Showing posts with label taeyang. Show all posts
Showing posts with label taeyang. Show all posts

25.5.14

Wierzgaj, koniu. (G-Dragon bonus)

Dział: T.O.P x G-Dragon
Numer rozdziału: 6
Gatunek: Yaoi


O nasz Choihyunjoon, któryś leżysz gdzieś pijany w Budach, daj nam motywacji, weny twórczej i siły do walki z samym sobą, abyśmy godni byli napisać nowego posta o Big Bangu. ;_; (ostatni post z działu dodany 4.01). Dammit, Szmiro.



*T.O.P*
        Mimo to ja widziałem, że się gniewał. Widziałem, jak na jego twarzy malowały się wszelakie odcienie złości, wciskał mi po prostu kit. Może powinienem mu powiedzieć, jakoś to wyjaśnić? Obróciłem się gwałtownie na pięcie, jednak... Wizażystka Dragona miała rację. Mój wzrok zatrzymał się na skórze jego delikatnego karku, skórze, która przypominała skórę dziecka. G rzucił mi zdezorientowane spojrzenie. 
- Co jest? - spytał, mrugając szybko oczami. 
- Przecież widzę, że jesteś wkuty - odparłem, sam wkurzony nieco tym faktem.
- Chcesz, żebym cię pocałował? - zapytał, nie unosząc tonu. 
- Co?! - wybuchnąłem nagle. 
- Przecież widzę, jaki jesteś bordowy. Pewnie wyobrażasz tam sobie rzeczy, których wolałbym nie widzieć - wyjaśnił, po czym zbliżył się do mnie i... pocałował? Trudno powiedzieć, co to było. Jeśli to był pocałunek, to chyba nigdy wcześniej się nie całował. 
- G, nie umiesz - powiedziałem z pogardą, odsuwając go od siebie. - Tak się to robi. 
        Delikatnie wsunąłem mu język między wargi, po czym zacząłem powoli nim poruszać, badając nieznane mi jeszcze tereny. Tym razem to on mnie odepchnął. 
- To było obrzydliwe, Top - podsumował z grymasem na twarzy. - Ja ci mówię, to się robi tak. 
        Zmienialiśmy warty, nie zauważając obserwującego nas przez ten czas Key'a. Szedł szybkim krokiem w naszą stronę, a moja mina chyba znowu prosiła się o wpierdol. 
- Widzę, że zapragnąłeś wziąć sobie na własność przedmiot naszego zakładu - zachichotał. Byłem w bagnie. 
- Nie ubrałbym tego tak w słowa. Wedle twojej wersji, tak - odparłem, usiłując chociaż trochę odbić się od dna. 
- No to teraz nie zdecydujemy, kto go dostanie na całą noc - zaśmiał się, sprawiając, że zdezorientowanie Dragona zmieniło się w ogromną złość. Widziałem, jak z jego oczu miotają pioruny rozpierdalające całe moje ciało. 
- Ja już zdecydowałem - dodałem szybko, po czym zarzuciłem sobie wierzgającego wszelkimi kończynami G na plecy i udałem się w kierunku jakiegokolwiek pustego pokoju. 
        Dynamicznie rzuciłem go na łóżko. Żarówka zgasła, dając znać głośnym syczeniem o końcu swojego marnego żywota. Dragon zaczął motać się na boki, żądając wyjaśnień w trybie natychmiastowym. Ja jednak postanowiłem nie wracać do tego tematu, więc rzuciłem się na niego i przylgnąłem do niego całym ciałem. 
- Jeszcze jedno słowo, a cię zgwałcę - podsumowałem. 
        Korzystając z chwilowej ciszy zacząłem obmyślać plan strategii. Miałem totalną pustkę w głowie. Poza tym Smokowi zaczęło się chyba nudzić, bo znowu dostał nagłych ataków epilepsji. 
- Ja nie chcę tracić cnoty! - wrzeszczał wniebogłosy, a jego oczy zaszkliły się łzami. 
- Ze mną nie chcesz? - spytałem, robiąc głupią minę. 
- Ale obiecaj, że nie będzie bolało - Tego się kompletnie nie spodziewałem. No ale, na przypale albo wcale. Nie czekając na wodę po ogórkach zerwałem z niego ubranie, po czym pocałowałem w kark. Jego ciało drżało, ale nie obchodziło mnie to za bardzo, nie on pierwszy drżał pode mną. Poza tym kurczowo zaciskał kolana. Rozszerzyłem więc je z całej siły, ale wtedy zaczął zasłaniać się rękoma. Końcowo skończył przywiązany do grzejnika. Mimo to nadal się opierał. Czego on w końcu chciał? 



*G-Dragon*
        Brak Topa na imprezie był trochę przykrym faktem. Pokłócił się o coś z Key'em, mógł załatwić to z nim osobiście, zamiast mieć wyjebane na mnie. To nie było przyjemne. 
        Znowu się wyłączyłem. Nie zauważyłem, jak przygląda mi się takimi maślanymi oczkami, jakby zaraz chciał mnie pożreć. A ja, nie wiedzieć czemu, byłem zbyt rozpalony, żeby odmówić, gdyby tylko poprosił.
- Co jest? - spytałem zdezorientowany.
- Przecież widzę, że jesteś wkuty - odpowiedział zdenerwowanym tonem.
- Chcesz, żebym cię pocałował? - spytałem, podejmując ryzyko. Starałem się, żeby mój ton nie uniósł się, nie chciałem, by się domyślił, że to tylko i wyłącznie moja głupia zachcianka.
- Co?! - zdziwił się.
- Przecież widzę, jaki jesteś bordowy. Pewnie wyobrażasz tam sobie rzeczy, których wolałbym nie widzieć - dodałem, przysuwając się do niego i składając gorący pocałunek na jego ustach. W zasadzie nie był to najlepszy, jaki byłem w stanie wykonać, ale stres towarzyszący mi w tym momencie sprawił, że zupełnie nie wiedziałem, co się dzieje. 
- G, nie umiesz - powiedział z pogardą, odpychając mnie lekko. - Tak się to robi. 
       Oddał mi wyjątkowo delikatny, a zarazem namiętny pocałunek. Był jednak zbyt mało zapalczywy, zbyt mało zaborczy, by mnie nasycić.
- To było obrzydliwe, Top - podsumowałem z grymasem na twarzy. - Ja ci mówię, to się robi tak. 
- Widzę, że zapragnąłeś wziąć sobie na własność przedmiot naszego zakładu - Cichy chichot przerwał nam pocałunek tuż przed momentem kulminacyjnym. Ujrzałem w całej swojej okazałości księcia Key'a, który doskonale wiedział, co robi. 
- Nie ubrałbym tego tak w słowa. Wedle twojej wersji, tak - motał się Top, próbując wybrnąć z niezręcznej sytuacji. Ja tymczasem pracowałem nad tym, by moja mina stawała się coraz groźniejsza. 
- No to teraz nie zdecydujemy, kto go dostanie na całą noc - zaśmiał się Kibum, rzucając mi porozumiewawcze spojrzenie.
- Ja już zdecydowałem - dodał szybko Top, po czym zarzucił mnie sobie na plecy i pognał w kierunku wejścia do budynku. Key pomachał mi na pożegnanie, a ja pokazałem mu symbolicznego kciuka w górę.
        Rzucił mnie z całej siły na łóżko. Nadal symulowałem ataki epilepsji, więc położył się na mnie, trzymając moje ciało swoim. 
- Jeszcze jedno słowo, a cię zgwałcę - podsumował.
        W zasadzie miałem ochotę powiedzieć coś od razu, jednak musiałem skupić się na powstrzymaniu orgazmu. "G, za wcześnie, jeszcze nie, jeszcze nie!".
- Ja nie chcę tracić cnoty! - wrzasnąłem, sprawiając, że lekko podskoczył do góry. Yeah, nie poczuł, że doszedłem.
- Ze mną nie chcesz? - Wygrał.
- Ale obiecaj, że nie będzie bolało - odrzekłem głosem małego dziecka. To było już dla mnie stanowczo za wiele, nie mogłem się powstrzymać. Nie byłem w stanie dłużej ulegać jego urokowi, mimo to... bałem się. Zerwał ze mnie ubranie i, składając pierwszy pocałunek na moim karku, zaczął schodzić coraz niżej. Trzęsłem się z podniecenia. On jednak kompletnie nie wyglądał na napalonego. Wydawało się, że robi to z obowiązku. Czyżby Key sprzedał mu mój plan? Nie, to było mało prawdopodobne. Top przywiązał mnie do grzejnika, więc zrobiło się jeszcze bardziej gorąco. "Uderz mnie..." - myślałem w kółko. Miałem ochotę na dziki, ostry seks, jednak Top najwyraźniej nie czuł tego samego, co ja. 



5.1.14

Melancholia sierpniowej nocy.

Dział: T.O.P x G-Dragon
Numer rozdziału: 5
Gatunek: Yaoi




Ze specjalną dedykacją dla Choihyunjoonza motywowanie
 mnie do walki, mimo że pisze mi się tak, jak idzie
 kurwie w deszcz. Staram się wyrabiać z rozdziałami niczym
 gacie w kroku, a Ty wspierasz mnie, mimo że te pedalskie 
wypociny są Ci potrzebne jak rybie ręcznik. A potem 
wychodzą mi posty cienkie jak skóra na kaszance (czytaj niżej).
 Może tym razem uda mi się być nieobliczalną niczym ruski kalkulator
 i Cię zaskoczyć. Jesteś niczym mój Jonghyun pośród (innych) dinozaurów. 
~koniec epickiej dedykacji~

~Shiro Seiji




        Gdybym odrzucił jego wyzwanie, okazałbym się marnym tchórzem pozbawionym godności. Nie mogłem mu pozwolić na kolejną dawkę satysfakcji, jaką czerpał z każdej riposty, którą sowicie mnie obdarowywał. Widziałem te maleńkie iskierki w jego oczach, które tylko oczekiwały, aż z moich ust wysączy się krótkie, niewyraźne "pas", głowa pochyli się w dół niemajestatycznie spuszczając wzrok, jakby bała się jego emanującego przewagą nad pozostałą częścią społeczeństwa spojrzenia. Postanowiłem niespodziewanie wyrwać mu pędzel z rąk i samodzielnie namalować przyszłość. Niech tym razem wszystko będzie zależne wyłącznie ode mnie. 
- Przyjmuję wyzwanie. - odpowiedziałem stanowczo, przebijając go wzrokiem na wylot. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, co przyprawiło mnie o nieco szybsze, niespokojne bicie serca. "Zaplanował to?" - zastanawiałem się gorączkowo. "Czy znowu przejął wodze nad moim losem, czy może po prostu próbuje ukryć swą grą aktorską to, że tym razem sam padł moją ofiarą?". 
- Życzę ci powodzenia w takim razie. - uśmiechnął się, zniżając ton do ciepłego aktorskiego diapazonu. - Do zobaczenia wieczorem. 
        Odprowadziłem go wzrokiem do samych drzwi. Nie odwrócił się ani razu. Przerażała mnie myśl o przegranej. Mógłbym tracić i zyskiwać godność tysiąc razy, ale nie byłem w stanie wyobrazić sobie jego posiadającego G-Dragona na własność na caluteńką noc. Udałem się do baru i zamówiłem jedzenie, po czym usiadłem przy stoliku w najciemniejszym zakamarku restauracji. Schowałem twarz w dłoniach i westchnąłem głęboko. Sięgnąłem do kieszeni po telefon. Dochodziła czternasta. Zostały mi dwie godziny na obiad, odebranie płyty, dojazd na miejsce i uporanie się z problemami. 
        W trakcie entuzjastycznego pochłaniania posiłku uświadomiłem sobie, że nie postąpiłem właściwie. W zasadzie powinienem był olać z góry na dół jego dziwne zachcianki i to, co sobie o mnie pomyśli, gdy odmówię. Dlaczego kierowałem się swoim honorem zamiast bezpieczeństwem i czystością Dragona? Jak mogłem sobie na coś takiego pozwolić? Na jestestwo ryzyka splamienia jego cnoty, która czyniła go takim... takim... I właśnie w tym momencie zacząłem sobie coś uświadamiać.
     

To nie była troska o bezpieczeństwo przyjaciela. To była silna zazdrość, która nakazywała mi pomóc G pozbyć się cnoty, zanim zrobi to ten kretyn.  



        Mimo to... To niemożliwe. To niemożliwe zważywszy na relacje pomiędzy nami, które od jakiegoś czasu jedynie się pogarszały. Niemożliwe, bo należeliśmy do jednego zespołu, który nie jest zespołem dwuosobowym. Niemożliwe, gdyż musieliśmy uważać na słowa i czyny ze względu na poziom gwiazdorstwa. Niemożliwe, ponieważ obydwaj jesteśmy i byliśmy mężczyznami.


Myślę, że mogę naprawdę go kochać.
Mam ochotę go dotykać.
On... jest zbyt pociągający, żeby
nie uczynić go tylko i tylko moim...
Byłby najlepszym kochankiem na globie,
A nie jakimś głupim przyjacielem.



***



        Im niecierpliwiej czegoś oczekujesz, tym bardziej dłużą ci się sekundy. Boisz się w pełni rozluźnić i pozwolić swojemu ciału na swobodę, spinasz się i sztywniejesz od stóp do głów łudząc się, że zagłuszysz silne bicie serca. Nienawidzisz tego uczucia, w którym jest to jedyny odgłos, który jesteś w stanie usłyszeć, gdy wszystkie pozostałe dźwięki giną stłumione mocą tego jednego. Boisz się, drżysz, żeby w końcu...
- Wiedziałem, że cię tu znajdę. 
        Atmosfera gęstnieje prawie do tego stopnia, jakbyś był zmuszony rozmawiać z osobą, której nie widziałeś od lat. Po prostu nie masz zielonego pojęcia, od czego zacząć, jak wybrnąć z kłopotliwych tematów... Wtedy pozostaje tylko jedno wyjście. Szczerość. 
        Odwróciłem się powoli. Ujrzałem jego twarz okrytą paletą barw, od czarnej rozpaczy poczynając, przez zieleń łaski przechodząc, by zakończyć swój marny żywot na bieli wybaczenia. Rzucił mi jabłko.
- D-dlaczego...? - wyjąkałem. - Przecież...
- Za moje zachowanie. - uśmiechnął się. Zbliżył się do mnie, oparł o barierkę i spojrzał w dół. Dzieliło nas niemalże pięćset metrów od ziemi. - Myślisz, że...
        Rzucił mi porozumiewawcze spojrzenie, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nie byłem do końca pewien, co ma na myśli. Czekałem, ze zdziwieniem przyglądając się jabłku.
- Myślisz, że mógłbyś przegrać z Key'em? - zapytał niespodziewanie. Wzdrygnąłem się. Poczułem, jak moje ciało przeszywa deszcz emocji. W zasadzie... To było bardziej jak grad.
- Ty wiesz... Skąd wiesz? - spytałem, usiłując hamować ogarniające mnie zewsząd emocje.
- Powiedział mi. - odrzekł stanowczo. - To dlatego nie przyszedłeś na przyjęcie urodzinowe?
        Zastygłem na moment w bezruchu, by po chwili przylgnąć do niego całym ciałem i przytulić z całej siły. Roześmiał się. Ucieszył mnie fakt, że nie zdaje sobie sprawy z moich uczuć, którymi go darzę. Wplotłem dłonie w jego włosy i miałem ochotę zatrzymać tę chwilę na wieki.
- A więc, co to był za zakład? - zapytał cicho. Odetchnąłem z ulgą, że nie wiedział nic więcej.
- Nie martw się tym. Jestem głupi, że go przyjąłem. - westchnąłem.
- Hm... Zdziwiło mnie to. Nigdy wcześniej nie przyjmowałeś jego wyzwań. - zaczął. - Czy to oznacza, że nagroda była dla ciebie wyjątkowo atrakcyjna?
- Bardzo.




~~*~~



16.12.13

Niebo tak bardzo niebieskie było i chuj.

Dział: T.O.P x G-Dragon
Numer rozdziału: 4
Gatunek: Yaoi




        Na jednej z bogatych, pełnych przepychu wystaw sklepowych ujrzałem szlafrok. Ciemno-zielony ocieplany od wewnątrz polarem szlafrok. Nie, nie chciałem go mu kupić (debile!). Zauważywszy go na jednym z manekinów przypomniałem sobie epizod z pewnej nocy, kiedy G-Dragon siedział zmęczony nad kubkiem gorącej kawy z mlekiem, usiłując napisać nową piosenkę solową dla Taeyanga. Podparł wtedy głowę na nadgarstku, rzucił mi ospałe spojrzenie i powiedział coś na kształt "Nawet nie wiesz, jak wiele radości sprawiłaby mi napisana dla mnie piosenka...". Eureka! Postanowiłem napisać piosenkę specjalnie dla niego. W końcu miałem na to całe sześć godzin... Cóż, chcieć to móc!
        W pierwszej kolejności postanowiłem zadzwonić do studia nagraniowego z prośbą sklecenia dla mnie z jakichś ścinków piosenek BB w miarę ogarnięty podkład muzyczny. Oznajmiłem im przy tym, że dojadę na miejsce za niecałą godzinę i bez zbędnych czynności rozpoczynamy nagrywanie. Wkurwili się chyba. Ale wściekłość pracowników zawsze sprawiała mi satysfakcję. A to, że szef mnie lubił i zawsze wszystko uchodziło mi płazem to już akurat nie moja wina.
        Szybkim krokiem entuzjastycznie udałem się do parku znajdującego się zaraz za ogromnym centrum handlowym, które podsunęło mi ów niecny plan, po czym zająłem miejsce na starej ławce w nieco zacienionym miejscu. Znalazłem w mej wszechstronnej dziurawej kieszeni jakiś skrawek papieru. Długopis na szczęście zawsze noszę przy sobie. Dopiero po wykonaniu tych skomplikowanych czynności zdałem sobie sprawę z tego, że to chyba jednak nie będzie takie proste, jak mogłoby się początkowo wydawać.
        Minęło piętnaście minut od spięcia dupy i zabrania się ostro do pracy, a ja miałem tylko trzy słowa. Trzy kurwa jebane słowa. "Dawno, dawno temu". Cholera, jak G to robi? Może ma jakiś tajny, nieznany mi sposób? Zadzwonię do chuja! Nieee, Top, ty pindo, przecież wtedy G zorientuje się, że zaczynasz robić mu prezent dopiero teraz, przecież nie jest tak głupi jak ty, cwelu... Poza tym... Lepiej nie psuć jeszcze bardziej dragonowo-topowych relacji. Spojrzałem w górę i utkwiłem wzrok w melancholijnym błękicie nieba. "Dawno, dawno temu niebo było niebieskie". Hm, brzmi w sumie nawet w miarę logicznie. Jeszcze trochę dopracuje to zabójcze zdanie i może brzmieć naprawdę epicko. "Dawno, hen, tak dawno temu, niebo tak bardzo niebieskie było" i chuj. Prawie się rymuje! Zrobiłem to nieświadomie... Kurde, czemu nigdy wcześniej nie pisałem piosenek? Chyba mam niespotykany talent. Drugie zdanie. Tym razem spojrzę w lewo, szalony. "W parku usiadłem i w lewo spojrzałem"... Co by tu... Co tam jest... "Kupę psa na ziemi ujrzałem"...



~~*~~



- Ledwie zdążyliśmy zrobić ci ten pieprzony podkład! - wydarł się na mnie nieznany mi pierdolony koleś z obsługi tunera. - Nie mogłeś dać znać chociaż trochę wcześniej?
- Nie.
        Wszedłem do małego, dość skromnego pomieszczenia dla wokalistów, ustawiłem na oko statyw mikrofonu i dałem znak debilowi, że spiąłem dupę i jestem gotów. W zasadzie nawet nie znałem dopiero co zrobionego podkładu, ale tak naprawdę nigdy go nie znam. Zawsze improwizuję i nagrane płyty wychodzą wspaniale, kilka poprawek pracowników studia i jest zajebiście. Także tym razem też tak będzie. Wierzę w nich, a w siebie tym bardziej.
        Wczułem się najbardziej jak potrafiłem i zacząłem piać jak kastrat od siedmiu boleści. Koleś przy mikserze miał dziwną minę, wydawało mi się, że jest zachwycony tekstem napisanej przeze mnie piosenki i w sumie później potwierdził moją teorię. Trzeba było go trochę przycisnąć do ściany i wyłamać rękę, ale potwierdził i to było najważniejsze. 
        W momencie wprowadzania minimalnych poprawek do utworu, który już niedługo miał stać się hitem światowym zajmującym pierwsze miejsca w czołówkach najlepiej sprzedających się piosenek, postanowiłem nie wkurwiać obsługi i udałem się do małej restauracji korsykańskiej. Zegar miejski wybijał godzinę czternastą uświadamiając mi przy okazji, jak mało czasu mi już zostało. Tak czy owak, wszystko zależało teraz od pracowników studia, mogłem co najwyżej siedzieć i patrzeć, przejęty diabolicznym tykaniem zegara. Jednak wizja zjedzenia pysznego obiadu była o wiele bardziej kusząca. Zarzuciłem więc na siebie cienki płaszcz i opuściłem w podskokach studio, kierując się w głąb miasta. 
        Mimo popołudniowej pory świat nadal był uśpiony. Wraki ludzi dreptały szarymi ulicami niczym stu-wieczne zombie krzycząc mi niemal prosto w twarz, że nie zdaję sobie sprawy, co oznaczają stałe godziny pracy. Ciekawe, czy napisali kiedykolwiek piosenkę, tępe chuje. Ale nie, oni są o wiele bardziej zmęczeni życiem, szczególnie ci układający serki topione na taśmie albo prowadzący kurwa wózki widłowe. No kurwa. Nic kurwa nie wiecie o życiu!
        Do małej restauracji zaprosił mnie dochodzący stąd, stamtąd, zewsząd i znienacka zapach gówna. Nie miałem siły zastanawiać się nawet, czy gdzieś tam ktoś się zjebał, czy może kucharz ma naprawdę wymagające podniebienie i używa specyficznych przypraw... Chuj wie. Tak czy inaczej byłem zbyt głodny, żeby bawić się w ogarnianie pseudo-filozoficznych dylematów, poza tym nigdy nie potrafiłem wyprowadzać wzorów. Szczególnie na spacer. Wszedłszy do przytulnego wnętrza uznałem, że psuję klimat przyćmionego światła tym, że po prostu za bardzo świecę. Nie miałem wtedy w sumie na sobie nic z cekinami (dziwne), jednak moja osoba... Nie przechwalając się... W końcu ja...
- Uważaj jak chodzisz, popaprańcu. - usłyszałem za sobą niski, seksowny głos. Odniosłem dziwne wrażenie, że skądś go znałem. O chuj, wpadłem na jakiegoś kolesia, ale beka! - Tylko nie zgiń we własnym blasku, bo nie zdążysz zobaczyć lepszych od siebie, na przykład mnie. 
- Co ku... - zacząłem, odwracając się gwałtownie na pięcie. Co za chuj śmiał się tak do mnie zwrócić?! Zaraz mu wy... O ja jebię... Przecież to...
        Stał przede mną, zachowując swą wiecznie dumną, emanującą seksem pozę i zabijał mnie wzrokiem. Raczył nawet ośmielić mnie i zaszczycić zawadiackim uśmiechem na znak swej lepszości. To zachowanie niezaprzeczalnie sprawiało mu satysfakcję.
- Wybaczam. - rzucił krótko litościwym tonem widząc, że nie mam najmniejszego zamiaru przepraszać. - Poza tym mam nadzieję, że pańskiemu ryjowi nie stało się nic na tyle złego, co mogłoby go ewentualnie naprawić. 
        Stałem jak wryty. Było tak za każdym razem, kiedy raczył mnie niespodziewanie swoim towarzystwem. Zawsze rozwalał mnie ciętym ostrzem riposty, a ja nie potrafiłem nawet wydać z siebie żadnego odgłosu poza westchnięciem wiecznego poniżenia. W zasadzie jechał tak po wszystkich członkach BB, jakby czuł się jakiś lepszy... Nie, wróć. Jedynie G nigdy nie padł jego ofiarą. Mieli naprawdę wyjątkowo dobre kontakty, co zawsze mnie dziwiło, bo obydwaj pochodzą z dwóch kompletnie różnych światów. Nie łączy ich nic poza branżą muzyczną. 
- W sumie to mam dla ciebie propozycję. - zaczął, zniżając ton głosu. - Czy może raczej... wyzwanie. Podejmiesz się?
        Przełknąłem głośno ślinę. Moje milczenie odebrał jako aprobatę. 
- Ten z nas, którego prezent urodzinowy dla G bardziej go ucieszy... - zaczął. - Dostanie Dragona. 
- ...Dostanie Dragona? - wyjąkałem z lekkim przerażeniem w głosie. 
- Na caluteńką noc. 




~~*~~

     

23.8.13

Prezent.

Dział: T.O.P x G-Dragon
Numer rozdziału: 3
Gatunek: Yaoi




- T-tak, masz rację... - odpowiedział, nerwowo drapiąc się po głowie i spuszczając wzrok. 
- O co chodzi? - zapytałem z powagą, lekko odsuwając od siebie Seungri'ego. Tamten jednak nie dawał za wygraną i lgnął do mnie coraz bardziej. Westchnąłem i postanowiłem to zignorować. Pozwoliłem mu się do mnie przytulić, po czym skierowałem wzrok na G-Dragona wpatrującego się w nas z nieukrywanym zdziwieniem. 
- Wiesz, w sumie to nic ważnego. - uśmiechnął się, podchodząc do ławki, na której siedzieliśmy. Na dłuższy moment utkwił wzrok w strugach przezroczystej wody wytryskujących z fontanny i kontynuował. - Niektóre sprawy po prostu z biegiem czasu nieco zmieniają swój obrót. 
- Skoro teraz traktujesz to jak błahostkę, tym bardziej możesz mi powiedzieć. - odparłem stanowczo. 
        Roześmiał się. Nie mam pojęcia, co było w tym zabawnego, ale... śmiał się. Rzucił mi krótkie spojrzenie, które z mojej perspektywy wyglądało jakby było pełne gniewu, nienawiści i chęci zemsty, pogłaskał mnie po głowie i odszedł. Wpatrywałem się w jego oddalającą się postać, póki nie zniknęła z horyzontu. Miałem wrażenie, że coś ukrywał. Jak coś, co jeszcze wczoraj było priorytetem, sprawą, która sprawiała, że uśmiech znikał mu z twarzy, mogła tak nagle i niespodziewanie zmienić się w nic nie znaczącą błahostkę? Westchnąłem głęboko i spojrzałem na wtulonego we mnie Seungri'ego. Zasnął. 



~~*~~



        Nazajutrz o bardzo wczesnym ranku obudził mnie brzęk talerzy i łoskot sztućców. "Co jest do cholery..." - pomyślałem, gwałtownie zrywając się z łóżka. Zacząłem po omacku szukać telefonu na szafce nocnej. Przetarłem oczy. "6:12...". Przeciągnąłem się leniwie, ziewnąłem i wyszedłem z pokoju, kierując się ku łazience. Po drodze coś jednak przyciągnęło moją uwagę. Zajrzałem nieśmiało do kuchni...
- Nie piecz tego w takiej temperaturze, pojebało cię?! - usłyszałem głośny wrzask G-Dragona. 
- Odsuń się, nie umiesz. - odpowiedział stanowczo Taeyang, triumfalnie stawiając nogę na piekarniku. - Ja ci pokażę, jak się robi le American Die!
- ...A nie pie? - zapytał zrezygnowany. - Teraz to ja się boję pytać, coś ty do ciasta wrzucił. 
- Azbest. - odparł krótko. 
- Kurwa... - G złapał się za głowę. - W twoim przypadku bym się nie zdziwił...
- Co wy wyprawiacie o tej godzinie? - zapytałem, wkraczając do pomieszczenia. G spojrzał na mnie wielkimi oczyma. 
- American Die pieczemy. - odpowiedział z pełną powagą Tae. - Chcesz nam pomóc?
- Nie. - odparłem. 
- Pójdę po konfitury do spiżarni. - rzekł G, po czym opuścił kuchnię. 
- Po chuj ci konfitury? - spytał nagle Taeyang, odwracając podniecony wzrok od szyby piekarnika. - Ej, ale my nie mamy spiżarni!
        "Unika mnie?" - pomyślałem. Spojrzałem na Tae wpatrującego się w piekące się ciacho. Postanowiłem zignorować zachowanie G-Dragona. Tak czy inaczej jego unikanie mnie nie mogło trwać długo, skoro mieszkaliśmy razem. 
- Skąd taki nagły pomysł pieczenia ciasta? - zapytałem z arogancją. - Naprawdę musicie mnie budzić tak wcześnie?
- Oj, sorry no. - odpowiedział. - G po prostu się uparł, że w tym roku chce mieć tort urodzinowy made by himself. 
        Wut?! Wzdrygnąłem się. Zapomniałem o jego urodzinach. Kurwa... Chyba przypomnienie w fonie mi się samo wyłączyło... Ja pierdolę...
- ...Ale że sam kompletnie nie potrafi piec - kontynuował - poprosił mnie. 
        I dlaczego akurat poprosił jego? Lol. Chwila, czemu tak pomyślałem, przecież Tae jest dobrym kucharzem... Nieważne. Rzuciłem się w popłochu do pokoju, rozsunąłem szafę, wyjąłem pierwsze lepsze ciuchy i postanowiłem jak najszybciej udać się po prezent dla G. 
        Będąc w jednej z galerii handlowych napadło mnie kilka szalonych fanek. Dałem im autografy, jednak musiały skorzystać z okazji i nie obeszło się bez rozmowy. 
- Top, co tu robisz tak wcześnie? - spytała jedna z nich. 
- Nie świętujesz tego dnia z G? - zapytała kolejna. Kurwa, nawet one pamiętały!
- Yep, przyszedłem właśnie po prezent. - odparłem krótko. 
- Awww, prezent dla G... - westchnęła.
- Dopiero teraz? Czyżbyś zapomniał? - zaśmiała się. 
- Ojej, mógłbyś mu coś od nas przekazać? - zapytała, wręczając mi ogromną czekoladę. 
- Nie ma sprawy. - uśmiechnąłem się. - Wybaczcie, ale muszę już iść. 
        Opuściłem towarzystwo i udałem się w głąb galerii. Nie miałem zielonego pojęcia, co powinienem mu kupić. Przebyłem kilka sklepów, jednak bez skutku. Zrezygnowany stanąłem na środku centrum. I wtedy spostrzegłem TO.



~~*~~


        

19.8.13

Chłodna rozkosz.

Dział: T.O.P x G-Dragon
Numer rozdziału: 2
Gatunek: Yaoi




Purita: Wielu z nas na to czekało! Pierwszy raz na żywo w naszym studiu! Przed wami bardzo długo oczekiwany... BIG BANG! Witam was serdecznie, zajmijcie miejsca chłopcy. Jak wam minęła podróż?

Seungri: Dzięki, Puri-chan. Mieliśmy małe starcie na linii Seul-Tokio, jednak nikomu nic się nie stało.

*awwww*

Purita: Awww... Słyszeliście to? Nazwał mnie Puri-chan! Jakie to słodkie! W takim razie zacznijmy. W pytaniach od waszych fanów pojawiło się wiele na temat nowego albumu, który cały czas jest przygotowywany. Kiedy obstawiacie jego wydanie?

Taeyang: Cały czas stoimy w fazie przygotowywania ostatniej piosenki. Mamy na jej miejsce trzy i zastanawiamy się, którą z nich wybrać.

Purita: Aż trzy! Wspaniale! Myślę, że wszyscy chcieliby, abyście wykorzystali je wszystkie!

Taeyang: Niestety to niemożliwe, mamy ograniczenia.

Purita: Wielka szkoda... Popatrzmy na kolejne pytania... Ach tak? Top, podobno zgodziłeś się wziąć udział w jednej z sesji zdjęciowych, mimo że w poprzednich wywiadach wyraźnie powiedziałeś, że ich nie cierpisz?

T.O.P: Racja. Postanowiłem jednak podjąć pracę nad sobą. Sesje zdjęciowe powinny być bułką z masłem dla takich gwiazd show biznesu jak my, prawda?

*owacje*

Purita: Świetnie! Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię w tym wydaniu. Kolejne pytanie jest do G... Hmm... To dość nietypowe pytanie, jednak...

G-Dragon: Jestem otwarty na wszystko, Purita-san!

*wiwaty*

Purita: Nawet fangirling?

G-Dragon: Wszystko!

*oklaski*

Purita: A więc, G... Jedna z czytelniczek pisze: "Hej, G-Dragon! Oglądałam wiele waszych filmików i zastanawiam się, czy to tylko gra aktorska, czy naprawdę łączy cię coś z Topem?".

*owacje na stojąco*

Purita: Spokojnie, spokojnie, dajcie mu odpowiedzieć...

G-Dragon: Dobre pytanie. Szczerze mówiąc, nie wszyscy o tym wiedzą, ale łączy nas coś bardzo wielkiego i głębokiego...

*awww*

G-Dragon: ...bardzo długa, trwała i mocna więź zwana potocznie przyjaźnią.

*awww*

Purita: Myślę, że czytelniczka mogła mieć na myśli nieco inną więź. Zaprzeczysz czy potwierdzisz?

G-Dragon: *wyszczerzenie całego uzębienia w promiennym uśmiechu*

*awww*

Purita: OK, może lepiej nie niszczyć marzeń naszej czytelniczki i pozostawić pewne pytania bez odpowiedzi. Daesung. Najświeższe plotki głoszą, że jakiś czas temu planowałeś zostawić zespół i rozpocząć karierę solową.

Seungri: Hę? Daesung, chciałeś zrobić coś takiego?

G-Dragon: What the hell?

Purita: Och, Daesung, członkowie zespołu nawet o tym nie wiedzieli?

Daesung: Zaprzeczam wszystkiemu. Te plotki doszły do mnie całkiem niedawno i nie mam pojęcia, skąd się wzięły. Nigdy nie myślałem o opuszczeniu zespołu.

*oklaski*

Taeyang: Masz szczęście, nie pozwolilibyśmy ci odejść.

*awww*


        Wywiad był długi i męczący. Znów mogliśmy się sprawdzić jako improwizatorzy przekształcając odpowiedzi tak, aby nie wyjawić żadnych prywatnych informacji. Przez pełne skupienie zupełnie zapomniałem o złożonej przez G obietnicy, jakoby chciał mi coś powiedzieć tego wieczoru.
- Nieźle nam poszło, chłopaki. - zauważył Seungri, biorąc łyk czerwonego wina.
- Racja. - potwierdził Taeyang. - Wybrnęliśmy z wszystkiego, zero porażek.
- Ale muszę przyznać, że momentami mało brakowało. - uśmiechnął się G, przebierając na tacach z jedzeniem.
- Czy ja wiem... - zaczął Daesung. - Teraz myślę tylko o tych chamsko rozpuszczonych plotkach o mojej rzekomej chęci odejścia, skąd ludzie biorą takie pomysły?!
- Daj spokój. - odparłem, klepiąc go po ramieniu. - Wszyscy w tej branży mają z tym problem. Tym razem wypadło na ciebie.
- Top ma rację. - rzekł Taeyang, nalewając sobie whisky. - Nie ma czym się przejmować, Daesung. Ważne, że to tylko plotka.
        Po dłuższym czasie zaczęła mnie pobolewać głowa - pierwszy znak, że wypiłem odrobinę za dużo. Mimo to czułem się w pełni świadom. Po prostu momentami traciłem panowanie w kończynach. Szczególnie dolnych. Usiadłem na ławce w parku, zaraz przy fontannie. Rzuciłem okiem na zegarek, było trochę po drugiej w nocy. Wokół ni żywej duszy. Noc była chłodna, więc wszyscy pochowali się w środku bawiąc się, pijąc wino przy walcu czy smakując egzotycznych potraw.
- Tutaj jesteś... - usłyszałem szept tuż za swoimi plecami. Odwróciłem się energicznie.
- G...? - wymamrotałem ledwo. Plątał mi się język.
        Usiadł tuż obok mnie i zatopił wzrok w błyszczących strugach wody wytryskających na wszystkie strony. Kolorowe lampy umieszczone pod wodą rzucały barwne światła na wodne wachlarze. Park wyglądał jak z bajki.
- Czy to odpowiedni moment? - szepnął.
- Chyba tak... - odparłem.
- Wiesz, Top. To dość skomplikowana sprawa.
- Wyrzuć to z siebie w końcu.
- Masz rację. Wiesz, ja... Chodzi o to, że... Mam na myśli... Ok, powiem to. Powiem to tu i teraz. Po prostu...
- G! Szybko! Musisz tego spróbować! - usłyszeliśmy niespodziewanie krzyk Daesunga. - Kraby z ananasem!
- Kraby z ananasem? - zdziwił się. - Za moment wracam, Top!
- Mhm. - westchnąłem. Trochę się wkurzyłem, bo dalej nie wiedziałem, co takiego chciał mi powiedzieć. Osunąłem się lekko na ławkę i położyłem się. Chyba przysnęło mi się na moment. Obudził mnie czyjś dotyk. Czułem, jak ktoś mierzwi delikatnie moje włosy. Podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Ano... Seungri? - spytałem cicho, upewniając się odnośnie tożsamości towarzysza.
- Tak. - uśmiechnął się. - Widzę, że nie jesteś w lepszym stanie niż ja.
- Ta... - potaknąłem. Po krótkiej drzemce czułem się o wiele gorzej niż przed.
- Hej, Top. Myślisz, że...
- Że?
        Nastała chwila ciszy. Po tej krótkiej dłużącej mi się chwili niespodziewanie skierował się ku mnie i zatopił swoje wargi w moich. Nie zaprzeczę, to było przyjemne. Nawet bardzo. Dlatego nie przestawałem i całowałem go namiętniej niż on mnie. Całkiem nieźle to robił. Nie obawiałem się, że ktoś nas widzi, byłem tak pijany, że miałem to gdzieś. Cieszyłem się chwilą. Seungri miał wątłe, gładkie i chłodne wargi, dzięki czemu całowanie go było jeszcze przyjemniejsze. W sumie nie pierwszy raz to z nim robiłem. Jednak tym razem bardziej mi się podobało. Objąłem go w pasie, a on oplótł dłońmi mój kark. Zastygliśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę.
- T-t-t-t-op? - usłyszałem znajomy głos. Od niechcenia oderwałem wargi od delikatnych ust Seungri'ego, by zobaczyć, kto miał czelność nam przerwać. Stał dość daleko, w takim stanie nie mogłem go dokładnie dostrzec. Seungri również skierował wzrok w jego stronę.
- G-Dragon? - zapytał, mrużąc oczy.
- Co wy... - zaczął. Faktycznie, poznałem go po głosie. To był on. Zrobiło mi się wtedy jakoś głupio.
- Chciałeś mi coś powiedzieć, nie? - zapytałem.



~~*~~



Niepewność.

Dział: T.O.P x G-Dragon
Numer rozdziału: 1
Gatunek: Yaoi



       Adrenalina, stres, niezdecydowanie, niepewność, roztrzęsienie - wszystko to towarzyszyło mi przez ostatni tydzień i nie odstępowało na krok. Po długich namowach Daesunga zgodziłem się uczestniczyć w sesji zdjęciowej, która miała zostać opublikowana na łamach kilku znanych koreańskich pism. Nadal nie byłem co do niej przekonany. Wszystkie poprzednie były dla mnie kompletną porażką - nie potrafię ani pozować, ani pewnie się czuć, kiedy już komuś jakimś cudem uda się mnie dobrze ustawić. I jakoś nigdy nie wyrażałem chęci brania lekcji. Po prostu postanowiłem nie brać udziału w tego rodzaju eventach.
- Top, dajże już spokój, to zwyczajna sesja. - irytował się Daesung. Sesje były dla niego jak codzienna ranna kawa, wczesne wstawanie czy nagrywanie piosenki. - Już od dawna zasilasz najbardziej znane koreańskie kadry show biznesu, a boisz się spotkania z aparatem.
- Gdyby to było takie proste! - denerwowałem się widząc, że dla niego to bułka z masłem.
- JEST!
        Sesję wyobrażałem sobie jak posadzenie mnie przywiązanego do krzesła przed telewizorem, przyklejenie mi powiek do góry i kazanie oglądać "Modę na sukces". Fotograf miał pełnić rolę nauczyciela matematyki uczącego infantylnego ułomnego przedszkolaka, a pomoc techniczna mieć kilkugodzinny seans serialu "Trudne sprawy: Top, lat 26 - Jestem superstar, a jak pozuję wyglądam jak ruska gwiazda porno".
- Sesja jest za dwa tygodnie, możesz zrobić skrócony kurs. - namawiał mnie dalej. - Obciach zmarnować taką szansę.
- Nic się nie stanie, jeżeli nie wezmę w niej udziału.
- Nic? NIC? Tylko dzięki tak znanej sesji możesz dotrzeć do ludzi, którzy jeszcze cię nie znają! Chętnie bym się z tobą zamienił!
- TO ZAMIEŃ.
- !@#$%^&*(! Przecież to tobie to zaproponowali!
        W końcu uległem namowom Delfina ku radości reszty grupy, która miała dość wysłuchiwania od tygodnia naszych kłótni. Zgodziłem się tylko dlatego, że cała ta atmosfera tworzona przez Dae zwyczajnie mnie przytłaczała. Na jakiego pewnego siebie bym nie wyglądał, życie pod presją zdecydowanie nie było dla mnie.
        Wedle wcześniejszych wskazówek wybrałem się na skrócony kurs. Usilne próby przy nauczycielu również wywoływały u mnie dziwnego rodzaju stres i niepewność.
- Jest o wiele lepiej, teraz prawa dłoń trochę wyżej. Swobodniej, swobodniej. Oprzyj się i zrób to bardziej naturalnie. CZŁOWIEKU, CZY TY MASZ POWYGINANE KOŚCI? Prosto! Świetnie, wyglądasz teraz jak siedem nieszczęść.
        Nauczyciel w ramach swojej surowości nie pozwalał na przerwy w pracy i nie bronił sobie używania ciętego języka. Sądził, że dzięki temu efekty będą szybsze i większe. A ja, cały w stresie, pociłem się jak świnia.
- A teraz wyobraź sobie, że mnie tu nie ma i usiądź swobodnie, jakbyś był sam. #$%^&, jak na gwiazdę pop masz w sobie wyjątkowo mało gracji...
        Po dłuższym czasie w sumie przestałem myśleć o tym, że dziwnie wyglądam. W końcu byłem tutaj po to, by nauczyć się pozować.
- Dobrze! W końcu załapałeś! Tylko nie napinaj tak mocno mięśni szyi.
        Po czterech godzinach treningu bez przerwy na jedzenie, picie czy toaletę wypadłem z sali jak po średniowiecznych torturach. Rozpłaszczyłem pysk na podłodze i postanowiłem doczołgać się do pryszniców, jednak jak padłem, tak wstać nie mogłem. Bum. Na mojej głowie wylądował zwilżony chłodną wodą ręcznik.
- Szybko robisz postępy! - roześmiał się znajomy głos.
        Gwałtownie podniosłem się na cztery łapy.
- G-Dragon?! Ty... Byłeś tu cały czas? - zapytałem wystraszony. O Boże, widział wszystkie te moje wyczyny?!
- Nie! - uśmiechnął się, wyciągając do mnie dłoń. - Byłem kilka godzin temu, potem wybrałem się na zakupy. Pomyślałem, że może jeszcze nie skończyłeś i tak sobie przyszedłem tu po ciebie.
- Widziałeś te nieudolne pozy... - majaczyłem pod nosem z zażenowaniem.
- Hm, mówiłeś coś? Poza tym znalazłem sklep, w którym pasowały na mnie MĘSKIE UBRANIA! Czaisz bazę?! Jestem wprost zachwycony!
        Wstałem z ziemi, otrzepałem się lekko i udałem się w stronę drzwi łazienki. G dalej coś ględził, chyba nawet nie zauważył, że sobie poszedłem. Zrzuciłem z siebie przepocone ubrania, wszedłem pod prysznic i rozkoszowałem się istnieniem lodowatej wody. Westchnąłem z ulgą. Po kilku minutach opuściłem miejsce ukojenia, zawiązałem sobie ręcznik w pasie i wyszedłem do szatni po świeże ciuchy.
- Gdybyś w domu tak szybko brał prysznic!
- G, czemu włazisz do męskiej szatni?! A, sory. Zawsze zapominam. To przez te ubrania.
        G-Dragon prychnął i rzucił we mnie moimi jeansami. Wyjąłem z szafki bieliznę i koszulę.
- Chcę się ubrać.
- Nie przeszkadzaj sobie.
- Chcę się ubrać.
- No to na co czekasz?
- Aż raczysz wyjść?
- Wstydzisz się mnie?
        Wykopałem go za drzwi na zbity ryj i zamknąłem na klucz. Dobijał się do środka, póki się nie ubrałem i nie otworzyłem.
- Jak mogłeś tak desperacko mnie wyrzucić?!
- Trzeba było wyjść, jak prosiłem.
- Nie prosiłeś!
- Nie rozumiesz metafor.
- Bo nie umiesz ich używać!
        Westchnąłem głęboko i zamknąłem mu drzwi przed nosem, gdy opuszczaliśmy budynek. Usłyszałem jego wrzask z wnętrza, jednak zignorowałem to i poszedłem dalej.
- Top, Top!
- Nie mam.
- Nie chcę niczego!
- To po co drzesz mordę?
- Pamiętasz, jak nagrywaliśmy te wszystkie bzdety i wrzucaliśmy na YT?
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
- No wiesz, najpierw mnie pocałowałeś, a potem jeszcze Seungri'ego i...
- NIE MAM POJĘCIA, O CZYM MÓWISZ.
- Uuu, czyżby Top wstydził się swoich postępków?
        Przyspieszyłem kroku ciesząc się, że mam dłuższe nogi i po jakimś czasie go zgubiłem. "Pewnie poszedł na jakąś wyprzedaż czy coś..." - pomyślałem. Pogrążyłem się w rozmyślaniach na temat sesji. I znów poczułem ucisk w gardle. Bałem się, że nie dam rady, że po wypuszczeniu gazet z sesją w obieg zobaczę moje nieudolne pozy, zobaczą je miliony Koreańczyków, miliony ludzi na całym świecie...
- I jak? - zapytał Taeyang, otwierając mi niespodziewanie drzwi przed samym nosem, przy okazji przypierdzielając mi nimi w łeb.
- #$%^&*, kto zamontował je w tą stronę... - wkurzyłem się. - Padam na ryj, Taeyang, padam na ryj normalnie.
- Cieszę się. - uśmiechnął się.
- TOOOOOP! - wykrzyknął triumfalnie Daesung, niemalże rzucając mi się w objęciach na szyję. - I co, są postępy? Pochwalił cię? Nie stresujesz się już?
- Jasne. - odburknąłem, omijając go szerokim łukiem. - Co na obiad?
- Kimchi. Sam robiłem. - odpowiedział Taeyang, popychając mnie w kierunku kuchni.
- Taeyang, jesteś mistrzem. Właśnie miałem na nie ochotę. Swoją drogą... Niedawno mówiłeś, że nie potrafisz robić Kimchi. Zacząłeś pracować nad sobą? - zapytałem z zaciekawieniem.
- Nie, kupiłem to takie w plastikowych miseczkach do zalania. - odparł.
- Jeny, mamy siana jak lodu, a żywimy się w taki sposób... - westchnąłem. - Jakbyśmy nie mogli pójść do restauracji.
- Wybacz, Top, taki dzień. - odpowiedział Daesung. - Dzisiaj nawet G-Dragonowi nie chciało się nakładać tapety.
        Zalałem dzieło szefa kuchni Taeyanga wrzącą wodą, sięgnąłem do szuflady po łyżkę i zasiadłem przy stole, jedząc królewski posiłek.
- Jeśli chodzi o G, miał do ciebie jakąś pilną sprawę. - rzekł Seungri, zajmując miejsce naprzeciwko mnie.
- Hm? Szprawę? - wymamrotałem z makaronem w ustach.
- Nie powiedział ci nic? - spytał, drapiąc się po karku. - Mówił, że to sprawa niecierpiąca zwłoki i musi natychmiast ci to powiedzieć. Nie mam pojęcia, co miał na myśli, ale pierwszy raz widziałem go tak poważnego.
- Ględził jakieś bzdety, nie powiedział nic konkretnego. - odpowiedziałem, mieszając zupkę.
- Powinieneś z nim pogadać. - puścił mi oczko. - Nie widziałem go jeszcze tak zaangażowanego.
                    Odszedł od stołu i zamknął się w swoim pokoju. Zastanawiałem się, co G mógł ode mnie chcieć. "...pierwszy raz widziałem go tak poważnego."... Nie wiedziałem, co myśleć. Postanowiłem poczekać, aż wróci z shoppingu. O, o wilku mowa!
- Jesteś, G! - wykrzyknąłem, wstając od stołu.
- Hmph. - burknął pod nosem, wyjmując ciasteczka z szafki.
- Chciałeś o czymś ze mną pogadać?
- A chciałeś słuchać?
- Nie baw się ze mną w gry słowne, dobrze wiesz, że tego nie lubię.
- Dlatego to robię.
- ...Powiesz mi, o co chodzi?
- Gdybyś był dla mnie milszy, już dawno bym to zrobił.
- Ej, kiedy niby byłem dla ciebie niemiły?
- Cały dzień jesteś!
        Wziął ciasteczka i wyszedł na taras. A ja wróciłem do spożywania dzieła Taeyanga. Całkiem nieźle wyszło mu to Kimchi. Wyrzuciłem miseczkę i udałem się na taras. G leżał na leżaku z paczką ciasteczek na brzuchu i obserwował chmury. Usiadłem na sąsiednim.
- Przeszło ci? - zapytałem.
- Chciałem zadać to samo pytanie.
- Naprawdę nie wiem, o co ci chodzi. Zachowuję się tak, jak zawsze.
- Wcale nie. Wieczorami zachowujesz się zupełnie inaczej.
- ...Wieczorami?
- Dobrze słyszałeś. Mówią, że człowiek wieczorem jest bardziej zmęczony, a dzięki temu jednocześnie otwarty. Może to jest właśnie sedno sprawy.
- Czyli powinienem być bardziej otwarty?
- Coś w tym stylu. Może dlatego, że ciśniesz w sobie emocje, jesteś taki oschły na zewnątrz.
        "Oschły"? - pomyślałem. Nikt nigdy nie nazwał mnie oschłą osobą. Może faktycznie ta sesja wywarła na mnie jakiś negatywny wpływ. Racja... Ostatnio prawie w ogóle się nie śmiałem i byłem nieco chamski w stosunku do najbliższych.
- Hahahaha. - zaśmiałem się.
- Co cię tak nagle rozśmieszyło?
- Nic. Próbuję być mniej oschły.
- Dość diabolicznie to zabrzmiało.
- Dzięki.
- Ciasteczka?
- Poproszę.
        Zamilknęliśmy obydwoje. Chrupaliśmy ciacha i wpatrywaliśmy się w niebo. G wydawał się być zatroskany. Przez moment miałem wrażenie, że lekko trzęsą mu się nogi.
- Tamta wygląda jak "G"! - wykrzyknął nagle, podnosząc się do pozycji siedzącej i wskazując palcem na jedną z chmur.
- Bardziej jak rogal...
- Żaden tam rogal, sam jesteś rogal. To jest znak!
- Żaden tam znak, sam jesteś znak. Prędzej przypadek.
- Żaden przypadek, sam jesteś przypadek.
- Ej, nazwałeś mnie przypadkiem?!
- Wolisz "wypadek przy pracy"?
- Jak ci zaraz...
        Zrzuciłem go z leżaka, położyłem go na nim, usiadłem na blokującym jego ruchy leżaku i zacząłem go łaskotać. Motał się na wszystkie strony i śmiał głośno.
- A teraz G, nie wypuszczę cię stąd, póki nie powiesz mi, o co chodziło.
        Nagle spoważniał i nawet szybkie ruchy moich palców nie wywoływały u niego uśmiechu. Patrzył w stronę barierki i nie ruszał się.
- G?
- Nie powiem ci tego teraz.
- Dlaczego?
- Bo to nie jest odpowiednia sytuacja do mówienia takich rzeczy.
- ...Ktoś umarł?
- Nie.
- Czyli to nic poważnego.
- Owszem.
        Zrezygnowany wstałem i zdjąłem z niego leżak. Mimo to leżał nadal bez ruchu i wpatrywał się ślepo w martwy punkt. Odszedłem. Postanowiłem wyjść na spacer. Wszystko to mnie przytłaczało - najpierw sesja, trening, teraz jeszcze to dziwne zachowanie G... Bałem się, że faktycznie stało się coś złego, a ja jako jedyny nie zdaję sobie sprawy z powagi sytuacji. Założyłem buty i złapałem za klamkę.
- Top! Ja... - zaczął niemrawo, łapiąc mnie za mankiet koszuli.
- Hm?
- Może... - podrapał się po głowie. - Jutro... Jutro mamy wywiad na auli, potem jesteśmy zaproszeni na imprezę w parku przy fontannie, wtedy... Wtedy ci powiem.
- To będzie odpowiedni moment?
- Nie wiem. Ale nie mogę zwlekać.

        Skinąłem głową, pożegnałem go uśmiechem i wyszedłem. Postanowiłem cierpliwie czekać i nie martwić się na zapas. Co się ma stać, to się stanie.