóż, przynajmniej dowiedzą się, jaki z niego ogier w łóżku. 



K O N I E C
________________________________________________
Seria krótka, tak jak planowałam. Mam nadzieję, że żądze zaspokojone chociaż trochę. Chociaż nie, w Waszym przypadku pojęcie "zaspokojone" chyba nie ma prawda bytu... :v 
Tak czy siak prawdopodobnie nie będzie mnie tutaj przez jakiś czas, muszę popracować nad swoim stylem pisania, nad postaciami, nad dialogami, w ogóle totalnie nad wszystkim. Czytaliście Maniakalnego, więc widzicie, co się dzieje. Im dalej, tym gorzej. Mam nadzieję, że to tylko przejściowe, bo jak mam się już w tym wieku wypalić i przestać pisać... O CHUJ. Wracam za niedługo. A jeśli coś Wam do głów przyjdzie, pamiętajcie o tym poście. A, i jako że Kot skończony, ruszamy niedługo z Alice in Secondhand. Cierpliwości! Brak fajek źle na mnie działa. :v Wiecie, generalnie marzy mi się stworzyć coś, co pobije Maniakalnego. Ale, kuźwa. Nie wiem, czy jestem w stanie to zrobić.

smacznego jajka

26.1.15

Przyszedłem odebrać kota.

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety.
Numer rozdziału: 7
Gatunek: Yaoi.



               Czemu miałby mnie w zasadzie szukać, skoro rozstaliśmy się w taki, a nie inny sposób? Cholera, na co ja liczyłem... Jak zwykle ubzdurałem sobie historię, której jedyny związek z rzeczywistością zaczynał się i kończył na biorących w niej udział postaciach. Wszystko inne było ułudą.
— Maaaaatyas, nie chce mi się kąpać — jęknąłem z grymasem. — Tak sądzisz? Nie, chyba jednak nie pójdę. Ha? Mylisz się. 
— Co robisz, Katt? — zapytał Nada, odwracając wzrok od ekranu monitora. Pracował akurat w domu. 
— Rozmawiam z Matyasem — odpowiedziałem beztrosko. — Ale dzisiaj jakoś jeszcze bardziej nie mam ochoty na kąpiel. Matyas, może wykąpiesz się ze mną?
— K-Katt...? — zdziwił się mężczyzna. 
— Zawsze chciałem się z tobą wykąpać — mówiłem dalej, nie zauważając nawet, kiedy moje oczy zaczęły zalewać się łzami. — Widzisz, takie chore wymagania, a teraz nawet nie mogę cię zobaczyć...




***




— I tak to mniej więcej wyglądało — podsumował. — Znasz moją postawę, więc zapewne widzisz, że coś jest nie tak, skoro cię wzywam. W przeciwnym razie unikałbym organizowania wam spotkań jak ognia. 
— Naprawdę jest z nim tak źle? — zdziwiłem się.
— W gorszym stanie go nie widziałem, choć ty znasz go o wiele lepiej — prychnął. — W zasadzie co tu robisz, Matyas? Ameryka cię nagle skusiła? A może właśnie szukasz Katta i w duchu płaczesz ze szczęścia, że mnie spotkałeś?
— Właśnie szukam Katta? — zapytałem z ironią. — Właśnie szukam Katta? Kurwa, wyjechałem z Czech tego samego dnia, kiedy się ode mnie wyniósł. 
— Mam ci w to uwierzyć? — zachichotał, biorąc łyk kawy. Siedzieliśmy bowiem w kawiarni. — Wybacz, tak nagła podróż do Ameryki nie jest możliwa, głównie ze względów finansowych. 
— Widzisz — syknąłem. — Gdybyś kiedykolwiek miał osobę, na której zależy ci bardziej niż na sobie, wiedziałbyś, że nie ma rzeczy niemożliwych. 
               Spojrzał na mnie nieco z góry, ale wiedziałem, że zastanawia się nad moimi słowami. Tak czy inaczej postanowił mnie do niego zaprowadzić. Nalegałem, by oddalił się od ich mieszkania na kilka godzin. Zgodził się dopiero po dłuższych namowach, a raczej szantażach, jednak podkreślił, iż ma zamiar dzwonić co jakiś czas i upewniać się, co się dzieje w środku. Odpowiadało mi to. 
               Wsiedliśmy do samochodu i w ciszy pojechaliśmy w kierunku ich obecnego mieszkania. Nie pamiętałem, jak wygląda Katt. Nie wiedziałem, co się stanie, kiedy zobaczę go po takiej przerwie. Minęło już ponad pół roku, odkąd się wyprowadził. Zadłużyłem się na kolosalne sumy i przyleciałem do Ameryki praktycznie bez grosza. Przez pierwszy miesiąc nie mogłem znaleźć ani mieszkania, ani roboty. Tułałem się po knajpach nocnych, spałem na dworcach, czasem udawało mi się przenocować u jakichś miłych ludzi. Sporo schudłem. Po tych drastycznych przejściach postanowiłem najpierw skupić się na znalezieniu mieszkania i roboty, gdyż dotychczas moje życie opierało się na hurtowym kupowaniu magazynów, czytaniu wywiadów z Kattem bądź wywiadów przez niego prowadzonych, szukaniu poszlak co do jego adresu. Przełożyłem to na nieco niższe miejsce w hierarchii, kiedy zorientowałem się, że odnalezienie go nie będzie tak proste, jak mi się wydawało. Nie miałem problemów z językiem, ponadto operowałem jeszcze kilkoma innymi, dlatego bez problemu przyjęli mnie jako barmana, gdyż miałem już w tej robocie spore doświadczenie. Zarobki były pozytywnie zaskakujące w porównaniu do tych, które wypłacano mi w Czechach. Mimo to nie czułem się szczęśliwy i wiedziałem, że to ziszczenia tego celu muszę znaleźć Katta. Jednak jego ślad coraz bardziej się zacierał, dopóki...
— Halo? — odebrałem telefon, mówiąc wyjątkowo zdenerwowanym tonem. Robiłem nadgodziny w robocie, by szybciej spłacić długi, a gdy tylko wróciłem do mieszkania i zasnąłem, ktoś nagle mnie obudził. 
— Matyas Tichy? — Usłyszałem znajomy głos w słuchawce. — Nada Pokorny z tej strony. Musimy się spotkać w trybie natychmiastowym. 
               Kiedy zrozumiałem, co się dzieje, opuściłem mieszkanie i pognałem na umówione spotkanie. Czekałem na to ponad sześć miesięcy, nie do końca przekonany nawet, czy mi się to uda. A jednak. Udało się. Udało się - stałem właśnie przed drzwiami ich mieszkania i próbowałem opanować drżenie rąk i przyspieszone bicie serca. Nada oddalał się już samochodem od miejsca akcji, a Katt, niczego nieświadomy, siedział w środku. 
               Bite pół roku marzyłem tylko o tym, by móc go spotkać, a teraz... A teraz miałem ochotę uciec stąd jak najdalej. Bałem się go zobaczyć i bałem się o niego, kiedy mnie zobaczy. Miałem swoje marzenie na wyciągnięcie ręki, dlatego...
— Kto tam? — Usłyszałem zza drzwi. 
               Żadne słowo nie chciało mi przejść przez gardło. Zapukałem raz jeszcze, jednak Katt powtórzył swoją kwestię. Tak, to był ten głos. Głos, który od dawna chciałem usłyszeć. Nacisnąłem klamkę, lecz drzwi były zamknięte. 
— Nie otwieram nieznajomym — powiedział wtedy. 
               Westchnąłem głęboko i opuściłem ręce w akcie zrezygnowania. Uśmiechnąłem się kącikiem ust, gdyż zauważyłem, że Katt nadal nie pozbył się starych nawyków. To ja nauczyłem go nie otwierać obcym. I, kiedy uczyłem go, jak powinien wtedy postępować, również miałem swoją formułkę.
— Zostawiłem u państwa kota, przyszedłem go odebrać. 
               To był zaledwie ułamek sekundy, kiedy drzwi się otworzyły i runął na mnie wielki, przerośnięty kot z długą blond kitą. Schował twarz w fałdach mojej koszuli i objął mnie tak mocno, że syknąłem z bólu. 
— Nie zostawia się kota na tak długo — szlochał. Poczochrałem go po włosach i przytuliłem. — Nie przeszkadza ci to, że jesteśmy teraz tak blisko?
— Ani trochę — odparłem. — Katt, kurwa, szukam cię już ponad pół roku.
— J-jak to? — zapytał ze zdziwieniem, odrywając się ode mnie.
— Źle się zrozumieliśmy ostatnio, bo jesteś tępą dzidą i źle wszystko ubierasz w słowa — syknąłem.
— Co masz na myśli...? — spytał cicho. 
— Ta rozmowa, po której stwierdziłeś, że jestem tobą zniesmaczony... — zacząłem niepewnie. — Wyjaśniłeś mi to wcześniej w taki sposób, iż byłem pewien, że mam tolerować twój związek z Nadą... 
— S-serio? — zdziwił się. — Więc cały ten czas...
— Jak mógłbym tolerować to, że kochasz kogoś innego... — syknąłem.
— M-Matyas...? Więc... Więc ty... — motał się, jednak mu przerwałem, składając gorący pocałunek na jego ustach. 
               Nie zmienił się ani trochę. Nadal był rozchwiany emocjonalnie. Ponadto wyglądało na to, że Nada nie znał dokładnej instrukcji obsługi Katta, chłopak wyglądał na przemęczonego i prawdopodobnie znowu nie chciał jeść. Wiedziałem, że muszę zabrać go ze sobą. Chciałem podnieść się na nogi, lecz nagle złapał mnie za kołnierz koszuli i spojrzał głęboko w oczy. 
— M-Matyas — zaczął niepewnie. — Zróbmy to teraz.
— Poważnie? — zapytałem, unosząc brwi. Potaknął głową. Nie wiedziałem, czy jesteśmy na to gotowi. 
           

25.1.15

Wróć ze mną do Czech.

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety.
Numer rozdziału: 6
Gatunek: Yaoi.



— Ej, Matyas, szukasz mnie? — szepnąłem sam do siebie, stojąc na balkonie jednego z najwyższych budynków w mieście. — Kurwa, brzmiałem ja ta rażona miłością dziewica...
               Akurat totalnie lubowałem się w robieniu sobie złudnych nadziei, dlatego wykreowałem sobie własny, odrębny świat, w którym Matyas jednak mnie kochał, ale z jakiegoś powodu mi o tym nie powiedział, a teraz błądzi po świecie na swoim białym rumaku, przemierza przestworza i ma zamiar mnie odnaleźć nawet na końcu świata! Fajnie by było. 
— Uczesz włosy, wyjdziemy na miasto coś zjeść — zaproponował, wchodząc na taras. 
— Łe, a nie możemy po prostu czegoś ugotować? — wyjąkałem. Nadal nie odzwyczaiłem się od starych nawyków. 
— Musisz nauczyć się w końcu wychodzić do ludzi — powiedział. — Wiem, że masz traumę po tym, jak zaatakowało cię stado paparazzich, ale zrozum, to było kilka lat temu, jak długo masz zamiar żyć przeszłością? Ponadto teraz masz wykwalifikowaną ochronę, nikt się na ciebie nie rzuci. Poza tym, wiesz...
— N-Nada...! — krzyknąłem, kiedy gwałtownie mnie szarpnął i obrócił tak, że plecami przylegałem do barierki, a przodem... do niego. Przytulił mnie i delikatnie wsunął dłoń w spodnie, masując mój pośladek. 
— Chcesz dzisiaj...? — zapytał cicho. 
— Ja... — wyjąkałem. — N... N-nie, jeszcze nie jestem gotowy...
— Spokojnie, nie będę cię do niczego zmuszał — odpowiedział z uśmiechem, pocałował mnie na odchodne i wrócił do środka. 
— Matyas, obyś zdążył — szepnąłem sam do siebie.
               Było naprawdę dziwnie, choć może myślałem tak, bo zupełnie nagle zmieniłem swój tryb życia na całkowicie przeciwstawny. Byłem w Nowym Jorku raptem dwa miesiące, a nadal ani trochę się nie przyzwyczaiłem do tych wszystkich spotkań, wywiadów, reportaży, artykułów, nawet sesji zdjęciowych. Nada za wszelką cenę chciał zrobić ze mnie gwiazdę, bo twierdził, iż złym wyjściem jest marnowanie człowieka z wyraźnymi zadatkami na osobistość. Miałem niestałe godziny snu, czasem nie spałem w ogóle. Obiady przeważnie jedliśmy na szybko na mieście. Czułem się przemęczony do tego stopnia, że wolałbym natychmiastowo umrzeć tylko po to, by mieć w końcu okazję do odpoczynku, kurwa. Tęskniłem za starym trybem życia. Nikt na siłę nie wyciągał mnie z domu. Żyłem totalnie bezstresowo i mogłem pracować w domu. Matyas dbał o to, żebym jadł zdrowe, pełnowartościowe i odżywcze posiłki o stałych porach, podobnie było ze snem - każdej nocy kładliśmy się o tej samej godzinie i każdego dnia o tej samej wstawaliśmy. Dzięki temu czułem się zdrowy, wypoczęty i... szczęśliwy. Spanie w jednym łóżku z Nadą zdecydowanie nie miało porównania do spania z Matyasem. Cholera, naprawdę żałowałem, że wyznałem mu swoje uczucia. Jeden mały błąd, a tak ogromne konsekwencje. Ale skąd mogłem wiedzieć, iż zareaguje aż tak źle...? Najchętniej zwolniłbym Nadę ze stanowiska swojego menadżera i wyniósłbym się gdzieś na wieś. Ale kto wtedy załatwiałby mi kolejne artykuły? No i co bym jadł? Przecież robiłem problemy nawet z błahego zamawiania pizzy... Kurwa, naprawdę byłem mało samodzielny. 
               Nigdy nie posiadałem telefonu komórkowego, bo nie był mi potrzebny. Nada chciał, żebym teraz sobie takowy sprawił, ale nie mógł mnie do tego przekonać. Tak czy inaczej w mieszkaniu mieliśmy stacjonarny, dlatego nie widziałem w tym większego sensu. I któregoś wieczora mój wzrok właśnie na nim się zatrzymał - na telefonie stacjonarnym. Nady nie było wtedy w domu i wiedziałem, iż wróci późno. Nadal pamiętałem numer Matyasa. Byłem prawie pewien, że nie chciałby mnie teraz usłyszeć, ale mimo to, mimo to...
— Tak? — Usłyszałem w słuchawce. 
               Otworzyłem szeroko oczy i jedynym odgłosem, jaki słyszałem, było zagłuszające wszystko inne bicie mojego serca. Stres, adrenalina, jeszcze bardziej pogłębiona tęsknota. Ten głos, ten głos...!
— Halo? — Usłyszałem po chwili. 
— M-m-matyas? — wyjąkałem z trudem. 
— Katt, kurwa, to ty?! — wrzasnął nagle. — Katt, gdzie jesteś?!
— J-ja, Matyas, bo... — motałem się.
— Katt, nie pierdol, mów, gdzie jesteś! — krzyczał dalej. 
— M-matyas, prze... przepraszam za wszystko, ja... — jąkałem się.
— KATT, ZAMKNIJ SIĘ I SŁUCHAJ — nakazał stanowczo.
— D-dobra — odparłem. Naprawdę przyjemnie było móc usłyszeć jego głos.
— Gdzie jesteś? — zapytał spokojnie.
— W Nowym Jorku — odpowiedziałem trzęsącym się głosem. 
— Daj adres, zaraz tam będę — powiedział. — Pakuj się.
— Co? — spytałem z niedowierzaniem.
— Wróć ze mną do Czech — odparł.
— Ale M-matyas, co, co ty tutaj robisz, dlaczego mam wracać, przecież... — jęczałem.
— Dowiesz się wszystkiego po drodze. Wracasz ze mną? — spytał.
— Matyas, ja...
               Ehh, kurwa... To... To był... tylko sen? Racja, nie odważyłbym się do niego zadzwonić. Może to przeznaczenie? Może to kopniak od losu mający na celu zmotywowanie mnie do zrobienia czegokolwiek? W zasadzie... czy Matyas w ogóle wie, gdzie jestem? Czy jest w stanie się ze mną skontaktować w jakikolwiek sposób? Jedynie przez Nadę, choć wiem, że ten prawdopodobnie o niczym by mi nie powiedział. Kurwa. Co powinienem zrobić? I... jeśli to nie byłby sen... czy wróciłbym z nim do Czech? 
— Matyas, Matyas, Matyas — powtarzałem na głos. — Matyas. Jak pięknie to brzmi. 
               Naprawdę chciałem go zobaczyć. Chciałem, żeby było jak dawniej. Tak, rozpamiętywałem przeszłość i to bardzo. Ale naprawdę nie mogłem pogodzić się z rozłąką. I wiedziałem, że nigdy się z nią nie pogodzę.

Życzę Ci szczęścia, Matyas.

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety. 
Numer rozdziału: 5
Gatunek: Yaoi. 



               Wziąłem leki nasenne, by nie obudzić się przed wyjściem Katta. Trochę męczyły mnie wyrzuty sumienia, że wypuszczam go z domu bez śniadania, ale... Właściwie w jaki sposób on miał zamiar opuścić mieszkanie? Przecież nigdy tego nie robił... A, racja. Nada. Pewnie się zdzwonili. 
              Obudziłem się koło piątej po południu, wydedukowałem, że minęło już kilka dobrych godzin od wyjścia Katta. Z lekkim bólem głowy udałem się do sypialni. Jego szafy faktycznie były puste. Coś ukłuło mnie w sercu. Zaścieliłem łóżko, bo sam tego nie zrobił i ani trochę mnie to nie zdziwiło. 
               Aby zająć swój mózg czymś innym, poszedłem do kuchni w celu przygotowania śniadania. Zaparzyłem też kawę, byłem od niej totalnie uzależniony. Zasiadłem przy stole i zacząłem konsumować. I wtedy zabawa się zaczęła. Miałem przed sobą dwa kubki kawy, przy czym w tym drugim połowę kubka zajmowało mleko, no i posłodzona była ośmioma łyżeczkami cukru. 
— Kurwa — syknąłem. — Nie przyzwyczaję się, że go tu nie ma. 
               De facto cieszyłem się, że mógł wyjechać. Miałem nadzieję, iż Nada zabierze go do USA, próbował go do tego zmusić, odkąd pamiętam. Wiem, że tam mógłby rozłożyć skrzydła. Menadżer zapewne zmusi go do udzielania wywiadów na żywo i do wychodzenia na świeże powietrze. Może to i lepiej... 
               Kiedy bezsensownie grzebałem widelcem w posiłku, mój wzrok zatrzymał się na leżącej nieopodal kopercie. Rzuciłem się na nią w trybie natychmiastowym. Katt jednak nie powiedział mi wszystkiego, co chciał? Odpaliłem papierosa i rozdarłem kawałek papieru, wyciągając ze środka całkiem sporą kartkę.



Matyas, 
Nie chcesz pewnie czytać ani słuchać moich pierdoletów, ale wiesz, że ja zawsze muszę dodać swoje trzy słowa, no nie? Wiem, za bardzo się narzucałem, zamiast doceniać to, ile dla mnie robisz. Serio jesteś wspaniałym facetem, masz chyba zaniżoną samoocenę, skoro zdziwiłeś się, kiedy wyznałem Ci swoje uczucia.



               Co jest, kurwa? Przeczytałem ten akapit jeszcze raz, mimo to nie zrozumiałem kompletnie jego przesłania. Dalej. 




Nie wiem, może skoro Nada coś do mnie czuje, to i ja poczuję coś do niego, chociaż zakochałem się tylko raz w życiu i, nawet jeśli to tylko przyzwyczajenie, to ja nie chcę nikogo innego. 




               Ani trochę nie rozumiałem tego, co czytam. Czy powinienem był szukać jakiegoś ukrytego dna? Chyba nie. Dlaczego podważał nagle swoje uczucia do Nady?




Wiesz, pewnie nie pamiętasz, kiedy kilka lat temu zwiewałem przed bandą dziennikarzy, cały poobdzierany przez tłum ludzi, który próbował mnie zatrzymać. Byłeś akurat gdzieś niedaleko, złapałeś mnie bezczelnie za szmaty i zwiałeś. Tak się poznaliśmy. Pozwoliłeś mi u siebie zamieszkać, pozwoliłeś mi w zasadzie na wszystko. Jak mógłbym się nie zakochać? Czy dla ciebie miłość faceta do faceta jest naprawdę aż tak obrzydliwa?




               ...Katt?




Nie wiem, cholera, mogłem niczego nie mówić, trzymać to w tajemnicy, teraz Ty jesteś zniesmaczony, a ja nieszczęśliwy, bo prawdopodobnie już nigdy Cię nie zobaczę. W sumie zjebałem. Dlatego nie będę Cię o nic obwiniał, nie można zmuszać ludzi do uczuć. Ale wiesz... Kiedy Nada mnie pocałował, to nie było zbyt przyjemne uczucie. Moje serce waliło ze stresu i czekałem tylko, aż to się skończy. Twoje serce biło w taki sam sposób, kiedy chciałem, żebyś mnie tego nauczył. Wtedy się zorientowałem, że to na nic. Mimo że mój puls był tak spokojny, było mi przyjemnie jak nigdy, Twoje serce waliło nieprzyjemnie i wiem, iż niepotrzebnie zmusiłem Cię do czegoś takiego, przepraszam, nie miej mi tego za złe, proszę. 





               Kurwachuj. Powoli zaczynało do mnie docierać to, co się stało naprawdę i to, jak każde z nas odebrało tę sytuację.




Życzę Ci szczęścia, Matyas. Jesteś wspaniałym człowiekiem i zasługujesz na nie. Pozdrów Jiriego. Myślę, że dojrzał już do tresury. Do zobaczenia w piekle!
Katt




               I zaczęło docierać do mnie też coś innego. Interpretowaliśmy to zupełnie przeciwnie, w takim razie co mógł zrozumieć Katt, jeśli...



— Czekaj. Nie musisz tego akceptować, Matyas, ale... chociaż tolerować? Proszę.
— Chyba żartujesz. To trochę chore, co robisz, poza tym...



               Kurwa mać! Odebrał to jako bezczelnego kosza, wyprowadził się, bo sądził, że jestem obrzydzony jego uczuciem do mnie...


— Ja się zmienię, obiecuję! Ja...! Ja... Nauczę się gotować i nie będę dyskutował o kąpieli, i pomogę ci w sprzątaniu, i...



— Czemu nie chcesz nawet spróbować... 
— A czemu miałbym? Nigdy by mi do głowy coś takiego nie przyszło, kurwa.



— Czy powinienem się wyprowadzić? 
— Skoro wpadłeś na taki pomysł, to chyba na to wygląda.



— Przepraszam, że wszystko zniszczyłem.
— Mogłeś o tym wcześniej pomyśleć, zamiast przepraszać teraz.
— Wybacz, wiesz, że jestem głupi.







Katt, ja...



Wyprowadzka Katta.

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety. 
Numer rozdziału: 4
Gatunek: Yaoi. 



Uwaga, Lis chyba właśnie przestał być Lisem. ;_; Rzucam palenie, bo jestem do tego zmuszona przez faceta, z którym się spotykam this moment, to jedna z najprzykrzejszych rzeczy na świecie. Ale od marihuany mnie nie odpędzicie, nienie. #rebel
W ogóle nie do końca ogarniam - Was czasem więcej matka nie miała? Z dnia na dzień dochodzi po 15 nowych komentarzy, co chwila widzę tu jakiegoś nowego czytelnika, no kurwa, czuję się fejmem :v Nie macie co zrobić ze swoim życiem czy co? XD 
PS MESU WIEM, ŻE JESTEŚ W POZNANIU
>:D
>:D
>:D
>:D
____________________________________________

              I granic mojego wkurwienia nie było. Cholera, spałem z nim, karmiłem go, dbałem o niego, zmuszałem do kąpieli, w zasadzie większość rzeczy robiłem za niego, a mimo to...? Może miał mnie po prostu za jakiegoś swojego lokaja? Pierwszy raz naprawdę nie miałem ochoty z nim spać. Kiedy wróciłem nad ranem z roboty, Katt zalegał na laptopie i gadał przez sen, a po całym pokoju walały się kartki papieru. Szturchnąłem go za ramię raz i drugi, po chwili się obudził.
— Mh? — jęknął.
— Jedzenie na stole — odparłem szorstko. 
— Nie mam ochoty — westchnął.
— To kładź się spać — nakazałem. 
               Suchość i ciężkość tej rozmowy zupełnie mnie przerażała. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę w taki sposób konwersować z Kattem. 
— A ty co? — zapytał.
— Ja się w salonie prześpię.
                Mina, którą u niego zobaczyłem, wywołała u mnie tak okropny ból, że skręcało mnie w środku. Jednak moja twarz jak zwykle pozostała niewzruszona. Chłopak patrzył na mnie wielkimi, zdziwionymi oczyma, jakby chciał zapytać: "Matyas, dlaczego?". Jednak powinien był znać odpowiedź na to pytanie. 
— Dobran...
— Czekaj — przerwał mi nagle i złapał za rękę. Odnosiłem wrażenie, że kopnął mnie prąd. — Nie musisz tego akceptować, Matyas, ale... chociaż tolerować? Proszę.
               Spojrzałem na niego totalnie zszokowany. Że niby czego on, kurwa, oczekiwał? Że wydam im oficjalne zezwolenie na bycie w związku i to wszystko na moich oczach? Czy Katt naprawdę nie zdawał sobie sprawy z moich uczuć?
— Chyba żartujesz — prychnąłem. — To trochę chore, co robisz, poza tym...





Przegiąłem. 





               Chłopak, którego znałem tylko i wyłącznie jako niepoprawnego optymistę, w dodatku szaleńca, stał tuż obok mnie z wzrokiem wbitym w ziemię. Trzymał mnie za rękę, zagryzał mocno szczękę i zalewał się łzami. Nie wiedziałem, co powinienem zrobić. Dlaczego tak bardzo mu zależało, żebym poparł ten związek? Czemu ani razu nie pomyślał, jak ja sam się z tym czuję? Czy naprawdę był aż tak egoistyczny? 
— C-Czemu, Matyas... — wyjąkał. — Co jest ze mną nie tak... 
— Egoista — wycedziłem przez zęby.
— Ja się zmienię, obiecuję! — zaczął się nagle motać. — Ja...! Ja... Nauczę się gotować i nie będę dyskutował o kąpieli, i pomogę ci w sprzątaniu, i...
— Chcesz mnie przekupić czy co? — spytałem sucho. 
— Czemu nie chcesz nawet spróbować... — łkał. Już cieszyłem się faktem, że przestał płakać. 
— A czemu miałbym? Nigdy by mi do głowy coś takiego nie przyszło, kurwa — syknąłem. 
— Przepraszam — wyjąkał, po czym puścił moją dłoń i ukrył twarz w rękach. — Czy powinienem się wyprowadzić? 
— Skoro wpadłeś na taki pomysł, to chyba na to wygląda — odpowiedziałem, w dalszym ciągu zachowując kamienną twarz. 
— Dobra... — odetchnął. — Po południu się stąd wyniosę. Przepraszam, że wszystko zniszczyłem.
— Mogłeś o tym wcześniej pomyśleć, zamiast przepraszać teraz — rzuciłem bezczelnie. 
— Wybacz, wiesz, że jestem głupi — powiedział i zaczął chichotać przez łzy. — Położę się. 
               Cholera, ten ból.... rozrywał mnie od środka. Miałem ochotę krzyczeć, drapać, zabijać, wszystko naraz. Wiedziałem, że być może byłem zbyt bezpośredni w stosunku do Katta, ale nie - nie można było mnie w tej sytuacji uznać za chamskiego skurwiela. Nie ja tu byłem winny. Dlatego miałem prawo otwarcie mówić, co o tym sądzę, prawda? Słodkość Katta przegrywała w takich sytuacjach. Tylko, kurwa, nigdy nie pomyślałbym, że on kiedykolwiek się ode mnie wyprowadzi. 

23.1.15

Co to oznacza, Matyas?

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety.
Numer rozdziału: 3
Gatunek: Yaoi.



               Zasypiałem w wyjątkowo dziwnym nastroju po tym, co się wydarzyło. W zasadzie właśnie to lubiłem w Katt'cie - zawsze był szczery i bezpośredni. Nie w jego stylu było ubzduranie sobie jakiegoś potencjalnego spisku narodowego ani kreowanie strategii, by kogoś do czegoś zmusić podświadomie. Nie babrał się, po prostu powiedział, że mam go nauczyć całować. 
               Zauważył, że bicie mojego serca przyspieszyło. Kiedy mi to oznajmił, zestresowałem się. Sam nie wiem dlaczego, w końcu tylko czekałem na dobrą okazję, żeby wyznać mu swoje uczucia. Zestresowałem się i już w głowie próbowałem na szybko sklecić jakiekolwiek zdanie, gdy nagle powiedział:
— Więc całowanie przyspiesza bicie serca, zapamiętam.
               Zupełnie się nie zorientował. Nie rozmawialiśmy dłużej. To znaczy... generalnie położyłem się spać, a Katt nadawał coś sam do siebie. Już prawie spałem, kiedy poczułem, że obejmuje mnie od tyłu, drapiąc jedną dłonią po plecach. I czego mogłem chcieć więcej?
               Korzystając z bezpośredniości Katta mogłem równie dobrze po prostu zapytać, czy mnie kocha. Problem leżał w tym, że chłopak prawdopodobnie nie poznał jeszcze tego uczucia. Podejrzewałem, iż zapyta mnie o nie, zanim skończy pisać artykuł, gdyż całowanie jest z miłością powiązane, a przynajmniej być powinno. Nie wiedziałem, czy będę w stanie mu odpowiedzieć. 
               Zwlokłem się z łóżka około jedenastej. Przez nocną pracę moja doba była nieco odwrócona, a co za tym szło - Katt się dostosowywał. Tego dnia upichciłem mu naleśniki, które tak bardzo uwielbiał. Każdy przyrządziłem z innymi owocami, by więcej zjadł. Zauważyłem, że pożera coraz mniejsze ilości i nieco mnie to martwiło. Czyżby ukrywał jakieś swoje troski? 
— Jeden z jagodami, jeden z truskawkami, jeden z poziomkami, jeden z bananem i czekoladą. Musisz zjeść wszystko — nakazałem, kiedy wytargałem go z łóżka do kuchni.
— Nie zmieszczę tyle, no, nie jestem pojemny — wyjęczał, a mi do głowy zaczęły przychodzić brudne myśli.
— To się wyrobisz — odparłem, chichocząc w duchu, gdyż ta rozmowa miała głębszy sens. — Jak ci idzie pisanie artykułu?
— A, właśnie — zaczął, pałaszując pierwszego naleśnika. — W sumie napisałem trochę, kiedy położyłeś się spać. Ale będziesz mi musiał jeszcze trochę pomóc. 
— Doprawdy? — udałem zdziwionego. — Czego jeszcze chcesz się dowiedzieć?
— Nie będę cię jeszcze tym dręczył, musisz zachować trochę energii do roboty — odpowiedział. — Teraz uczta. 
               Wstał w połowie posiłku i udał się w kierunku kredensu. Wrócił po chwili i rzucił na stół dwie tabliczki czekolady, jakieś prochy i postawił pół litra wódki.
— W tym roku kazałaś na siebie czekać — zaczął. — A teraz, proszę bardzo, częstuj się, depresjo.
               Ku mojemu zdziwieniu zjadł wszystko. Dołożył do tego tabliczkę czekolady, choć drugiej nie był w stanie nawet zacząć.
— Nie powinienem ci zabraniać pić wódki, jesteś dorosły — powiedziałem. — Ale nie ma opcji, żebyś jednocześnie wziął prochy. Jest zbyt duże ryzyko, że coś złego się stanie. 
— "Zjedz mięso, zostaw ziemniaki" — odparł nagle. — "Wypij wódkę, zostaw leki". 
— Coś nie tak? — zapytałem. Katt wyglądał wyjątkowo dziwnie. 
— Skoro mówię, że przyszła depresja, to chyba tak, nie? — zaśmiał się. Czułem się nieprzyjemnie. 
— Chodzi o ten artykuł? — spytałem. 
— Poniekąd — odparł cicho. — Chociaż bardziej o mojego menadżera. 
— Nada Pokorny? — upewniłem się. 
— Ta... Nada — odpowiedział.
               Był facetem przed trzydziestką, wysokim i wyjątkowo szczupłym. Nigdy nie widziałem go ubranego w cokolwiek innego niż garnitur. Miał zawsze idealnie ułożone czarne jak heban włosy, dość jasną cerę. Na nos opadały mu okulary o wąskich oprawkach, które przysłaniały ciemne oczy. Zawsze wydawał mi się zbyt poważny, dostojny i majestatyczny. 
— Nie wierzę, że powiedział ci coś złego — powiedziałem z uśmiechem i wziąłem łyk kawy. — Zawsze cię rozpieszczał.
— No i w tym problem — odparł nagle.
— Zdawało mi się, że to lubisz, co? — wycedziłem przez zęby. Nie rozumiałem, co chce mi powiedzieć.
— Był dla mnie aż nazbyt miły, wiesz — mówił dalej. — W nocy poprosiłem cię, żebyś mnie pocałował, ale w rzeczywistości nie chodziło mi o artykuł.
               Kurwa. Jednak nie był tak bezpośredni i szczery, jak mi się dotąd wydawało. Co było więc nie tak? Kochał mnie czy nie?
— Gnojek z ciebie — syknąłem. — Więc o co ci chodziło?
— Chciałem sprawdzić, czy poczuję to samo, co czułem, gdy byłem z Nadą — odpowiedział spokojnie.
— Że co, kurwa? — uniosłem ton głosu.
— Całowaliśmy się i odczułem coś dziwnego — powiedział. — Zastanawiałem się, czy jest tak zawsze i w sumie tobie też biło tak szybko serce jak mi, kiedy Nada mnie całował. Ale mój puls tym razem nie przyspieszył. Co to oznacza, Matyas? 



22.1.15

Oddam Katta w dobre ręce.

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety. 
Numer rozdziału: 2
Gatunek: Yaoi.



— Nie wierzę, że cię to nie wkurza — kontynuował, wręcz szlifując kieliszek ściereczką, trochę niczym Katt twarz domestosem i papierem ściernym. Odnosiłem wrażenie, że szkło zaraz skruszy mu się w dłoniach. — Masz obok siebie psychola, osobę niezrównoważoną. Rozumiem, że jesteś człowiekiem o dobrym sercu, każdego roku zbierasz z czeskich ulic od cholery kotów, karmisz je, wychowujesz, szukasz właściciela. Przypuszczam, że i z tego powodu pozwalasz temu chłopakowi ze sobą mieszkać. Ale, stary. Mówię zupełnie poważnie. Tacy ludzie niszczą otaczające ich społeczeństwo. Wiesz jak to działa? Słuchaj, harujesz jak wół. Robisz wszystko, starasz się, pracujesz nad sobą. I nagle patrzysz na takiego, któremu wszystko idzie tak zupełnie z górki. Wrodzony talent, czy coś. On nie musi się stresować, nie musi się niczym przejmować, bo wie, że zawsze wszystko pójdzie po jego myśli. Nie napisał artykułu, bo nie spodobał mu się temat. Wiesz, co zrobiłby nasz szef, gdybyśmy oznajmili, że nie chce nam się zmyć naczyń po kliencie? Wypieprzyłby nas z hukiem. A Katt? Dostał zamiast tego kolejne dziesięć tematów do napisania, po czym został pogłaskany. Rozpieszczenie, serio... Stary, powinieneś znaleźć mu właściciela, tak będzie dla ciebie najlepiej, nie daj się zniszczyć.
— Z doświadczenia powiem Ci, że towarzystwo kotów dobrze wpływa na człowieka i jego zdrowie psychiczne i fizyczne — odpowiedziałem ze stoickim spokojem.
— Mówię o Katt'cie, nie o kotach — prychnął.
— Katt jest kotem — odparłem, śmiejąc się w duchu z jego zszokowanej miny.
— Stary... Z tobą jest źle... — wyjąkał.
— Jeśli ludzie jego pokroju cię niszczą, to nie oznacza nic innego niż to, że jesteś pieprzonym egoistą i nie doceniasz talentów i pracy innych — rzuciłem stanowczo, lecz nie chamsko. — Nie niszczy mnie. Podziwiam go. Nadaje się do swojego fachu, poza tym jest barwną osobistością. Co ci nie pasuje, Petr?
               Rozmowa ta niczego specjalnego nie wnosiła do mojego życia, dlatego też skończyła się równie szybko, co zaczęła. Nie miałem ochoty zbytnio wysłuchiwać gadania o rzeczach, o których nie ma się pojęcia. Poza tym chciałem mieszkać z Kattem i nie widziałem opcji, by się wynieść lub, co gorsza, wyrzucić go. I w tym przypadku nie wynikało to z mojego dobrego serca. Byłem w nim zwyczajnie zakochany. 
               Wielu moich bliskich znało tę historię i zdawało sobie sprawę z moich uczuć. Niekoniecznie to akceptowali, ale przynajmniej tolerowali, co było dla mnie w zupełności wystarczające. Miałem dość specyficzny pogląd na ten temat, tak przynajmniej mówiono, bo dla mnie samego była to rzecz najzwyczajniejsza w świecie. Często bowiem osoby z inną orientacją ukrywały się, by uniknąć przykrych wydarzeń, wstydu. Nie wchodziła w grę opcja zakochania się w kimś z rodziny. Duża różnica wiekowa również nie była mile widziana. No to w kim ja się miałem, kurwa, zakochać? Eliminując wszystkie te opcje, ludzie, którzy potencjalnie mogli zostać ofiarami mojej adoracji, byli w tak zawężonym kręgu, że aż mnie to bolało. Dlatego zmieniłem nieco sposób myślenia. Bo co jest złego w zakochaniu się w kuzynce? Co jest nie tak z miłością do kobiety starszej o dwadzieścia pięć lat? Czy powinienem czuć się gorszy, bo kocham faceta? Zwyczajnie mnie to nie obchodziło. Nie wygłaszałem co prawda swoich poglądów i nie wszczynałem manifestów czy strajków, lecz gdyby ktokolwiek zapytał mnie, czy kocham mężczyznę, powiedziałbym: "tak, kocham mężczyznę".
               Jedyny problem leżał w tym, że zasadniczo Katt powinien był już dawno się o tym dowiedzieć. A mimo to ja niczego nie mówiłem. Prawdopodobnie wystarczało mi to, że mogłem o niego zadbać, gotować dla niego, spać z nim w jednym łóżku i zmuszać do kąpieli. Chyba.
— Chyba wezmę jakieś wolne i pojedziemy za granicę — powiedziałem, kiedy jedliśmy razem kolację. — Marzy mi się jakiś biedny kraj o wysokim stadium korupcji, gdzie ludzie co kadencję wybierają ciulową władzę tylko po to, by na nią narzekać. Wiesz, miejsce stylizowane na Amerykę, stare zabytkowe budynki postawione na przemian z nowoczesną architekturą. Mam po prostu niedosyt głupoty ludzkiej.
— Ou, Matyas, jedziemy do Polski? — zapytał, przeżuwając sałatę. — Napisałbym artykuł o tamtejszych ludziach. Kilka wywiadów, zdjęć, jakiś większy artykuł. Czaisz? Wielki billboard z napisem "Katt już tu jest!", miliony fotografów i wielki nagłówek w gazetach: "Katt: Kraj kwitnącej lipy a letnie opony zimą". Czad!
— Katt? — zdziwiłem się nagle. — Naprawdę chcesz wyjść z domu?
— Zawsze chciałem pojechać do Polski — odparł, grzebiąc widelcem w pozostałościach sałatki. — Wiesz, ja jako totalny zjeb czułbym się tam jak ryba w wodzie, tuńczyk w lodzie, coś w ten deseń.
— Naprawdę ze mną pojedziesz? — zapytałem, w dalszym ciągu nie mogąc się nadziwić.
— No — odpowiedział. — Ale na pewno będę chciał coś w zamian.
— Na przykład? — spytałem z ciekawością.
— Przez to, że nie ruszam czterech liter z domu, nie widziałem wielu rzeczy na żywo — mówił.
— Koncert? — strzeliłem.
— Klub nocny? — zaproponował.
— Trafejwnachrałesnotakco — powiedziałem na jednym tchu.
— Masz rację — potwierdził. — Polki są piękne. Więc wiesz.
               Nie chodziło tu akurat o moje uczucia do Katta. Po prostu moje wyobrażenie jego osoby z kobietą u boku zwyczajnie mnie przerażało. Bo jaką dziewczynę mógłby mieć Katt, skoro: nie potrafi gotować, trzeba go zmuszać do kąpieli, trzeba ustalać mu godziny snu, trzeba się nim zajmować jak małym dzieckiem, ma zaburzenia psychiczne... Wynik: dominująca w związku kobieta, będąca jednocześnie psychologiem, weterynarzem i opiekunką dla dzieci? 404 non found. Katt był chyba faktycznie stworzony do bycia w związku z facetem. 
               Po kolacji postanowiłem położyć się spać. Dochodziła czwarta nad ranem. Zawsze jedliśmy kolację o tej porze, gdyż wychodziłem do pracy koło dwudziestej. Katt miał dość spore przerwy między posiłkami, ale w jego przypadku akurat wychodziło to na zdrowie. Kiedy tylko przykryłem się kołdrą, do pokoju wleciał z hukiem blondyn i kazał mi wstawać. Powoli podniosłem się do pozycji siedzącej. Naprawdę miałem ochotę mu przywalić.
— Zrobiłem ci kolację, teraz idziemy spać, jestem wyczerpany — wycedziłem przez zęby, hamując nagły atak gniewu.
— Sory, Matyas, ale przypomniało mi się to, o co chciałem cię od kilku dni poprosić — powiedział, drapiąc się po głowie.
— Pospiesz się — poprosiłem.
— Bo mam do napisania artykuł o całowaniu się — zaczął. — Ale ja totalnie nie wiem, na czym to polega.
— Wrzuć na twittera, że szukasz ofiary, zgłoszą się miliony — odpowiedziałem, z powrotem kładąc się spać.
— Nie, szkoda czasu — odparł i machnął ręką. — Ty mnie naucz. 
               Zawsze mnie dziwiła ta jego bezpośredniość i szczerość. W ogóle nie obawiał się tego, co druga osoba może poczuć czy pomyśleć. Mówił, co sądził, co mu ślina na język przyniosła. I co ja miałem niby zrobić w takiej sytuacji? 
— Rozchyl wargi i rób to, co ja — powiedziałem, sam nie dowierzając w to, co robię.
               Postąpił wedle moich nakazów. Cholera, to było trudniejsze, niż przypuszczałem. Po kilku latach zakochania mogłem w końcu spróbować jego smaku, a mimo to miałem ochotę uciec i w najbliższym czasie nie pokazywać się mu na oczy. Ale, cóż, byłem facetem. Nie mogłem sobie pozwolić na tchórzostwo. 
               Położyłem delikatnie dłoń na jego policzku. Zbliżyłem twarz do jego i powoli wsunąłem język w jego usta. Wyraźnie zauważyłem, że nigdy wcześniej się nie całował. Zupełnie nie wiedział, co powinien zrobić. Ruchy jego języka były chaotyczne. Ukąsiłem lekko jego wargi. Zdawało się, że mu się spodobało. Po kilkudziesięciu sekundach zaczął załapywać, o co chodzi. Zamknął oczy i oddał się przyjemności i satysfakcji. I wtedy nagle...
— Wiedziałem — powiedział z uśmiechem, kładąc mi wcześniej dłoń na torsie.
— Co? — zapytałem. 
— Twoje serce bardzo szybko bije — odparł. Cholera, bagno...!

17.1.15

Ale on sądził, że woli być kotem.

Dział: Jak nauczyć kota korzystać z kuwety.
Numer rozdziału: 1
Gatunek: Yaoi.



               Chodzą własnymi drogami, spadają na cztery łapy. Niezależne w przeciwieństwie do psów. Same wyprowadzają się na spacery. Zabierają ból głowy. Poprawiają humor, nie są wybredne, nie przeszkadzają w pracy.
               Jiri właśnie bawił się moim dowodem osobistym. Zabrałem go spod jego łap i rzuciłem okiem na zdjęcie. Wyglądałem na nim dość młodo. Może to kwestia tego, że teraz zapuściłem zarost i więcej palę. Spojrzałem na dane osobowe: Matyas Tichy. Przypomniał mi się czas, kiedy chciałem zmienić nazwisko. Nie lubiłem go, choć w Czechach było całkiem powszechne. Przeniosłem wzrok z powrotem na kota, gdy nagle...
— Co jest, śmierdzący myszołapie? — zapytałem, gdy poczułem kły wbijające się w moją szyję. Chociaż zdecydowanie mniej mnie to wkurzało, niż bezczelne drapanie mnie pazurami po plecach.
— Nadal się nie przyzwyczaiłeś, co? — spytał, chichocząc cicho. 
               Katt Benes należał do stada moich kotów. Szczerze powiedziawszy pojęcia zielonego nie mam, jak to się stało. Po prostu mieszkam z nim już od jakiegoś czasu. Nigdy nie poznałem prawdziwego imienia Katta. Odkąd go poznałem, zawsze używał pseudonimu. Był dziennikarzem piszącym artykuły do najbardziej znanych gazet, jednak pracował tylko i wyłącznie w domu. Zdarzało się, że gwiazdy drzwiami i oknami pchały się do naszego mieszkania, by Katt mógł przeprowadzić z nimi wywiad. Mówiono również, że jego styl bycia wyniósłby go na wyżyny sławy i bogactwa, gdyby tylko raczył częściej opuszczać cztery ściany. Ale on sądził, że woli być kotem. 
               Katt był naprawdę specyficznym człowiekiem. Był trzy lata młodszy ode mnie, liczył więc dwadzieścia jeden wiosen. Nosił długie, jasne włosy spięte w nieuczesaną kitkę i faktycznie miał żółte, kocie oczy. I naprawdę ubzdurał sobie, że jest kotem. Łasił się, trzeba go było karmić, spał ze mną i nie lubił się kąpać, do tego akurat skłonny byłem go zmuszać, bo śmierdział.
— Katt, twoja skóra dziwnie wygląda — zacząłem. Chłopak usiadł po turecku koło kanapy, na której właśnie siedziałem. — To chyba za mało słońca. 
— Nie, za dużo przy mnie jarasz — syknął. — Poza tym ja się boję zła, które czyha na mnie, kiedy wyjdę z domu. Wiesz, Achilles na przykład miał tylko piętę Achillesa. Ja mam całe ciało Achillesa, stary, mnie by tramwaj rąbnął, zanim by mnie ten tamten meteoryt trafił.
— Wiesz, jeśli wyjdziesz na dwór, agencja zrobi z ciebie nawet papieża — zacząłem nim manipulować.
— Gdybym miał wybór między papieżem a klimatyzacją, wybrałbym klimatyzację — odpowiedział. Załamałem się. — Poza tym mam wrażenie, że nagle ktoś mnie złapie i przyłoży nóż do gardła. I wiesz, dostanę czkawki albo nagle mi się tarczyca powiększy.
— Co ty chrzanisz, Katt — wycedziłem przez zęby. — Po co ktoś miałby się na ciebie rzucać i zabijać?
— Nie wiem, no ale po co ludzie zabijają, Matyas? — zapytał mnie. — Pewnie dla pożywienia. Chociaż nie do końca, częściej potrzebujemy napojów. 
— A co, jeśli nagle zacznie się wojna? — spytałem. — Nadal będziesz tu siedział?
— Myślę, że zostanę jeńcem wojennym — odparł, drapiąc się po głowie. — I idealnie się nadaję, jestem normalnym facetem, typowym produktem klasy średniej. Ale wiesz, stwierdzą mi jakiś zespół miauczącego kota i będzie wporzo. 
— Zła decyzja — prychnąłem.
— Bo decyzja jest jak grzyb, wiesz — mówił dalej. — Za późno zwracasz uwagę, czy jest dobra, czy zła.
— Dziennikarzyny mają jednak nieźle nasrane we łbach — spuentowałem. Nawet mnie ciężko było zrozumieć ten pseudo-filozoficzny bełkot Katta. — Ale Katt, nie ruszając się z domu nie jesteś w stanie poznać żadnej fajnej laski, a jakoś się trzeba zabezpieczyć na przyszłość, wiesz. 
— Moje życie seksualne jest żałosne — odparł. — Ostatni raz byłem w kobiecie, kiedy sześć lat temu zwiedzałem statuę wolności. Ale nie jest mi z tym specjalnie źle.
— ...jesteś prawiczkiem?! — wystraszyłem się.
— Zależy jak to interpretujesz, bo w sumie masturbacja to seks z osobą, którą naprawdę kochasz — odpowiedział. 
— Masturbacja to nie do końca seks — poprawiłem go.
— Jasne, że seks! Ale tym się różni od pogrzebu, że nikt się nie śmieje, kiedy umierasz sam — powiedział. — Wiesz, seks jest jak gra w brydża. Jeśli nie masz dobrego partnera, musisz mieć przynajmniej dobrą rękę.
               Było już dość późno, dlatego postanowiłem się położyć. Wypiłem herbatę i nakarmiłem Jiriego, by nie wstawać w środku nocy. Katt spojrzał na mnie znacząco. Naprawdę nie miałem ochoty wysłuchiwać jego jęczenia, więc zrobiłem mu płatki cynamonowe i postawiłem na stole.
— Naucz się używać łyżki — nakazałem.
— Jiri nie musiał — wyjąkał.
— Jiri jeszcze nie dojrzał do tresury — powiedziałem.
                Rzuciłem się bezwładnie na łóżko. Zmęczenie zupełnie ogarnęło mój umysł, a mimo to nie byłem w stanie zasnąć. Leżałem półprzytomny przez kilka minut. Poczułem nagle coś miękkiego na stopie. Jiri właśnie powoli wsuwał się pod kołdrę. Zawsze spał w nogach. Przynajmniej w przeciwieństwie do drugiego domowego zwierzęcia, tego z wścieklizną, które właśnie wspinało się na łóżko.
— Wierzę, że jest tam na górze coś, co czuwa nad nami — powiedział szeptem. — Niestety jest to rząd.
— Znowu masz zamiar chrzanić te swoje anarchistyczne bzdety? — spytałem półgłosem.
— Po prostu jestem ateistą. Chociaż dla boga jestem konstruktywną opozycją — zaśmiał się.
— Nie masz czasem artykułu do napisania na południe? — zapytałem. Zdziwiłem się, że poszedł tak szybko do łóżka. Była raptem północ.
— Mam, ale temat jest głupi, więc nie będę tego pisał — odparł stanowczo.
— Rebelia, co? — zachichotałem cicho. — Jaki to temat?
— "Życie naśladuje sztukę" — odpowiedział. — Stek kłamstw, życie naśladuje telewizję. 
— Trafnie. 
               Przysunął się do mnie i ułożył wzdłuż mojego ramienia. Zawsze szybko zasypiał, zazdrościłem mu tego. Zdawało się, że ucieka do krainy Morfeusza już po zamknięciu powiek. Spróbowałem zrobić to samo. 


16.1.15

JAK NAUCZYĆ KOTA KORZYSTAĆ Z KUWETY - zwiastun.

"Alice in secondhand" nadal w przygotowaniu, nie zabijajcie mnie, że piszę 1361924124 rzeczy naraz (a tak naprawdę i tak zawsze skupiam się na jednej). No bo no. 

W sumie to ciul, nie zwiastun, wrzucam Wam pikczer ze znienawidzonej przez Was gierki, cobyście mieli zbereźne domysły odnośnie do zoofilii. 





Nie mam nic wiyncyj do powiedzenia.