Showing posts with label zaplątani. Show all posts
Showing posts with label zaplątani. Show all posts

14.7.17

9

Dział: Zaplątani
Numer rozdziału: 9
Gatunek: Yaoi



Akihito Jones - Naru 
Kai Yamazaru - Lisu




AKIHITO

          Mężczyzna pieścił mnie jeszcze długo, drapiąc, gryząc a także szczypiąc, sprawiając mi tym samym ogromną przyjemność. W końcu jednak doszedłem w jego usta, jęcząc przy tym cicho jego imię. Liczyłem po cichu na to, że w końcu posuniemy się dalej, zwłaszcza, że ten pieścił mnie dalej, jednak nagle zadzwonił telefon mężczyzny. "Nie odbieraj, zajmij się jak raz mną..." powtarzałem w myślach jak mantrę, jednak nie dotarła ona do mężczyzny, gdyż ten sięgnął po to przeklęte urządzenie i odebrał połączenie. Usiadłem więc obok niego i zacząłem go całować po szyi, by skupić jego uwagę na sobie. 
— Kai... — mruknąłem cicho, czekając aż ten skończy rozmawiać, a kiedy to się stało, uśmiechnąłem się zadowolony, jednakże moja radość nie trwała długo, ze względu na to, co on powiedział.
— Jj... ja nie wiem... jak ty wyszedłeś, to pobiegłem za tobą... po całym mieście cię szukałem, nie wiem, ile wypił — powiedziałem drżącym głosem i mocno go przytuliłem, chcąc dać mu wsparcie. — Twoja mama obiecała, że zamówią taksówkę, żeby twój ojciec nie prowadził po pijaku... Mówiła, że zatrzymają się w pobliskim hotelu i, że... Że dziś rano do nas wrócą... — powiedziałem załamany.           Czułem się winny całej tej sytuacji, w końcu gdybym się nie uparł, że Kai ma spać w łóżku, to oni zostaliby w domu i nic by się nie stało, a tak? Przeze mnie Kai stracił rodziców... Przecież on mnie przez to znienawidzi. Zadrżałem mocno i poczułem jak łzy spływają mi po policzkach. 
— Kai... przepraszam... — wyszeptałem drżącym głosem, przytulając go mocno do siebie.


KAI

— Przecież to nie twoja wina, Aki — odparłem ze spokojem. 
          Prawdopodobnie jeszcze do mnie to wszystko nie dotarło. Nie czułem nic. Ale wiedziałem, że może to być cisza przed burzą. 
— Aoi chce się spotkać ze mną i resztą rodzeństwa. Przyjedzie koło południa. Chcę, żebyś jechał tam ze mną. Nie wiem jeszcze, co im powiem, ale będę potrzebował twojej obecności.
          Domyślałem się, że zabranie ze sobą Akiego może przysporzyć mi kłopotów. Mimo to nie wyobrażałem sobie, żeby nie było go tam przy mnie. Otarłem łzy Akiemu i objąłem go ramieniem. To wszystko zdawało się być koszmarnym żartem. Nie wiedziałem, co powiedzieć, ale w jakiś sposób czułem się szczęśliwy, że Aki jest przy mnie. Chociaż nawet nie potrafiłem mu tego powiedzieć. Miałem nadzieję, że doskonale o tym wie.
— Aki, wybacz mi pytanie nie na miejscu, ale... — zacząłem.
          Zawahałem się nieco, ale Aki nie dałby mi żyć, gdybym zaczął i nie skończył. Jego błyszczące od łez oczy z ciekawością pytały, co mam do powiedzenia. Odpaliłem drugiego papierosa. Wplotłem palce w jego włosy i pogłaskałem go delikatnie. Wbiłem wzrok w ziemię. Na zewnątrz powoli się rozjaśniało.
— Myślałeś kiedyś o dziecku? — spytałem w końcu. — Wiesz, takim zdeformowanym bachorze, który ciągałby cię za fartuch, kiedy czekałbyś na mnie z kolacją?



AKIHITO

— Pojadę z tobą... jesteś moim chłopakiem... osobą, którą kocham, nie wyobrażam sobie puścić cię samego... Jesteś mi zbyt bliski, muszę cię wspierać... Wiem, że to może niewiele, ale chcę być przy tobie... Tak po prostu, żebyś lepiej się czuł — wyjaśniłem cicho, uśmiechając się smutno. 
          Musiałem się ogarnąć, w końcu muszę być silny, jeśli chcę mu pomóc, nie mogę się załamać, nie kiedy jak raz mogę go wesprzeć. 
— Tak? — zapytałem i spojrzałem na niego wyczekująco. Kiedy ten wspomniał o dziecku, otworzyłem szeroko oczy. Dopiero teraz coś do mnie dotarło. — Ja... posłuchaj... rodzice od dawna mi tłumaczyli, że ja mogę mieć dziecko... nie wiem jak to działa, jakieś tam narządy w środku mam jak baba... — wymamrotałem, dosyć zawstydzony tym. 
          Nigdy mu o tym nie mówiłem, bo bałem się, że uzna mnie za wynaturzonego, ale teraz? Musiałem mu powiedzieć to, o czym pomyślałem. 
— Moi rodzice pokazali, że już mają podpisany papierek o tym, że firmy przechodzą w ręce moje i mojego przyszłego męża, którym okazałeś się ty... i teraz... ja już rozumiem dlaczego to zrobili... wiedzą o moich możliwościach, wiedzą, że będziemy mogli mieć dziecko, które po nas przejmie cały ten biznes... Rozumiesz? Wszystko jest na papierach, cała ta firma będzie w twoich rękach jeśli mnie poślubisz, więc nawet jeśli twój brat będzie chciał mieć do niej prawa, to ich nie dostanie — powiedziałem i mocno go przytuliłem. — A dziecko... to by było słodkie, widzieć jak bawisz się z takim maleństwem... i zabawne byłoby słuchanie twoich przekleństw w czasie, gdy miałbyś zmieniać pieluchy — zaśmiałem się cicho.


KAI

          Spojrzałem na niego nieco zdegustowany. Nie do końca rozumiałem, co miał na myśli. Więcej zajebistych newsów na ten poranek. Moi starzy nie żyją, a mój facet to nie do końca facet. O co w tym wszystkim chodzi?
— Aki, uspokój dupę — przerwałem jego monolog. — Mam młodszego brata, jest jedynym niepełnoletnim z mojego rodzeństwa. Będzie trzeba coś z nim zrobić. Narządy jak baba? Ja nie wiem, czy chcę wiedzieć więcej. I nie wiem, czemu mówisz mi to dopiero teraz. Chciałem zaproponować wspólną kąpiel, właśnie mi się odechciało. Idę się umyć. Sam. Ogarnij mi jakieś prochy, które utrzymają mnie przy życiu, zrób śniadanie i sprzątnij ten syf.
          Rzuciłem peta na ziemię i poszedłem wziąć prysznic. Naprawdę zaczynałem się w tym wszystkim gubić. W dodatku nadal czułem się chujowo. Aoiemu chyba się spieszyło, napisał, że będzie wcześniej. Potwierdziłem, dodając, że jest że mną syn tych ludzi, z którymi mieliśmy nawiązać współpracę. Aoi zdawał się być zdziwiony tym faktem, ale zignorowałem to. Nie musiałem się nikomu tłumaczyć.
          Kiedy opuściłem łazienkę, o dziwo nie zastał mnie w pokoju pożar. Wylazłem na balkon z kolejną fajką, przytłoczony życiem i płcią Akiego. Kurwa, co to miało być, do chuja?
          Zastanawiałem się, w jakim stanie są teraz Meraya, Sora i Rin. Aoi był spokojny, ale on zawsze zachowywał zimną krew. Bliźniaczki nie zawsze potrafiły to robić, tym bardziej ten czternastoletni gówniarz. Westchnąłem głęboko. Wszystko było do bani.



AKIHITO

— Kai... — szepnąłem i spojrzałem za nim smutno. 
          Nie rozumiał, nawet nie próbował zrozumieć, co mnie bardzo zabolało. Przez chwilę nawet zastanawiałem się nad tym, czy Kai jest dla mnie dobrym chłopakiem. W końcu nigdy specjalnie nie okazywał czułości, musiałem sam o to prosić, wspierał mnie tylko, gdy sam uznał to za słuszne już kilka razy naraził mnie na śmierć w pożarze, niechętnie też wyznawał mi swoje uczucia. Może.. może on w ogóle mnie nie kochał? Ale czy w takim razie byłby tyle czasu z kimś, kto nawet nie chce z nim iść do łóżka? A może... zwyczajnie miał kogoś na boku? W końcu, jako normalny facet wytrzyma tyle czasu bez seksu?
          Te myśli zaczęły mnie wręcz przygniatać, w końcu jak mogę być z kimś, kto mnie tak naprawdę nie chce?
          Zasmucony własnymi myślami, wstałem powoli i zgasiłem leżącego na dywanie papierosa, własną stopą. Zignorowałem towarzyszący temu ból i powoli udałem się do kuchni. Kaszlałem przy tym ostro, jestem pewien, ze będę chory przez to nocne chodzenie po mieście w cienkiej bluzie. Zignorowałem jednak też to, po czym wszedłem powoli do kuchni. Przygotowałem dla Kaia okonomiyaki oraz mocną kawę, koło której ułożyłem leki, które z cudem znalazłem w szafce w kuchni. Gdy wszystko było gotowe a mój chłopak wyszedł na balkon, zabrałem tacę ze śniadaniem i bez słowa wyszedłem na balkon. Postawiłem mu na małym stoliku tace, po czym również bez słowa wróciłem do pokoju, szukając dla siebie ubrań.



KAI

          Wszystko waliło mi się na ryj. I wcale się dzięki temu nie prostował, nadal wyglądałem tak jak wcześniej. Zastanawiałem się, gdzie się podział ten związek bez tajemnic, związek, w którym rozmowa zawsze potrafi zdziałać wszystko i załatwić wszystkie problemy. Czy w ogóle kiedykolwiek tak było? A może tylko idealizowałem to, co było między mną a Akim?
          Biłem się z myślami. Chciałem wrócić do pokoju i przytulić mocno Akiego, mówiąc, żeby zjadł ze mną śniadanie, a potem rzucić go na łóżko i zrobić z nim, co mi się podoba. Jednak jednocześnie nie miałem ochoty na niego patrzeć przez to, co zrobił. Naprawdę nie rozumiałem, dlaczego powiedział mi o tym tak późno. Ostatnimi czasy nie był to pierwszy raz, kiedy coś przede mną ukrył czy zataił. Nic się nie dzieje bez powodu, ale jaka mogła być przyczyna jego zachowań?
          Rzuciłem okiem na śniadanie, które postawił mi na stole. Nie miałem apetytu. Sięgnąłem jedynie po leki. Czułem się tak tragicznie, że nawet wizja skoczenia pod pociąg wydawała się być kusząca. Byłem winny śmierci rodziców, zostałem bez starych, miałem wysoką gorączkę i prawdopodobnie chciano zmusić mnie do ślubu z facetem, który mnie okłamuje. Nie mogło być lepiej.
         Aoi zadzwonił z informacją, że będzie za jakąś godzinę. Poczułem wtedy nagłą chęć spędzenia całego dnia samotnie w łóżku. Naprawdę nie wiedziałem, co ze sobą począć. Byłem piekielnie samotny. Nikt nie był w stanie mnie zrozumieć, a co dopiero mi pomóc.
Wszedłem do pokoju, żeby popatrzyć sobie, jak Aki się ubiera. Nie mogłem mimo wszystko ominąć takiej chwili. Poza tym był to idealny moment do powkurwiania go.
— Aki — zacząłem, opierając się o framugę drzwi. Nadal paliłem papierosa. — To ja mam teraz dziewczynę czy chłopaka? Wiem, może pytanie nie na miejscu, bo jesteśmy razem już prawie trzy lata, ale jakoś tak nikt mi nie powiedział wcześniej, a to może być jednak istotna informacja.
          Na próżno próbowałem oderwać wzrok od jego wystających łopatek, kiedy zakładał koszulkę. Lubiłem jego kości chyba bardziej od niego samego, ale wolałem mu tego nie mówić, bo zacząłby robić aferę jak zwykle.



AKIHITO

          Kiedy starszy znajdował się na balkonie, ja udałem się do łazienki, gdzie wziąłem ekspresowy, gorący prysznic, chcąc się nieco rozbudzić. Kiedy wyszedłem, nałożyłem na siebie czyste bokserki i ubrany tylko w nie, udałem się do pokoju, gdzie zacząłem się ubierać. W momencie, gdy nasuwałem na siebie spodnie, do pokoju wrócił Kai. Starałem się go ignorować, bo czułem, że za chwilę wybuchnę a przecież w taki dzień, to powinienem być blisko mężczyzny, wspierać go i pomagać mu. Jednak... Jednak Kai się odezwał a cała moja maska obojętności pękła.
— Obojnaka, kurwa — warknąłem zły, nakładając na siebie koszulkę i obracając się w jego stronę. — Widzisz? Dlatego ci nie mówiłem, wiedziałem, że potraktujesz mnie jak debila... jak jebane wynaturzenie — powiedziałem załamany, zaciskając dłonie na ramionach. — Jestem facetem, jeszcze chwilę temu miałeś mojego chuja w gębie, więc powinieneś wiedzieć... — prychnąłem, pierwszy raz używając tak ostrych i dosadnych słów. — Ja tylko mam możliwość zajścia w ciążę. Nie mam okresu jak to u bab, ale mam swoje wahania nastrojów, czasami wręcz marzę o tym, żebyś mnie... no wiesz... ale w takich dniach zwyczajnie się z tobą nie spotykałem. Matka od dawna daje mi jakieś dziwne leki, więc nawet jakbyś mnie przeleciał, nie zaszedłbym z tobą... — mruknąłem cicho i odwróciłem wzrok. — Bałem się ci powiedzieć i teraz wiem, że ten lęk był słuszny...



KAI

          Szarpał mnie lekko za ramiona, a jego oczy zaszkliły się łzami wściekłości. Zaskoczyło mnie to. Delikatnie zsunąłem jego dłonie ze swoich ramion.
— Niby czemu był słuszny? — spytałem. — Co znaczy, że bałeś mi się coś powiedzieć?
          W moim głosie wyraźnie dostrzegalna była niepewność. Bo co to wszystko miało znaczyć? Ostatnio nic się nie układało. Przestałem zrzucać winę na swój brak starań. Były kwiaty i romantyczna kolacja. Co dostałem w zamian? Pracę Akiego jako hosta, z czego na szczęście zrezygnował. I wyjawienie mi sekretu po 3 latach. Ciekawe, czy powiedziałby, gdybym nie zapytał. Może zorientowałbym się po kilku miesiącach od pierwszego razu, kiedy dziwnym trafem zacząłby przybierać na wadze. Naprawdę nie miałem zielonego pojęcia, jak Aki miał zamiar to wszystko rozegrać. Dla mnie było to nielogiczne i absurdalne.
— Męczą mnie te twoje sekrety i tajemnice — odparłem.
          Po tych słowach opuściłem pokój i poszedłem po czekającą na mnie na balkonie zimną kawę. Aki w specyficzny sposób okazywał swoją wdzięczność za przyjęcie go do mieszkania. Chociaż w takim stanie rzeczy mógłby wrócić do rodziców, kiedy tylko by chciał. Co to za różnica, czy ma mieszkać z nimi, czy z kolesiem, z którym jest zmuszony wziąć ślub. Było mi cholernie ciężko. Miałem cichą nadzieję, że to wszystko to głupi sen, a kiedy się obudzę, wszystko wróci do normy. Oddałbym chyba wszystko za taką możliwość.


AKIHITO

— Nie mam ich tak wielu jak ty... — powiedziałem smutnym głosem. — Twoi przyjaciele nadal sądzą, że jestem laską, nie? — mruknąłem, patrząc na jego zaskoczoną twarz. — Tak, słyszałem jak rozmawiasz o mnie przez telefon — powiedziałem smutno i usiadłem na brzegu łóżka, patrząc jak ten wychodzi na balkon. 
          Westchnąłem załamany, opuszczając wzrok na swoje dłonie. Siedziałem tam przez długi czas, aż w końcu podniosłem się i poszedłem za nim, mocno przytulając się do jego pleców.
— Kai... zrozum mnie... bałem się jak cholera... ja sam mam siebie za wynaturzenie, więc bałem się twojej reakcji na to — wyszeptałem, cicho pociągając nosem. — Chciałem ci powiedzieć, ale no... nie wiedziałem jak, a dziś to po prostu samo wyszło z moich ust i tyle... — wymamrotałem i oparłem czoło na jego plecach. — Kocham cię przecież i nie chcę cię za bardzo okłamywać... — wyszeptałem, jednak starałem się być na tyle wyraźnym by mnie zrozumiał. — To ty mnie okłamujesz... Twierdziłeś, że twoi znajomi nie lubią poznawać osób, z którymi jesteś w związku a prawda jest taka, że się mnie wstydzisz... — powiedziałem załamany. — Ale to nic... nie mam ci tego za złe... Jedyne, co mam ci za złe, to jest to... — powiedziałem, wskazując na papierosa w jego dłoni.



KAI

— To nie ciebie się wstydzę — odparłem. — To ich się wstydzę. Poza tym nie nazywaj ludzi, z którymi jestem zmuszony pracować, moimi znajomymi. Nie mam z nimi nic wspólnego. Są pojebani. Ja nie jestem pojebany.
          Aki znowu się rozklejał jak to miał w zwyczaju zawsze po niespodziewanych napadach agresji. Był jak huragan. Najpierw ciepły i wilgotny, a potem... zabierał dom i samochód?
— Przyjaciela mam jednego i wiedział o tobie zanim jeszcze byliśmy razem, uspokój się - mamrotałem. — Nie wiem o chuj ci chodzi. Zresztą, jakie mam niby sekrety? Wydawało mi się, ze wiesz o wszystkim. Myliłem się?
          Dziwiło mnie to, że Aki na dzień wkurwiania mnie wybrał akurat dzień śmierci moich starych. Możliwe, że to był ten czas, kiedy powinien mieć okres. Cholera, skoro powinien go mieć, a go nie ma, to znaczy, że reakcje będą jeszcze gorsze.
— Wynaturzenie — powiedziałem sam do siebie. — W sumie to mam cię za wynaturzenie odkąd zobaczyłem cię po raz pierwszy, więc nie masz się o co martwić.
           Zapaliłem kolejnego papierosa mimo tego, co mi powiedział.
— Za złe? — spytałem. — Nałóg to słabość. Ofiarom trzeba pomagać, a nie mieć im za złe. Możesz na przykład codziennie robić mi śniadanie do łóżka, przygotowywać kąpiel, sprzątać, robić zakupy, płacić rachunki w ramach pomocy. Myślę, że to rozsądny układ.


26.1.17

8

Dział: Zaplątani
Numer rozdziału: 8
Gatunek: Yaoi



Akihito Jones - Naru 
Kai Yamazaru - Lisu



KAI

              Zsunąłem się z łóżka na podłogę. Usiadłem na ziemi i ukryłem twarz w dłoniach. Wziąłem na siebie za dużo, powinienem był zostać w domu i zabrać Akiego na obiad kiedy indziej. Może za bardzo chciałem go uszczęśliwić? A może i nie.
— Starzy nie będą mieli gdzie spać — wymamrotałem. — Daj mi wyjść z powrotem.
                 Nie miałem kontroli nad tym, co mówiłem. Było mi cholernie słabo. I gorąco.
— Aki, zrób coś ze starymi — wyjąkałem. — Liczę na ciebie. I weź mnie na balkon, muszę się ochłodzić.
             Przed oczami miałem samolot. Wódka i gorączka nie sprzyjały sobie wzajemnie. Miałem wrażenie, że zaraz umrę. I nie miałem przy sobie fajek, nie miałem pojęcia, co się z nimi stało. Było dziwnie, wyjątkowo dziwnie. Coraz bardziej miałem ochotę przytulić Akiego, ale to byłoby nie na miejscu w tej sytuacji. Poza tym to nie był już ten sam Aki.



AKIHITO

— Kai... — szepnąłem i kucnąłem przy nim, delikatnie przykładając mokry ręcznik do jego czoła. — Kochanie... — powiedziałem załamany. — Połóż się... Poproszę ich, żeby wrócili do siebie... Nie będziesz spał ani na ziemi, ani na kanapie... — szepnąłem i przytuliłem go mocno.  
                    Podniosłem go powoli i pchnąłem go lekko na łóżko, a kiedy ten się położył, ułożyłem mokry ręcznik na jego głowie. 
— Leż tu i ani drgnij — powiedziałem ostrym głosem, pierwszy raz pokazując, że też mam w tym związku coś do powiedzenia i, że nie zawsze będę zgadzał się na wszystko. — Leż... — powtórzyłem i wyszedłem do salonu. 
                    Porozmawiałem z rodzicami mężczyzny, którzy nie za bardzo chcieli wyjść, jednak w końcu udało mi się ich wyprosić. Co prawda w konsekwencji musiałem przygotować kolację na ich następne odwiedziny, które już zapowiedzieli, ale to nie było dla mnie wtedy najważniejsze.
                       Gdy tylko drzwi za nimi się zamknęły, ja pognałem do sypialni. Spojrzałem na Kaia, którego powoli podniosłem i wyszedłem z nim na balkon, sadzając go na stojącym tam krześle. 
— Śpisz dziś w łóżku... Twoi rodzice wyszli... — powiedziałem cicho, delikatnie trzymając jego dłonie. — Dobrze, że jutro masz wolne... będziesz leżał w łóżku i się kurował — postanowiłem.



KAI

               W jednej chwili przyciągnąłem go do siebie, pozbywając się zbędnych uprzedzeń. Nie interesowało mnie już to, czy moje poczynania są na miejscu, czy nie. Straciłem kontrolę nad swoimi czynami. Leżałem bezwładnie na łóżku, a Aki leżał na mnie. Poczułem się lepiej, mając go przy sobie.
— Muszę wziąć prysznic — odparłem, podnosząc się do pozycji siedzącej.
               W pomieszczeniu panował mrok i jedynie światło latarni ulicznych przebijało się przez szyby i wpadało do środka.
— Będę spał w salonie — odparłem po chwili namysłu.
                Swoimi działaniami dałem Akiemu do zrozumienia, że biję się z myślami. Czy naprawdę sam już nie wiedziałem czego chcę? Udałem się powoli w kierunku łazienki, a kiedy zamknąłem za sobą drzwi, złapałem się za głowę. Wiedziałem, że nie zasnę z takim bólem głowy.



AKIHITO

                  Siedzieliśmy chwilę na balkonie, ale w końcu pomogłem mu wstać i wróciliśmy do pokoju, gdzie znów go położyłem, jednak tym razem, pociągnął mnie na siebie. Uśmiechnąłem się smutno do siebie i przymknąłem oczy, dając się przytulać. Kiedy jednak ten wspomniał o prysznicu, zszedłem z niego, by było mu łatwiej spać.
— Zamknij się już — warknąłem na niego w ten sposób po raz pierwszy. — Nie śpisz w żadnym salonie, śpisz w łóżku i nie ma innej opcji — mruknąłem i usiadłem na brzegu łóżka. 
                 W czasie, kiedy mężczyzna się mył, ja napisałem SMSa do swojego starszego, żonatego już brata, który zawsze potrafił mi pomóc. Wysłałem do niego prośbę o pomoc w zerwaniu tej pracy, której tak pochopnie chciałem się poddać. Chwilę później dostałem wiadomość, w której brat mocno mnie opierdolił za głupotę, ale mimo to obiecał, że to załatwi i zapewnił, że mam się tym już nie martwić. Nieco uspokojony, odłożyłem telefon i poczekałem jeszcze chwilę. Gdy w końcu Kai wyszedł z łazienki, podbiegłem do niego i poprowadziłem go do sypialni. 
— Jeśli wspomnisz teraz o salonie, to dostaniesz ode mnie w twarz — zagroziłem.



KAI

— Śpię w salonie, a ty śpij tutaj — odparłem, odpalając papierosa. Było mi już trochę lepiej. — W sumie bym coś wpierdolił.
                 Zanim jednak zrobiłem cokolwiek, postanowiłem zaczekać na jego reakcję. Przez chwilę się wahał. Skorzystałem z okazji i delikatnie położyłem dłoń na jego policzku. Powoli przysunąłem się do niego i otarłem się o jego nos swoim. Złapałem go za rękę i oczekiwałem na to, co miało nadejść. Uderzy mnie? Nie uderzy? Uśmiechnąłem się kącikiem ust, chociaż nie był w stanie dostrzec tego w panującym wokół nas mroku. Cierpliwie czekałem, dopalając papierosa.



AKIHITO

— Kai, czy ja mówię niewyraźnie?! — wybuchłem, patrząc na niego ze złością. 
                   W pewnym momencie, uniosłem dłoń, by pokazać mu, że nie jestem gołosłowny, zamierzyłem się nawet do uderzenia, ale ostatecznie opuściłem dłoń, wzdychając smutno. 
— Nie potrafię... — wyszeptałem, zaciskając dłoń w pięść. — Masz tylko dwie opcje... albo śpisz tutaj sam, albo śpisz tutaj ze mną... Nie pozwolę ci iść spać w salonie... — powiedziałem i zasłoniłem usta dłonią, kaszląc cicho. 
                 Zdecydowanie tak długi spacer w taką pogodę w samej bluzie nie był dobrym pomysłem, ale nie obchodziło mnie to teraz, zdrowie Kaia było dla mnie o wiele ważniejsze niż moje własne.



KAI

                "Co ja z nim mam", pomyślałem i uśmiechnąłem się odruchowo. Mimo wszystko było w tym coś szczęśliwego. Rzuciłem gdzieś kiepa i, nie puszczając jego dłoni położyłem się. Przyciągnąłem go do siebie i ułożyłem się tak, żeby było mu wygodnie. Oparłem swoją głowę o jego.
— Spanikowałem — powiedziałem cicho i zmrużyłem oczy. — Nie chcę, żeby dotykał cię ktokolwiek poza mną.
                   Znów położyłem dłoń na jego policzku, po czym skierowałem go ku sobie. Delikatnie musnąłem jego wargi swoimi, by po chwili pocałować go namiętnie, choć nie zaborczo i chamsko. Wplotłem palce w kosmyki jego włosów, przeczesując je lekko. Dopiero wtedy wpiłem się w jego usta nieco głębiej, byłem spragniony jego smaku i nie potrafiłem tego zaspokoić. Miałem ochotę go rozebrać i powstrzymywałem się resztkami sił, by tego nie dokonać. Zdążyłem już jednak podsunąć do góry jego koszulkę i delikatnie masować jego tors, jednocześnie wgryzając się wręcz w jego kark. To wódka? Gorączka? Miłość?



AKIHITO

— Gdzie go rzuciłeś? — zapytałem wystraszony, zaraz jednak ten pociągnął mnie na łóżko, po czym przytulił mnie, na co lekko się uśmiechnąłem. — Nie bój się... nie ma czego... — zapewniłem cicho. — Renji wszystko załatwi, nie będę tam pracował... — obiecałem mu. 
                 Chciałem powiedzieć coś jeszcze, ale nagle poczułem jego usta na swoich. Chwilę później przymknąłem oczy i zamruczałem cicho, odpowiadając powoli na jego pocałunek, który z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej namiętny, co bardzo mi się podobało. Czułem jak serce szybko mi bije, a kiedy ten zaczął dotykać mojego torsu oraz przerwał pocałunek na rzeczy gryzienia mojej szyi, westchnąłem cicho, czując jak moje ciało delikatnie drży. Nie nastawiałem się jednak na nic, ponieważ starszy już kilka razy zaczynał i dawał mi do zrozumienia, że chce czegoś więcej, jednak od czasu, gdy mu uciekłem, przerywał wszystko nim cokolwiek zaczął.



KAI

— Aki — powiedziałem. — Nie wiem, co robię.
                Później tylko utwierdzałem samego siebie w przekonaniu, jak bardzo straciłem kontrolę nad tym, co się dzieje. Pozbawiłem Akiego koszulki i rzuciłem ją gdzieś za łóżko. Siebie nie musiałem, bo spod prysznica wyszedłem w samych bokserkach. Kiedy obsypywałem pocałunkami jego kark, miałem jeszcze jako taką świadomość tego, co się dzieje. Później, kiedy moje usta zaczęły schodzić coraz niżej, przestałem panować nad tym wszystkim. Nim się zorientowałem, moje dłonie powoli wsuwały się pod spodenki Akiego.
— Co ja zrobiłem z tym kiepem? — spytałem nagle, obserwując z lekkim niepokojem palącą się firankę.



AKIHITO

              Wzdychałem pod nim cicho, pierwszy raz nie czując skrępowania w trakcie czegoś takiego, w pewnym momencie sam przestałem myśleć, skupiłem się tylko na przyjemności, jaka płynęła z pocałunków jakimi mnie obdarowywał, nagle jednak to wszystko ustało a ja znów tego dnia usłyszałem to samo pytanie. 
— Nienawidzę cię... — skomentowałem cicho, patrząc na palącą się firankę. 
              Chwilę później spojrzałem na miskę z zimną wodą, której używałem wcześniej do ochładzania Kaia. Niewiele myśląc, zrobiłem dokładanie to samo co rano, po czym podszedłem do Kaia i usiadłem na jego nogach. 
— Ty to rano posprzątasz — mruknąłem, siedząc okrakiem na nim. — Kai... oducz się tego... zabijesz nas kiedyś...



KAI

— Śmierdzi — odparłem, czując spalony syf. — To co teraz robimy, Aki?
             Usiadł na moich nogach i się nie ruszał. A mi powieki kleiły się coraz bardziej. Ból głowy ustał prawie zupełnie. Starałem się na chwilę zapomnieć o wszystkim, co spotkało mnie tego dnia. I choć intuicja podpowiadała mi, że to dopiero początek drogi, która zdecydowanie nie będzie usłana różami, usiłowałem mieć to gdzieś i nie martwić się na zaś. Wystarczył mi fakt, że rano obudzę się w stanie co najmniej tragicznym. Dostrzegłem jednak wtedy plus wspólnego mieszkania. Mogłem w zaawansowanym stadium grypy i z lekkim kacem gnić w łóżku, bo Aki obiecał się mną zająć. Zmrużyłem powieki. Może jednak nie było tak źle? Może teraz miało już być z górki? Nie miałem ochoty dłużej myśleć o przerastających mnie sprawach. Postanowiłem skupić się na tym, co tu i teraz, odkładając na bok dziwne przewidzenia. Miałem dość. W dodatku ten smród, do którego mój nos za wszelką cenę nie chciał się przyzwyczaić.
— Co robimy, Aki? — spytałem znowu.



AKIHITO

— Co robimy? Musimy cię nauczyć, że petów nie rzuca się byle gdzie — mruknąłem, ale po chwili zszedłem z niego i otworzyłem okno, aby wywietrzyć pokój, zdjąłem też firankę i wyrzuciłem ją przez okno, stwierdzając, że Kai i tak ma to w dupie. 
                        Gdy uporałem się ze wszystkim, wróciłem do łóżka, kładąc się i przyciągając mężczyznę do siebie. 
— A teraz możemy iść spać... jesteś pijany i jeszcze ta twoja gorączka... — mruknąłem niezbyt zadowolony. — Jutro zrobię ramen, cobyś się lepiej poczuł i skoczę po jakieś leki, które dostanę bez recepty — obiecałem, nieśmiało się do niego przytulając. — I nic już nie mów... po prostu się zamknij i idź spać, bo w końcu odsunę uczucia na bok i dostaniesz w końcu ode mnie w ten swój ryjek — mruknąłem, okrywając nas szczelnie kołdrą. Okno było uchylone, przez co w pokoju było nieco chłodniej, dlatego miałem nadzieję, że kołdra oraz moje ciało, wystarczająco go ogrzewają.



KAI

                Liczyłem raczej na swego rodzaju erotyczne propozycje, jednak nieco się przeliczyłem. Aki wyjebał firankę, a ja byłem dumny z jego poczynań. Ułożył głowę na moim ramieniu, a ja przytuliłem go do siebie. Zdałem sobie wówczas sprawę z tego, że to pierwsza wspólnie spędzona noc. Ostatnimi czasy uświadamiałem sobie także, iż jestem coraz bardziej głodny Akiego, a głód ten pozostawał wciąż niezaspokojony. Wiedziałem, że tak czy inaczej będzie się odnawiał, ale mimo to naprawdę resztkami sił powstrzymywałem się, żeby czasem nie dotknąć go bardziej, niż wypada. Fakt, iż Aki nadal był zupełnie czysty i jeszcze nigdy nikomu nie pozwolił się do siebie dobrać, ani trochę nie pomagał mi się kontrolować.
                  Obudziłem się dość wcześnie. Dopiero wtedy poczułem skutki choroby, byłem w fatalnym stanie. A jednak mój węch miał się znakomicie. Mimo otwartego okna resztki spalenizny jebały na kilometr. A Aki obiecał obarczyć mnie obowiązkiem sprzątnięcia tego. Pomyślałem, że może jakoś go przekonam. Było przed szósta, na dworze było jeszcze ciemno. Aki smacznie spał, a mi się już nie chciało. Wysoka gorączka sprawiała, że nie do końca wiedziałem, co robię.
                        Delikatnie podsunąłem do góry koszulkę Akiego i zacząłem obsypywać pocałunkami jego tors. Jęknął cicho i zdawało się, że zaraz się obudzi. Korzystałem z okazji. Powoli zsunąłem z niego bokserki i zacząłem pieścić językiem jego członka, po chwili biorąc go całego do ust. Nie sądziłem, że tak bardzo nie chce mi się sprzątać. Kiedy poczułem smak Akiego wydawało mi się, że już nic nie powstrzyma mnie od dalszych działań. Dlaczego ten dzieciak tak cholernie mnie podniecał? Moje dłonie zatrzymały się na jego pośladkach. Wtedy się obudził.



AKIHITO

                   Gdy tylko się położyłem i wtuliłem w niego, zasnąłem od razu. Spało mi się wyjątkowo dobrze. Tej nocy miałem wyjątkowo miłe sny. Nad ranem jednak mój sen stał się erotyczny. We śnie, Kai dotykał mnie, całował, pieścił a ja leżałem pod nim i cicho pojękiwałem od tego. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to wszystko dzieje się naprawdę i Kai właśnie słucha moich cichych jęków oraz obserwuje moją czerwoną twarz. We śnie leżeliśmy na polanie, zasłonięci wysoką trawą.
                Kiedy jednak mój umysł zarejestrował, że jestem dotykany po pośladkach oraz ból, towarzyszący delikatnemu ugryzieniu są prawdziwe, uchyliłem powoli oczy, rozglądając się z niezrozumieniem po pokoju. W końcu jednak mój wzrok natrafił na Kaia, który leżał między moimi nogami i pieścił moją twardą już męskość.
— Cc... co ty robisz? — zapytałem zakłopotany. 
                            Kiedy nagle ścisnął moje pośladki, jęknąłem cicho, jednak chwilę później zasłoniłem usta dłonią, zawstydzony tym, jak reaguję. Czyli to przez niego mój sen tak wyglądał. Nie rozumiałem tylko, dlaczego zrobił to w momencie, gdy spałem. Zawsze, gdy nie spałem, on zaczynał, by po chwili przerwać to wszystko. Nie potrafiłem tego zrozumieć, właściwie... Nie bardzo potrafiłem się na tym skupić, gdyż przyjemność nie pozwalała mi o tym myśleć.



KAI

                 Naprawdę nie miałem ochoty przerywać. Pokój wypełnił się cichymi jękami Akiego. Nie przestałem nawet wtedy, kiedy doszedł. Nadal całowałem chłodną skórę w okolicach jego męskości. Wyraźnie mu się to podobało. Był nadzwyczaj chudy. Podobały mi się jego wystające obojczyki i kościste biodra. Nie wyobrażałem sobie, że mógłby dotykać go ktoś inny. Delikatnie zaciskałem dłonie na jego pośladkach, by po chwili wbić w nie paznokcie tak mocno, jak tylko byłem w stanie. I kiedy już zabierałem się za coś więcej, sądząc, że to doskonały moment, zadzwonił mój telefon. Kurwa, nad ranem, w dodatku w takiej chwili. Ktoś chyba bardzo nie chciał, żeby w końcu do czegoś między nami doszło. Przekląłem pod nosem i sięgnąłem po leżący na szafce nocnej telefon. Dziwny numer.
               Kiedy rozmawiałem, tylko utwierdzałem się w fakcie, że to wszystko to dziwny sen. Odłożyłem słuchawkę bez odpowiadania na pytania, które zadawała mi kobieta.
— Aki, stary dużo pił przed tym, jak wyrzuciłem go z chaty? — zapytałem drżącym głosem. — Bo jakaś kobieta próbuje wmówić mi, że rozbili się z matką, wzięli i umarli.
                  Siedziałem na skraju łóżka i paliłem papierosa, próbując połączyć fakty. Nic z tego. Po chwili zauważyłem wiadomość od Aoiego, mojego starszego brata. Przyszła jakiś czas temu, sygnał widocznie nas nie obudził. Pisał, że musimy spotkać się wszyscy i ustalić kilka rzeczy, najlepiej jeszcze dziś. Zaproponowali dom rodzinny znajdujący się w małym miasteczku pod. Napisał, że wstąpi po mnie razem z żoną. Siedziałem nieruchomo nie do końca wiedząc, co ze sobą zrobić.


25.1.17

7

Dział: Zaplątani
Numer rozdziału: 7
Gatunek: Yaoi



Akihito Jones - Naru 
Kai Yamazaru - Lisu



AKIHITO

                Był zły, widziałem to w jego oczach, był na mnie wściekły, to było pewne, ale ja naprawdę chciałem go wspierać finansowo i wcale nie chodziło o to, że pragnąłem wygód, zwyczajnie nie wyobrażałem sobie bycia jego utrzymankiem, przecież to by było niedorzeczne. Jestem z nim z miłości a nie dla jakiś prezentów.
— Kai... proszę, tylko sobie nic sam nie dopowiadaj — poprosiłem szybko, czując jak ręce zaczynają mi drżeć. — Tam nikt mnie nie będzie dotykał, kobiety nie mają do tego prawa... — zapewniłem szybko. — Niektórzy hości zgadzają się na coś więcej, ale to po pracy, robią to z własnej woli, ale to nie leży już w obowiązkach pracy w klubie — dodałem. — Ja tylko będę musiał być miły, będę polewać alkohol oraz podawać przystawki... no i zabawiać rozmową, ale nic więcej, ja jestem tylko twój — mówiłem, patrząc na niego z miłością. — Gdybym chciał żeby ktoś inny się mną zajmował, to zgodziłbym się na propozycję rodziców a tego nie chcę, chcę być tylko przy tobie — powtórzyłem, mając nadzieję, że dotrze do niego fakt, że mówię to wszystko jak najbardziej szczerze.
                    Uśmiechnąłem się smutno i spojrzałem na swój talerz z nieskończonym daniem. 
— Nie mogę już... — powiedziałem cicho i skinąłem lekko na jego słowa o kupnie kilku butelek wina. — Kai, kocham cię i nie zapominaj o tym... — szepnąłem i podniosłem na niego wzrok, uśmiechając się słabo. 
              Westchnąłem ciężko, słysząc, że dzwoni mój telefon. Wyciągnąłem go niechętnie z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz, gdy jednak zobaczyłem, że dzwoni mój ojciec, odrzuciłem połączenie, po czym wyłączyłem telefon. 
— Muszę zmienić numer... Ahh... a co do zmian... nie myślałeś nad nowym mieszkaniem? -—zapytałem, patrząc na niego. — Bo wiesz... nie chcę by ciągle nas nachodzili..



KAI

— Jeśli bardzo będą chcieli, znajdą nas na końcu świata — odparłem. — Nie ruszam się stamtąd.
                  Nie wiedziałem, czy bardziej chodziło o moje plany związane z rzuceniem Akiego, czy może o Hikari, która była ważną osobą w moim życiu. Próbowałem sobie wyobrazić, co by mi teraz doradziła, ale jej nic nieznaczące bezsensowne rady przekraczały granice mojej wyobraźni.
                Z sekundy na sekundę stawałem się coraz bardziej oschły w stosunku do Akiego. W głowie pojawiały mi się sprzeczne ze sobą myśli. Raz, że teraz cały świat stoi otworem i mogę bawić się kiedy chcę i z kim chcę do woli, bez żadnych zobowiązań. Dwa, że może jednak coś mi się ubzdurało, a Aki jest głupi i podejmuje pochopne decyzje. Potem znowu, iż to przecież dorosły człowiek i wie, co robi, więc powinienem go rzucić. A później ponownie — że działam pod wpływem emocji i zaraz wszystko wróci do normy.
               Zapłaciłem za obiad, a potem udaliśmy się do auta. W samochodzie udało mi się w końcu zapalić papierosa. Wyglądało na to, że wcześniej byłem szczęśliwy i nie musiałem po niego sięgnąć. Ale jednak wzięła mnie kurwica i tyle z tego było.
                  Powiedziałem Akiemu, że jedziemy po wino i wracamy do chaty mimo wszystko. Noc była zbyt zimna, żeby włóczyć się po ulicach na niby romantycznym spacerze. Poza tym nic mi się nie chciało po tym zdarzeniu. Wysiadłem z auta, zostawiając Akiego w środku, a po chwili wróciłem z trzema butelkami. Obawiałem się, że to zbyt mało, by utopić wszystkie moje smutki, ale nie mogłem tez spić się w trzy dupy przy Akim, bo jeszcze powiedziałbym kilka słów za dużo.
                Potem wtargaliśmy się na klatkę schodową. Aki był wyraźnie zestresowany spotkaniem z rodzicami. Ja już w sumie wszystko miałem w dupie. Mogli go sobie wziąć i zabrać.
                 Ku naszemu zdziwieniu spotkaliśmy kogoś innego. Nie było tam starych Akiego. Byli za to moi starzy. Myślałem, że zejdę na zawał. Nie znali Akiego, Aki nie znał ich, nie byli nawet świadomi tego, że jestem bi. Przedstawiłem go im więc jako kumpla, który nie ma gdzie się podziać, bo wyrzucili go z mieszkania za imprezowanie po nocach. Oni zaś zapytali o orgie, o których mówiła Hikari.
                    Ojciec był wyjątkowo niezadowolony, kiedy zobaczył wina w reklamówce. Sam przyjechał z litrem wódki i szkocką. Wyglądało na to, że zostają na noc. A ja bardzo nie chciałem spać z Akim.
                   Matka zaczęła krzątać się po salonie i gadać o niczym, ojciec zaś wypytywał mnie o kobiety i polewał wszystkim poza matką wódkę. Byłem pewien, że ta wiedźma wszystkiego się domyślała. W głębi duszy łudziłem się, że rano pogada z Akim i da mu z mordę za jego zachowanie.
— W sumie to co was tu sprowadza? — spytałem uprzejmie jak zawsze. Zapaliłem papierosa, a starzy poszli w moje ślady.
                Wymienili spojrzenia. Wiedziałem, że będzie nieciekawie. Matka nie pozwalała ojcu mnie rozpijać, a mimo to przyjechali z wódką. Czegoś chcieli.
— Mamy biznesplan — powiedział ojciec. Wiedziałem, że będzie bezpośredni. — Firma nam się rozpada.
— Mówiłem wam, że mam to w dupie i nie chcę jej przejmować — syknąłem. — Zresztą tyle dzieci sobie narobiliście, że nie muszę się do tego mieszać. Aoi może mnie wyręczyć. Albo nawet Meraya czy Sora, przecież są już pełnoletnie.
— Niestety Aoi ma już żonę — wtrąciła się rodzicielka.
— Kurwa mać, matka, do czego ty teraz zmierzasz? — spytałem ze zdenerwowaniem.
                    Ojciec zamachnął się, żeby dać mi po mordzie za odzywki do matki.
— Jeśli chcesz nam pomóc, możesz wziąć ślub za trzy miesiące — powiedział stary. — Wtedy połączymy dwie firmy i problem z głowy.
— Co jest, do chuja... — szepnąłem sam do siebie. — Ładna chociaż jest ta kobieta? W moim typie? Jest o czym pogadać?
— Niestety, jakby to powiedzieć, to mężczyzna — odpowiedziała matka. — Jego nadopiekuńczy rodzice wiedzą o jego orientacji i zadbali o to, żeby go nie urazić. Tez są w kiepskiej sytuacji, więc chcemy połączyć siły. To rodzaj obejścia prawa.
— Musicie mówić mi takie rzeczy przy kumplu? — spytałem z zażenowaniem. Spojrzałem na Akiego i... dopiero wtedy do mnie to wszystko dotarło.



AKIHITO

              Westchnąłem smutno, widząc jego wzrok oraz słysząc jego ton głosu, naprawdę nie sądziłem, że kiedykolwiek wywołałam w nim aż tak silne, negatywne emocje. Odwróciłem wzrok, nie potrafiąc na niego patrzeć. Kiedy wyszliśmy z restauracji, wsiedliśmy w samochód i chwilę później, starszy pojechał pod sklep, gdzie poszedł kupić alkohol, ja natomiast czekałem na niego cierpliwie w samochodzie. Nie odzywałem już więcej do niego, nie chcąc go bardziej złościć, dlatego też w ciszy wróciliśmy do domu. Kiedy jednak stanęliśmy przed drzwiami od jego mieszkania, aż otworzyłem szeroko oczy, nie spodziewając się, że kiedykolwiek dane mi będzie spotkać rodziców mojego chłopaka. Fakt, że przedstawił mnie jako kumpla, nieco mnie zabolał, ale rozumiałem, że ten nie chce mówić swoim rodzicom nic na swój temat, co w sumie mnie nie dziwiło, w końcu Kai nigdy nie był wylewny.
                     Mimo wszystko starałem się być dla nich uprzejmy, jednak kiedy ci zaczęli mu mówić o ślubie a ten zainteresował się wyglądem potencjalnej żony, poczułem jak pęka mi serce. Jak mógł tak zareagować? To ja tu niszczę plany swoich rodziców, wynoszę się z domu, by z nim być a on jakby nigdy nic, spokojnie pyta o to, czy żona mu się spodoba? No to chyba jakiś żart. Wziąłem jednak głęboki oddech, nasłuchując odpowiedzi jego rodziców.
"Mężczyzna?" — zapytałem sam siebie w myślach, to wszystko brzmiało bardzo... podobnie? Spojrzałem na Kaia, który patrzył na mnie w wyraźnym szoku.
— Przepraszam... ale jak ma na nazwisko jego przyszły mąż? Myślę, że to dość ważne dla Kaia — powiedziałem z uprzejmym uśmiechem, w stronę jego rodziców.
— Jones... — powiedziała cicho kobieta, na co ja aż otworzyłem szeroko oczy i ponownie spojrzałem na Kaia, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. W pewnym momencie zacząłem się nawet cicho śmiać, nie wiedząc jak powinienem zareagować na absurd tej sytuacji.
— Przepraszam... — powiedziałem cicho i zasłoniłem usta, chcąc się uspokoić. — Kai... to się dzieje naprawdę, czy te dwa kieliszki wódki to dla mnie za dużo? - zapytałem cicho.



KAI

— Nie zrobię tego — powiedziałem stanowczo. — Śpijcie, gdzie wam się podoba, wychodzę. Nie mam zamiaru słuchać takich bzdur. Nigdy więcej nie chcę słyszeć o czymś takim.
               Więc jednak byłem skazany na kolesia, który miał zamiar mnie trochę pozdradzać. Ale nie musiałby tego robić, bo biorąc z nim ślub zapewniłbym mu szczęśliwy byt. Kurwa, przecież to była jakaś patologia. Trzasnąłem drzwiami i szybko przebiegłem korytarz. Minąłem róg i już stałem pod drzwiami mieszkania Hikari.
— Śmierdzisz wódą — przywitała się.
                Wpuściła mnie do środka. Ubrana była w gruby szlafrok i wełniane skarpety, a całość dopełniały tłuste blond włosy z ciemnymi odrostami. Samotna Hikari znowu spędzała sobotę w taki sposób. Nic dziwnego, że jej ulubioną pozycją seksualną było płakanie z samotności na podłodze w łazience.
                  Opowiedziałem jej wszystko od początku do końca, a ona w międzyczasie dolewała nam wódki, którą zawsze gdzieś miała i częstowała mnie tanimi fajkami.
— To piękna historia miłosna! — ucieszyła się.
— Jasne, aranżacje małżeństw zawsze były romantyczne — syknąłem.
— Ale przecież wszystko się ułożyło, o co ci chodzi? — dziwiła się. — Kasy będziesz miał, faceta masz tylko dla siebie, nikt wam już nie będzie przeszkadzał. Możecie zostać sobie w twoim mieszkaniu i mieć wszystko gdzieś.
— Nawet ty mnie nie rozumiesz? — spytałem, pijąc następną kolejkę. — On jest hostem, Hikari. Hostem. To nieasertywny dzieciak, który nie zna życia. Wiesz, do czego to doprowadzi?
— Przecież już nie musi być tym hostem — odparła.
— Ale chciał być — syknąłem. — Co z tego, że teraz odpuści, jak za rok znowu coś mu odwali i przyjdzie mi się pochwalić, że Johnny Depp złapał go za tyłek.
— Kai, czy ciebie ktoś kiedyś skrzywdził? — spytała nagle.
— O co ci chodzi teraz? — wkurzyłem się.
— Czemu nie potrafisz dawać ludziom drugiej szansy? — wypytywała. — Czemu dla ciebie jeden błąd przekreśla kilka lat związku? Wyglądasz jakbyś czegoś panicznie się bał.
— Pierdolenie — odpowiedziałem chamsko, pożegnałem się z nią i powiedziałem, że idę do siebie.
               Ale nie miałem najmniejszego zamiaru tam wracać. Słowa nie byłyby w stanie opisać tego, jak chujowo się czułem. Głowa bolała mnie coraz bardziej i coraz dziwniej się czułem. Wyszedłem na dwór i zapaliłem kolejnego papierosa. Odnosiłem wrażenie, że coś jest nie tak z moim zdrowiem. Nie miałem się gdzie podziać i nie miałem do kogo zadzwonić z obawy, że nikt nie zrozumie tego, co mam w środku. Ludzie bowiem nie przejmowali się skurwielami, bo skurwiele nie miały przecież uczuć ani emocji i można było zostawić je gdzieś na pastwę losu.



AKIHITO

             Spojrzałem na niego w szoku. 
— Kai... ale... — zacząłem, jednak ten zerwał się ze swojego miejsca i wybiegł z mieszkania, szczerze wkurwiony. 
           Westchnąłem cicho i podniosłem się, przepraszając jego rodziców. Chwilę później wybiegłem z mieszkania i skierowałem się na dół, sądząc, że ten wybiegł gdzieś na zewnątrz, nigdzie go jednak nie znalazłem, co mnie zaskoczyło. Wróciłem na górę do mieszkania, ale tylko na chwilę. Nałożyłem buty na stopy, po czym ubrałem się w ciepłą bluzę, zabrałem klucze oraz swój telefon. Pożegnałem rodziców swojego chłopaka i wyszedłem z domu, chcąc go znaleźć.
              Pierwsze miejsce, do którego się skierowałem, to pobliski pub, w którym spędziłem dłuższy czas na swoich poszukiwaniach, jednak jego tam nie było. Wyszedłem więc stamtąd i skierowałem się na dalsze poszukiwania. Zwiedziłem wiele pubów, poszedłem do parku, do wszystkich jego ulubionych miejsc, o których wiedziałem, ale nigdzie go nie było, co tylko dodatkowo mnie martwiło. Dzwoniłem do niego wiele razy, jednak on nie odbierał, miałem wręcz wrażenie, że starszy rozpłynął się w powietrzu.
                     Po ponad godzinie poszukiwań, poddałem się i wróciłem się do jego mieszkania, drżąc przy tym mocno z zimna. Byłem załamany tym co się stało, nie rozumiałem dlaczego ten tak nagle postanowił mnie odrzucić. To przez pracę jaką znalazłem? Przecież... mógł mi powiedzieć, wymyśliłbym coś, zrezygnowałbym z tego dla niego.
                   Byłem tak pogrążony w swoich myślach, że nawet nie zauważyłem, że ktoś stoi pod klatką, przez co wpadłem na tę osobę.
— Przepraszam... — powiedziałem skruszony i odsunąłem się, jednak kiedy podniosłem wzrok i ujrzałem moją zgubę, nie powstrzymałem się i już po chwili rzuciłem mu się na szyję. — Kai! — krzyknąłem załamany.
— Nie strasz mnie tak... Bałem się, że coś ci się stało... Gdzie ty byłeś? Gdzie idziesz? — zapytałem drżącym głosem, patrząc na niego z bólem. — Ja... Nie chcesz mnie... — powiedziałem w końcu, odsuwając się od niego. — Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że nie chcesz ze mną być? Nie męczyłbym cię swoją osobą... wróć do domu... ja zabiorę tylko swoje rzeczy i się wyniosę... — obiecałem.



KAI

             Miałem dość tego biadolenia. Zdawało mi się, że Aki jest niedojrzały emocjonalnie. Bawił się mną? Co miały na celu te pytania czy ma sobie iść rzucane we mnie co chwilę? Czy nie powiedziałem mu wyraźnie, że może zostać? Kurwa, cala ta sprawa z jego robotą nie pozwalała mi myśleć racjonalnie.
— Ja z tobą czy odwrotnie...? — wyrzuciłem z siebie w końcu, chociaż chyba niepotrzebnie. — Idź się połóż, rano wrócę. Tylko nie wiem jeszcze, w jaki dzień tygodnia.
               Zamknąłem oczy. Coś naprawdę było nie tak. Zdawać się mogło, że ta migrena lada moment zburzy granice mojej fizycznej wytrzymałości. Położyłem dłoń na czole. Było gorące, choć może przez to, że na zewnątrz było tak zimno. Zobaczyłem, że Aki zmierza w moim kierunku.
— Nie chcę cię widzieć, Akihito — odparłem, odwracając się od niego tyłem. — Masz czas na przemyślenia, ja też. Nie wiem jeszcze, co zrobię. To wszystko mnie wkurwia, muszę ochłonąć.
                    I wtedy pojawiła się we mnie nieodparta chęć przytulenia go. W głowie pojawiły się wspomnienia z tego samego dnia, kiedy jedliśmy razem śniadanie i wszystko było na swoim miejscu. Czy to nie mogło wrócić? Coś wyraźnie chciało spierdolić mi życie.



AKIHITO

— Kai, kurwa — powiedziałem w końcu twardo i złapałem go za ramiona.
— Czy chociaż raz możesz ze mną porozmawiać? Ciągle nakładasz tę swoją maskę obojętności, a tak naprawdę zwyczajnie uciekasz, bo się boisz — warknąłem zły, chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale dostrzegłem dość istotny fakt. Kai był blady a jego skóra była gorąca, co czułem nawet w czasie, gdy jego ramiona, które trzymałem, zakrywał materiał. — Nigdzie nie idziesz... jesteś rozpalony — powiedziałem i spojrzałem mu w oczy. — Chodź... położysz się... zrobię ci okład... — powiedziałem już łagodnie i nie czekając na jego reakcję, złapałem go pod ramię i siłą wciągnąłem go do budynku i zacząłem prowadzić do mieszkania. Nie było to zbyt trudne, gdyż mężczyzna był nieco osłabiony przez ból głowy jaki zapewne odczuwał oraz przez alkohol, który mocno od niego czułem. Kiedy trafiliśmy do domu, jego rodzice wciąż siedzieli w salonie, ale zignorowałem to. Zaprowadziłem go do sypialni i ułożyłem go na łóżku.
— Dałbym ci leki, ale piłeś i nie chcę tego mieszać — powiedziałem i lekko przeczesałem jego włosy dłonią. — Spróbuj zasnąć... — poprosiłem. 
                   Mężczyzna odrzucił mnie przy swoich rodzicach, jednak mimo to, nie potrafiłem przestać się o niego martwić, zwłaszcza, że wiem, dlaczego mnie tak potraktował. 
— Nie pójdę do tej pracy... załatwię to... — zapewniłem cicho. — Ale nieważne to jest teraz... — mruknąłem i poszedłem do łazienki, skąd zabrałem miskę, którą napełniłem zimną wodą oraz czysty ręcznik, wróciłem z tym do pokoju i zacząłem robić mu okłady.


21.1.17

6

Dział: Zaplątani
Numer rozdziału: 6
Gatunek: Yaoi



Akihito Jones - Naru 
Kai Yamazaru - Lisu



KAI

                 Wziąłem kasę od Stana i poklepałem kumpla po plecach, życząc powodzenia w rozmowie z tym chujem od auta. Przypomniało mi się wówczas, że drugie śniadanie, które przygotował mi Aki zostało w mieszkaniu. Możliwe, że nawet spłonęło razem z nim. Kurwa, znowu zjebałem. Mieszkaliśmy ze sobą pierwszy dzień i już nie dawałem rady, nie potrafiąc totalnie podołać temu zadaniu.
                 Wsiadłem do auta i wybrałem numer Akiego. Nie odbierał, więc wysłałem mu wiadomość, że niedługo będę i żeby był gotowy do wyjścia. Potem włączyłem muzę i ruszyłem w kierunku chaty, wstępując jeszcze po drodze w pewne miejsce, w którym akurat miałem ochotę wydać od chuja kasy. Kiedy zaś wróciłem do samochodu, odpowiedzi od Akiego nadal nie było. Miałem dziwne przeczucie, że znowu odpierdala głupoty. Odpędziłem jednak złe myśli, koncentrując się na prowadzeniu pojazdu. Odpaliłem papierosa i dałem się ponieść dobremu grunge'owi.
              A potem jak debil stałem w korkach, każąc Akiemu niepotrzebnie czekać. Weekend, popołudnie, czego się spodziewałem? Z braku laku sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Bridget, by zapytać, czy ze Stanem wszystko w porządku. Tajemniczy jegomość okazał się być mocny w gębie tylko przez telefon. A Stan, jak to Stan, był miły i nawet zrobił mu kawę. Ale Bridget już pewnie zadbała o jej efekty i działania.
                        Spróbowałem zadzwonić do Akiego raz jeszcze, ale miał zajęty numer. Co on odpierdalał?



AKIHITO

                Spacer zajął mi o wiele dłużej, niż sądziłem. Kiedy dotarłem do domu, uświadomiłem sobie, że Kai powinien byś już jakiś czas temu na miejscu, jednak nie było go tam, co mnie zmartwiło. Poszedłem do sypialni, gdzie zostawiłem swój telefon, po czym sięgnąłem po niego. Byłem zaskoczony widząc tak dużą ilość nieodebranych połączeń oraz kilka wiadomości. To było zupełnie nie w jego stylu, nigdy nie dzwonił ani nie pisał tak często. Czyżby coś się stało? Ten człowiek z dnia na dzień zaskakiwał mnie coraz bardziej. W końcu sam wybrałem jego numer i zadzwoniłem, jednak teraz to on nie odbierał, co mnie mocno zaskoczyło.
                    Westchnąłem cicho pod nosem i napisałem do niego wiadomość, informując go o tym, że właśnie wróciłem do domu, przeprosiłem również za to, że nie odbierałem, tłumacząc zaraz, że nie było mnie, a telefon zostawiłem w domu. Po chwili wsunąłem telefon do kieszeni i poszedłem do salonu, gdzie usiadłem wygodnie na kanapie i włączyłem telewizor, czekając na jakąś wiadomość od Kaia. Zastanawiałem się też nad tym, jak powiedzieć mu o tym, jaką pracę dla siebie znalazłem, przecież on na pewno nie byłby z tego zadowolony. Wiedziałem to, znałem go. a mimo wszystko wmawiałem sobie, że on to zignoruje.



KAI

              Z lekkim zrezygnowaniem wyłączyłem radio w samochodzie i zgasiłem skurwysyna. Odpaliłem kolejnego papierosa i zacząłem wpatrywać się w tłum ludzi, który spieszy się donikąd, podczas gdy ja mogę z chamską satysfakcją siedzieć na zacnej dupie i się nie ruszać. Nie wiedziałem, czy Aki jest już w domu. Nie odpisywał, więc uznałem, że prawdopodobnie jeszcze nie wrócił.
                  Kiedy już w końcu udało mi się zebrać swoje cztery litery, zabrałem graty i ruszyłem na podbój potencjalnie spalonego mieszkania. Wszedłem na trzecie piętro, narzekając jak zawsze na brak windy, włożyłem klucz do zamka, przekręciłem, po czym moim oczom ukazał się... rozjebany na dobre na kanapie Aki. Oglądający, kurwa mać, telewizję.
— A łudziłem się, że umarłeś w płomieniach — przywitałem się. — Mam dla ciebie ładne kwiatki.
              Usiadłem obok niego i położyłem mu na kolanach bukiet żółtych tulipanów.
— Co ty za gówna oglądasz? — spytałem z konsternacją, patrząc na ekran telewizora. — Francuskie opery mydlane? Serio?
                 Westchnąłem głęboko i osunąłem się na kanapę. Moja dłoń odruchowo powędrowała na dłoń Akiego.
— Co chcesz zjeść na obiad? — spytałem. — Dzisiaj możesz wybrać, pojedziemy gdzie chcesz. I tak dawno nie byliśmy na randce w sumie. Kurwa, co za chujowy dzień... Możesz mi kawę zrobić, zanim wyjdziemy.
                Czułem, że coś mnie łapie i nie było to przyjemne uczucie. Bolała mnie głowa i chciało mi się spać. Uznałem to jednak za fałszywy alarm. Miałem w końcu za sobą ciężką noc. To wiele wyjaśniało.



AKIHITO

                Kai długo nie oddzwaniał, ani nie odpisywał, dzięki czemu miałem więcej czasu na zastanowienie się nad tym, w jaki sposób powiedzieć mu o tym, gdzie będę pracował. Ułożyłem się wygodnie na kanapie, którą tak bardzo uwielbiałem i pogrążyłem się w myślach. W głowie miałem już wiele scenariuszy, mogłem mu to powiedzieć w trakcie innej rozmowy, wpleść to między wierszami, ewentualnie powiedzieć, gdy ten będzie już zasypiał albo w ogóle powiedzieć mu ot tak, jakby to nie było nic wielkiego, tak jak on to zwykł robić. Rozmyślałem nad tym długo, aż w końcu przysnąłem. Obudził mnie jednak Kai, który wszedł do salonu. 
— Hm? Nie... nie pozbędziesz się mnie tak łatwo... — wymamrotałem sennie, siadając na kanapie. 
                Spojrzałem z zaskoczeniem na kwiaty, uśmiechając zaraz z rozczuleniem. 
— Piękne są, dziękuję — szepnąłem i nachyliłem się nad nim, całując lekko jego policzek. — Oglądam? Nie... zapomniałem wyłączyć — mruknąłem, słuchając go uważnie. — Pojedziemy? — zapytałem cicho i uśmiechnąłem się szeroko. 
                Przecież to idealne! Postanowiłem powiedzieć mu w miejscu publicznym, wtedy, nawet jeśli się by się zdenerwował, to nie krzyknąłby na mnie ani by mnie nie uderzył. Uderzył? Akihito, o czym ty myślisz debilu, przecież ten człowiek nigdy nie podniósł na ciebie ręki — skarciłem się w myślach, zaraz cicho wzdychając. 
— Mam ochotę na spaghetti — powiedziałem i podniosłem się. — Dobrze, siedź spokojnie, zaraz przyniosę — poinformowałem i z bukietem w ręce umknąłem do kuchni. 
                    Tam przygotowałem czarną kawę dla niego oraz karmelową dla siebie, w międzyczasie wstawiłem kwiaty do wazonu i wróciłem do salonu z dwoma kubkami kawy. 
— Jak w pracy, kochanie? — zapytałem z lekkim uśmiechem, siadając obok niego.



KAI

             Wziąłem łyk kawy i odruchowo sięgnąłem do kieszeni po paczkę papierosów. Rzuciłem ją jednak na stolik. Zupełnie przeszła mi na nie ochota. Wcześniej nigdy mi się to nie zdarzyło. Zignorowałem jednak ten fakt i kosztowałem czarnej kawy.
— Zapomniałem o śniadaniu, które dla mnie zrobiłeś — odparłem.
              Wydawało mi się, że naprawdę mam wyrzuty sumienia z tego powodu. Spojrzałem na Akiego, ale tamten spoglądał w zupełnie inną stronę. Chyba faktycznie niewystarczająco się starałem.
                Aki był dziwny tego dnia. Albo nie, to ja byłem dziwny. Odkąd wróciłem z pracy wszystkie bodźce odbierałem inaczej, nie miałem ochoty na papierosa, czułem się nieswojo. Mimo wszystko postanowiłem zabrać Akiego na obiad. Mieliśmy swoją ulubioną knajpę w centrum, ale nie chciałem zabierać go zawsze w to samo miejsce. Znalazłem drogą restaurację, która była prestiżowym lokalem, a jednak zjawiali się w niej przeciętni ludzie w jeszcze przeciętniejszych strojach. Swoboda.
— Podoba ci się? — spytałem, kiedy zajęliśmy już miejsca w środku. Zdobyłem się nawet na lekki uśmiech, który wbrew pozorom nie był ani trochę wymuszony. Możliwe, że Aki miał w sobie coś takiego, że na jego widok chciało mi się śmiać. — Myślałem, żeby kupić wino na wieczór. Jutro mam wolne, możemy pić do rana.
                   Przegryzłem wargę czując, jak stopniowo łapie mnie ból głowy. Zignorowałem to jednak. Uznałem, że to zupełnie przypadkowe i lada chwila przejdzie. Zamiast przeglądać menu wgapiałem się w Akiego, który był tak pogrążony w szerokim wachlarzu dań, że nawet się nie zorientował.
                Podobał mi się klimat tej knajpy. Wystrój był elegancki, a jednocześnie pozbawiony przepychu. Wewnątrz było ciemno, a mrok rozświetlały jedynie białe girlandy wiszące nad nami. Aki znów miał ten blask w oczach, ten, który zwrócił moją uwagę, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy.



AKIHITO

— Wyrzucę ci w końcu papierosy — powiedziałem, upijając powoli łyk swojej kawy. 
                       Kiedy ten wspomniał o tym, że zapomniał śniadania, miałem wrażenie, że jest mu z tego powodu... głupio? Przecież to w ogóle do niego nie pasowało, to zwykłe śniadanie, nie przejmował się nigdy czymś takim. Zerknąłem na niego, próbując zrozumieć, co się z nim dzieje, jednak nic nie przychodziło mi do głowy. 
— Daj spokój... Następnym razem weźmiesz — powiedziałem w końcu i dopiłem swoją kawę. 
                   Kiedy Kai dopił swoją, odniosłem kubki do kuchni i w końcu wyszliśmy razem z domu, jadąc do restauracji, którą mężczyzna wybrał. Zajęliśmy miejsce, siadając przy stoliku nieco oddalonym, co mi się podobało. Rozglądałem się z zaciekawieniem, kiedy nagle usłyszałem pytanie Kaia. Spojrzałem na niego a uśmiech sam wpłynął na moje usta.
— Tak, ładnie tu i dosyć przyjemnie — wyznałem, po czym sięgnąłem po kartę, którą przyniósł nam kelner. — Wino? Jasne, chętnie się napiję — powiedziałem z uśmiechem na twarzy, jednak nie podniosłem wzroku, wciąż przeglądając kartę dań. W końcu znalazłem w karcie, to na co miałem ochotę.
— Ja wezmę spaghetti carbonara, a ty? — zapytałem i spojrzałem na niego. Wciąż byłem na niego zły za akcję z rana, jednak myśl o wspólnym mieszkaniu wynagradzała mi to wszystko, czułem się szczęśliwy, że będę mógł być tak blisko niego.



KAI

                   Zamówiłem pierwszy posiłek, jaki zobaczyłem wśród dań mięsnych, stek z toną warzyw i czymś jeszcze. Te nazwy były dla mnie zbyt skomplikowane, by chciało mi się je czytać do końca. W głowie miałem tylko dziwne fantazje związane z Akim tutaj, na stole, publicznie.
                Chciałem już zaczynać jakieś brudne tematy, gdy nagle zadzwonił mi telefon. Przeprosiłem na chwilę Akiego, jednak odebrałem przy stoliku, bo zasady kultury szczerze mnie waliły. To była Hikari, samotna trzydziestka z paroma kilogramami nadwagi i skłonnościami do nadużywania alkoholu, moja kochana sąsiadka. Jako jedna z niewielu miała świadomość mojej orientacji i była na bieżąco z moim życiem prywatnym.
— Nie spiesz się z powrotem do domu — odparła szorstko, ale było w tym coś ironicznego. — Zgadnij, kto czeka pod twoimi drzwiami.
— To któraś z moich byłych? — spytałem, zwracając tym samym na siebie uwagę Akiego.
— Lepiej — odparła. — To chyba starzy twojego kochanka, wyglądają na dzianych, walą na kilometr pradą i dziwnie na mnie patrzą.
— Coś im powiedziałaś? — spytałem z lekkim uśmiechem.
— Zapytali mnie, czy cię znam i czy wiem, gdzie jesteś, kiedy wracałam z pracy — mówiła. — Powiedziałam, że tej nocy słyszałam dziwne odgłosy i jeśli chcą się przyłączyć do nocnych orgii, muszą poczekać aż wrócisz z pracy. Stoją i czekają od godziny.
— Dzięki, stara.
                   Schowałem telefon do kieszeni i rzuciłem Akiemu dziwne spojrzenie.
— Goście przyszli — powiedziałem. Oczywistym było, kto do nas przyszedł.
                Tymczasem fantazje erotyczne w mojej głowie znów zaczynały narastać. Fakt, że Aki był tak blisko prawdopodobnie już na stałe, wcale nie pomagał mi opanować brudnych myśli. Nawet dałem mu do zrozumienia w trakcie rozmowy, że mam zamiar coś mu zrobić, chociaż nie wiem jeszcze, co wybrać. Czułem się dziwnie szczęśliwy tego wieczoru.
                 Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zaprosić do siebie swoich zdeformowanych znajomych z pracy, którzy na pewno zajęliby się naszymi gośćmi. Wolałem jednak ukryć przed nimi pewną część swojego życia prywatnego.



AKIHITO

               Kiedy zadzwonił jego telefon, skinąłem lekko głową, dając mu tym samym znak, że może spokojnie odebrać. Starałem się nie zwracać zbytniej uwagi na jego rozmowę, jednak kiedy usłyszałem wzmiankę o jego byłych dziewczynach, podniosłem na niego wzrok, mrużąc lekko oczy.
— Jaka była? — zapytałem, nim zdążyłem ugryźć się w język. 
               Odwróciłem szybko wzrok, zawstydzony swoim zachowaniem. Co ja jednak miałem poradzić na to, że byłem o niego zazdrosny? Kocham go i nie mogłem pozwolić na to, by ktoś inny mi go odebrał. Westchnąłem tylko ciężko, czekając aż ten skończy rozmawiać. Gdy tylko to się stało, spojrzałem na niego.
— Gości? Mówisz o nich, prawda? — zapytałem załamany, myśląc o moich rodzicach. — W końcu im się znudzi i sobie pójdą... a jak nie, to zrobimy im na klatce pokaz, czy coś... — wymamrotałem z lekkim rumieńcem. Moje zawstydzenie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy ten zaczął dawać mi do zrozumienia, że ma nieczyste plany.
                        Ja natomiast przez cały czas zbierałem się w sobie, aby powiedzieć mu o swojej pracy. W końcu jednak wziąłem głęboki oddech i nieśmiało złapałem jego dłonie.
— Kochanie... — zacząłem i zagryzłem lekko dolną wargę. — Obiecaj, że nie będziesz krzyczał i nie zaczniesz rzucać tymi talerzami — powiedziałem, zerkając na obiad, który nam przyniesiono. 
                             Odetchnąłem cicho i odezwałem się ponownie, jednak nie patrzyłem na niego. 
— Ja... uznałem, że muszę ci pomóc finansowo, nie chcę być dla ciebie pasożytem i ja... znalazłem pracę... w host clubie — wyrzuciłem w końcu z siebie, czekając na jego reakcję.



KAI

                Szczęście zeszło we mnie w jednej chwili. Więc jednak miałem rację? Tylko dlaczego Aki obrał sobie tak sadystyczną strategię?
               Mój wieloletni życiowy partner, który zawsze unikał jakichkolwiek kontaktów fizycznych z nieznanych mi przyczyn, właśnie oznajmił mi, że pozwoli się dotykać obcym ludziom tak często, jak tylko zapragną, pod warunkiem, że sowicie mu to wynagrodzą. Aki był tak skrajnie uzależniony od pieniędzy, że chciał w pewnym sensie sprzedać swoje ciało. Zdawało mi się, że cały fundament właśnie legł w gruzach, a zaufanie prysło wraz z ostatnimi słowami Akiego. Lada chwila miał nastąpić moment, w którym potencjalny narzeczony mojego chłopaka przyjdzie do jego pracy i zapłaci za rzeczy, jakie sobie wymyśli. Aki dał mi do zrozumienia, że jestem gówno wart. A przynajmniej tak się po tym wszystkim czułem.
— Mogłeś mi dać jakieś wskazówki przez ostatnie lata, że mam ci płacić za dotykanie cię, to może wcześniej byśmy zaczęli — powiedziałem.
                     W rzeczywistości niczego takiego nie było. Milczałem cały ten czas, kończąc swój stek. Ciszę przerwałem dopiero chwilę później.
— W takim razie musimy kupić dużo wina, jest co opijać — odparłem.
                  To definitywnie był początek końca naszego związku. Nie wiedziałem jeszcze, kto to zakończy i w jaki sposób, ale podświadomie zaczynałem już przyzwyczajać się do myśli, że jestem singlem. Cholera, tylko dlaczego w takim momencie? Po co się do mnie wprowadzał? Nie byłem miłośnikiem teorii spiskowych, ale czy Aki działał tak drastycznie, by mieć pewność, że raz na zawsze wybije mi siebie z głowy? Czułem, że muszę się upić. Przestała mnie bawić myśl, że starzy Akiego czekają tam na mnie i chcą mi spuścić wpierdol. Zadzwoniłbym do Hikari, ale to nie był dobry moment. Może najlepszą opcją byłoby rzucenie go od razu? To zdecydowanie skróciłoby moje męki. Postanowiłem zrobić to, kiedy przyjdzie odpowiedni czas.


19.1.17

5

Dział: Zaplątani
Numer rozdziału: 5
Gatunek: Yaoi



Akihito Jones - Naru 
Kai Yamazaru - Lisu



KAI

                Wziąłem zimny prysznic i postanowiłem zapomnieć o tym, co się stało. Sen, krótki, bo krótki, pozwolił mi spojrzeć na sytuację z innej strony. Przyzwyczaiłem się już do tego, że łamano mnie na kawałki, a potem sam musiałem się sklejać. Nadchodził właśnie nowy etap w moim życiu.
                    Wyszedłem z łazienki i spostrzegłem, że mam jeszcze godzinę, nim będę musiał wyjść do warsztatu. Korzystając z okazji zapaliłem kolejnego papierosa i udałem się do kuchni. Znalazłem tam Akiego nieudolnie próbującego przygotować śniadanie. Nie obrócił się, żeby się ze mną przywitać, choć byłem pewien, że zauważył moją obecność. Wyglądało na to, że dziś to on miał ochotę na śmierć.
— Zmieniłem zdanie, Aki — zacząłem obejmując go w pasie. — Damy radę. Nawet nie mamy innego wyjścia. W końcu się odpierdolą, zadbam o to.
                   Agresja zawsze dawała mi dziwną siłę. Byłem przecież pieprzonym cholerykiem z nadmiarem energii, mimo że wyglądałem na gościa totalnie znudzonego życiem.
— Dzisiaj śpię w wyrze, czy tego chcesz, czy nie. Bo mi kręgosłup pierdolnie od tej kanapy — dodałem. — I żebyś tylko nie próbował spierdolić do starych, bo ci jaja urwę.
                          Po tych słowach oparłem się o blat i zacząłem wgapiać się w ten pieprzony kran, który pewnie tylko czekał, żeby znowu się spierdolić, w dodatku w najmniej oczekiwanym momencie. Czułem to, choć mało rzeczy w życiu czułem, ale to odczuwałem nad wyraz mocno. Wtedy jakoś przyszło mi do głowy, że jestem całkiem szczęśliwy. Ni chuja pojęcia nie miałem, skąd nagle nasunął mi się taki wniosek, ale zupełnie mi nie przeszkadzał. Papierosy smakowały kompletnie inaczej tego poranka.



AKIHITO

               Kiedy Kai wszedł do kuchni, akurat trzymałem dłoń pod zimną wodą, dlatego nie obróciłem się, by się z nim przywitać. A może wynikało to po prostu ze strachu? Gdzieś wewnątrz mnie obudziła się obawa, że Kai zaraz poinformuje mnie o tym, że mnie zostawia, że nie potrzebuje kogoś takiego jak ja. Właśnie przez to, gdy padły słowa "Zmieniłem zdanie, Aki", poczułem jak nogi robią mi się jak z waty i prawdopodobnie upadłbym z nerwów, gdyby ten mnie nagle nie objął. Kiedy go wysłuchałem, spojrzałem na niego jak na idiotę.
— Nie strasz mnie tak! — krzyknąłem, stając twarzą do niego i bijąc go lekko w ramię. — Sądziłem, że właśnie ze mną zrywasz! Że udało im się cię kupić! — krzyknąłem, tym samym zdradzając fakt, że podsłuchiwałem rozmowę, jednak jakoś o tym nie myślałem teraz. — Kai... — szepnąłem po chwili i mocno się w niego wtuliłem. — Nie strasz tak... — powtórzyłem już spokojniej, oddychając ciężko. — Oczywiście, że nigdzie nie ucieknę, nie mógłbym przecież... a wspólne spanie... Czekałem na ciebie w nocy, liczyłem, że się zjawisz... W końcu spanie samemu jest nudne, zwłaszcza w zimną noc — poskarżyłem się. Widząc jak ten zaciąga się papierosem, zagryzłem lekko dolną wargę. — Dlaczego nie chcesz mnie nauczyć palić? Nie byłoby ci raźniej? — zapytałem z lekkim uśmiechem.



KAI

— Co dokładnie słyszałeś? — spytałem tonem tak szorstkim jak skóra jego matki.
                         Powinienem był się domyślić, że coś słyszał, a jednak łudziłem się nadzieją, że nie jest takim masochista, by nadwyrężać swój słuch tylko po to, żeby przez ścianę usłyszeć co mówię.
— Nie ufasz mi, Aki — dodałem po chwili. — Choć nie wiem jeszcze czemu.
                           Znów skierowałem wzrok na papierosa, jak gdybym w głębi duszy liczył, że odpowie na moje pytania bez odpowiedzi.
                               Zacząłem zastanawiać się, czy fundamenty naszego związku na pewno są tak silne, jak mi się dotychczas wydawało. Czy poświęcałem Akiemu wystarczająco dużo czasu? Czy starałem się jak tylko mogłem? Jedynym, co dostrzegłem, była masa banalnych błędów. Skarciłem się za to wszystko w myślach. Mimo wszystko Aki wyglądał na zadowolonego z naszej relacji i nigdy nie prosił o więcej. Czy nie wymagał wiele dlatego, że nie był przyzwyczajony do otrzymywania dużych pokładów uczuć? W zasadzie, mając takich starych... Ale czy te dziwne podejrzenia nie były czasem sugestią, ze robię coś nie tak, że powinienem coś zmienić?



AKIHITO

— No... słyszałem jak obrażasz moją matkę i odmawiasz, po tym sobie poszedłem, ale wydaje mi się, że proponowała większą sumę — powiedziałem cicho i spojrzałem mu w oczy. — Ufam ci... ufam jak cholera, tylko.. Ja przez to wszystko czuję się tak źle i to twoje "Zmieniłem zdanie, Aki"... przestraszyłem się... Aż pomyślałem sobie, że jednak mnie zostawisz, a ja tak liczyłem, że będziemy razem... — powiedziałem z trudem. — Ale... ale widzisz? Dobrze myślałem... wybrałeś mnie.. — powiedziałem i pogładziłem go dłonią po policzku. — Ufam ci... Naprawdę ci ufam... ja... od początku czułem, że jej odmówisz, ten strach pojawił się tylko na chwilę, przez twoje słowa — wymamrotałem i wziąłem głęboki oddech. — Umm... Ale nie mówmy o tym, to nieważne... — wymamrotałem i odsunąłem się. — Zrobiłem nam śniadanie — powiedziałem, chcąc zmienić temat. — Jak zjemy, to przygotuję ci bento do pracy, żebyś nie siedział głodny — powiedziałem i uśmiechnąłem się ciepło, wskazując mu na stół. — Ahh, i tak ogólnie, to przelałem wszystko ze swojego konta na twoje, tak więc bierz z tego na wszelki rachunki, zakupy, czy cokolwiek innego — powiedziałem i zamyśliłem się. — Mamy weekend, po pracy idziesz się spotkać ze znajomymi? Bo jeśli tak, to nie będę musiał szykować nic na obiad, nie? — mówiłem dosyć szybko, zadając coraz to nowsze pytania, chcąc jak najbardziej odsunąć od siebie to, co wydarzyło się kilkanaście minut temu.



KAI

                        Rzuciłem mu zażenowane spojrzenie i westchnąłem głęboko.
— Nie rób obiadu. Ale nie rób też sobie planów na popołudnie — odparłem. — I przede wszystkim nie myśl za dużo. Będzie git, Aki. Łap moje zapasowe klucze.
                    Wręczyłem mu pęk kluczy, które dorobiłem sobie już jakiś czas temu na wszelki wypadek.
— Może powinniśmy teraz kupić psa, zrobić sobie dwójkę dzieciaków, a na koniec wyprowadzić się na wieś i mieć wyjebane — wymamrotałem sam do siebie.
                         Udaliśmy się do sypialni, żeby zainicjować śniadanie do łóżka, w którym nawet razem nie spaliśmy. Tak czy inaczej Aki wydał mi się nagle smaczniejszy niż to, co przygotował. Rzuciłem się na niego z łapami rozochocony myślą, że leżymy w naszym wspólnym łóżku. Zaborczo i łapczywie wpijałem się w jego usta bez krzty wstrzemięźliwości, bez delikatnego początku i stopniowego rozwoju akcji, bez pełnej kontroli nad sytuacją. Smakował jeszcze chłodną karmelową kawą, nie mogłem się od niego oderwać. Dłonie znów odruchowo wędrowały pod koszulkę Akiego i obawiałem się, że tym razem ich nie zatrzymam.
— Co mam zrobić, żeby móc przerwać, kiedy jesteś tak blisko? — spytałem.
                        Nie czekałem jednak na odpowiedź. Przeniosłem usta na jego kark poraniony wczorajszym dniem. Tym razem całowałem go tam delikatnie i subtelnie, momentami wręcz niezauważalnie. Znów uświadamiałem sobie, że nie mogę pozwolić mu odejść.



AKIHITO

— Nie mam żadnych planów — powiedziałem i podniosłem się, idąc zaraz za nim do sypialni.                                        Szczerze mówiąc, zaskoczyła mnie jego postawa. To wszystko wyglądało tak, jakbyśmy jedli romantyczne śniadanie po wspólnej nocy. Nigdy nie spędzaliśmy czasu w taki sposób, ba, mężczyzna rzadko kiedy okazywał jakieś emocje, które wyrażałyby czułość, a dziś? Od rana powtarza mi, że wszystko będzie dobrze, wspiera mnie o wiele mocniej niż zwykle i podoba mi się to, ale nie chcę się do tego przyzwyczajać, w końcu znam go, wiem, że to nie w jego stylu i ani trochę mi to nie przeszkadza. Uwielbiam go takim, jakim jest.
                              Sięgnąłem po swoją kawę, którą dopiłem i odstawiłem kubek na szafkę nocną a chwilę później poczułem jak ten wpija się w moje usta, całując mnie mocno, zaborczo. Byłem szczerze zaszokowany tą sytuacją, przez co dłuższą chwilę trwałem w bezruchu, dopiero, kiedy poczułem jego dłoń pod swoją koszulką, zareagowałem. Westchnąłem cicho i odpowiedziałem na pocałunek, próbując utrzymać tempo.
— Ja... Ja nie wiem... — wydyszałem w odpowiedzi, nie wiedząc, co powinienem mu odpowiedzieć na takie pytanie. Westchnąłem cicho z przyjemności, kiedy ten nagle zaczął delikatnie całować moją wrażliwą szyję. 
— Wiesz... zrobienie dzieci będzie trudne... ale możemy się starać... — wymamrotałem z lekkim rumieńcem.



KAI

— Kurwa — powiedziałem triumfalnie, odrywając się na chwilę od Akiego. — Co ja z petem zrobiłem?
                  Powoli zlazłem z łóżka i niepewnym krokiem udałem się w kierunku kuchni. Zawsze pamiętałem ten groteskowy moment kończenia papierosa. Zawsze wyrzucałem kiepy w dziwne miejsca. Pamiętałbym przecież.
                    Kiedy przekroczyłem progi kuchni, moim oczom ukazał się widok podobny do tego, kiedy perkusiście Mansona zrobiło się zimno. Spoglądałem z dumą na rozprzestrzeniający się żar i odpaliłem kolejnego papierosa.
— Kai — rzekłem sam do siebie. — U r master of disaster.
                  Opuściłem więc kuchnię z myślą "niech się dzieje, co chce". Założyłem buty i pożegnałem Akiego poleceniem wezwania pomocy, bo w kuchni stał się straszny wypadek. I wyszedłem do roboty.
                      Pogoda nawet nie była taka zła. Wymarzona praca oszczędzała mi dziwnych ludzkich przypadków, choć, jak było wiadomo, świat dzielił się na ludzi, kobiety i samice Niemców, więc znów nie wiedziałem, czego się mogę spodziewać.
                        Zastanawiałem się, czy matka lub ojciec Akiego odwiedzą mnie osobiście, choć po czymś takim szczerze w to wątpiłem. Byłem jednak pewien, że będą próbowali dorwać gdzieś Akiego i przekonywać do swoich racji dalej. Kurwa, musiałem w końcu zająć się sobą, zamiast tracić czas na bezsensowne rozmyślania o czymś, na co nie mam wpływu. Wkurwiało mnie to, jak te prostackie chuje gwałcą podstawowe prawa moralne.



AKIHITO

— Hm? — wymamrotałem, nie rozumiejąc. 
                       Spojrzałem za nim zamglonym wzrokiem, zaskoczony tym nagłym przerwaniem. Usiadłem powoli na łóżku, poprawiając swoją koszulkę. Mój oddech wciąż był lekko przyśpieszony. — Kai?! — zawołałem, nie mając pojęcia o co mu chodzi. Nagle jednak usłyszałem polecenie wezwania pomocy oraz trzask drzwi.
— Co? — zapytałem zaskoczony i zerwałem się z łóżka, biegnąc do kuchni, zatrzymałem się jednak w progu, patrząc w szoku na palącą się firankę.
— Kai... ty głupi chuju... — skomentowałem załamany, rozejrzałem się po kuchni, szukając czegoś, czym mógłbym ugasić palącą się firankę, w końcu nie mogłem jej zdjąć, bo skończyłoby się to poparzeniem rąk, a tego wolałem uniknąć.
                     Nagle mój wzrok natrafił na wiaderko z brudną wodą, którą Kai zostawił wczoraj po sprzątaniu. Wcześniej byłem na niego wściekły za to, że zamiast to wylać, to zostawił to w kuchni, jednak teraz? Teraz byłem za to wdzięczny.
                      W końcu niewiele myśląc, sięgnąłem po ciężkie wiadro i wylałem wodę, zalewając tym samym okno, ściany oraz podłogę, ale to nie miało znaczenia. Najważniejsze było to, że udało mi się ugasić pożar nim ten zajął większą powierzchnię mieszkania.
                       Podbiegłem zaraz do okna, które otworzyłem, by się wywietrzyło i oparłem się dłońmi o blat, oddychając szybko. 
— Wróć tylko z pracy, a osobiście cię wykastruję... — wymamrotałem zdenerwowany. 
                      Jak on mógł zostawić mnie samego w takiej sytuacji? Czy on liczył na to, że spłonę tutaj i on będzie mógł spokojnie żyć z dala od problemów jakie miał mieć teraz przeze mnie? Przysiągłem sobie, że go uduszę... tylko najpierw musiałem posprzątać, bo syf, który zrobiłem był okropny.
                     Spojrzałem ponownie na mokre ściany i w duszy cieszyłem się z tego, że są na nich płytki, które można szybko wyczyścić.
                    Nie myśląc już o niczym innym, zacząłem sprzątać mieszkanie, zdejmując przy tym resztki firanki. Poszukałem w mieszkaniu nowej, którą powiesiłem i zacząłem sprzątać resztę. Zajęło mi to dobre półtorej godziny, w końcu mogłem usiąść i odetchnąć.
— Idiota... — skomentowałem znowu postawę swojego ukochanego. — Zabiorę mu te jego szlugi i nie będzie mnie tu więcej narażał... — skomentowałem pod nosem i udałem się do sypialni, gdzie znalazłem jego laptopa. Podziękowałem mu w myślach za to, że nie miał na nim żadnego hasła, gdyż dzięki temu mogłem spokojnie przejrzeć oferty prac dla młodych.



KAI

— Widzę, że upojną noc miałeś, Alfonsie. — W robocie powitał mnie znajomy głos. — Wyglądasz gorzej niż zwykle.
— Mówisz mi to codziennie.
                    Nie mogło obejść się bez czułego powitania, jeśli szło o Bridget. Notorycznie dosypywała mi czegoś do kawy i czułem, że miała jakiś wkład w dwie katastrofy w mojej kuchni. Bridget była wielką blondyną, rodowitą Amerykanką, której burgery poszły w cycki. Nie tylko znała się na samochodach i uprzykrzała mi życie, ale też przyciągała klientów swoim wyglądem i zadziornym charakterem. Grzebała coś akurat przy Daewoo Tico, klnąc przy tym niemiłosiernie. Stana jeszcze nie było, ale on zawsze przychodził z dwugodzinną obsuwą, na co nikt nie narzekał, bo przynosił dużo jedzenia roboty jego matki. Zdziwił mnie jednak brak obecności Siergieja, który przychodził zawsze jako pierwszy i wychodził ostatni, mimo że nikt nigdy nie widział go przy samochodzie.
— Gdzie ta ruska kurwa? — spytałem szorstko. Obiecał oddać mi dzisiaj kasę, a chciałem przeznaczyć ją na pewną rzecz.
— Leczy kaca — odparła Bridget, nie wychylając się spod maski.
— To on miewa kaca? — zdziwiłem się. Często opowiadał o dziwnych mieszankach w jeszcze dziwniejszych ilościach, jednak nigdy nie odczuwał złych efektów. Czuł je tylko wtedy, kiedy był trzeźwy.
— Ruscy też ludzie jak widać — odpowiedziała. — Weź kasę od Stana, jak potrzebujesz. On zawsze ma. A, zapomniałabym. Ten nadęty buc, co mu się paliwo z baka wylewa czy tam przecieka. Pamiętasz? Będzie dzisiaj. Dlatego się nie spieszę z tym wiśniowym. Chyba jaja kolesiowi urwę, jak mi zacznie pyszczyć tak jak wam wczoraj.
— Co tu masz fajnego?
               Rzuciłem okiem na chłodnicę w Tico, po czym zająłem się Fiatem, który stał tu od tygodnia. Było to zlecenie Stana, ale łudziłem się, że weźmie auto tego chuja, kiedy tylko obydwaj się pojawią.
                  Zastanawiałem się w międzyczasie, czy Akiemu udało się przeżyć w płomieniach. Było to chyba całkiem możliwe. Czyżbym wybrał zbyt drastyczne metody pokazywania mu świata? Nieistotne. Były dobre, dopóki działały.
— To jak z tą upojną nocą? — drążyła temat. Była dociekliwą i wścibską babą jak każda inna kobieta. — Jak tam, poznamy kiedyś tą twoją laskę? Żebyśmy mogli ocenić, czy fajna dupa, czy nie?
— Różą to ona nie jest — odparłem, odpalając papierosa i wpatrując się w zdarty lakier. — Ale ziemniak też kwitnie.
— Dziwny z ciebie facet, Kai - westchnęła. — Zastanawiam się jaka jest, bo to ciekawe, jakim cudem wytrzymuje z takim kolesiem jak ty.
— Z takim podejściem nie dziwię się, że nikogo nie masz — rzuciłem.
— Bo co, bo szukam kogoś, z kogo będę zadowolona, zamiast pocieszać się kwitnącym ziemniakiem, z którym jestem z braku laku czy litości?
"Z braku laku czy litości" — powtórzyłem w myślach. Czy taka była prawda?



AKIHITO

                      Przeszukując internet, by znaleźć pracę, trafiłem na ofertę do host clubu. Zaciekawiony taką opcją, znalazłem sobie stronę internetową tego klubu, chcąc dowiedzieć się, na czym polegałaby moja praca. Podawanie drinków oraz przystawek, zabawianie kobiet rozmową oraz prawienie komplementów? To nie jest nic trudnego, prawda? Zachęcony wszystkimi informacjami, jakie udało mi się zdobyć, zadzwoniłem pod numer zamieszczony na stronie z ogłoszeniami i umówiłem się z właścicielką na spotkanie, które miało odbyć się za dwie godziny. Dopiero, kiedy się rozłączyłem, dotarło do mnie, że Kai mógłby być zły z powodu pracy, w której chciałem zacząć działać, w końcu miałbym zajmować się obcymi kobietami, traktować je tak, jakby były moim partnerkami. Jednak z drugiej strony Kai nigdy nie okazywał mi jakiejś zazdrości, więc nie powinien być zły o coś, co miało mi jedynie przynieść pieniądze, które są nam obu potrzebne. Z taką właśnie myślą wyłączyłem laptopa, po czym sprzątnąłem po naszym śniadaniu i udałem się pod prysznic, gdzie umyłem się dokładnie, następnie ułożyłem swoje jasne włosy i ubrałem się w garnitur, po chwili spryskując się perfumami. Umyłem jeszcze zęby i gdy byłem gotowy, wyszedłem z mieszkania, zamykając je na klucz, po czym na piechotę poszedłem do klubu. Na miejscu byłem punktualnie. Jeden z mężczyzn od razu poprowadził mnie do gabinetu.
                   Przywitałem się grzecznie z kobietą i kiedy ta się zgodziła, zająłem miejsce na przeciwko jej biurka. Chwilę później zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Pytała mnie o różne rzeczy, o moje zainteresowania, o wiek i tak dalej. Odegraliśmy również krótką scenkę, w której to miałem udawać, że jest moją klientką. W końcu, po niemalże godzinie rozmowy, kobieta wypowiedziała zdanie, za które miałem ochotę ją zabić, jednak nie pokazałem tego po sobie.
— Myślę, że wiele naszych klientek odda wszystko, aby móc spędzić chociaż chwilę z młodziutkim synem, przystojnego pana Jones'a — powiedziała to miłym tonem, jednak zagotowało się nieco we mnie. 
                  Nie chciałem mieć pracy tylko dzięki nazwisku ojca, chociaż? Z drugiej strony, to było bardzo pomocne, zwłaszcza w takiej sytuacji.
— Ponadto  masz ładną buzię, twoje włosy cię wyróżniają, będziesz miał dużo chętnych... Przyjdź w poniedziałek, przydzielę ci hosta, który wprowadzi cię w ten świat, będziesz przez jakiś czas siedział razem z nim i obserwował, później dostaniesz swoje klientki — poinformowała mnie. Załatwiliśmy wszelkie formalności i mogłem w końcu wyjść. Spojrzałem zaraz na zegarek, a kiedy stwierdziłem, że Kai będzie jeszcze trochę w pracy, postanowiłem się przejść.